Niech zdecyduje suweren
Wtorek, 20 czerwca 2023 (21:52)Rozmowa z Beatą Kempą, posłem Suwerennej Polski do Parlamentu Europejskiego
Polski rząd sprzeciwia się nowej propozycji Komisji Europejskiej w sprawie przymusowej relokacji imigrantów, ale presja wciąż trwa i przybiera na sile…
– Tym bardziej musimy konsekwentnie stać na straży naszych interesów i sprzeciwiać się zagrożeniu, jakie stoi za decyzją o obowiązkowym przyjmowaniu nielegalnych imigrantów. Nasza konsekwencja w działaniach już raz w 2015 roku – a także, kiedy sprzeciwialiśmy się realizacji porozumień dublińskich dotyczących zasad rozpatrywania przez państwa członkowskie wniosków cudzoziemców o azyl, gdzie przymusowa relokacja była urzeczywistniana już w bardzo konkretnych decyzjach – postawiła tamę. Nasza polityka polegająca na pomaganiu tym ludziom w miejscach ich zamieszkania oraz postawienie tamy przed ewidentnym, masowym naporem nielegalnej imigracji także przed nierozsądnym postępowaniem niektórych państw członkowskich Unii Europejskich, okazała się bardzo mądrym działaniem. Tymczasem znów próbuje się nas szantażować i grozić karami za nieprzyjęcie imigrantów. Jak wiemy, kary mają być bardzo wysokie, bo sięgające 20 tys. euro za każdego nieprzyjętego imigranta.
Czy to wręcz nie zachęca handlarzy ludźmi do kolejnych coraz liczniejszych prób wwożenia na terytorium Unii Europejskiej nielegalnych imigrantów?
– Nie inaczej. Rozochocenie tych, którzy dzisiaj trudnią się przemytem ludzi – a jest to potężny proceder i przestępczość zorganizowana – po decyzji Unii Europejskiej tylko się wzmaga. Ci de facto przestępcy mają świadomość, że organy decyzyjne Unii Europejskiej tak naprawdę swoimi decyzjami im sprzyjają, dlatego będą jeszcze bardziej mamić ludzi i szerszym strumieniem przewozić nielegalnych imigrantów do Europy. Z tym że część z imigrantów – zważając na warunki, w jakich płyną, do Europy nie dopłynie, bo utonie w morzu. Takie są tragiczne realia tego procederu. Dlatego przeciwstawianie się wobec przymusowej relokacji imigrantów jest jak najbardziej potrzebne, choćby z tego powodu, żeby nie nakręcać jeszcze bardziej interesu potężnych, zorganizowanych, międzynarodowych grup przestępczych.
Dlaczego Unia kolejny raz z uporem maniaka sięga po mechanizm, który już raz zakończył się fiaskiem?
– Przyczyna jest prozaiczna – mianowicie niektórzy posłowie Parlamentu Europejskiego, urzędnicy Komisji Europejskiej, a także część polityków we własnych krajach – mają problem, bo obywatele buntują się wobec tego typu bezrefleksyjnej polityki migracyjnej. W związku z tym naprędce próbują coś z tym problemem zrobić, łącznie z szantażem finansowym oraz emocjonalnym wobec państw członkowskich, które nie będą chciały poddać się dyktatowi przymusowej relokacji imigrantów. Mam tu na myśli chociażby Szwedów, także Francuzów, Niemców, ale podobne problemy ma również Grecja. We wszystkich tych krajach jest potężny kłopot z migrantami. Co więcej, fala imigrantów, która napływa dzisiaj, co pokazują chociażby dokumenty niemieckie, to już jest fala, która przybywa z uzasadnieniem i podstawą traktatową do łączenia rodzin. A więc nie są to ludzie, którzy w założeniu mieli pracować i budować gospodarkę oraz dobrobyt danego kraju, ale są to ludzie, którzy będą chcieli wykorzystać przywileje socjalne i wszelkie możliwe świadczenia. A zatem będą obciążać budżet tego czy innego państwa. Ci, którzy na to pozwolili, mają – jak wspomniałam – bardzo duży problem, bo ludzie, którzy ich wybrali, drugi raz takiego błędu nie popełnią. Stąd obawiając się o własne stołki, w obliczu wyborów, próbują wykonywać jakieś spektakularne ruchy i chcą powracać do rozwiązań, które – jak pan redaktor przypomniał – już raz upadły zanim powstały. Zatem jest to rozpaczliwa próba pudrowania bardzo, ale to bardzo nierozsądnej i de facto niebezpiecznej polityki migracyjnej.
O ile polski rząd dostrzega zagrożenie i twierdzi, że nie zgodzi się na przymus relokacji oraz proponuje referendum w tej sprawie, o tyle Donald Tusk wyśmiewa te obawy i mówi, że nikt nie chce nam narzucać żadnej puli imigrantów…
– Donald Tusk albo nie ma wiedzy, albo cynicznie kłamie ze strachu, że nawet jego wyborcy mogą nie zgodzić się na przymus relokacji imigrantów. Zresztą z prawdomównością Tuska – jak wiemy – różnie bywało. Natomiast komunikaty, jakie płyną z Brukseli są jasne, że albo z klucza przyjmiecie 1,9 tysiąca imigrantów, albo będziecie płacić 20 tys. euro kary za każdego nieprzyjętego. Owszem, będziemy mogli ubiegać się o odstępstwo od zasady relokacji, ale czy Polska zostanie wyłączona z tego mechanizmu, decydować będzie Komisja Europejska, a następnie sprawa stanie na Radzie Europejskiej. Tusk ma świadomość, że nawet większość z tych, którzy go popierają nie podziela hurraoptymistycznej polityki migracyjnej Unii Europejskiej. Oczywiście są tacy, którzy próbują mówić o rzekomym łamaniu praw człowieka, próbują reagować w sposób bardzo nieodpowiedzialny na sytuację i wywołany sztucznie przez reżimy Putina i Łukaszenki kryzys migracyjny na polsko-białoruskiej granicy – tym samym szkodząc Polsce, ale też całej Unii Europejskiej. Jednak jak rozmawiam ze zwolennikami Platformy, np. w moim okręgu wyborczym, to oni też nie do końca zgadzają się z hurraoptymistyczną polityką migracyjną Unii. Ludzie mają świadomość, że my już mamy u siebie uchodźców wojennych z Ukrainy, którzy uciekają przed rosyjskimi bombami, przed utratą zdrowia, a nawet życia. I my, Polacy, ten egzamin z człowieczeństwa, z podejścia do uchodźców, zdaliśmy jak żaden innych naród.
Co ciekawe, ten unijny pomysł został tak sformułowany, że powołując się na szczególne okoliczności, owszem będzie można prosić, wnioskować o odstępstwo, wykluczenie z mechanizmu przymusowej relokacji, ale oznaczałoby to uznanie legalności tego mechanizmu, który jest wbrew traktatom. Ponadto obowiązkowa relokacja nie będzie jednorazowym działaniem, ale będzie to stały – zawsze już obowiązujący mechanizm…
– Przepisy unijne trzeba umieć czytać, trzeba też znać sposób działania, postępowania instytucji europejskich, a w szczególności Komisji Europejskiej. Absolutnie ma pan rację, że jeśli raz się zgodzimy, to tak naprawdę otworzymy ścieżkę do kolejnych działań w tym zakresie i to stanie się zwyczajem znajdującym poparcie w unijnym prawie. Nic więc dziwnego, że na skutek takich działań mamy różnego rodzaju decyzje nawet wbrew traktatom unijnym. To jest działanie na zasadzie: jeśli dasz palec, to wezmą całą rękę. Tak działa Unia Europejska. Dlatego absolutnie nie można się zgodzić na przymus relokacji nielegalnych imigrantów i ani kroku w tył, bo jak działają elity brukselskie, to my, Polacy, znamy jak mało kto. Jeśli Komisja Europejska czy Parlament Europejski konstruują przepisy, to zawsze jest tak, że śrubowane są pewne wymagania po to, żeby potem było z czego odpuścić. Ale i tak wchodzą w życie jako obowiązujące prawo – mimo iż są np. ze światopoglądowego lub ekonomicznego punktu widzenia bardzo niekorzystne dla poszczególnych krajów. I my te numery stosowane przez Komisję Europejską i europarlament znamy. Tym bardziej – mając świadomość z kim mamy do czynienia – nie wolno nam pozostawić choćby najmniejszej szczeliny dla złej unijnej polityki.
Zatem skutki tej polityki niech ponoszą te kraje, które naważyły piwa?
– Dokładnie tak. Solidarność, o której często się mówi w unijnych kręgach, nie ma tu nic do rzeczy, bo obowiązuje ona wśród ludzi roztropnych i mądrych, a nie, jeśli ma to być leczenie błędnej polityki, która miała przynieść określone korzyści niektórym krajom, a okazała się fiaskiem i teraz trzeba się podzielić problemem ze wszystkimi. Teraz to my mamy być lekarzami na ich chorobę, to my mamy ich zrozumieć. Na to zgody nie ma i nie będzie, zwłaszcza że my, Polacy, zdaliśmy egzamin z solidarności wobec uchodźców wojennych z Ukrainy. Przypomnę, że od początku napaści rosyjskiej na Ukrainę granice Polski przekroczyło ponad 12 mln uchodźców z Ukrainy, gdzie trzeba było z tymi ludźmi przeprowadzić całą procedurę i pomóc im. Do tego dochodzi ogromne zaangażowanie Polaków oraz finansowe państwa polskiego, bo Unia dała nam na ten cel grosze. I my, Polacy, mamy sumienia czyste. Dlatego uważam, że kolejny dyktat unijny i szantaż, jaki będą wobec Polski stosować poza tzw. praworządnością i innymi elementami nacisku, że rzekomo nie spełniamy jakichś wartości unijnych, choć wciąż nie są w stanie podać definicji tych wartości, albo że nie przestrzegamy praw człowieka i obywatela itd., na to nie możemy się zgadzać. Jesteśmy suwerennym państwem i chcemy samodzielnie kształtować politykę migracyjną oraz samodzielnie, a nie pod przymusem decydować o tym, kogo wpuszczamy do naszego kraju, a kogo nie.
Czy kwestia nielegalnych imigrantów oraz temat referendum w sprawie ich obowiązkowej relokacji będzie ważnym punktem kampanii przed zbliżającymi się wyborami parlamentarnymi?
– My nie prosiliśmy się o ten temat. Ten temat wywołała Unia Europejska, więc nie można nam zarzucać, że chcemy tym grać w kampanii wyborczej. My się tylko odnosimy do przygotowywanej przez UE decyzji, decyzji szkodliwej, której konsekwencje mogą być odczuwalne, mogą być zagrożeniem bezpieczeństwa nie tylko Polski, ale całej Europy. W tak fundamentalnej, tak emocjonalnej sprawie, wobec otwartej postawy Polaków względem uchodźców wojennych z Ukrainy, warto się w tym wypadku odwołać do głosu obywateli. Czy Polacy są w stanie, czy się zgadzają na taką politykę Unii Europejskiej. Na pewno przetoczy się debata, a to czy ona wejdzie w tryb kampanii wyborczej, czy będzie później czy wcześniej, to już nie my ten timing określiliśmy, ale określiły go instytucje Unii Europejskiej. Więc jeśli już, to niech mają pretensje do siebie, a nie do nas. Natomiast my w tej sprawie mamy prawo odwołać się do decyzji Polaków – niech zdecyduje suweren.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki