• Poniedziałek, 13 kwietnia 2026

    imieniny: Marcina, Przemysława

Dziś w „Naszym Dzienniku”

Fałszywa propaganda

Wtorek, 20 czerwca 2023 (00:03)

Rozmawiam z koleżanką. Ma 45 lat i dwoje dzieci. „Mam tylko dwoje, bo długo się uczyłam. Potem pomyślałam, że muszę się zabezpieczyć na czas emerytalny, bo dziś dzieci nie utrzymują rodziców na starość. Wybrałam więc, że najpierw praca, potem rodzina. Pierwszego syna urodziłam, gdy miałam 35 lat, za chwilę drugiego i szczyt płodności miałam już dawno za sobą”.

Powstają obszerne analizy na temat spadającej dzietności. Mam wrażenie, że niedoceniany jest w nich aspekt najbardziej oczywisty – biologia. Media zasypują nas doniesieniami o 70-latkach, które dzięki in vitro zostają matkami, o celebrytkach, które kupują dzieci od surogatek, o późnym macierzyństwie znanych aktorek, dziennikarek, artystek, które pierwsze dziecko rodzą tuż przed pięćdziesiątką. Może to wywoływać wrażenie, że biologia nie stawia granic – przecież tak sprytnie nauczyliśmy się ją obchodzić. Jednak nic z tego. Najlepszy okres w życiu kobiety na urodzenie dziecka to wiek między 18. a 23. rokiem życia.W jednym z wywiadów prof. dr hab. n. med. Rafał Kurzawa, prezes Polskiego Towarzystwa Medycyny Rozrodu i Embriologii, powiedział: „To jest obraz współczesnej niepłodności w krajach wysokorozwiniętych. Główną przyczyną niskiej dzietności w Europie jest to, że pary starają się o dzieci w wieku, kiedy mają ograniczoną płodność”. Kobieta 35-40-letnia nie urodzi tylu dzieci, ile mogłaby urodzić, gdyby chciała zostać matką 15 lat wcześniej.

System

Ale w prostej odpowiedzi mojej koleżanki coś mi nie pasuje. Znamy się od dawna, ona nie jest karierowiczką, w jej domu panuje prymat wartości rodzinnych nad pieniądzem i awansami zawodowymi. „Sądzisz, że pieniądze na koncie na starość są cenniejsze od dzieci?” – dopytuję. „Oczywiście, że nie. Ale dzisiaj mam perspektywę, a gdy dokonywałam swoich wyborów, jej nie miałam. Robiłam to, co inni. Kiedy tkwisz w jakimś systemie, nie myślisz o nim. Nie zastanawiasz się, czy on jest dobry, czy nie, po prostu się żyje. Gdybym chciała założyć rodzinę na studiach, byłoby to trudne, bo pójście pod prąd jest trudne” – dopowiada moja koleżanka.

Bardzo często to nie nasze chęci, ale dostępne możliwości kreują wybory. Podejmując decyzje, obracamy się w alternatywach dostępnych na wyciągnięcie ręki. A gdy jest się tzw. młodym dorosłym, bez bagażu doświadczenia, bez spojrzenia z różnych perspektyw, to kracze się jak inne wrony. Refleksja, że mogliśmy inaczej – jeśli w ogóle jest na nią przestrzeń – przychodzi wtedy, gdy na prokreację jest już za późno.

Przemiany społeczno-ekonomiczno-gospodarczo-kulturowe dokonywały się od lat. Jeśli spojrzymy zaledwie na ostatnie stulecie, to zobaczymy kobiety, które idą do fabryk, by mężczyźni mogli pójść na front, a one mogły się samodzielnie utrzymać. Podobnie było w czasie II wojny światowej – w internecie dostępne jest piękne zdjęcie kobiet instalujących osprzęt i zespoły w tylnej części kadłuba bombowca B-17 (to akurat z amerykańskiej fabryki). Z kolei po wojnie mamy znowu muszą pracować – sytuacja ekonomiczna jest fatalna, trudno marzyć o życiu z jednej pensji męża. Jednak nowy styl życia nie przekłada się jeszcze na dzietność Polaków. Nadal rodzi się wiele dzieci, aby „skompensować” straty wojenne. Ponadto większość społeczeństwa nadal żyje na wsi. Powoli rozpoczyna się migracja do miast, do osiedli budowanych przy ogromnych fabrykach. Pojawia się chłoporobotnik – osoba, która ma gospodarstwo, ale oderwana od własnej ziemi pracuje cały dzień w fabryce. Maksimum liczby urodzeń w Polsce osiągnięto w latach 50. XX wieku – rodziło się wtedy blisko 800 tys. dzieci rocznie. Największy spadek liczby rodzących się dzieci odnotowano w latach 90. XX wieku (300-400 tys. rocznie) i powiązano to z przemianami ustrojowymi, trudnościami ekonomicznymi oraz stopniową zmianą stylu życiu, w którym ważniejsze niż rodzina stały się sprawy zawodowe. Ludzie chcą więcej. Pragną wyższego standardu życia, a to kosztuje.

 

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

APW, Magdalena Guziak-Nowak