Czy to wreszcie koniec z banksterami?
Piątek, 16 czerwca 2023 (20:40)Rozmowa z Andrzejem Maciejewskim, politologiem
z Instytutu Sobieskiego
Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej orzekł, że banki nie mogą czerpać korzyści
z nieuczciwych umów, a konsumenci mają prawo domagać się rekompensat, jeśli umowy kredytowe zawierały nieuczciwe warunki i zostały uznane za nieważne.
Długo trzeba było czekać na taką decyzję?
– Bardzo się cieszę, bo sprawa ciągnie się już bardzo długo. To bardzo dobra i oczekiwana wiadomość, która pokazuje, że kredytobiorcy, tzw. frankowi, mają swoje prawa. Jeśli umowa kredytowa zawierała nieuczciwe warunki i została uznana za nieważną, to klienci będą mogli domagać się rekompensat od banków. Ponadto ci kredytobiorcy, którzy zdecydują się na dochodzenie swoich roszczeń przed sądem, będą mogli złożyć wniosek
o zabezpieczenie powództwa skutkujący zawieszeniem spłaty rat kredytu na cały okres postępowania sądowego. Cieszę się, że to, co jako poseł na Sejm powtarzałem
z mównicy sejmowej przez całą poprzednią kadencję
od 2015-2019 roku, teraz swoim wyrokiem potwierdził Trybunał Sprawiedliwości Unii Europejskiej. Po pierwsze,
że unijna dyrektywa praw konsumenckich 93/13, której postanowienia zostały implementowane do polskiego porządku prawnego, była ewidentnie łamana przez banki, które udzielały tzw. kredytów frakowych. Te kredyty nie miały nic wspólnego z frankiem szwajcarskim, bo klienci
na oczy nie widzieli franka, natomiast były to kredyty
w złotówkach wyrażone w walucie obcej, a zatem mówimy tu o kredytach w złotych polskich. Po drugie, to polskie sądownictwo otrzymało jasny sygnał, że bankom nic się
nie należy ponad to, co pożyczyły. Skoro banki miały świadomość, na czym polega ten mechanizm, to znaczy,
że świadomie podjęły ryzyko i w związku z tym teraz muszą ponieść konsekwencje swoich działań.
Proszę przypomnieć, jak przez lata wyglądała sytuacja tzw. frankowiczów?
– Polacy podpisali ponad 700 tysięcy umów z bankami na tzw. kredyty frankowe, z czego ponad połowa została już spłacona często ogromnym kosztem bankructw, dramatów wielu ludzi. Są też ludzie, którzy popełnili samobójstwa, ale banków nigdy to nie interesowało. Pozostali wciąż spłacają kredyty. Część walczy z bankami przed sądem, a część podpisała z bankami różnego rodzaju pseudougody, odcinając możliwość spraw sądowych. I wyrok unijnego Trybunału Sprawiedliwości oznacza, że banki mogą zostać zmuszone do zwrotu nawet 100 mld zł swoim klientom. Przypomnę, że w ubiegłym roku tzw. frankowicze wygrali ok. 97 proc. spraw z bankami, a ok. 130 tysięcy spraw wciąż czeka na rozstrzygnięcie przez sądy. Werdykt Trybunał Sprawiedliwości w Luksemburgu jest – rzec można – miodem na serce dla osób poszkodowanych, które przeszły prawdziwą gehennę. Jako poseł przez 4 lata otrzymywałem korespondencję od ludzi – ofiar kredytów tzw. frankowych, którzy opisywali, co się działo z ich rodzinami, jak się rozpadały małżeństwa, jak cierpiały całe rodziny, dzieci, i przyznam się, że były to straszne lektury. Dlatego jako parlamentarzysta, chcąc im pomóc, starałem się rozmawiać z różnymi kręgami.
Jak w tamtym czasie do sprawy podchodziły polskie instytucje?
– To był rok 2015 i trzeba powiedzieć, że panował wielki marazm, żeby nie użyć określenia zmowa milczenia. Dopiero dzięki ruchowi społecznemu – Stowarzyszeniu Stop Bankowemu Bezprawiu, który powstał, aby zatrzymać proceder łamania polskiego i europejskiego prawa przez banki działające w Polsce, również dzięki aktywności
grup frankowiczowskich, także ówczesnemu Klubowi Poselskiemu Kukiz’15 udało się bardzo mocno uaktywnić zarówno Rzecznika Finansowego, jak i Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów oraz zbudować przestrzeń do rozmów w kwestiach prawnych. Chciałbym też podkreślić, że wśród parlamentarzystów była bardzo duża grupa posłów totalnej opozycji, którzy nie widzieli problemu, również tzw. wolne media były największymi przeciwnikami tzw. frankowiczów. Media te wykonały ogromną pracę propagandową, dyskredytacyjną, a teraz, po konferencji, za Związkiem Banków Polskich próbują podnosić tę samą retorykę – mimo wyroku Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej.
W jakiej pozycji wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej stawia tzw. frankowiczów?
– Każda sprawa jest indywidualna, tu nie ma zerojedynkowych rozwiązań, dlatego należy udać się do dobrego prawnika. Odsyłam więc na stronę Stowarzyszenia Stop Bankowemu Bezprawiu czy na inne strony, gdzie można znaleźć adresy prawników specjalizujących się
w tych tematach. Ważne, żeby nic nie robić bez prawnika. Znam przypadki osób, które mówiły mi o propozycjach ugody od banków i kiedy udały się do prawnika,
to okazywało się, że nie jest to żadna ugoda, która tylko
z nazwy miała za taką uchodzić. I dopiero kiedy sprawa trafiła do sądu, to zaczęły się inne dyskusje z bankami. Dlatego najpierw prawnik, najpierw analiza i dalsze kroki, ale broń Boże nic samemu nie podpisywać, ale działać tylko przez pośrednika prawnego. Sprawa jest poważna, sprawa wymaga odpowiedniego, cierpliwego prowadzenia
i tylko wtedy jest szansa na sukces. Niestety, ogrom osób, które uwierzyły we własne siły, zrezygnowały z usług adwokata i poszły na samodzielną walkę z bankami, przegrały batalię. Warto też powiedzieć, że kwestie wynagrodzeń prawników są tak ustawione, że honorarium płacone jest dopiero po zakończeniu sprawy. Co więcej, dzisiaj honoraria dla prawników reprezentujących tzw. frankowiczów opłacają banki, które przegrywają sprawy.
I niech tak zostanie.
Co z tymi, którzy już podpisali ugody
z bankami, także z tymi, którzy – jak Pan wcześniej zauważył – przeszli życiowe tragedie. Czy ci ludzie też będą mogli liczyć na naprawienie szkód, na rekompensaty?
– Temat rekompensat to dość ciekawy wątek, który nie istniał wcześniej tak masowo w polskiej przestrzeni. Owszem słyszeliśmy o systemach rekompensat za błędy medyczne itd., ale nie w przestrzeni, o której rozmawiamy. Teraz jednak pojawiają się rekompensaty, które nie działają z automatu, dlatego to też należy konsultować
z prawnikiem, bo bankowi trzeba udowodnić, że dana sprawa, działanie banku miało wpływ na życie człowieka. Słyszałem o przypadkach, kiedy ludzie po działaniach windykatorów trafiali pod opiekę psychiatrów, były załamania nerwowe, depresje, próby samobójcze, a nawet samobójstwa. Również wiele małżeństw tej próby nie wytrzymało, rozsypało się z tego powodu. Udowodnić
to wszystko nie będzie łatwo, tym bardziej trzeba mieć twarde dowody oraz prawnika, aby udowodnić przed sądem, że konkretne działania banków zaowocowały, miały złe konsekwencje. Z bankami nie dyskutuje się samemu.
Czy orzeczenie Trybunału Sprawiedliwości
w Luksemburgu zostało właściwie odczytane przez banki, bo patrząc na konferencję Związku Banków Polskich po wyroku, można mieć wątpliwości?
– To prawda. Wydaje się, że banki niczego się nie nauczyły. Przez 30 lat wszystkie programy mieszkaniowe w Polsce legły w gruzach. Jako poseł długo się zastanawiałem, co jest przyczyną, że żaden program mieszkaniowy u nas nie wyszedł? Doszedłem do wniosku, że cała istota problemu tkwi w relacji na linii konsument – bank. W Polsce te relacje były tak skonstruowane, że to konsument ponosił całą odpowiedzialność, a bank miał tylko profity. Innymi słowy bank nigdy nie był winny, natomiast winny był kredytobiorca. Wyrok Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej dotyczy nie tylko tzw. frankowiczów, ale też mówi o wszystkich kredytobiorcach, którzy w polskim systemie prawnym mają problem z bankiem z uwagi na wadliwe umowy i zapisy, w których naruszone są prawa konsumenta. Warto to podkreślić i mieć to na względzie. Pamiętam, że kiedy pierwszy raz zwracałem się do banków, żeby rozmawiały z klientami, żeby szły na ugody, żeby chciały negocjować, to banki się z tego śmiały.
Dzisiaj w obliczu wyroku Trybunału Sprawiedliwości
w Luksemburgu to Związek Banków Polskich, sektor bankowy, rusza z kampanią pod hasłem „ugoda lepsza
niż proces”.
Dla banków pewnie tak…
– Zgoda. Ale trzeba też powiedzieć, że banki same zapracowały na to swoją bezduszną postawą i chęcią zysku za wszelką cenę. Co więcej, pojawia się retoryka, że za decyzję Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej zapłacą wszyscy. Jednak nic z tych rzeczy, bo zapłacą tylko ci, którzy są winni takiego stanu rzeczy, którzy działali wbrew prawu, to są prezesi, rady nadzorcze banków. Natomiast banki próbują budować taki przekaz, że zapłacą za to wszyscy inni kredytobiorcy. Myślę, że zamiast atakować, banki same powinny wyciągać konsekwencje wobec tych ze swojego grona, którzy taki model kredytowy zbudowali. Przypomnę, że nie wszystkie banki weszły
w tzw. kredyty frankowe, nie w każdym państwie miało to miejsce. Tak czy inaczej banki, Związek Banków Polskich, niczego się nie nauczyły i ciągle powtarzają to samo, że to niesprawiedliwy wyrok, że banki są pokrzywdzone itd.
Czy to nie dziwne, że w tej sprawie ciągle nie wypowiedział się Sąd Najwyższy?
– Sąd Najwyższy unika tego tematu i – można rzec – boi tego tematu. Pytanie brzmi: czego się boją polscy sędziowie, skoro w wyroku Trybunału Sprawiedliwości
w Luksemburgu mowa jest o praworządności, skoro mowa jest o prawach obywateli? Widać, że boi się podjąć jakąkolwiek decyzję. Gdzie są polscy sędziwie i kiedy zdecydują się odezwać?
Skąd ta asekuracja?
– Myślę, że tu wygrywają lobby bankowe i presja medialna. Ogromne lobby bankowe i zainwestowany kapitał – tu tkwi cały problem. Faktem jest, że problem wyhodowali sami bankowcy i dzisiaj sami muszą ponieść tego konsekwencje. W Islandii bankowcy, którzy doprowadzili do podobnego kryzysu i w ten sposób narazili swoje banki, ponieśli kary i trafili do więzienia. Kiedy zostaną wyciągnięte konsekwencje prawne wobec tych, którzy w Polsce narazili swoje banki na straty finansowe?
Określenie banksterzy nie jest na wyrost?
– Absolutnie, to trafne określenie. Widzę różnicę między bankierem a banksterem. Bankster to ktoś, kto nie ma żadnych zasad, któremu obca jest etyka w biznesie. Bankowcy byli, są i będą potrzebni, ale bankster kojarzy się z przestępcą. Znam przypadki prób tzw. ugód, które polegały na tym, że osoby z banku spotykały się
z kredytobiorcami poza bankami, pokazywały klientowi różne warianty umów i kazały je podpisywać, bo w innym przypadku sprawa zostanie skierowana do sądu.
Na pytanie, czy mogę wziąć te dokumenty, aby zapoznał się z nimi mój prawnik, odpowiedź brzmiała – Nie! Proszę podpisać i tyle, presja, szantaż. To przypominało działanie mafii – w samochodzie, na parkingu, nie w budynku banku. I tak działały banki wobec swoich klientów. Najwyższy czas nauczyć je rozumu, aby na przyszłość działały zgodnie z ogólnie przyjętymi zasadami, a nie
w stylu mafii. Takie jednak były zasady. Czas najwyższy, żeby banki zaczęły działać w sposób cywilizowany, a nie bez zasad, jak wolna amerykanka. Koniec z zasadą,
że bankom wszystko wolno. Konsekwencje prawne dotyczą wszystkich, także banksterów.