Dlaczego Bruksela tak usilnie wspiera Tuska?
Czwartek, 15 czerwca 2023 (11:36)Rozmowa z Bogdanem Rzońcą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości
W Parlamencie Europejskim odbyła się debata poświęcona komisji ds. badania rosyjskiej ingerencji w bezpieczeństwo wewnętrzne Polski. Jak odebrał Pan słowa komisarza ds. sprawiedliwości Didiera Reyndersa, który ocenił, że polska ustawa „narusza zasadę demokracji oraz zasadę legalności”.
– Można powiedzieć, że tą debatą zarówno totalna opozycja, jak też wspierający ją (bardzo nieliczni) europosłowie z innych państw – w tym także unijny komisarz Didier Reynders, obnażyli się całkowicie. Poziom tej debaty był żenujący. Nie była ona merytoryczna i odbyła się tylko proforma, żeby odnotować fakt jej przeprowadzenia i żeby Polska została nazwana jako kraj niedemokratyczny. Inicjatorom i wspierającym ich uczestnikom chodziło wyłącznie o to, żeby Polsce przykleić łatkę państwa, które narusza zasadę demokracji. W wystąpieniach nie zostało powiedziane nic, co można uznać za rzeczową krytykę. To wszystko w połączeniu ze świecącą pustakami salą europarlamentu, brakiem zainteresowania ze strony europosłów, ale także znikomym udziałem dziennikarzy pokazuje, że obrzucanie błotem Polski stało się już nudne. Natomiast Komisja Europejska, której przedstawicielem podczas tej debaty był komisarz Didier Reynders, oczywiście chce pomóc Donaldowi Tuskowi w dojściu do władzy, dlatego ta debata została zorganizowana ku uciesze tych europarlamentarzystów z totalnej opozycji oraz ich sympatyków, którzy wciąż liczą, że „ulica i zagranica” da im władzę.
Może mają rację?
– Absolutnie nie. Takimi debatami antypolskimi tylko się ośmieszają i przegrywają sami ze sobą.
Komisarz Reynders mówił też, że Komisja Europejska śledzi z niepokojem wydarzenia dotyczące ustawy i że jest to działanie ze szkodą dla interesu publicznego. Jednak w żaden sposób nie rozwinął tej myśli. Ciekawe, czy on sam i ktokolwiek z urzędników brukselskich zapoznał się z treścią tej ustawy?
– Odnoszę wrażenie, że nie czytali i nie znają treści ustawy, która umożliwia powołanie specjalnej komisji do zbadania rosyjskich wpływów m.in. na wyższych urzędników państwowych w latach 2007-2022. Dlatego wystarczyło im jedno określenie – wymyślone zresztą przez totalną opozycję – „lex Tusk”, co zresztą wielokrotnie padało podczas tej debaty, aby wywołać panikę i ataki przeciwko polskiemu rządowi. Widać, chcą w ten sposób pomóc Tuskowi w powrocie do władzy w Polsce. Zresztą zgodnie z dyrektywą szefowej KE Ursuli von der Leyen, która już w połowie 2022 roku, podczas Kongresu Europejskiej Partii Ludowej w Rotterdamie, dziękując Tuskowi za przewodniczenie tej formacji, właściwie namaściła go już na premiera Polski. I to faworyzowanie Tuska cały czas ma miejsce, takie działania trwają, natomiast jest to wszystko pozbawione podstaw prawnych.
Ale wciąż jest…
– Owszem jest, ale nie wiadomo, jak długo, bo ten budowany bez fundamentów kolos sam im się już wali i oni to wiedzą, bo jak określić fakt, że nawet dziennikarzy już te kontrproduktywne debaty przeciwko Polsce specjalnie już nie interesują. Nie spotkałem jak dotąd żadnych informacji na temat tej debaty, nawet na niemieckich portalach, co potwierdza, że temat jest mocno przegrzany. Próba podtrzymania przy politycznym życiu byłego przewodniczącego Rady Europejskiej i wsparcie go w burzeniu porządku w Polsce jednak wciąż trwa i ta debata była mu zapewne potrzebna jako wsparcie, żeby dalej mógł kłamać. Jednak blado to wszystko wyglądało.
Co sprawia, że Brukseli tak bardzo zależy na wspieraniu Tuska?
– Donald Tusk i Lewica, to są – rzec trzeba – pewniaki, i jeśli dojdą do władzy w Polsce, gwarantują natychmiastową zgodę na złamanie jedności w Radzie Europejskiej oraz na wspólną politykę podatkową Unii. To samo dotyczy wspólnej polityki zagranicznej, czyli de facto zgody na odejście od suwerenności. Natomiast Donald Tusk – w nagrodę – zapewne otrzymałby jakieś ważne stanowisko. Zresztą aż pali się do polityki europejskiej, bo dwie kadencje w fotelu szefa Rady Europejskiej widać bardzo mu się spodobały.
Tylko czy zachowanie Tuska, który stara się po kolei konsumować przystawki opozycyjne w Polsce, to nie jest próba objęcia formalnie pozycji lidera polskiej opozycji, co w przyszłości pretendowałoby go do ubiegania się o prezydenturę? Porażka z Lechem Kaczyńskim w 2005 roku, chyba wciąż mu uwiera…
– Donald Tusk nie jest samodzielnym politykiem, ale wykonawcą woli jego kolegów liberałów z Unii Europejskiej, dlatego to, co mu zlecą, z pewnością będzie się starał – żeby nie powiedzieć – musiał zrealizować. Tusk ma duży niespłacony dług wobec swoich politycznych promotorów Angeli Merkel i jej politycznych następców, którzy już raz wynieśli go na wysoki urząd w Unii Europejskiej, ale przecież nie za darmo. Ci, którym zależy, żeby zmniejszyć rangę Polski, hamować jej rozwój, będą dalej Tuska popychać do walki o różne stanowiska, czy to w Polsce, czy za granicą. Powrót Donalda Tuska do jakiejkolwiek władzy w Polsce na pewno wiązałby się od razu z otwarciem granic dla imigrantów z Afryki Północnej czy z Bliskiego Wschodu, ze sprzedażą polskich firm obcemu kapitałowi oraz ze zgodą na wspólną politykę europejską zmierzającą do utworzenia superpaństwa europejskiego. I tutaj Donald Tusk niczym nowym by nas nie zaskoczył, natomiast jest promowany właśnie z tych względów, o których wspomniałem – jako polityk przydatny, jako odpowiednia osoba do budowania liberalnej Europy.
A może jest też gwarantem niewykrycia pewnych zależności niewygodnych w przypadku ujawnienia także dla unijnych elit?
– Jedno jest pewne, że tą dzisiejszą dyskusją w Parlamencie Europejskim unijne elity bardzo się ośmieszyły, dlatego że każdy człowiek, będący przy zdrowych zmysłach, chciałby wiedzieć, kto nim rządzi i jakie były czy są rosyjskie wpływy. Nawet osoba na co dzień niezajmująca się polityką chciałaby wiedzieć, czy w jej najbliższym otoczeniu nie działała jakaś rosyjska agentura. I ta ciekawość jest czymś normalnym. Natomiast unijni decydenci robią wszystko, żeby odwracać uwagę od ważnych, zasadniczych spraw, dlatego retoryka jest taka, że ta komisja weryfikacyjna, która decyzją polskiego parlamentu ma powstać w Polsce, jest wsparciem dla Putina. Takie absurdalne podejście pokazuje, że tym ludziom brakuje zarówno wyobraźni, jak i wiedzy, a ich działania są nakierowane tylko na to, żeby dołożyć polskiemu rządowi. I takie jest ich główne przesłanie. Kto wie, czy nie jest to też obrona przed powstaniem podobnej komisji, która mogłaby powstać i zbadać rosyjskie wpływy na unijnych polityków.
Wspomniał Pan wcześniej o niskiej frekwencji na sali obrad Parlamentu Europejskiego podczas tej debaty, a czy mógłby Pan podzielić się refleksją na temat zachowania europosłów totalnej opozycji?
– Żenujące przemówienie wygłosił socjalista, prof. Marek Belka. Przyznam, że nie podejrzewałem, że były prezes NBP, człowiek wykształcony, o którym się mówi, że jest intelektualną elitą, może zacząć swoje wystąpienie od posądzania nas o przychylność Rosji i promoskiewskie działania. Mówił o niebezpiecznym precedensie, którym ma być powołanie komisji weryfikacyjnej, o jakiejś gangrenie politycznej w Polsce, której trzeba się jak najmocniej przeciwstawić. Muszę powiedzieć, że to jego wystąpienie, wywody, to wszystko razem miało znamiona intelektualnej pustki. Co ciekawe, dwóch czy trzech jego kolegów obecnych w tym czasie na sali oczywiście biło mu brawo, a europosłowie PO – Bartosz Arłukowicz i Radosław Sikorski – wręcz owacyjnie przyjęli to wystąpienie. Natomiast pozostali prelegenci, na zasadzie kopiuj wklej, mówili o braku praworządności w Polsce, a więc to samo, co podczas wcześniejszych debat przeciwko Polsce cztery lata temu, trzy lata temu, dwa lata temu, czy przed rokiem. Zatem nic nowego w tych wypowiedziach nie było i nawet poseł Róża Gräfin von Thun und Hohenstein, która nas atakowała, nie miała pomysłu na jakąś oryginalną wypowiedź, może poza stwierdzeniem, że polskie wybory parlamentarne będą obserwowane przez organizacje międzynarodowe. Tymczasem my przecież mówimy wyraźnie, kto tylko może, niech przyjeżdża, niech patrzy, niech obserwuje przebieg wyborów w Polsce. Ciekawe było natomiast to, co powiedział europoseł z Francji, że w Polsce potrafimy nawet osoby niepełnosprawne dowieźć do lokali wyborczych, z kolei węgierski europarlamentarzysta zaapelował do opozycji, żeby nie donosiła na własny kraj, ale żeby wygrała wybory w Polsce i wtedy będzie miała lepiej, i nie będzie musiała przenosić wewnętrznych polskich spraw na forum PE. Ta dzisiejsza debata pokazuje kompletną kompromitację opozycji.
Wspomnianemu przez Pana Radosławowi Sikorskiemu chyba szczególnie powinno zależeć na tym, żeby komisja weryfikacyjna w Polsce jednak nie powstała?
– Sikorski był jednym z tych polityków obok Tuska, który forsował reset z Rosją, mówiąc też, że Rosja nie jest żadnym zagrożeniem dla Unii Europejskiej. De facto jest antybohaterem politycznym w Polsce. I każdy, kto czyta dokumenty, jakie pojawiły się ostatnio w filmie dokumentalnym „Reset”, może z otwartą przyłbicą siąść naprzeciw Radosława Sikorskiego, spojrzeć mu w oczy i zapytać, dlaczego takie, a nie inne tezy przygotował ówczesnemu premierowi Tuskowi na wyjazd do Moskwy i rozmowy z Putinem i czemu miały służyć spotkania Sikorskiego z szefem rosyjskiej dyplomacji Siergiejem Ławrowem. Skoro sam Sikorski uważa, że nie ma się czego obawiać, to jeśli ta komisja powstanie i zostałby np. wezwany, to powinien się pojawić i ośmieszyć tę komisję. Myślę jednak, że wystarczy spojrzeć na pewne obrazy – zdjęcia czy kadry filmowe, które same mówią bardzo dużo. Czasem twarz, gest mówi więcej niż słowa. Nic więc dziwnego, że ludzie sprawujący władzę za rządów koalicji PO-PSL są dzisiaj pełni strachu zarówno jeśli chodzi o wspomniany film i kolejne odcinki, jak też jeśli chodzi o komisję weryfikacyjną, która ma powstać i zbadać rosyjskie wpływy na polskich polityków w latach 2007-2022.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki