Totalna opozycja na talerzu Tuska
Wtorek, 13 czerwca 2023 (21:26)Rozmowa z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, członkiem Kolegium IPN, wykładowcą na KUL i w AKSiM
Donald Tusk zdominował opozycję – prawda czy fałsz?
– Na pewno jest na dobrej drodze, by ją zdominować. Oczywiście nie całą, bo Konfederacji nie zdominuje.
Zdaje się, że zwłaszcza Władysław Kosiniak-Kamysz – w końcu dobrze znający Donalda Tuska – dał się kolejny raz wpuścić w maliny? Mam na myśli chociażby ostatni marsz opozycji w Warszawie…
– Władysław Kosiniak-Kamysz całkowicie dał się zdominować, ponieważ zamiast konsekwentnie krytykować Donalda Tuska przez te wszystkie lata, to wprost przeciwnie – wpisał się w nurt totalnej opozycji. To spowodowało, że niczym się od Tuska nie różnił, co najwyżej intensywnością ataków na Prawo i Sprawiedliwość. To wszystko sprawiło, że zarówno on sam jak i formacja, której przewodzi, stała się dość nieudaną, ale jednak kopią Platformy. Tymczasem w momencie wyborów ludzie chcą głosować na oryginał, nie na kopię.
Czy Hołownia i Kosiniak-Kamysz po tym, co widzieliśmy 4 czerwca, a więc marginalizacji ich przez Tuska, mają jeszcze coś do powiedzenia?
– Władysław Kosiniak-Kamysz jeszcze trochę ma, bo ludowcy w terenie mają jeszcze wielki, stary establishment ZSL-owski, są usytuowani zwłaszcza w samorządach gminnych i powiatowych, a także w niektórych województwach. Razem z Platformą mają aparat, na którym mogą się oprzeć i mocne struktury. Natomiast Szymon Hołownia nie ma żadnych struktur i pozostaje mu jedynie łowić polityków, np. w Platformie, ale oni i tak go opuszczą, kiedy się okaże, że łódź tonie, a Polska 2050 coraz bardziej traci poparcie.
Wymowne, że na zorganizowanych wczoraj przez Szymona Hołownię konsultacjach poświęconych edukacji nikt z Platformy – mimo potwierdzenia – się nie pojawił, za to obecny był wiceminister edukacji Tomasz Rzymkowski…
– To był bardzo dobry ruch wiceministra Rzymkowskiego i PiS-u, bo pokazano, że strona rządowa rozmawia z opozycją, jest otwarta na dyskusję, na dialog. Natomiast opozycja – jak widać – się podzieliła także w tym zakresie. To pokazuje też strategię Platformy nakierowaną na to, żeby Szymona Hołownię izolować i maksymalnie go osłabiać. Przypomnę, że nie dopuszczono go do głosu podczas marszu 4 czerwca – podobnie zresztą jak Władysława Kosiniaka-Kamysza. Teraz na jego zaproszenie nikt z Platformy nie pojawia się na konsultacjach poświęconych edukacji, co też jest wymowne. Wydaje mi się, że im bliżej wyborów, ten schemat izolowania Hołowni będzie powielany.
A jak sympatycy PSL-u mogą odczytać brak konsekwencji Kosiniaka-Kamysza i upokorzenie go przez Tuska?
– Myślę, że w tej chwili Władysław Kosiniak-Kamysz zastanawia się nad opuszczeniem Szymona Hołowni, bo sondaże odnośnie do projektu „Trzeciej drogi” spadają i mogą być jeszcze niższe. Po co więc PSL-owi koalicja, gdzie – jak wiemy – próg wyborczy jest wyższy. Nie wykluczałbym też, że w pewnym momencie Kosiniak-Kamysz odpowie pozytywnie na zaproszenie Tuska w sprawie utworzenia wspólnej opozycyjnej listy. Byłoby to zrozumiałe, bo realnie Kosiniak-Kamysz z Tuskiem i tak współpracują. Przypomnę, że w sejmikach wojewódzkich tam, gdzie nie rządzi PiS, PSL współpracuje z Platformą, podobnie jest w wielu samorządach powiatowych czy gminnych, ma więc to wszystko przećwiczone. Swoją drogą Władysław Kosiniak-Kamysz to nie jest żaden rolnik, ale mieszczuch, który tylko udaje polityka polskiej wsi, a tak naprawdę nie ma z nią nic wspólnego. I w tym sensie szef PSL-u – w mojej ocenie – zastanawia się nad wspólnym startem z Platformą, a nawet jeśli zdecyduje się na samodzielny start, to może uznać Hołownię za obciążenie, a nie jako wartość dodaną. Możemy więc mieć sytuację, gdzie Polska 2050 ostatecznie nie pójdzie do wyborów jako koalicjant PSL-u, ale dajmy na to w formule jak poprzednio Paweł Kukiz. Na listach może więc znaleźć się Hołownia i jeszcze paru jego najbliższych współpracowników, i to wszystko.
To oznaczałoby upadek Polski 2050 i Szymona Hołowni, który jeszcze trzy lata temu, kiedy pojawił się na polskiej scenie politycznej, miał wysoką pozycję w sondażach?
– To prawda, ale formacja – jak i sam Hołownia – są pozbawieni talentu politycznego. Oprócz płaczu nad Konstytucją RP Hołownia w zasadzie niczym się nie wyróżnił i niczym innym się nie zapisał. Nie dysponuje żadną ciekawą treścią, wartością, które mógłby przekazać. Ponadto „Trzecia droga”, którą ogłoszono, tak naprawdę wcale nią nie jest, bo trzecią drogą na polskiej scenie politycznej jest Konfederacja, która proponuje jakąś alternatywę. Natomiast ani Hołownia, ani Kosiniak-Kamysz nie mają nic nowego do zaproponowania, a to, co robią, to jest udawane.
A co z Lewicą, którą Donald Tusk też chce wchłonąć. Włodzimierz Czarzasty, cwany polityczny lis – jakby się mogło wydawać – też daje się ogrywać Tuskowi i czym to się może skończyć dla Lewicy?
– Lewica ma swój elektorat i poparcie oscylujące wokół 10 procent. Pytanie jest, co będzie po wyroku sądowym dotyczącym legalności przekształcenia tej formacji. Różnie może być, bo wiadomo, że niektórzy sędziowie są mocno upolitycznieni i działają na korzyść Tuska i Platformy. Może się zatem zdarzyć, że w sytuacji krytycznej Włodzimierz Czarzasty ze swoją formacją nie będzie miał innego wyjścia i pójdzie do Platformy, i to na kolanach.
Donald Tusk liczył, że marsz 4 czerwca przyniesie znaczący wzrost notowań Platformy. Jednak nic takiego nie ma miejsca. Czyżby polityczny nos Tuska coraz bardziej go zawodził?
– Nie, nie sądzę. Tusk przede wszystkim chciał osiągnąć dwa cele. Po pierwsze, umocnienie się w szeregach Platformy, bo jak pamiętamy, nawet w liberalnych mediach, widząc jego słabość, mówiono, że chcąc uniknąć wyborczej klęski, liderem Platformy powinien być Rafał Trzaskowski, który po ewentualnie wygranych wyborach byłby kandydatem na premiera. I tym marszem Tusk sobie ten temat załatwił na swoją korzyść. Natomiast drugim celem tego marszu – w ujęciu Tuska – było otwarcie drogi do stworzenia jednej wspólnej opozycyjnej listy, o której mówi i o której marzy. I ten atak, i marginalizowanie Hołowni oraz innych ugrupowań opozycyjnych jest niejako konsekwencją tego zamiaru. Dlatego ten marsz miał i ma być etapem do wspólnego startu, a nie jako element rywalizacji z PiS-em, bo tą metodą Tusk z PiS-em nie wygra.
To marzenie Tuska o jednej liście opozycyjnej jest, Pana zdaniem, wciąż realne?
– Jeśli pod ten próg sondażowy podciągnie się inne partie, to tak. Wówczas pozostałe formacje będą zmuszone ze strachu, że w przeciwnym wypadku zostaną wystrzelone w powietrze, przyłączyć się do tej inicjatywy. Oczywiście nie musi do tego dojść. Może być tak, że formacje opozycyjne będą grać do końca, a wtedy ktoś może się znaleźć pod sondażową kreską, co w efekcie może doprowadzić do klęski całej totalnej opozycji.
A jeśli się nie uda stworzyć jednej wspólnej listy opozycyjnej i Tusk przegra wybory, czy to będzie oznaczało jego polityczny koniec?
– Jeśli Donald Tusk przegra jesienne wybory parlamentarne, to w sensie politycznym może to być jego koniec. Natomiast Tusk chyba kalkuluje taki scenariusz i przegraną w wyborach, tylko chciałby „posprzątać” opozycję, bo jeśli to mu się uda, to nawet po przegranych wyborach byłby jedynym liderem na opozycji i naturalnym kandydatem opozycji na prezydenta RP. I o tym, zdaje się, Donald Tusk marzy, żeby się odegrać po przegranych w październiku 2005 roku wyborach prezydenckich z Lechem Kaczyńskim. Dlatego jeśli po stronie opozycji nie będzie miał żadnej konkurencji i nawet jeśli nieznacznie przegra wybory parlamentarne z PiS-em, to może marzyć o takim celu – o ponownym starcie w wyborach prezydenckich.
Czy Bruksela byłaby skłonna zaakceptować go mimo przegranych kolejny raz wyborów parlamentarnych w Polsce?
– Bruksela zawsze stawia na najsilniejszego pretendenta do władzy, więc jeśli Tusk będzie miał taką pozycję, to nie będzie miała wyjścia. Chociaż trzeba też powiedzieć, że poparcie Brukseli coraz bardziej staje się balastem, a nie trampoliną i wartością dodaną. Powiedzmy też, że działania Brukseli i ośrodków z nią związanych coraz bardziej irytują Polaków. Przypomnę ciągłe wstrzymywanie wypłaty należnych nam środków z Krajowego Planu Odbudowy, decyzje Trybunału Sprawiedliwości w Luksemburgu, który ostatnio orzekł, że reforma wymiaru sprawiedliwości w Polsce z grudnia 2019 roku narusza unijne prawo, czy ostatnio krytyka ustawy umożliwiającej powstanie komisji do zbadania wpływów rosyjskich na polskich polityków. Również czynnikiem, który zniechęca Polaków do Unii Europejskiej, jest przyjęty przez Radę Unii Europejskiej mechanizm przymusowej relokacji nielegalnych imigrantów i kary finansowe za niepodporządkowanie się temu dyktatowi.To wszystko coraz bardziej irytuje Polaków.
Na progu lata to PiS jest bliżej trzeciej z rzędu kadencji czy Platformie do powrotu do władzy?
– Myślę, że cały czas szanse są 50 na 50.
Co może rozstrzygnąć o wygranej którejkolwiek ze stron?
– Różne rzeczy mogą przeważyć szalę zwycięstwa, zwłaszcza błędy. Ale decydujące mogą być też sprawy ogólne. Mianowicie, jaka sytuacja będzie na froncie ukraińskim, jakie będą konsekwencje gospodarcze, ekonomiczne tej wojny. Również Unia Europejska, kolejny raz dyktując przymusową relokację nielegalnych imigrantów ekonomicznych, de facto działa na korzyść PiS-u. Wiele jest też czynników, których nie jesteśmy w stanie przewidzieć, nie można też zapomnieć o własnych błędach. To wszystko może rozstrzygać o ostatecznym wyniku wyborów parlamentarnych.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki