• Piątek, 3 kwietnia 2026

    imieniny: Pankracego, Ryszarda

W kolejce do multipleksu

Sobota, 23 marca 2013 (02:04)

Wyobraźmy sobie stadion lekkoatletyczny, na którym równocześnie rozgrywane są mistrzostwa świata w czterech konkurencjach. Jest bieg na 3 km z przeszkodami, w którym do mety podąża tylko dwóch zawodników.

Oczy wszystkich kibiców oraz sprawozdawców zwrócone są na tę rywalizację. Jednocześnie gdzieś w kącie trwa konkurs skoku wzwyż, gdzie startuje czterech skoczków, a patrzą na nich tylko sędziowie i trenerzy.

W innym narożniku stadionu, przy równie nikłym zainteresowaniu, odbywa się pchnięcie kulą, choć nazwiska startujących dwóch zawodników są powszechnie znane.

Obok piaskownica, do której skaczą trójskoczkowie, też zlekceważeni przez widownię, choć jest ich aż ośmiu. W każdej dyscyplinie mistrz może być tylko jeden, a medal wart jest fortunę.

Tak właśnie wygląda trwający obecnie konkurs na ostatnie cztery miejsca na bezpłatnym dla widzów multipleksie naziemnej telewizji cyfrowej.

W biegu na 3 km z przeszkodami startuje wytrwale Telewizja Trwam, bo chce uzyskać miejsce zarezerwowane dla kanału społeczno-religijnego. Pojawił się tylko jeden rywal: spółka Wieczorna.pl z Zielonej Góry, z ofertą przedziwną, bo skierowaną do ludzi wszystkich religii poza chrześcijaństwem.

W drugiej konkurencji – o prawo nadawania kanału filmowego – na starcie stanęło czterech nadawców: Polsat, Stopklatka (z dużym udziałem koncernu Agora), TV Film i Mediasat.

Trzecia grupa rywalizuje o koncesję dla programu dla dzieci i młodzieży od 4 do 12 lat. Tu też mamy tylko dwóch zawodników, ale wszystkim znanych: TVP i Polsat.

Ostatnie zawody – o miejsce dla kanału edukacyjnego – zgromadziły ośmiu rywali: spółki Apella, TVS, 4funMedia, TV Spektrum, Media Works, Edusat, TVR i Discovery Communications.

Największe zainteresowanie obserwatorów towarzyszy konkursowi na stację o charakterze społeczno-religijnym. Wynik tego postępowania jest wielką niewiadomą, choć powinno być inaczej, ze względu na ogromne poparcie obywateli dla Telewizji Trwam.

Z jednej strony propozycja spółki Wieczorna.pl wydaje się niepoważna zarówno pod względem finansowym, jak również programowym, i można odnieść wrażenie, że właścicielowi firmy Adamowi Fularzowi, propagatorowi legalizacji marihuany, zależało głównie na rozgłosie oraz happeningu.

Z drugiej jednak strony doświadczenie z roku 2011 uczy, że Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji może przedłożyć propozycje zdawałoby się niemające szans ekonomicznych i programowych nad sprawdzonego nadawcę, jak to się stało w przypadku spółki STAVKA i jej programu TTV.

Nie ma żadnej gwarancji, że teraz mogłoby być inaczej. Ponadto KRRiT może ponownie znaleźć sposób na odrzucenie wniosku Fundacji Lux Veritatis, gdyż mimo uzasadnionych żądań w tej sprawie nie przedstawiono kryteriów oceny ekonomicznej poszczególnych propozycji. Czy dojdzie zatem do wrogiego posunięcia wobec katolików i wybrania propozycji programów „żydo-taoisto-hinduso-tolteko-buddyjskich”?

Przepustka do widzów

Warto przeanalizować także listę startujących w pozostałych konkurencjach, ponieważ dzięki niej można przewidzieć, jak ukształtuje się ostatecznie oferta bezpłatnej telewizji naziemnej w naszym kraju, obejmującej ponad dwadzieścia stacji telewizyjnych. Widać już teraz, że posiadanie dostępu do multipleksu jest przepustką do telewizyjnej ekstraklasy i zapewnia od razu przewagę nad konkurentami oraz przyzwoity poziom przychodów.

Kiedy spojrzymy na najchętniej oglądane dziś programy, w pierwszej dziesiątce znajdziemy aż dziewięć kanałów nadawanych naziemnie z cyfrowych multipleksów (badania Nielsen Audience Measurement). Do pierwszej dwudziestki najpopularniejszych stacji weszli już (lub za chwilę wejdą) wszyscy beneficjenci, których wybrała KRRiT w postępowaniu krzywdzącym dla Telewizji Trwam z roku 2011, a więc: TTV spółki STAVKA, Polo TV, Eska TV i ATM Rozrywka.

I to pomimo że te stacje albo jeszcze przed dwoma laty nie istniały, albo miały znikomą oglądalność z satelity. Obecnie udziały w rynku każdej z nich wynoszą już blisko 1 proc., a po całkowitym wyłączeniu telewizji analogowej za kilka miesięcy przewiduje się jeszcze co najmniej dwukrotny wzrost liczby widzów. Taki poziom oglądalności to wymierne dochody z reklamy (kilkadziesiąt milionów rocznie) oraz istotny wpływ na gusty i poglądy widowni.

Warto wiedzieć, że np. TVP Info lub TVN24 mają jedynie po ok. 3,5 proc. udziałów w rynku, więc tak łatwe doścignięcie ich przez nowych konkurentów musi dawać do myślenia.

Najwyraźniej licząca blisko 10 milionów widzów telewiza naziemna, dotychczas mająca do wyboru zaledwie kilka programów, tak spragniona jest nowych propozycji, że chłonie je jak gąbka.

Łącznie wszystkie stacje z multipleksów cyfrowych, a jest ich obecnie 20, obejmują blisko 70 proc. rynku telewizyjnego. Z pewnością taka była przyczyna dużego zainteresowania udziałem w ostatnim konkursie dopełniającym pierwszy multipleks.

Komu przypadnie kanał filmowy

Spójrzmy na rywalizujących o koncesję na kanał filmowy. Najciekawsze jest pojawienie się w tej grupie koncernu Agora (wydawcy „Gazety Wyborczej”), dotychczas nieobecnego na rynku telewizyjnym, choć plany takie w czasie tzw. afery Rywina, jak wiemy, były bardzo zaawansowane…

Teraz koncern boryka się z finansowymi kłopotami, ostatnio stracił prezesa i dlatego obserwatorzy rynku mediów z zaskoczeniem przyjęli wiadomość o włączeniu się Agory do walki o cyfrowy multipleks.

Pojawiły się komentarze o rozpaczliwej próbie ucieczki do przodu, i to niesamodzielnej, bo wspartej przez drugiego udziałowca spółki Stopklatka, doświadczonego nadawcę satelitarnego Kino Polska TV, który już dwa lata temu koncesję cyfrową od KRRiT uzyskał, by potem niespodziewanie ustąpić i dać miejsce później przyznane dla Polo TV, własności lewicowego koncernu ZPR.

Czy ponowne złożenie wniosku przez Kino Polska wspólnie z wydawcą „Gazety Wyborczej” oznacza, że dawne krzywdy zostaną wyrównane? A może przychylność KRRiT zyska propozycja TV Film?

Tu znowu pojawia się jako udziałowiec lewicowy koncern ZPR, który uzyskał już dwa miejsca przy pierwszym konkursie w roku 2011 dla programu Eska TV i Polo TV.

Koncern schowany jest na zapleczu finansowym, bo formalnie nadawcę wspiera szacowne Stowarzyszenie Filmowców Polskich. Wydaje się, że mniejsze szanse ma propozycja pod nazwą Mediasat, stworzona przez dotychczasowego nadawcę satelitarnych programów TV o dość niskiej jakości: Tele5 i Polonia1.

W konkurencji pojawia się także Polsat z propozycją wyspecjalizowanego programu filmowego. Udzielenie mu koncesji byłoby swoistą arogancją KRRiT, ponieważ koncern ten posiada już bezpośrednio lub pośrednio kontrolę nad pięcioma kanałami w dwóch multipleksach bezpłatnych oraz cały multipleks mobilny mieszczący osiem kanałów.

Polsat oczekuje także, że dostanie od KRRiT prawo nadawania programu dla dzieci i rywalizuje tu z propozycją TVP o nazwie TVP ABC. Należałoby życzyć powodzenia telewizji publicznej w tej konkurencji, o ile w rezultacie zaczną powstawać wartościowe propozycje dla najmłodszych widzów, a z ekranu znikną przemoc i demoralizacja.

Dotychczas jednak przynosząca wielomilionowe straty TVP nie potrafiła zapewnić nowych produkcji programów dla dzieci na istniejących antenach, więc o losy tej propozycji zupełnie nowego kanału dziecięco-młodzieżowego można się mocno obawiać.

Duża grupa nadawców rywalizuje o kanał edukacyjny. Kogóż tu nie mamy? Jest i satelitarna telewizja ze Śląska, o nazwie TVS, lewicowej proweniencji, która kilka lat temu miała ambicje nadawania całodobowo komercyjnego programu regionalnego i wkrótce skapitulowała, przekształcając się w kanał ogólnopolski.

Jest satelitarny nadawca muzyczno-rozrywkowy 4funTV, którego propozycja edukacyjna na podstawie dotychczasowej działalności, z dobrym wychowaniem i nauką niewiele mającej wspólnego, musi budzić zaniepokojenie rozsądnych ludzi. Ponownie pojawia się koncern ZPR, ten od kanału z disco polo i „Super Expressu”, z propozycją o nazwie TV Spektrum.

Edukować Polaków chce też telewizja rolnicza TVR, własność Władysława Serafina, znanego z sensacyjnych nagrań, które wstrząsnęły rządem i obaliły ministra rolnictwa. W tym towarzystwie pojawia się także satelitarny nadawca EDUSAT, własność jednej z prywatnych szkół wyższych.

O koncesję tę rywalizuje także właściciel tygodnika „Wprost” i „Do Rzeczy”, który początkowo chciał także konkurować z Telewizją Trwam, ale drugi wniosek wycofał. Swoją propozycję złożył też większościowy udziałowiec wydawcy tygodnika „Sieci”, firmowanego przez Michała i Jacka Karnowskich. Ta oferta wniosłaby z pewnością treści niezależne i odmienne ideowo od dotychczasowych lewicowo-liberalnych programów telewizji cyfrowej.

Wszyscy wymienieni konkurenci mają jednak trudnego i zamożnego przeciwnika w postaci zagranicznego nadawcy popularnego na satelicie i w telewizjach kablowych programu Discovery, który także zgłosił się do konkursu ogłoszonego przez KRRiT.

Ten krótki przegląd ukazuje nam kilka prawidłowości: o miejsca na multipleksie starają się dotychczasowi telewizyjni potentaci, posiadający już wiele kanałów telewizji cyfrowej. Należą do nich Polsat (dwie propozycje) i TVP, ale także lewicowy koncern ZPR, który chce dołożyć kolejne dwa programy do dwu już uzyskanych w 2011 roku.

Zaobserwować można próby włączenia się do rywalizacji zasiedziałych koncernów obecnych w innych segmentach rynku mediów, takich jak Agora czy wydawca „Wprost”. Wielu nadawców satelitarnych próbuje „zejść na ziemię”, widząc w tym dla siebie ocalenie z liczącego sto kilkadziesiąt kanałów polskojęzycznego planktonu o znikomej oglądalności.

W całej szesnastce propozycji pojawił się tylko jeden nadawca zagraniczny (Discovery) i tylko jedna (nie licząc Telewizji Trwam) propozycja spoza dotychczasowych kręgów właścicielskich i ideowych w telewizji (spółka Apella, udziałowiec „Sieci” braci Karnowskich).

Preferencje Krajowej Rady

Jakie decyzje podejmie KRRiT? Gdyby nawet wszystkie cztery miejsca przyznane zostały podmiotom niezależnym od obecnego telewizyjnego oligopolu właścicielskiego i programowego, a już wiemy, że to niemożliwe, bo takich propozycji na program dla dzieci i program filmowy w ogóle nie ma, to i tak w rezultacie otrzymalibyśmy układ po cyfryzacji telewizji z miażdżącą przewagą koncernów dotychczas dominujących.

Decyzje Krajowej Rady mogą tylko lekko złagodzić istniejący brak równowagi. Absolutnym minimum jest zaspokojenie społecznych oczekiwań na koncesję dla Telewizji Trwam. Absolutnym skandalem byłoby, gdyby obecne konkursy wzmocniły jeszcze bardziej dotychczasowych beneficjentów cyfryzacji lub promowały jakieś podmioty bez pieniędzy i wartościowej oferty programowej.

Niestety, poprzednie decyzje KRRiT o przyznaniu koncesji cyfrowych przyniosły żałosny rezultat w postaci programów o bardzo słabej jakości. Oby tym razem skutek był inny, choć zestawienie uczestników konkursu oraz przewidywania co do preferencji KRRiT nie napawają optymizmem.

Trwam na multipleks

Wciąż warto przypominać zapominaną prawdę, że najpotężniejszym nauczycielem dla większości ludzi jest telewizja. Telewizja nie jest tylko niewinną rozrywką.

To stąd przez kilka godzin dziennie większość ludzi czerpie wiedzę o świecie, wzory zachowania i moralności, poglądy na gospodarkę, gusty dotyczące mody i popularnej kultury. Telewizja służyła doskonale do podtrzymania ustroju komunistycznego, a obecnie wiernie służy liberalnej demokracji podszytej lewicową ideologią.

Bardzo trudno wygrać wybory wbrew opiniom głoszonym codziennie przez najpopularniejszych dziennikarzy. Dlatego trudno się dziwić, że przebijanie tej zapory przez media niezależne napotyka na ogromny opór.

Cyfryzacja naziemnej telewizji, umożliwiająca łatwy dostęp do kilkudziesięciu programów, w miejsce dotychczasowych kilku, miała rzekomo służyć poszerzeniu pola wyboru widzów. W jej wyniku umocniły się jednak dotychczasowe najsilniejsze koncerny, wzmocniony został przekaz lewicowo-liberalny i komercyjny z rozrywką o prymitywnej jakości, a jedyna niezależna i wartościowa propozycja dla katolików została przez KRRiT pod wodzą Jana Dworaka w roku 2011 odrzucona.

Katolicy głośno i wyraźnie upomnieli się o swoje prawa. Do podziału pozostała już jednak tylko resztka miejsc na multipleksie, które za ponad rok ma zwolnić TVP. Czy w tej resztce znajdzie się chociaż jedno miejsce dla telewizji spoza układu ideowo-właścicielskiego?

Jedno miejsce na dwadzieścia cztery? Czy oczekiwania widzów o tradycyjnych poglądach nie powinny być zaspokojone co najmniej kilkoma kanałami odpowiadającymi ich potrzebom? Nie tylko społeczno-religijnym, ale i edukacyjnym, programem dla dzieci i filmowym?

Barbara Bubula