Dwie Matki Prymasa
Niedziela, 28 maja 2023 (15:53)Dziś przypada 42. rocznica śmierci Prymasa Tysiąclecia
Nie można zrozumieć błogosławionego kardynała Stefana Wyszyńskiego bez dwóch największych miłości duchowego Ojca Polaków: do matki ziemskiej, Julianny, i Jasnogórskiej Bogurodzicy.
8 września 1946 r. W zrujnowanej wojną Polsce milion ludzi, pokonując niemałe trudności, przybywa na Jasną Górę. Usłuchali wezwania Prymasa Augusta Hlonda, który święto Narodzenia Matki Bożej wybrał na dzień poświęcenia Narodu Niepokalanemu Sercu Maryi. W uroczystości bierze udział Episkopat i najmłodszy w tym gronie, świeżo konsekrowany biskup lubelski Stefan Wyszyński. Widzi rozmodloną rzeszę pielgrzymów, otwarte serce dziejów Narodu, promieniującą chwałą Matki Bożej Jasną Górę. Odczyta ten znak jako ważne wskazanie dla swojej posługi.
35 lat później wyzna w tym samym miejscu, przed zranionym obliczem Królowej Polski: „Wydaje mi się, że najbardziej bezpośrednią Mocą w moim życiu jest Maryja. Przez szczególną tajemnicę, której w pełni nie rozumiem, została Ona postawiona na mej nowej drodze”. Tak mógł powiedzieć tylko Prymas Tysiąclecia. Człowiek, który odkrył, że Maryja jest siłą jednoczącą Naród, „siłą, w imię której można poruszyć Polaków i zmobilizować ich dla każdej wielkiej i słusznej sprawy”.
Czarna i Biała Pani
Miłość do Matki Bożej wyniósł z bardzo pobożnego domu rodzinnego. Ojciec Stanisław Wyszyński jeździł na Jasną Górę, a mama Julianna do Ostrej Bramy. Potem o swoich przeżyciach opowiadali w domu, dyskutując, która Matka Boża jest skuteczniejsza. W Zuzeli nad łóżkiem małego Stefana wisiały dwa obrazy: Matki Bożej Częstochowskiej i Ostrobramskiej Matki Miłosierdzia. Po obudzeniu się długo przyglądał się Czarnej i Białej Pani. To było najwcześniejsze wspomnienie z dzieciństwa.
Kochał bezgranicznie mamę Juliannę, zajętą wychowaniem pięciorga dzieci, prowadzeniem domu. Podziwiał tę wysoką damę, zawsze starannie ubraną i uczesaną, przygarniającą otwartymi ramionami swoją gromadkę. Największym szczęściem dla Stefana były chwile spędzone na kolanach mamy, jej kojąca bliskość. Trudno wyobrazić sobie ból i smutek dziewięcioletniego chłopca, gdy Julianna odeszła zaledwie w wieku 33 lat, po urodzeniu córeczki Zofii. Zmarła w Andrzejewie 31 października 1910 r., dokąd rodzina Wyszyńskich przeniosła się kilka miesięcy wcześniej. Ksiądz Prymas wspominał, jak podczas lekcji w szkole trwożnie nasłuchiwał, czy nie biją dzwony kościelne, ogłaszając śmierć pani Wyszyńskiej.
Gdy zabrakło rodzonej mamy, związał się jeszcze mocniej z Matką duchową. Wyzna później: „Całą moją miłość przeniosłem z Matki na Matkę”. Ona stanie na jego drodze kapłańskiej, biskupiej i prymasowskiej.
Mama Julianna pozostała do końca życia dla księdza Prymasa najważniejszą osobą na ziemi. Pamiętał o niej w każdej Mszy Świętej, kiedy było ciężko, prosił ją o pomoc. „Nieraz mi się wydaje, gdy stoję na ambonie, że za mną stoi moja przedwcześnie zmarła Matka. Gdy podejmuję i prowadzę jakieś wyjątkowo ciężkie prace, to mam wrażenie, że ona mi doradza i podpowiada” – mówił.
Czas nie wypełnił tęsknoty za tą, której zawdzięczał życie. Szczególne wspomnienie przywołuje Anna Rastawicka z Instytutu Prymasowskiego Stefana Kardynała Wyszyńskiego, jedna z bliskich współpracownic Prymasa Tysiąclecia.
– Ojciec przyjechał po chorobie do Choszczówki. Był smutny, zastanawialiśmy się, co się dzieje, czy ta choroba nie wraca. Zapytałyśmy, dlaczego jest taki smutny. Ksiądz Prymas odpowiedział: „Czy wy wiecie, co to znaczy 67 lat tęsknoty za matką?” – opowiada. Następnego dnia, 31 października, mijała kolejna rocznica śmierci Julianny Wyszyńskiej. Zdjęcie mamy ksiądz Prymas miał zawsze na swoim biurku, również w czasie uwięzienia.
Zwycięstwo przyjdzie
Wiara potrzebuje znaków widzialnych. W Zuzeli Stefan po dziecinnemu kontemplował wizerunki Matki Najświętszej. W Andrzejewie lubił modlić się przed pięknym posągiem Matki Bożej, ustawionym na pamiątkę 50-lecia ogłoszenia dogmatu o Niepokalanym Poczęciu. Potem, jako uczeń polskiego Gimnazjum im. Wojciecha Górskiego w Warszawie, przeniósł swoje uczucia na Matkę Bożą Pasawską. Mijał codziennie pomnik-wotum za zwycięstwo Jana III Sobieskiego pod Wiedniem, spiesząc z Mariensztatu, gdzie mieszkał u swego wuja, do szkoły.
Jego sercem zawładnęła jednak Matka Boża Jasnogórska. Jej wizerunek nosił wyryty w swoich insygniach: w pierścieniu i w krzyżu biskupim. Nie rozstawał się z obrazem Matki Bożej, namalowanym przez prof. Leonarda Torwirta, który otrzymał od członkiń Instytutu Prymasowskiego w 15. rocznicę biskupstwa. Ten obraz zabierał w każdą podróż, czy to po Polsce, czy to za granicę. Po konklawe w październiku 1978 r. powiedział, że to Ona była Elektorką wyboru Jana Pawła II. Prymas Tysiąclecia często powtarzał słowa swego poprzednika ks. kard. Augusta Hlonda: „Pracujcie i walczcie pod opieką Matki Bożej. Zwycięstwo, gdy przyjdzie, będzie to zwycięstwo Najświętszej Maryi Panny. A więc walczcie, bo zwycięstwo przyjdzie”. Był świadkiem tej wiktorii, gdy Papież Polak rozpoczynał swój pontyfikat dokładnie w 30. rocznicę proroctwa Prymasa Hlonda.
Mszę św. prymicyjną odprawił na Jasnej Górze, aby mieć Matkę, aby stanęła przy każdej jego Mszy Świętej, jak stała pod krzyżem kalwaryjskim. Schorowany neoprezbiter nie liczył, że uda się mu odprawić więcej niż kilka Eucharystii w życiu. „Z takim zdrowiem to na cmentarz” – powiedział kościelny w katedrze we Włocławku, widząc słaniającego się na nogach alumna, który za chwilę miał przyjąć święcenia kapłańskie. Maryja uprosiła łaskę – składał codziennie Najświętszą Ofiarę przez blisko 57 lat, do ostatnich dni.
Trudne doświadczenia II wojny światowej umocniły w ks. Wyszyńskim zaufanie w potężne wstawiennictwo Wspomożycielki Wiernych. Jej zawdzięczał ocalenie w wielu trudnych sytuacjach podczas okupacji: uniknął parę razy aresztowania z rąk Niemców i losu swoich współbraci z Włocławka, z których większość zginęła męczeńską śmiercią. Spędzał długie godziny przed ołtarzem Matki Bożej we Wrociszewie, gdzie wówczas mieszkał jego ojciec. W Laskach podtrzymywał siostry i niewidome dzieci modlitwą do Matki Bożej. W czasie Powstania Warszawskiego żyli dosłownie pod kulami, ale nigdy nie byli zmuszeni do odłożenia wieczornego Różańca.
„Nie umiem jednego dnia spędzić bez Ciebie, bez Twego Imienia, bez ’Zdrowaś, Maryjo’, bez Różańca, bez aktu oddania się Tobie. Czym byłoby życie moje, gdybym o Tobie zapomniał?” – wyzna w „Zapiskach więziennych”. Żył z Nią, dla Niej i przez Nią. Była tajemnicą jego serca i źródłem jego siły. Doświadczenie maryjne księdza Prymasa Jan Paweł II nazwie w swoim słowie do książki ks. kard. Wyszyńskiego „Wszystko postawiłem na Maryję” „doświadczeniem na miarę epoki”. Zwróci też uwagę, że jego teksty autobiograficzne, homilie i przemówienia poświęcone Matce Bożej odsłaniają „najgłębszy nurt dziejów duszy Prymasa Polski”.
Ale – jak przypomina Anna Rastawicka – błędem byłoby myślenie, że w więzi z Matką Bożą chodziło tylko o uczuciowe wypełnienie luki po śmierci rodzonej matki. – Ksiądz Prymas odkrył, kim Maryja jest w Bożym planie, jak bardzo Bóg Jej zaufał, zapraszając Niepokalaną do współdziałania ze Sobą w dziele odkupienia, zbawienia człowieka. To nie jest przeszłość, zadanie Maryi się nie skończyło. Dlatego modlitwa do Niej ma tak potężną moc. Ksiądz Prymas odkrył też historyczną więź naszego Narodu z Matką Bożą, od pierwszego hymnu ku czci Bogurodzicy. Objawiając się ojcu Mancinellemu, Maryja powiedziała: „A czemu Mnie Królową Polski nie zowiesz? Ja to królestwo wielce umiłowałam i wielkie rzeczy dlań zamierzam, ponieważ osobliwą miłością ku Mnie pałają jego synowie” – przypomina Anna Rastawicka.
Wszystko postawił na Maryję
Pan Bóg pisze prosto nawet na krzywych liniach. Komuniści chcieli uciszyć Prymasa, złamać go, by zniszczyć Kościół. Gdy zdawało się, że nie ma już ratunku, ksiądz kardynał powiedział 14 lutego 1953 r.: „Wszystko postawiłem na Maryję”. Zyskał pewność, że musi Jej oddać każdy wymiar swego życia osobistego, kościelnego i narodowego, a resztę zostawić Bogurodzicy, by pomagała i zwyciężała. – Teraz wszyscy mówią: Prymas uratował Polskę od potopu komunistycznego. A jak ją uratował? Postawieniem na wiarę ludzi i zaufaniem do Matki Najświętszej – zauważa Anna Rastawicka.
Czas uwięzienia okazał się błogosławionym początkiem wielkich dzieł Bożych dokonanych przez ks. kard. Wyszyńskiego, które uratowały Kościół i wiarę Polaków: Jasnogórskie Śluby Narodu, Wielka Nowenna, peregrynacja obrazu Matki Bożej Jasnogórskiej, milenijny Akt oddania Polski w macierzyńską niewolę Maryi za wolność Kościoła Chrystusowego. 8 grudnia 1953 r. w Stoczku Warmińskim oddał się w niewolę Matce Bożej, przygotowując się do tego zawierzenia przez trzy tygodnie według wskazań św. Ludwika Grigniona de Montfort. – Oddanie się Jej w niewolę w Stoczku przywróciło mu wolność, od tej pory wiedział, że nie tyle jest niewolnikiem tych, którzy go uwięzili, co niewolnikiem Matki Bożej, woli Bożej. Przyjął to jako trudny, ale błogosławiony dar Pana Boga – wskazuje Anna Rastawicka. Prymas, pozbawiony wolności zewnętrznej, stał się człowiekiem wolnym wewnętrznie. Był bardziej wolny od swoich prześladowców, bo przebaczył im i w każdym widział dziecko Boże.
Oryginał Aktu oddania się w niewolę Maryi został umieszczony w relikwiarzu wykonanym przez znanego artystę Mariusza Drapikowskiego i podczas beatyfikacji będzie złożony na ołtarzu w Świątyni Opatrzności Bożej.
Sam Prymas rozumiał oddanie się w niewolę jako zobowiązanie do naśladowania Matki Najświętszej – w Jej „fiat” od zwiastowania po obecność pod krzyżem na Kalwarii. Mówił: „Jestem niewolnikiem Maryi nie dla pięknych słów. Na wszystko, czego Bóg ode mnie zażąda, jestem zawsze gotów”.
Nie szedł tą drogą sam. Wspierał go modlitwą, ofiarą i swoim maryjnym charyzmatem Instytut Świecki Pomocnic Maryi Jasnogórskiej Matki Kościoła, założony przez księdza Prymasa i Marię Okońską, wielką postać współczesnych dziejów Kościoła. To paniom z Instytutu zawdzięczamy ocalenie ogromnej spuścizny ks. kard. Wyszyńskiego, tysięcy kazań i przemówień, osobistych zapisków „Pro memoria”. Gdyby kamienie mogły mówić, Jasna Góra opowiedziałaby, ile łask, łącznie z uwolnieniem księdza Prymasa, uprosiły, wydeptując kolanami posadzkę w kaplicy jasnogórskiej. Nie byłoby też beatyfikacji Ojca Narodu, gdyby nie ich modlitwa, praca i cierpienie ofiarowane w tej intencji.
Dopiero po latach zobaczyliśmy, jak owocne było zawierzenie Matce Bożej. Ksiądz kard. Wyszyński wiedział, że mimo naszych ciężkich wad, chwiejności w wierze Naród trwa przy Sercu Matki, bo Ona jest nam dana ku obronie. Oddał Jej Polskę po wszystkie czasy i nic, żadne czerwone, a teraz czarne rewolucje nie unieważnią tego przymierza z Maryją. Ono trwa na wieki, choć zawsze będą przeciwności. Pewność opieki Matki Bożej nad Polską niesie nadzieję, że miłość do Maryi, wpisana w nasze DNA, w ducha Narodu obudzi się również w sercach bluźnierców, profanatorów. Sam Bóg będzie nas bronił, dla niezłomnej wiary św. Jana Pawła II i bł. kard. Stefana Wyszyńskiego, którzy ubezpieczyli naszą przyszłość w dłoniach Niepokalanej Matki.
Nowe czasy, nowi ludzie
Budził się wcześnie rano, o godz. 4.00. Zanim wstał, zawsze „wędrował” do sanktuariów Matki Bożej na całym świecie. – Mówił, że najdłużej zatrzymuje się w Ostrej Bramie – wspomina Anna Rastawicka.
Podczas ostatniego w swoim życiu Wielkiego Tygodnia, w 1981 r., z Wielkiego Czwartku na Wielki Piątek, do cierpień fizycznych związanych z chorobą doszły duchowe zmagania. Ksiądz Prymas zapisał wstrząsające słowa o mistycznym wymiarze: „W tej strasznej nocy zdołałem opuścić siebie, ale owładnęła mnie męka ludów, które już od trzech pokoleń cierpią od zbrodniarzy, którzy mordują […] Chrystusa, Jego Kościół i znak Dobrej Nowiny Ewangelicznej. To jest moja nocna modlitwa od szeregu lat. A dziś była szczególnie dotkliwa. […] To wszystko jest przedmiotem mojej modlitewnej męki i bolesnego wołania do Pani Ostrobramskiej, przecież Matki Miłosierdzia. […] Matko Miłosierdzia, co się Tobie stało, co się dzieje z Twoim Sercem, przecież czystym i wolnym od gniewu?”.
Troska o chrześcijański Wschód była jego pragnieniem serca, tam widział posłannictwo Polski, która ma odzyskać te umęczone ziemie dla Chrystusa i Jego Matki. To był testament Prymasa. Odchodząc, wypowiedział na łożu śmierci proroctwo, które spełnia się na naszych oczach: „Przyjdą nowe czasy, wymagają nowych świateł, nowych mocy. Bóg je da w swoim czasie. Pamiętajcie, że jak kardynał Hlond, tak i ja wszystko zawierzyłem Matce Najświętszej i wiem, że nie będzie słabsza w Polsce, choćby ludzie się zmieniali”.
Nowe światła, nowe moce to Radio Maryja – Boży dar na nowe czasy. Największa ogólnopolska, światowa katolicka rozgłośnia idzie drogą maryjną, śladami Prymasa Tysiąclecia. Ojciec Tadeusz Rydzyk wie, że więź z Matką Najświętszą jest naszą mocą, i podjął prymasowski program odnowy Narodu, by stawał się coraz bardziej Boży. Trudne? Gdy Ona prowadzi i wspiera, nie ma nic niemożliwego.
Małgorzata Rutkowska