• Poniedziałek, 13 kwietnia 2026

    imieniny: Marcina, Przemysława

Dziś w „Naszym Dzienniku”

Rok matejkowski w Krakowie

Sobota, 13 maja 2023 (00:41)

Obecny rok, na wniosek Muzeum Narodowego w Krakowie, Senat RP ogłosił Rokiem Jana Matejki.

 Dom Jana Matejki

Poza ewidentnymi argumentami rocznicowymi urodzin i śmierci Jana Matejki (24 czerwca 1838 – 1 listopada 1893) Muzeum Narodowe przypomniało, że równo 125 lat temu
w domu przy ul. Floriańskiej, w którym zamieszkiwał artysta z rodziną i gdzie miał swoją pracownię, utworzono pierwsze polskie muzeum biograficzne. Ten Oddział Muzeum Narodowego przygotował na swą rocznicę specjalną wystawę, ale pozostawił też stałą ekspozycję, licząc się z tym, że nie można zawieść turystów, którzy przybędą do Krakowa, by oddać hołd Janowi Matejce,
a także dowiedzieć się o nim jak najwięcej.

Każdy, komu bliska jest twórczość autora „Grunwaldu”, musi odwiedzić jego kamienicę, by zanurzyć się w życie codzienne malarza, zobaczyć ciekawą klatkę schodową, kuchnię, salon i sypialnię. Dosłownie wszystkie elementy jego mieszkania można i warto naśladować, aranżując dziś swoje domostwo, bo Matejko miał dobry gust. Jego dom zamieniono w muzeum już 5 lat po śmierci artysty, więc zachowało ono wszystkie detale i może być wzorem prezentowania mieszkań uchwyconych w czasie.

Wystawa, jakiej jeszcze nie było

Muzeum Narodowe w Krakowie w końcu czerwca zaprosi do głównego gmachu na największe wydarzenie Roku Matejki. Dyrektor MNK prof. Andrzej Szczerski sporządzenie koncepcji artystycznej wystawy powierzył historykowi sztuki prof. Michałowi Haakemu z Uniwersytetu Adama Mickiewicza w Poznaniu. Od końca ubiegłego roku trwały intensywne przygotowania do wystawy według jego scenariusza. Zostaną zaprezentowane setki obrazów, ale też wiele cennych pamiątek, które mistrz skrupulatnie kupował i gromadził z miłości do historii, często wykorzystując je jako ważne rekwizyty na swoich obrazach. W rozmowie z „Naszym Dziennikiem” prof. Michał Haake podkreśla, że odstąpił od tradycyjnego układania matejkowskich „staroci” przy obrazach, na których zwiedzający mogli je od razu zidentyfikować, ale postanowił zgromadzić artefakty w wielkiej, wykonywanej przez stolarzy specjalnie na tę wystawę szafie, jaka przywita nas na początku trasy zwiedzania. Trzeba te przedmioty dobrze zapamiętać, bo odnajdziemy je nawet na kilku obrazach, a szafa przybliży nas bardziej do Matejki niż do jego dzieł.

Wystawa zajmie większość parteru gmachu muzeum. Ważnym jej uzupełnieniem będzie katalog, w którym znajdą się opracowania z ważnym artykułem prof. Wojciecha Suchockiego. Pomogą nam one zrozumieć mistrza Jana, a może i odkryć go na nowo. Synteza twórczości Jana Matejki będzie w jakimś sensie zmierzeniem się z wielkimi wystawami w 1883 i 1894 roku, jednak w przeciwieństwie do nich nie oprze się na chronologii, ale na zagadnieniach tematycznych. Ekspozycja będzie mieć swój prolog i epilog, a pomiędzy nimi siedem działów. Dobrze byłoby się przygotować merytorycznie do odbioru prezentowanych treści jeszcze przed wstąpieniem w progi muzeum, w myśl zasady głoszonej przez prof. Lecha Kalinowskiego: „Żeby widzieć, trzeba wiedzieć”.

Wystawę będą tworzyć następujące działy: „Cóż po malarzu w czasie marnym?”, „Młody Matejko”, „Narodziny artystycznego dziejopisa”, „Obrazowanie historii”, „Europa Środkowo-Wschodnia, czyli gdzie?”, „Rzeczpospolita, ale czyja?”, „Cywilizacja, ale jaka?”. Już same tytuły – jak widać – zachęcają do przemyśleń wykraczających poza dziedzinę malarstwa. Profesor Michał Haake wskazuje
na związki obrazów Jana Matejki z ówczesną sztuką nowoczesną w najlepszym stylu. Gdy np. patrzymy na grupę postaci naprzeciw Tadeusza Rejtana obserwowaną
z niepokojem przez posła rosyjskiego w Warszawie Nikołaja Repnina, to warto porównać ją z szukającą rozpaczliwie ratunku grupą rozbitków z „Tratwy Meduzy” Théodore’a Géricaulta. Gdy szukamy genezy kompozycyjnej „Hołdu pruskiego”, to – poprawnie – na myśl przychodzi „Śmierć Sardanapala” Eugène’a Delacroix.

I właśnie dwa matejkowskie obrazy – „Rejtan – upadek Polski” i „Kazanie Skargi” – stanowią oś wystawy
i prowokują do głębszych przemyśleń nad sztuką, historią
i patriotyzmem w perspektywie etyki chrześcijańskiej. Oba dzieła artysta namalował, nie mając jeszcze trzydziestu lat. „Kazanie Skargi” (1864) przyjęto entuzjastycznie. Patriota
i jezuicki kaznodzieja w 1597 roku ogłosił drukiem zbiór ośmiu kazań, adresując je do sumień naszych polityków. „Kazania sejmowe” propagował Adam Mickiewicz, natomiast Matejko podniósł je do rangi koła ratunkowego, które mogło ocalić Rzeczpospolitą w okresie jej największych triumfów, ale i sporów prowadzących do wojen domowych. Z dalszej perspektywy jeszcze łatwiej możemy docenić w matejkowskiej symbolice i kompozycji, jakie znaczenie ma dla państwa poziom moralny jego elit politycznych i jakie skutki pociągają za sobą grzechy, które chciano by usprawiedliwiać jako immanentnie związane
z władzą: pycha, chciwość itp.

To właśnie na przykładzie tego obrazu, na pytanie,
czy słuszne jest nazywanie Matejki „filmowcem, a nie fotografem”, prof. Haake objaśnia nam, że w tym raczej banalnym aspekcie tak, ale przede wszystkim należy docenić w Matejce potęgę malarza. Żaden filmowiec nie może stworzyć takiego efektu, jak na obrazie „Kazanie Skargi”, gdzie koegzystują dwie przestrzenie. Ksiądz Skarga z duchownymi zwraca się od konfesji
św. Stanisława w katedrze wawelskiej, reprezentując sacrum, w stronę świeckości i prywaty, reprezentowanej przez przyszłych rokoszan 1606 roku: Janusza Radziwiłła, Mikołaja Zebrzydowskiego i Stanisława Stadnickiego,
a nade wszystko Jana Zamoyskiego, namalowanego
z głową wyżej króla (także w przenośni). Strona profanum mieści się niby w prezbiterium katedry, które wydaje się nie mieć żadnych oznak sakralności. Oddzielona jest od sfery sacrum linią, którą tworzy laska marszałkowska dumnego Zebrzydowskiego, kontynuowana optycznie
przez filar w głębi. „Kazanie Skargi” pozwala zadać pytania o relacje Jana Matejki z historyczną szkołą krakowską,
o jego stosunek do odpowiedzialności obywateli za państwo i o przyczyny rozbiorów.

Pytam wreszcie o dzieła, których brak na wystawie najbardziej doskwiera prof. Michałowi Haakemu. Ekspert zwraca uwagę na obraz przedstawiający apostołów Słowian i patronów Europy – Świętych Cyryla i Metodego, który Matejko ofiarował do prastarej stolicy państwa wielkomorawskiego, czyli Velehradu. Do dziś znajduje się
w tym mieście w ołtarzu bazyliki Wniebowzięcia NMP
i Świętych Cyryla i Metodego. Ten obraz jest symbolem dużego zainteresowania więziami słowiańskimi, które przejawiał mistrz Jan. Przy czym nie był to panslawizm prorosyjski, ale wręcz antyrosyjski. Matejko był za zbliżeniem religijnym (np. jako autor projektu ikonostasu w krakowskiej cerkwi greckokatolickiej), współpracą Słowian, ale nie znosił imperializmu rosyjskiego, czemu dawał wielokrotnie wyraz, w czasie gdy Kraków stawał się wielką nadgraniczną fortecą, która miała powstrzymać rosyjską inwazję. Na wystawie obraz z Velehradu będą godnie reprezentować szkice dzieła.

Oczywiście ekspozycja ukaże, jak wielkim pedagogiem był Matejko, jakie miał zasługi w tworzeniu polskiej wyobraźni dziejów. Pamiętajmy przy tym, że artysta nie ograniczał się, w przeciwieństwie do dawnego malarstwa, do wyobrażania jedynie „exempla virtutis” (przykładów męstwa). W jego malarstwie historycznym jest obecne naówczas nowoczesne spojrzenie, wywodzące się od wielkiego historyka Leopolda von Ranke, który twierdził,
że zadaniem historii jest narracyjne relacjonowanie wszystkich dziejów – tych chwalebnych i tych pokazujących wady narodowe. I właśnie z wszechstronnej twórczości Jana Matejki przebijają przede wszystkim miłość i troska
o przyszłość Polski, które można budować na podstawie wiedzy płynącej z różnych doświadczeń.

Matejkowska sensacja

Państwowe Zbiory Sztuki na Wawelu oferują natomiast duży matejkowski szkic do obrazu „Hołd pruski”, który powstał już w roku 1874 techniką farby olejnej, na desce
o rozmiarach 37 na 76 cm, i długo pozostawał w pracowni mistrza. Gdy cesarz Franciszek Józef I przebywał w Krakowie 2 września 1880 roku, odwiedził także Jana Matejkę w jego pracowni. To ten monarcha uczynił
w 1866 roku malarza zamożnym człowiekiem, nabywając jego „Rejtana” na wystawie paryskiej za 50 tys. franków
i osłaniając go przed krytyką arystokracji, która nawet oprotestowała samo wystawienie obrazu w Paryżu.

Wizyta cesarska u Matejki przebiegła wspaniale, choć władze Krakowa obawiały się, by żona artysty Teodora
nie błysnęła jakimś faux pas, bo jeszcze przed spotkaniem stwierdziła publicznie: „Cesarzy na tym świecie było i jest wielu, a Matejko – tylko jeden”. I było w tym coś z prawdy. Gdy do Matejki 2 tygodnie później przybył cesarski brat Karol Ludwik, malarz udał chorego i wyjechał do swego dworku w Krzesławicach, co Habsburg skwitował krótko: „On zawsze jest chory, kiedy przybywamy”.

Na przyjazd Franciszka Józefa ściany pracowni zapełniono obrazami Matejki. Cesarz zatrzymał się prawdopodobnie przy najmniej wygodnym dla niego w treści płótnie, przy szkicu „Hołdu pruskiego”. Pamiętajmy, że nie urządzono spotkania cesarza z artystą w obszerniejszych salach Akademii Sztuk Pięknych między innymi dlatego, że tam powstawał wtedy „Hołd pruski” wielkich rozmiarów.
W domu Matejków udało się odwrócić uwagę Franciszka Józefa od „Hołdu pruskiego”, przenosząc jego zainteresowanie na „Zjazd wiedeński 1515 roku”.
Wszyscy odetchnęli z ulgą.

„Hołd pruski” został po raz pierwszy pokazany szerszej publiczności w Sukiennicach, które były zaczątkiem Muzeum Narodowego, w maju 1882 roku, a 7 października 1882 roku Matejko ofiarował dzieło Narodowi, jak to sam określił, „na przyozdobienie jednej z sal Zamku Królewskiego na Wawelu, mającego być restaurowanym”. Na ramę obrazu zaproponował napis, który wszyscy znamy doskonale z portalu bramy wjazdowej do sieni, przez którą wjeżdżali wszyscy królowie do swej wawelskiej siedziby: „Si Deus nobiscum, quis contra nos!” (Jeśli Bóg z nami, któż przeciw nam!).

Myślano o Sali Senatorskiej na drugim piętrze zamku na Wawelu jako miejscu ekspozycji, ale ostatecznie po raz pierwszy trafił tam dopiero w 2023 roku szkic „Hołdu pruskiego”, pozostający od półtorawiecza w prywatnych rękach. Odsłonięcie go przez wicepremiera Piotra Glińskiego właśnie w Sali Senatorskiej można potraktować jako symboliczne otwarcie Roku Matejki. A my już zachęcamy naszych Czytelników do swego rodzaju pielgrzymki artystyczno-patriotycznej do Krakowa, począwszy od końca czerwca, by skorzystać z wszystkich ofert matejkowskich. Niech niniejszy artykuł posłuży jako wstęp do spotkania z genialnym artystą i jego dziełami.

Piotr Boroń, ND