• Poniedziałek, 13 kwietnia 2026

    imieniny: Marcina, Przemysława

O dusze trzeba walczyć

Poniedziałek, 8 maja 2023 (20:45)

Rozmowa z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, członkiem Kolegium IPN, wykładowcą z KUL
i AKSiM

Wyrazem czego może być atak i brutalne pobicie 80-letniego kapłana – emerytowanego proboszcza parafii
pw. Najświętszej Maryi Panny Królowej Polski w Pionkach koło Radomia?

– Trudno mi powiedzieć, jakie były motywy i jakimi pobudkami kierował się sprawca pobicia kapłana, natomiast co by nie powiedzieć, sam czyn jest zły, godny napiętnowania i ukarania jego sprawcy.

Nie oceniając pobudek, których w tym konkretnym przypadku nie znamy, bo sprawca nie został jeszcze ujęty – z czego wynika wzrost przypadków agresji, wręcz nienawiść wobec Kościoła, kapłanów?

– Jeśli mówimy o powszechnej niechęci do duchowieństwa oraz o tym, że pojawiają się akty agresji wobec kapłanów, przede wszystkim słownej, co przeradza się także
w agresję fizyczną, ma to podtekst i jest pochodną pewnych procesów kulturowo-ideologicznych. I to nie ulega wątpliwości. Jest to zarazem jeden z powodów spadku ilości powołań kapłańskich i zakonnych, bo ksiądz
w pewnych środowiskach – także medialnych – jest definiowany jako zawód związany z pedofilią
i przestępstwami w tym obszarze. Tak jak wspomniałem – nie jestem w stanie stwierdzić, czy przypadek pobicia księdza w Pionkach jest z tym związany. Natomiast
w szerszym kontekście z całą pewnością mamy do czynienia z nagonką religijną, a więc również na kapłanów. Zresztą zawsze tak było.   

Agresywne wobec kapłanów są także media lewicowo-liberalne. Można powiedzieć, że jest to atak zorganizowany?

– Z pewnością jest to zorganizowany atak na religię, a ponieważ księża są reprezentantami Kościoła katolickiego, więc w szczególny sposób doświadczają tych ataków na sobie. Chodzi tu przede wszystkim o to, żeby oderwać Polaków od religii katolickiej, od Kościoła, i to jest nade wszystko powód tej agresji, tej nagonki. Żeby te działania przeciwników Kościoła katolickiego i religii przynosiły zamierzony efekt, to trzeba w oczach społeczeństwa zohydzić duchowieństwo, pokazać je w krzywym zwierciadle. Tak było już w czasach komunistycznych, w okresie PRL-u, ale tak było też w czasach nazistowskich i podobnie jest dzisiaj.

Tylko że w czasach komunistycznych – mimo prób zohydzenia religii – Kościół gromadził wiernych, i to w Kościele, wśród pasterzy, czuliśmy się wolni jako Naród.

– Jeśli się dokładnie przyjrzeć, to dzisiaj jest podobnie, tyle tylko, że metody atakowania Kościoła i kapłanów są bardziej subtelne i stąd wielu ludzi tego nie dostrzega. Swoją drogą, gdzie człowiek może się czuć bardziej wolny od rozmaitych manipulacji, różnych ideologii, jak nie
w Kościele. Inna kwestia, że w Polsce, bądź co bądź, dzisiaj mamy jeszcze do czynienia z miękkim totalitaryzmem czy dyktaturą relatywizmu, ale z czasem może to przybrać formy bardziej radykalne – jak to bywało już w historii, gdzie dowolność w zakresie religii może być redukowana,
i to w sposób znaczący. Proszę zwrócić uwagę, że już się pojawiają propozycje, żeby wyrzucić religię ze szkół, czy też próby zniechęcenia do spowiedzi dzieci, gdzie podnoszone jest, że jest to przemoc psychiczna na dziecku powodująca traumę. Tymi sposobami próbuje się oderwać szczególnie młodego człowieka od Kościoła. Są też próby zohydzenia wizerunkowego duchowieństwa – definiowanego jako zagrożenie. Z drugiej strony mamy do czynienia z pokazywaniem i na siłę udowadnianiem, że religia jest zagrożeniem dla wolności człowieka, że go ogranicza, a wręcz zniewala itd. I to się dzisiaj dzieje, ale to jest tylko jeden etap, bo nie można przecież wykluczyć, że za jakiś czas pojawią się także administracyjne restrykcje.

W latach 80., przed transformacją ustrojową, Kościół był ostoją wolności, prawdy. Minęło niewiele lat i jest dzisiaj atakowany. Co takiego stało się po drodze, że dzisiaj trwa walka z Kościołem
i wartościami chrześcijańskimi?

– W latach 90. też nie było lekko, kiedy pojawiły się pierwsze przejawy antyklerykalizmu i dość mocno to się ujawniało. Swoją drogą te działania były mocno podsycane przez środowiska postkomunistyczne, z całą machiną propagandową, którą uosabiał Urban. Natomiast dzisiaj wszyscy, zachłyśnięci dobrobytem, podążamy ślepo za Zachodem, za modami, jakie się tam pojawiają. Pamiętajmy, że Zachód też przeżył bardzo daleko posunięte wstrząsy rewolucyjne i Polska z tradycyjnym podejściem do świata wartości jest, czy ma być, jakby ostatnim akordem tej postępującej rewolucji. Tym bardziej bezrefleksyjne zapatrzenie w Zachód przez pełną kompleksów, wcale nie małą część środowisk intelektualnych, a także medialnych czy politycznych, tym właśnie owocuje.

Coraz częstsze w Polsce są też przypadki apostazji. Czy to tylko moda, czy może problem ten jest głębszy?

– W tym wypadku możemy mówić o modzie wykorzystującej wiarę, co wcale nie znaczy, że ta moda nie pokazuje większego problemu. Ten problem dotyczy walki duchowej – mianowicie jeśli komuś się wydaje, że pójście za tą modą, że tego typu akt w przyszłości nie będzie skutkował konsekwencjami, to takie podejście byłoby błędem i lekceważeniem niesamowicie poważnego problemu. W tym względzie możemy powiedzieć, że apostazja jest pewną modą zbudowaną na niezwykle groźnej ideologii, która chce zawładnąć duszami, szczególnie dzieci.

Jak sobie z tym problemem poradzić, zanim stanie się on nabrzmiały, uciążliwy i trudny do opanowania? Czy władze kościelne właściwie odpowiadają, reagują na tego typu problem i jak sami wobec tego problemu powinniśmy się zachować?

– Z całą pewnością nie wolno tego lekceważyć na zasadzie, że mamy do czynienia z religią jako pewną opcją światopoglądową i jeśli ktoś wybierze inną opcję – właśnie światopoglądową – to nie ma problemu, że jest wolność itd. Takie lekkie podejście jest moim zdaniem efektem dużego zaniedbania i to jest problem.

Z czego wynika to lekkie, lekceważące podejście?

– To lekkie podejście wynika z pewnych postaw pseudoekumenicznych, gdzie pojawia się pogląd, że człowiek właściwie tak samo może się zbawić w różnych religiach, a nawet jako ateista. W związku z czym uważa się, że nie ma potrzeby prowadzić jakiejś zażartej walki
o duszę człowieka, bo czego by nie wybrał, to w istocie
i tak jest dobrze, byleby tylko konsekwentnie to realizował. Jeśli mamy takie podejście, to znaczy, że religia jest tylko opcją, a nie istotą naszego życia, i to jest smutne. Ale nie tylko, bo takie podejście musi owocować takimi porażkami jak właśnie apostazje, czyli formalne porzucenie wiary
i odejście od Kościoła.     

Jak się temu przeciwstawić, jak zahamować ten proces, innymi słowy: jak to leczyć?

– Trzeba po prostu walczyć o dusze – tak jak to robili, skutecznie zresztą – nasi przodkowie, którzy sami jeździli na misje, misjonarze pojawiali się także u nas. Nasi przodkowie nie lekceważyli problemu, bronili wiary, życie swoje oddawali za wiarę – także na misjach w obu Amerykach, kiedy odkrywano nowe lądy. Po prostu trzeba na nowo zrozumieć sens i znaczenie religii, jej rangę, jej rolę, zbawczą rolę Pana Boga w naszym życiu. Dotykamy tu jednak kryzysu Kościoła powszechnego, który w tej całej gmatwaninie też nieraz się gubi. To wszystko sprawia, że religię traktuje się niczym cepelię, rodzaj towarzystwa kulturalnego, a nie jako platformę, przestrzeń, na której rozstrzygają się najważniejsze kwestie dotyczące zbawienia człowieka.

                   Dziękuję za rozmowę.      

Mariusz Kamieniecki