Na ochronę dzieci każdy czas jest dobry
Niedziela, 7 maja 2023 (19:09)Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki
W całej Polsce trwa zbiórka podpisów pod obywatelskim projektem ustawy „Chrońmy dzieci, wspierajmy rodziców”. Tymczasem Donald Tusk w mediach społecznościowych kpi sobie z tego w niewybredny sposób…
– Przede wszystkim ważne jest to, że jest to inicjatywa obywatelska, która jest wspierana przez marszałek Elżbietę Witek i prezesa Jarosława Kaczyńskiego. Donald Tusk, który wcześniej mówił, że urodzenie dziecka to często udręka, teraz zamiast w trosce o dobro najmłodszych poprzeć przecież nie polityczną, ale obywatelską inicjatywę, to – jak pisze – dostaje mdłości, odnosząc się do tego, że prezes Kaczyński – przed wyborami podnosi ten temat. To pokazuje nieuczciwość lidera opozycji totalnej i niezrozumienie tematu. Mianowicie to rodzice, a nie politycy wychodzą z inicjatywą, to rodzice zbierają podpisy – rodzice, a więc grupa najbardziej zainteresowana i zatroskana o prawidłowy rozwój i właściwą formację swoich pociech. Żeby nie było wątpliwości, to nie jest projekt poselski, to nie jest projekt partyjny, ale jest to projekt obywatelski i warto to na samym początku uszczegółowić. Jeśli rodzice podnoszą ten temat, jeśli podejmują ten trud, to znaczy, że mają świadomość i dostrzegają problem i niebezpieczeństwa grożące dzieciom.
Czy w tym lewackim pędzie nie próbuje się rodziców pozbawić wpływu na proces wychowania swoich dzieci? Są przecież – na razie nie w Polsce – próby, żeby zamiast ojciec, matka wprowadzić określenia „rodzic 1”, „rodzic 2” i żeby widniało to w dokumentach…
– Mowa jest także o „osobie rodzącej” i inne skrzywienia. Pojawia się nowomowa, której żaden normalny, zdroworozsądkowo myślący człowiek nie rozumie i nigdy nie zaakceptuje. To nic innego jak próba pozbawiania tożsamości samych dzieci, bo jeśli postuluje się odejście od określeń rodziców – mama, tata, to ci lewaccy ideolodzy pod pozorem troski o dzieci usiłują zburzyć fundament ich stabilności. Od jakiegoś czasu mamy wzrost problemów psychicznych dzieci, wzrost prób samobójczych i rodzi się pytanie, czy wywrócenie i zawalenie świata wartości najmłodszych, ich bezpieczeństwa, poczucia bliskości rodziców pomoże te problemy rozwiązać, czy zaostrzy i jeszcze bardziej je pogłębi. Odpowiedź narzuca się sama. I tu dochodzimy do sedna problemu – mianowicie to rodzina jest źródłem bezpieczeństwa, środowiskiem prawidłowego rozwoju dziecka. I jeśli ktoś będzie usiłował w małym dziecku zburzyć ideał rodziny jako fundament wartości, to zniszczy świat dziecka, doprowadzając do jego pogubienia się i zintensyfikowania problemów psychicznych.
To jest – nazwijmy to – bliższy cel działań lewackiej propagandy, bo nie chodzi tu tylko o wywrócenie świata wartości najmłodszych, ich wychowania, ale sednem tej inwazji jest stworzenie pewnego modelu społecznego…
– Tym samym ktoś próbuje na nowo pisać historię świata i człowieka. Bóg daje życie, a rodzice przekazują je swoim dzieciom. Jeśli zatem próbuje się wyrugować kobietę – matkę, mężczyznę – ojca, to jest to instrumentalne traktowanie rodziców, w ogóle człowieka, i uprzedmiotowienie go. Stąd pojawiają się surogatki, adopcje dzieci przez pary homoseksualne, ale to jest wszystko kierunek, który ma na celu zburzyć kręgosłup moralny człowieka i zniszczyć rodzinę. Wszyscy wiedzą, socjologia uczy, że podstawową komórką społeczną jest rodzina. Jeśli wykluczy się rodzinę i jej funkcję prokreacyjną i wychowawczą, to nie ma społeczeństwa. Widać ktoś próbuje budować nową formę społeczeństwa. I na to zgody być nie może.
Nie ma wątpliwości, że drogą ku temu ma być zwichrowanie psychiki dzieci poprzez wprowadzanie do szkół edukatorów, co ma zastopować właśnie projekt obywatelski „Chrońmy dzieci, wspierajmy rodziców”…
– I to jest kwestia zasadnicza – mianowicie że bez zgody rodziców szkoła nie będzie miała prawa organizować tego typu działań deprawacyjnych. W tej chwili, niestety, takie możliwości są. Co więcej, tzw. edukatorzy wchodzą nie tylko do szkół, ale próby deprawacji zaczynają się już od przedszkoli w myśl zasady: im wcześniej, tym lepiej zaczynać tę pseudoedukację. Założenie jest takie, że im wcześniej będą indoktrynować dzieci – im szybciej zburzy się ich świat wartości, zniszczy się kręgosłup moralny, tym większa jest szansa na głębszą przemianę, modelowanie społeczeństwa.
Jakie to ma być społeczeństwo, jaki jest cel tych działań?
– Cel jest prosty: jeśli się człowieka wewnętrznie zniszczy, zburzy jego świat wartości, jeśli za młodu zaszczepi się w nim treści lewackie, to takiego człowieka bez zasad, bez wartości, bez kręgosłupa moralnego, etycznego będzie można urabiać, formować i nim manipulować. Dlatego próbuje się wzbudzić w człowieku wrogość do Pana Boga, do Kościoła i to jest podstawa, ale drugim wrogiem jest rodzina, dlatego trzeba ją przedstawić jako siedlisko zła, źródło problemów. Chodzi zatem o zniszczenie autorytetów. Proszę zwrócić uwagę, że w liberalno-
-lewicowych mediach nie mówi się o wartości rodziny, ale pokazuje się, nagłaśnia wszelkie problemy, jakie bywają w rodzinach, natomiast promuje się związki partnerskie. Zatem widzimy, gdzie jest wróg dla tych lewackich prądów: Bóg, Kościół, rodzina, które się zwalcza. Trwa walka o dusze i umysły dzieci, a jednocześnie, kiedy zniszczy się świat niewinności dziecka, świat wartości zaszczepianych przez rodziców, to autostrada do przejęcia kontroli nad człowiekiem jest właściwie otwarta. Temu służą też komunikatory, które zamykają człowieka właściwie już od dziecka w wirtualnym świecie, bez kontaktów interpersonalnych. Próba generalna była w czasie covidu, kiedy byliśmy – także dzieci – odosobnieni i zamknięci, i konsekwencje tego w postaci także problemów emocjonalnych, psychicznych dzisiaj można zaobserwować. Tym bardziej nie można pozbawić roli rodziny w wychowaniu, kształtowaniu swoich dzieci, bo jeśli ten fundament rodziny zostanie zniszczony, to ktoś w biały dzień ukradnie rodzicom ich dzieci.
Czym grozi niezastopowanie tego trendu?
– W perspektywie będziemy mieć dzieci, młodzież bez kręgosłupa moralno-etycznego, bez świadomości, kim są, bo skoro wtłacza się im do głów, że chłopczyk może czuć się dziewczynką i odwrotnie i nie ma w tym nic złego, to nic dziwnego, że cała konstrukcja psychiczna takiego człowieka się chwieje. Fundamentem rozwoju człowieka jest świadomość, kim jestem, skąd się wziąłem, kto jest moją matką, kto ojcem, kim są czy byli moi dziadkowie, a więc korzenie rodzinne, czym jest wiara, tradycja. I jeśli to się zniszczy, jeśli pozwoli się zwracać do dziecka nie imionami męskimi czy żeńskimi zgodnie z płcią, tylko w formie bezosobowej, to jest to droga do zaburzeń tożsamości, osobowości i de facto do samozagłady. Próbuje się stworzyć model nie wychowania w oparciu o wartości, zasady moralne, wiarę w Boga, ale zimny, pozbawiony emocji chów ludzi bez sumienia, bez zasad. Ktoś próbuje się bawić w inżynierię społeczną – bardzo niebezpieczną, i dobrze, że rodzice widzą ten problem i chcą to zastopować.
Z jednej strony mamy rodziców świadomych zagrożeń, ale dlaczego wśród nich zdarzają się tacy, którym nie przeszkadza deformacja ich dzieci, wpływ na ich wychowanie edukatorów seksualnych itd.?
– Ktoś zauważył, że w czasie przemian społecznych w latach 80., kiedy część ludzi wyemigrowała za chlebem, kiedy walka o „mieć” stała się ważniejsza niż „być”, ważniejsza niż rodzina i wychowanie dzieci, to wtedy podobno jedno pokolenie straciliśmy. Poza tym po upadku komunizmu, w czasie tych przemian społeczno-
-gospodarczych, zaczęła się też walka z Kościołem. Skończył się wróg – komunizm, a dla tego niby wolnego społeczeństwa wrogiem stał się Kościół, który stojąc twardo na gruncie prawdy o Bogu i człowieku, stał się niewygodny. I dzisiaj jest podobnie: robi się wszystko, żeby ograniczyć wpływ Kościoła na wychowanie, kształtowanie człowieka i jego postaw moralnych, etycznych. Stąd ataki na nasze autorytety, na św. Jana Pawła II, ataki i podważanie sakramentów świętych, jak spowiedź, co szczególnie się pojawia teraz, w okresie przygotowań dzieci do I Komunii Świętej. Jednocześnie I Komunię Świętą, gdzie najważniejsza jest relacja i spotkanie dziecka z Chrystusem w Eucharystii, sprowadza się do wystawnych przyjęć, prezentów – gubiąc to, co jest istotą tego sakramentu. Co więcej, są urządzane przyjęcia tzw. komunijne dla dzieci, których niewierzący rodzice nie prowadzą do I Komunii Świętej, ale żeby dziecko nie czuło się gorzej od rówieśników, którzy przystępują do spowiedzi i I Komunii Świętej, urządzają im coś w rodzaju świeckiego baby party z prezentami itd. Ten nurt nagłaśniają media, które sprowadzają Święta Bożego Narodzenia do prezentów gwiazdkowych, Święta Zmartwychwstania Pańskiego do świąt wiosennych itd. W przekazach medialnych mamy zatem wykrzywianie całego roku liturgicznego, ale także próby deformowania postaw naszych dzieci.
Po stronie opozycji – jak się okazuje: przeciwników obywatelskiego projektu ustawy „Chrońmy dzieci, wspierajmy rodziców” – pojawia się zarzut, że można było przeprowadzić ten projekt na początku kadencji, a nie teraz, czyniąc zeń sprawę polityczną.
– Na inicjatywę obywatelską każdy czas jest dobry. Gdyby to była – dajmy na to – inicjatywa posłów, to wtedy można by powiedzieć, że jest to próba instrumentalnego wykorzystania problemu do celów politycznych, że jest to wrzutka, która ma na celu skupić zainteresowanie mediów i opinii publicznej. Natomiast tu mamy do czynienia z inicjatywą obywatelską. Przypomnę tylko, że parę tygodni temu mieliśmy obywatelską inicjatywę proaborcyjną „aborcji na życzenie”, którą Sejm odrzucił. I też można by zadać pytanie, czy był to odpowiedni czas. Dlatego jeśli chodzi o inicjatywy obywatelskie, to czas jest zawsze odpowiedni. Natomiast odpowiedzialność polityków polega na tym, żeby szanować zdanie społeczeństwa, tym bardziej gdy chodzi o sprawę tak ważną jak ochrona naszych dzieci przed deprawacją i uszczelnienia prawa tak, aby w sposób pełny chroniło ono najmłodszych przed ideologizacją, deprawacją i zgorszeniem.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki