• Poniedziałek, 13 kwietnia 2026

    imieniny: Marcina, Przemysława

Sankcje muszą działać realnie

Niedziela, 30 kwietnia 2023 (19:45)

Z dr. hab. nauk wojskowych Romualdem Szeremietiewem, profesorem Społecznej Akademii Nauk, byłym wiceministrem i p.o. ministrem obrony narodowej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Czy Zachód nie spóźnia się z pomocą Ukrainie i w wielu wypadkach na działania Rosji nie reaguje post factum? Może przydałyby się działania wyprzedzające? Prezydent Zełenski podkreslił, że bez nowoczesnych samolotów obrona powietrzna Ukrainy będzie dziurawa.

– Nie zgodzę się z tezą, że Zachód spóźnia się z pomocą Ukrainie. Sekretarz Generalny NATO Jens Stoltenberg niedawno stwierdził, że Ukraina otrzymała, czy otrzymuje odpowiednią ilość sprzętu, wystarczającą żeby przeprowadzić skuteczną kontrofensywę. Dlatego nie wiem, skąd takie ukraińskie sugestie – być może Ukraina przy okazji próbuje coś więcej ugrać dla siebie, w tym wypadku pozyskać nowoczesne samoloty. Natomiast
od strony – nazwijmy to – materiałowej Sojusz Północnoatlantycki się spisuje.   

Duńczycy kupili dla swojej armii
19 francuskich armatohaubic Caesar
i przekazali je Ukrainie. Duńczycy dostrzegają, jakie zagrożenie dla Europy stanowi Rosja, ale Francja i Niemcy jakoś tego nie widzą…

– Gest Duńczyków jest jak najbardziej na miejscu i można na to patrzeć tylko z uznaniem. Każde państwo racjonalnie myślące będzie się starało pomagać Ukrainie, żeby powstrzymać Rosję. Polska jest tego najlepszym przykładem. Natomiast Francja i Niemcy są konsekwentne w swojej polityce współpracy z Moskwą, którą prowadziły przed napaścią rosyjską na Ukrainę. Mimo rosyjskiej agresji ich polityka się nie zmieniła. Zarówno Berlin,
jak i Paryż liczą, że kiedy wojna się skończy, będą mogły powrócić do tego, co było wcześniej.

Czy ataku Rosji na Ukrainę, a wcześniej na Gruzję nie można było uniknąć? Pytam o to, mając na uwadze fakt, że podczas szczytu NATO w Bukareszcie w 2008 roku właśnie Francja i Niemcy zablokowały Ukrainę
i Gruzję na drodze do członkostwa
w Sojuszu Północnoatlantyckim.

– Dokładnie tak, a wszystko to w związku z polityką, którą wówczas uprawiali Niemcy i Francuzi wobec Rosji. To jest logiczne i spójne. Chcieli i nadal się starają kontynuować
tę politykę, tylko teraz zważają na krytykę międzynarodową, a także na działania rosyjskie
na Ukrainie.

Ukraińskie drony coraz częściej docierają
na tereny okupowane przez Rosję, ale też
na terytorium samej Rosji. W Sewastopolu płonie baza paliw, jest panika…

– Ukraina ma możliwości i potrafi dać o sobie znać 
– i to nie tylko na terenach aktualnie okupowanych. Przypomnę, że w listopadzie ubiegłego roku drony zaatakowały magazyny ropy w obwodach briańskim
i orelskim, a w lutym br. po ataku dronów zapalił się skład ropy w Tuapse w Kraju Krasnodarskim nad Morzem Czarnym. Warto przy tym pamiętać, że przemysł zbrojeniowy Ukrainy ma różnego rodzaju zdolności,
jeśli chodzi o uzbrojenie, również konstrukcyjne. Kiedyś Związek Sowiecki korzystał głównie z wytwórni silników
do rakiet, które są zlokalizowane na terenie Ukrainy. Dlatego nie zdziwiłbym się, gdyby Ukraina nie przygotowała i nie uruchomiła jakichś środków natury ofensywnej do atakowania Rosji.

Biorąc to pod uwagę, wszystko może się wydarzyć.
Jeśli chodzi o wspomniane wybuchy na terytorium Rosji,
to Ukraina oczywiście się nie przyzna do tego, ale należy założyć, że na terenie Rosji działają różnego rodzaju ukraińskie grupy dywersyjne. I to jest jak najbardziej prawdopodobne.

Na wstępie rozmowy wspomniał Pan Profesor o kontrofensywie ukraińskiej. Kiedy ona może nastąpić i czy nie jest tak, że Zachód powstrzymuje Ukraińców
od podjęcia kontrofensywy?

– Nie wiem, czy Zachód powstrzymuje Ukrainę, zwłaszcza że ukraińscy wojskowi zachowują się dość niezależnie, jeżeli chodzi o działania oraz relacje z zachodnimi sojusznikami. Dlatego uważam, że ta zwłoka, jeśli chodzi
o kontrofensywę, wynika raczej z tego, że Ukraińcy cały czas próbują rozeznać – przy pomocy środków rozpoznania – jak wygląda dyslokacja sił rosyjskich, i pewnie szukają również przy wsparciu NATO odpowiedniego miejsca,
w którym będzie można taką kontrofensywę uruchomić
– tam gdzie Rosjanie będą najsłabsi.

Jak informuje amerykański dziennik „The New York Times” Narodowa Administracja Bezpieczeństwa Jądrowego Stanów Zjednoczonych przekazała Ukrainie specjalne czujniki promieniowania zdolne
do wykrywania eksplozji atomowych,
a także „brudnych bomb”. Czy to oznacza,
że rośnie prawdopodobieństwo użycia przez Moskwę broni jądrowej?

– Przede wszystkim to oznacza, że należy się zabezpieczyć na wszystkie, nawet najmniej spodziewane zdarzenia. Jednym z takich niespodziewanych zdarzeń może być właśnie użycie broni nuklearnej przez stronę rosyjską. Oczywiście to wiązałoby się z konsekwencjami dla Rosji, przed czym już jakiś czas temu Putina ostrzegł prezydent Joe Biden. Myślę więc, że Putin zdaje sobie sprawę
z konsekwencji ewentualnego użycia broni jądrowej,
ale całkowicie takiego kroku ze strony Rosji wykluczyć
nie można, więc lepiej się zabezpieczyć i przygotować. Stąd też specjalne czujniki promieniowania przekazane Ukrainie, zdolne do wykrywania eksplozji atomowych.

Jak skutecznie przycisnąć Putina do ściany
– mam na myśli sankcje, które chyba
nie są dość skuteczne? Dotychczas Unia Europejska wprowadziła 10 pakietów sankcji i myśli o kolejnym, który ma dotyczyć m.in. niektórych państw azjatyckich współpracujących z Rosją.

– Sankcje muszą działać realnie, być dotkliwe. Nie mogą być pozorowanym działaniem, bo nie dość, że będą nieskuteczne, omijane – to, co więcej, rozzuchwalą przeciwnika, zachęcając go do jeszcze bardziej nieprzewidzianych działań.

Rację ma premier Mateusz Morawiecki, mówiąc, że jeśli Unia Europejska nie chce się ośmieszyć, to sankcje powinny być realne?

– Oczywiście, nie ma sensu wprowadzać udawanych sankcji, bo tego typu udawane działania restrykcyjne mogą, owszem, budzić nadzieję po stronie ukraińskiej,
ale spodziewanego osłabienia Rosji nie będzie. Jednocześnie Moskwa będzie działać coraz śmielej
i eskalować konflikt, i dalej prowadzić tę wojnę. Jeśli chodzi o relacje Zachód – Rosja, to w ramach sankcji toczona jest wojna na wyczerpanie. I tak jak w okresie zimnej wojny trwający wyścig zbrojeń, który był realizowany przez obie strony, w końcu doprowadził
do załamania się gospodarczego Związku Sowieckiego,
tak teraz myślę, że również wyścig z sankcjami
– w założeniu tych państw, które je konstruują
– ma doprowadzić do załamaniem się Rosji. Zobaczymy,
co z tego wyniknie. Mam nadzieję, że będzie to trwało krócej, jeśli chodzi o Federację Rosyjską niż w przypadku Związku Sowieckiego, bo jednak od 1945 do 1989 roku musiało minąć dużo czasu, żeby ZSRS się rozpadł.

Na ile prawdopodobne jest, że Chiny wspierają Rosję? Jak donosi Agencja Reutera, Ukraińcy w częściach rosyjskiej broni wykrywają coraz więcej chińskich komponentów...

– Pekin oczywiście może wspierać Rosję w postaci elektroniki, która jest – jak słyszymy – znajdowana, np.
w systemie nawigacji dronów lotniczych, które wcześniej używały systemu szwajcarskiego. Chińskie podzespoły są znajdowane także w innych rodzajach broni – w systemach kontroli ognia rosyjskich czołgów, które wcześniej były produkcji francuskiej. To pokazuje, że współpraca rosyjsko--chińska może mieć miejsce.

                   Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki