• Poniedziałek, 13 kwietnia 2026

    imieniny: Marcina, Przemysława

Polityczne przesunięcia

Sobota, 29 kwietnia 2023 (10:33)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Jest decyzja co do wspólnego startu PSL-u i Polski 2050 w jesiennych wyborach parlamentarnych. Zważając na różnice, jaki to może być związek?

– To będzie dziwny związek, bo oto mamy dwa ugrupowania, które ogłaszają: zakładamy koalicję wyborczą i startujemy razem. Proszę zauważyć, że sformułowaniem, które często pojawiał się podczas konferencji Władysława Kosiniaka-Kamysza i Szymona Hołowni, była „trzecia droga” – bardzo świadomie powtarzana. Wiele zatem wskazuje, że wspólny komitet wyborczy PSL-u i Polski 2050 będzie się nazywał Trzecia Droga. Jednocześnie jest zapowiedź, że będą dwa sztaby wyborcze, że na liście będzie po 50 procent kandydatów jednego i drugiego ugrupowania i że będzie podział środków, a więc obie formacje będą dzieliły się finansami pół na pół. Ostatecznie założenie jest takie, że w parlamencie po wyborach będą dwa oddzielne kluby.

To dość ciekawa sytuacja, której w historii polskiego parlamentu chyba nie było?

– Zgadza się, to bardzo ciekawa i wyjątkowa sytuacja. Ten układ trochę przypomina małżeństwo, które bierze ślub, ale z góry zakłada, że po wyjściu z kościoła zaraz podpisze rozwód. Zresztą już sam wspomniany układ oznacza jego nieważność. Nie można być małżeństwem na chwilę, bo albo jest się małżeństwem na dobre i na złe, albo się nim nie jest wcale, albo się idzie razem, albo nie planuje się wspólnej drogi. Tu natomiast mamy do czynienia ze swoistą efemerydą, która jest mało czytelna, a jednocześnie stawia w kłopotliwej sytuacji wyborców czy sympatyków obu formacji. Pamiętajmy, że o ile Polska 2050 jest na polskiej scenie politycznej ugrupowaniem nowym, o tyle PSL ma bogaty polityczny życiorys, bo rządziło już z Lewicą, z Platformą, również Paweł Kukiz dał się zauroczyć Ludowcom, co nie skończyło się dla niego dobrze, bo okazuje się, że PSL nie dotrzymuje umów dżentelmeńskich, ale to osobny temat. Teraz widać przyszedł czas na Szymona Hołownię.

Można zadać pytanie, kto jeszcze nie był z PSL-em?

– Ludowcy są pragmatyczni, prowadzą politykę interesowną, nastawioną na własne korzyści. To wszystko powoduje, że sytuacja dla Hołowni jest bardzo niezręczna – czego najlepszym dowodem są pierwsze odejścia z szeregów Polski 2050.

Z czego to wynika? 

– Po części ze sprzeciwu i z tego, że Polska 2050, która miało być ugrupowaniem samodzielnie podejmującym rękawicę, wystartuje i samodzielnie będzie chciało zbudować coś nowego. Tymczasem tutaj wychodzi niby nowe ugrupowanie, ale w starych, zdartych kaloszach, i próbuje wmówić ludziom, że są nową jakością. Dlatego nie mogą wmawiać ludziom, że są nowi, inni, że są „trzecią drogą”, bo ta droga jest stara, zdeptana, zryta, a tylko udająca autostradę.  

To porozumienie między PSL a Polską 2050 oznacza, że próg wyborczy skacze do ośmiu procent. Czy obie formacje w koalicji są w stanie uzyskać taki wynik? Sondaże są teraz korzystne przynajmniej dla PSL-u, ale do wyborów jeszcze trochę zostało…

– Do wyborów pozostało jeszcze około pół roku i Szymon Hołownia, który startował z pułapu 13, a nawet 15 procent poparcia, a Polska 2050 była trzecim ugrupowaniem na politycznej scenie, ciągle traci. Minął rok i Polska 2050 – według niektórych sondaży – jest na ostatnim tzw. biorącym miejscu i balansuje na granicy progu wyborczego. I dowieźć do końca kampanii poparcie oscylujące wokół 6 procent – może być trudno. Co więcej, utrzymać obecne poparcie dla ugrupowań tak różnych, jak PSL i Polska 2050, które już na starcie mówią, że stworzą dwa oddzielne sztaby, a po wyborach stworzą dwa oddzielne kluby poselskie, to znaczy, że niby idą razem, ale tak naprawdę są dwoma odrębnymi politycznymi bytami, które tylko puszczają oko do wyborców. To jest bardzo dziwna sytuacja, niezręczna dla wyborców i różnie to może zostać odczytane.

Wyborcy dadzą się nabrać na taki myk?

– Myślę, że nie. Może się zatem okazać, że przez sześć miesięcy, jakie pozostały do wyborów, poparcie dla tej bardzo dziwnej koalicji stopnieje i możemy mieć powtórkę z roku 2015, kiedy Lewica też obrała podobny kierunek, ale nie przekroczyła progu ośmiu procent poparcia i ostatecznie wylądowała poza parlamentem.

Nic więc dziwnego, że Włodzimierz Czarzasty przed tym przestrzega…

– Oni już to przerobili i wiedzą, jak to smakuje. PSL jeszcze w takiej sytuacji nie było, dlatego politycy tej formacji ciągle mają dobre humory, mówią, że w sondażach przedwyborczych są niedoszacowani itd.

Jeśli koalicja PSL-u i Polski 2050 się wykolei, to będzie to z korzyścią dla PiS-u…

– Zgadza się, bo d'Hondt, a więc obowiązujący w obecnej ordynacji wyborczej w wyborach do Sejmu sposób dzielenia mandatów w parlamencie, jest nieubłagany. Stąd głosy ugrupowań, które nie przekroczą progu wyborczego, przechodzą na zwycięzców.

Niewykluczone, że Kukiz’15 wystartuje z PiS-em, ale przed tym aliansem Pawła Kukiza przestrzega Borys Budka, twierdząc, że to pakt z diabłem?

– Paweł Kukiz nie ma dzisiaj takiego poparcia, jakie miał w roku 2015, ale jeden czy półtora procent może się okazać niezwykle ważnym czynnikiem do tego, aby wygrać wybory i żeby rządzić. Zatem każdy głos może się okazać na wagę wyborczego zwycięstwa. Taka koalicja daje po pierwsze komfort Pawłowi Kukizowi – mianowicie szansę na realizację programu, a jednocześnie Paweł Kukiz pokazuje, udowadnia, że nawet będąc w mniejszości, ale prowadząc mądrą, racjonalną politykę, można wiele rzeczy ugrać. Faktem jest bowiem, że tortu, który nazywa się polską polityką, nie da się zjeść w pojedynkę.

A co z Solidarną Polską, która – jak słyszymy – zmienia nazwę i czy tylko o nazwę tu chodzi?  

– W tym momencie po prawej stronie mamy chyba największą zagadkę. Mianowicie już 3 maja, kiedy odbędzie się kongres, najprawdopodobniej zostanie zaprezentowana nowa nazwa partii Zbigniewa Ziobry, która ma się nazywać Suwerenna Polska. Ten krok jest ciekawy, ale niezrozumiały, bo nie zmienia się koni ciągnących wóz na ostatniej prostej, innymi słowy: nie zmienia się składu, który daje dobre wyniki.

Co to może znaczyć?   

– Być może Solidarna Polska, zmieniając nazwę, chce otworzyć nowy rozdział i tym samym zamknąć rozdział Zjednoczonej Prawicy w dotychczasowej formule. Albo formacja Zbigniewa Ziobry chce samodzielnie, pod własnym szyldem, wystartować w wyborach, albo chce jeszcze bardziej zaakcentować swoją odrębność i zaprezentować nowe założenia na przyszłą kadencję. Tak czy inaczej sytuacja jest bardzo niejasna, nie ma pewności, jak to się zakończy, dlatego poczekajmy do kongresu, który ma się odbyć 3 maja.

Wspomniał Pan o nowym etapie, ale jeśli politycy Solidarnej Polski przeszarżują, to ten nowy etap może być dla nich już poza parlamentem?    

– Takie ryzyko jak najbardziej istnieje. Jeśli zamysłem było, że Solidarna Polska nie wyklucza – bo pewności co do tego nie mamy – iż w zbliżających się wyborach wystartuje samodzielnie, biorąc też pod uwagę, że między Zbigniewem Ziobrą a Pawłem Kukizem – delikatnie rzecz ujmując – nie ma chemii, to znaczy, że w Zjednoczonej Prawicy coś się dzieje. I tu konsekwencje dla mniejszego ugrupowania, jakim jest formacja min. Ziobry, mogą być poważne, niekorzystne.

Z punktu widzenia Prawa i Sprawiedliwości Kukiz’15 może zastąpić Solidarną Polskę?

– Sytuacja jest tutaj bardziej złożona, bo obok Kukiza mamy Republikanów i pomniejsze ugrupowania, które nie mają szans samodzielnie przekroczyć pięcioprocentowego progu, ale są w stanie coś dodać, zebrać pół procent, jeden czy półtora procent i dołożyć do wspólnego wyniku. W efekcie może się okazać, że poparcie dla PiS-u będzie wynosiło – dajmy na to – 35 czy 36 procent, a 3 czy 4 procent dołożą te pomniejsze formacje. Proszę też zwrócić uwagę, że obecnie w sondażach pojawia się nazwa PiS i dawno nie widziałem nazwy Zjednoczona Prawica. To oznacza, że do wyniku PiS-u będzie można spokojnie dodać ułamkowe poparcia dla formacji, które nie występują w sondażach – mam na myśli Republikanów, Kukiza czy Stowarzyszenie OdNowa Marcina Ociepy. I w sumie może to stworzyć wymaganą przewagę PiS-u. Według mnie jest to ciekawe podejście, co może sprawić, że po wyborach wielu usiądzie z niedowierzaniem i będzie się zastanawiać, jak to się stało…

A co z samorządami, które też tworzą bloki i chcą startować w wyborach parlamentarnych?

– Sytuacja w samorządach też robi się coraz ciekawsza, bo mamy dziś dwa odłamy: związany z Rafałem Trzaskowskim i Koalicją Obywatelską Ruch Samorządowy Tak! Dla Polski, na czele którego stoi prezydent Sopotu Jacek Karnowski, ale pojawiło się także ugrupowanie pod nazwą Bezpartyjni Samorządowcy, którzy – jak głoszą – chcą być trzecią siła polityczną i stanowić alternatywę dla PiS-u i Platformy. Jest pytanie, czy Bezpartyjni Samorządowcy nie dołączą do kogoś, do większej formacji. Oczywiście mogą próbować samodzielnego startu w wyborach, ale nie wykluczyłbym, że będą budować, czy też staną się częścią koalicji. I to też może być wsparcie dla tych czy tej formacji, która przyjmie ich w swoje szeregi. I to znów może być zastrzyk w postaci około 2 procent poparcia.

Kto – oprócz Koalicji Obywatelskiej – może być zainteresowany wzięciem na pokład Bezpartyjnych Samorządowców?

– Niekoniecznie tylko Koalicja Obywatelska, bo Bezpartyjni Samorządowcy mogą się okazać bardziej pragmatyczni i nie jestem pewien, czy zechcą być utożsamiani z Rafałem Trzaskowskim i Platformą. I to jest jedna rzecz, ale nie można wykluczyć, że zechcą oni zawrzeć tzw. koalicję techniczną, czyli pójść drogą Kukiza, a więc dążyć do realizacji własnych programów – nieważne z kim, ważne, żeby to przeprowadzić przez Sejm.

Zatem jakiej kampanii możemy się spodziewać?

– Ciekawej, brudnej, trochę przypominającej zbieranie grzybów. Mianowicie jeśli komuś się wydaje, że wystarczy wejść do lasu, żeby znaleźć dorodnego borowika, to może się rozczarować. Trzeba będzie wejść do lasu, trochę się nachodzić i zbierać może mniejsze grzyby, które zapełnią koszyk. Czeka nas zatem polityczne grzybobranie. I to ugrupowanie, któremu uda się skonsolidować, przyciągnąć do siebie mniejsze formacje, w ogólnym rozrachunku będzie tym, które wygra wybory i będzie miało większość w parlamencie.

                Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki