• Poniedziałek, 13 kwietnia 2026

    imieniny: Marcina, Przemysława

Dziś w „Naszym Dzienniku”

Niech decydują dowody

Środa, 19 kwietnia 2023 (07:53)

ROZMOWA z Sebastianem Karczewskim, redaktorem naczelnym miesięcznika „Non Possumus. Imperatyw”

Wiele razy przestrzegał Pan, że jeżeli katolicy nie będą dokładnie sprawdzać medialnych oskarżeń duchownych
o nadużycia i odpowiednio na nie reagować, to doczekamy się zalewu bezkarnych pomówień. Czego uczy nas przykład sprawy Marka Lisińskiego, do której powraca kwietniowy „Non Possumus. Imperatyw”?

– Sprawa założyciela Fundacji „Nie lękajcie się” dowodzi przede wszystkim dwóch rzeczy. Po pierwsze, każdy ksiądz może paść ofiarą oskarżenia. Po drugie, każdy oszust może być traktowany jako „ofiara księdza pedofila”.

Dlaczego tak jest?

– Między innymi dlatego, że sprzyja temu stworzony
w instytucjach kościelnych system „troski o ofiary”,
który rzekomo ma zapobiegać nadużyciom osób duchownych wobec nieletnich. Jeśli chodzi o Polskę,
mam tu na myśli przyjęte przez Konferencję Episkopatu Polski „Wytyczne dotyczące wstępnego dochodzenia kanonicznego w przypadku oskarżeń duchownych o czyny przeciwko szóstemu przykazaniu Dekalogu z osobą niepełnoletnią poniżej osiemnastego roku życia” oraz stworzony na ich podstawie cały system delegatów
ds. ochrony dzieci i młodzieży. Cały ten system, oparty
na domniemaniu winy, jest skonstruowany na niekorzyść kapłanów. Jakby tego było mało, to wymuszono jeszcze
na nich jego finansowanie poprzez Fundację św. Józefa. Uważam, że to jedna z największych krzywd wyrządzonych Kościołowi w Polsce.

Mocne słowa. Jak reagować na oskarżenia?

– Jeżeli ktoś uważa, że padł ofiarą przestępstwa ze strony księdza, powinien zgłosić sprawę do prokuratury. To jest sprawa kryminalna i od tego rodzaju spraw mamy w Polsce odpowiednie służby. Powierzanie trybunałom biskupim rozpatrywania spraw kryminalnych jest chyba nieporozumieniem.

Oczywiście, nie zamierzam podważać tu prawa kanonicznego, które mówi o procesie. Jednak wiadomo,
że trybunał biskupi nie posiada takich możliwości śledczych, jakimi dysponuje sąd cywilny, który może przeprowadzić dochodzenie i ustalić stan faktyczny. Dopiero po tym sprawą powinny się zająć sądy biskupie.
To nie są procesy o stwierdzenie nieważności małżeństwa, których werdykt można oprzeć na „uzyskaniu moralnej pewności”. W sprawach kryminalnych decydującą kwestią są dowody.

Zeznanie „ofiary” nie jest kwestią rozstrzygającą. Kwestią rozstrzygającą winny być niezbite i niepodważalne dowody, że to, co twierdzi domniemana „ofiara”, faktycznie się wydarzyło. I tego powinien nas nauczyć przypadek
Marka Lisińskiego.


Drogi Czytelniku! Więcej można przeczytać w papierowym wydaniu „Naszego Dziennika” dostępnym w punktach sprzedaży prasy lub w wersji elektronicznej TUTAJ.

APW, SK, „Nasz Dziennik”