Róbmy swoje, nie oglądając się na innych
Poniedziałek, 17 kwietnia 2023 (15:05)Rozmowa z Bogdanem Rzońcą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości
Jak odebrał Pan oświadczenia rzeczników Komisji Europejskiej ws. decyzji Polski i Węgier o zakazie importu produktów rolniczych, m.in. zbóż, z Ukrainy?
– Komisja Europejska – jak zwykle – jest bardzo opieszała i zachowuje się tak, jakby była na księżycu i nie widziała tego, co od ponad roku – w związku z napaścią rosyjską na Ukrainę – dzieje się w Europie. O tym, że problemy ze zbożem są, że rolnicy mają kłopoty, było wiedzą powszechną w całej Unii Europejskiej. Dlatego brak działań, brak odpowiedniej reakcji świadczy tylko o opieszałości, o słabości Unii Europejskiej, która nie potrafi zrozumieć sytuacji w poszczególnych krajach, nie potrafi się wczuć w sytuację i w problemy, jakie przeżywają rolnicy, którzy ciężko pracują, uprawiając ziemię. W Brukseli nikt nie zainteresował się tym, że na skutek putinflacji rolnicy mogą mieć problemy z zakupem nawozów sztucznych, problemy związane ze wzrostem kosztów energii itd. Tym bardziej nie jestem w stanie pojąć, jak Komisja Europejska ustami rzeczników wyraża pogląd i reaguje, próbując działać na szkodę polskich rolników, którzy przecież nie zawinili, że Putin najechał na Ukrainę i rozpętał wojnę, której skutków wszyscy doświadczamy. Dlatego to nie Polacy, nie polscy rolnicy są winni, ale zawinili ci, którzy w odpowiedzi na działania polskiego rządu mówią, aby otworzyć granice dla produktów rolnych z Ukrainy. Unia Europejska chce być dobra kosztem Polski, kosztem polskich rolników i próbuje całą winę zrzucić na nas. Nie będzie na to zgody.
No właśnie, czy wszystko nie zaczęło się od decyzji Komisji Europejskiej – z czerwca 2022 roku – o zniesieniu ceł na ukraińską żywność po zablokowaniu portów na Morzu Czarnym przez Rosjan i wskutek obawy o globalny głód na świecie?
– Otwarto korytarze solidarności i to była decyzja Unii Europejskiej. Natomiast nikt nie przewidział, że wykorzystają to ludzie związani z biznesem, z handlem, również przedsiębiorcy, dla których nie ma znaczenia, że trwa wojna, że giną ludzie, ale dla nich naczelną zasadą jest, jak zrobić biznes i jak zarobić pieniądze. I na to w ogóle nie zważa Komisja Europejska, co wskazuje, że szuka kija na Polskę i kolejny raz chce wykorzystać sytuację, żeby w nas uderzyć.
To, że polityka handlowa należy do wyłącznych kompetencji Unii Europejskiej i – jak słyszymy – działania jednostronne są niedopuszczalne, to jest fakt, ale gdzie była Komisja Europejska, kiedy był problem z ukraińskim zbożem – problem międzynarodowy?
– Komisja Europejska mogła reagować na zagrożenia, na ryzyka, ale tego nie zrobiła, działa wolno, zbyt wolno. Unia miała pomóc w tranzycie tego zboża, czego nie zrobiła. Ale to nie wszystko, bo kiedy wcześniej państwa, jak Niemcy czy Francja, układały się gospodarczo z Rosją, to Unii Europejskiej to jakoś nie przeszkadzało, co więcej – wyśmiewano nas, kiedy przestrzegaliśmy przez naiwnością, kiedy wskazywaliśmy, kim jest Putin i jakie są jego cele. Kiedy Putin najechał Ukrainę i zamknął drogę morską dla ukraińskiego zboża, to nie było problemu, żeby uruchomić transport przez Polskę. Teraz, kiedy sytuacja wygląda, jak wygląda, to jest problem, bo Polska znów staje na przeszkodzie działań Komisji Europejskiej. Dla unijnych eurokratów Polska ma być ofiarą albo Komisji Europejskiej, albo sytuacji międzynarodowej – w tym wypadku wojny. I to jest niedopuszczalne, na to nie ma zgody. Decyzja polskiego rządu o zakazie importu produktów rolnych, m.in. zbóż, z Ukrainy jest dobra, jasna, klarowna i polski rząd nie powinien się ugiąć pod żadnymi naciskami, bo zaproponowane rozwiązania są na ten czas dobre dla polskiego rolnika. Natomiast Unia Europejska niech szuka pieniędzy, bo wydaje mnóstwo środków na rozmaite bzdury związane z promowaniem tzw. zmiany płci, różnych nienaturalnych dziwactw, ale nie rozwiązuje realnych problemów, przed jakimi staje świat. Niech więc się obudzi i znajdzie środki, aby pomóc Ukrainie i wesprzeć polskich rolników.
W obliczu kryzysu i groźby głodu na świecie Komisja Europejska dotychczas niewiele pomogła, bo przekazała państwom naszego regionu 50 mln euro. To niewiele…?
– Problem napływu ukraińskich produktów rolnych dotyczy nie tylko Polski, ale też innych państw tzw. frontowych: Bułgarii, Rumunii, Słowacji i Węgier. Od dłuższego czasu domagaliśmy się wsparcia od Komisji Europejskiej, ale nic takiego nie miało miejsca. Wprowadzenie do realizacji obrotu towarowego z Ukrainą sprawiło, że Polska jako kraj frontowy została zasypana ukraińskimi produktami rolnymi, m.in. zbożem. Stało się to w sytuacji, kiedy to zboże miało trafić do północnej Afryki. W tej sytuacji, oprócz wsparcia finansowego, o którym pan redaktor wspomniał, Komisja Europejska zrobiła niewiele, ale z tego, co słyszałem od unijnego komisarza ds. rolnictwa Janusza Wojciechowskiego, ma być druga transza tego wsparcia, która jest przygotowywana. Jest też bardzo dobra akcja ministra rolnictwa Roberta Telusa, aby pięć państw pokrzywdzonych wprzez tranzyt ukraińskich towarów wystąpiło ze wspólnym stanowiskiem do Komisji Europejskiej w sprawie ukraińskiego zboża. Taki wspólny głos z pewnością będzie miał większą wymowę. Natomiast Komisja Europejska niech weźmie się do roboty i poszuka pieniędzy na rekompensaty dla poszkodowanych, bo tacy są. Chodzi oczywiście o producentów żywności, o ciężko pracujących, w trudnych warunkach rolników.
Jak to się stało, że zboże i ukraińska żywność, które korytarzami, tranzytem –m.in. przez Polskę oraz inne kraje – miały trafiać m.in. do Afryki Północnej, zostały w Polsce?
– Sytuacja jest dość skomplikowana i o takim obrocie sprawy zdecydowały różne czynniki. W takich sytuacjach zawsze są tacy, którzy korzystają na kryzysach i chcą zarobić. Przecież ani ja, ani pan redaktor nie kupiliśmy sobie tego zboża, ale zrobili to przedsiębiorcy, którzy mają potencjał i mają to zboże gdzie przechować. Szybko sprowadzili to zboże, skorzystali na tym i zakłócili rynek. Pewnie zabrakło też uczciwości wśród transportowców, którzy nie baczyli na to, żeby przewieźć zboże z Ukrainy tranzytem przez Polskę, tylko korzystając z okazji, sprzedali je u nas. Zapewne też zabrakło więcej determinacji, a być może czasu odpowiednim służbom celno-skarbowym, żeby przygotować odpowiednie rozwiązania i kontrolować ten wywóz. Myślę, że gdyby każdy, kto kupował to zboże na Ukrainie, wpłacił kaucję i odzyskał ją dopiero po tym, jak wagony ze zbożem zostały rozładowane w porcie i wyjechały z Polski, to do takich sytuacji by nie dochodziło. Widać jednak, że tak nie było.
Czy wspomniani przez Pana przedsiębiorcy cwaniacy teraz nie powinni zostać wykluczeni ze wsparcia ze strony państwa?
– Z tego, co wiem, zostało wdrożone śledztwo, które ma wyjaśnić, kto się takich działań dopuszczał, ile było takich rozmaitych kombinacji. Myślę, że w przypadku stwierdzenia i udowodnienia zachowań tego typu kombinatorzy, spekulanci powinni zostać wykluczeni z jakiejkolwiek pomocy. Co więcej, uważam, że takie przypadki powinny zostać pokazane, napiętnowane, niezależnie od tego, z jaką opcją polityczną są związane. Trzeba tych ludzi potraktować jak oszustów, bo zupełnie inny był cel wywozu zboża z Ukrainy. Cały świat wiedział, że zboże to ma trafić do krajów Afryki, aby pomóc rozwiązać jeden z największych światowych problemów, jakim jest klęska głodu, niedożywienia i zagrożenia bezpieczeństwa żywnościowego. Tym bardziej wszelkie próby kombinowania na rynkach polskim, węgierskim, bułgarskim, rumuńskim czy słowackim powinny być karane.
Wracając jeszcze do komunikatów płynących z Brukseli odnośnie do zakazu importu produktów rolnych z Ukrainy: czy może to oznaczać, że kolejny raz wchodzimy w spór z Komisją Europejską i narażamy się na kary?
– Niezależnie od tego, jaki będzie finał tych sporów, dla rządu Zjednoczonej Prawicy najważniejsze są i będą polski rolnik, polska żywność, polskie uprawy. To, co robią na tym polu polscy rolnicy, to jest zapewnienie minimum bezpieczeństwa żywnościowego dla Polaków. Musimy to zawsze mieć na uwadze i wspierać ich w tych działaniach. Zatem każde tego typu działanie, jakie podjął polski rząd, min. Robert Telus, jest dobre dla Polski i dla polskich rolników. To czy będą kary, to w tym momencie jest mniej istotne, bo sytuacja jest bardzo dynamiczna. Trwa wojna i nie wiemy, co będzie za pół roku, bo równie dobrze może zabraknąć zboża, chleba, mleka i jeśli nie pomożemy rolnikom, to możemy mieć problemy. Natomiast jeśli będziemy mieć własne zapasy naszych zbóż i innych produktów rolnych, to żywnościowo będziemy dużo bezpieczniejsi.
Swoją drogą czy kwestia ta nie będzie powodem nieporozumień z Ukrainą i czy działania Unii Europejskiej wpisujące się w działania opozycji totalnej przeciwko polskiemu rządowi właśnie nie mają służyć temu, żeby nas skłócić z Kijowem?
– Ta gra cały czas się toczy. Przecież co rusz pojawiają się rozmaite komunikaty ze strony Komisji Europejskiej oraz przekazy płynące ze strony opozycji w Polsce, że rząd Zjednoczonej Prawicy znów coś zrobił bądź czegoś nie zrobił. To jest jednak poboczna sprawa, bo dla nas najważniejsi są polscy rolnicy oraz bezpieczeństwo polskich rodzin. Nie wyobrażam sobie sytuacji, żeby na jesieni w Polsce na rynku zabrakło chleba, mleka, masła czy sera i w ogóle produktów rolnych, które są niezbędne do prawidłowego funkcjonowania polskich rodzin, dzieci czy ludzi starszych. My chronimy polskie rolnictwo, a urzędasy brukselskie i opozycja totalna w Polsce nie staną nam na drodze do właściwego funkcjonowania państwa – także w wymiarze bezpieczeństwa żywnościowego. Mam nadzieję, że te działania Komisji Europejskiej i opozycji, która za wszelką cenę chce przejąć władzę w Polsce, będą stanowiły margines problemów, a nie trzon narracji w Polsce. Pilnujmy swego, pilnujmy swoich spraw – tak jak robią to Niemcy, Francuzi, Holendrzy w Unii Europejskiej. Wszyscy bogaci myślą o sobie. My również myślmy o Polsce i działajmy przede wszystkim na rzecz Polski.