• Poniedziałek, 13 kwietnia 2026

    imieniny: Marcina, Przemysława

Podważanie roli USA w Europie działa na rzecz reżimów

Czwartek, 13 kwietnia 2023 (20:41)

Rozmowa z Bogdanem Rzońcą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości

Podczas swojego exposé minister Zbigniew Rau, mówiąc o zadaniach polskiej polityki zagranicznej, podkreślił, że dla Polski ważna jest Unia Europejska jako sojusz państw równych, suwerennych, niepodległych.
Co to za równość, gdy jedni narzucają 
innym swoją wolę?

– Rzeczywiście jest z tym problem. Unia Europejska
w wydaniu liberalno-lewicowym jest bardzo opresyjna,
nie traktuje podmiotowo wszystkich państw i narodów,
jest tworem, który chce żyć, funkcjonować kosztem innych, biedniejszych państw i narzucać własne propozycje rozwiązań – czy to podatkowych, czy ustrojowych, które
w pierwotnych założeniach funkcjonowania UE były w ogóle nie do pomyślenia. Nie o taką Unię nam chodzi, jaka jest prezentowana przez europejską lewicę i liberałów. Chcemy Unii Europejskiej w wydaniu Roberta Schumana, Konrada Adenauera, Alcide de Gasperiego – unii narodów, ojczyzn
i równych państw.

Do tej pory Europa w kwestii bezpieczeństwa stawiała na sojusz
ze Stanami Zjednoczonymi. Polska wciąż stawia na współpracę z Waszyngtonem
w przeciwieństwie do Niemiec czy Francji, które koncentrują się na współpracy
z Chinami
. O czym świadczy wizyta prezydenta Macrona w Pekinie i jego wypowiedź na temat uniezależnienia Europy od Stanów Zjednoczonych?    

– Strategiczne partnerstwo ze Stanami Zjednoczonymi było dotychczas i wciąż jest obowiązujące, dlatego próby zdominowania przez kilka państw, które chciałyby zbudować swoją potęgę w oparciu o tanie rosyjskie surowce energetyczne, są nieporozumieniem. Każdy,
kto podważa rolę Stanów Zjednoczonych w Europie,
działa na rzecz reżimów, co podkreślał w swoim exposé minister Zbigniew Rau. W tym kontekście jest kompletnie niezrozumiałe, co chciał powiedzieć, co de facto powiedział prezydent Macron i czy rzeczywiście takie były jego intencje. Jeśli tak, jest to dramat Unii Europejskiej, zaprzeczenie solidarności, jedności oraz podważenie bezpieczeństwa Wspólnoty. Chcę wyraźnie powiedzieć,
że prezydent Macron, który w drodze powrotnej z Chin stwierdził, że Europa musi się oprzeć presji i uniezależnić się od Stanów Zjednoczonych, myli się w sposób dramatyczny. To nic innego, jak próba budowy Unii Europejskiej przeciw Stanom Zjednoczonym – za to
z Chinami, z Rosją oraz z Iranem. Te trzy kraje antydemokratyczne współpracują ze sobą, czego oficjalnie może nie widać, ale faktycznie ta współpraca się rozwija.

Jak rozumieć wypowiedź Macrona i jego wizytę w Chinach?

– Macron ze swoimi ambicjami próbuje kreować siebie
na lidera unijnego, z tym że sytuacja go przerasta.
Dramat wypowiedzi prezydenta Francji polega m.in.
na tym, że – zdaje się – jest nieświadomy całej sytuacji, skoro chce łączyć część państw UE z reżimami, państwami antydemokratycznymi. To działanie, taka postawa, przeczy logice, faktom, przeczy prawdziwym intencjom UE oraz naraża Francję, jej obywateli, ale też samego Macrona,
na śmieszność. Jeśli Francuzi nie uporządkują myśli swojego prezydenta, jeśli nie przywołają go do porządku, bo uważam, że ogromna część społeczeństwa francuskiego nie myśli tak jak Macron, który ze swoimi ambicjami oderwał się od rzeczywistości, i jeśli Francuzi nie nacisną na niego, aby wycofał się z tego typu stwierdzeń i więcej nie opowiadał tych bzdur, to Francja straci twarz
i przestanie być podmiotowo traktowana w Unii Europejskiej. Natomiast Francuzi będą musieli znaleźć godnego reprezentanta narodu i przywódcę państwa idącego bardziej w kierunku chrześcijańskiej Europy budowanej na wartościach, w oparciu o procesy demokratyczne.

O ile Macron był przyjmowany w Pekinie
z honorami, o tyle szefowa Komisji Europejskiej została potraktowana niemalże jak zwykła turystka. Czy to nie jest kompromitacja instytucji, jaką reprezentuje Ursula von der Leyen?         
    

– Sojusz Macrona z Chińczykami jest niezwykle groźny
dla Unii Europejskiej. Myślę, że w dłuższej perspektywie również dla samej Francji. Wizyta prezydenta Macrona
w Pekinie i rozmowy z XI Jinpingiem kompromitują
ideę UE. Osobiście – podobnie jak większość Polaków
i Europejczyków – mam cały szereg pretensji do Ursuli von der Leyen oraz do całej ekipy, która obecnie rządzi Unią Europejską. Jednak przed wyjazdem do Pekinu szefowa KE powiedziała, że chciałaby upomnieć Chiny, że są krajem antydemokratycznym. Nic więc dziwnego, że została przyjęta przez władze Chińskiej Republiki Ludowej niemalże jak persona non grata, jako forpoczta, jako sojusznik Stanów Zjednoczonych, z którymi Pekin jest
w konflikcie. Tutaj zachowanie szefowej KE było spójne
z tym, co mówi Unia Europejska, w przeciwieństwie do prezydenta Macrona, który układał się z Chinami, mając
na względzie własne interesy. Ponadto sposób potraktowania Ursuli von der Leyen w praktyce oznacza,
że Chiny nie obawiają się takiej Unii Europejskiej, że nie traktują instytucji w tym kształcie w sposób poważny.
To jest bardzo ważny sygnał dla Unii Europejskiej, także dla szefowej KE, jak przez lata była budowana Unia,
co doprowadziło do całkowitego upadku autorytetu
tej instytucji oraz samej Ursuli von der Leyen.

Czy nie jesteśmy świadkami tworzenia się nowego europejskiego ładu, gdzie po jednej stronie są Niemcy i Francja układające się
z Rosją i Chinami i 
próbujące wypchnąć
z europejskiej orbity Stany Zjednoczone,
a po drugiej stronie jest Polska oraz państwa Europy Środkowej i Wschodniej, które stawiają na sojusz euroatlantycki?

– Zacznijmy od tego, że mamy dość dziwaczne przywództwo Unii Europejskiej. Chodzi o zachowanie nie tylko Francji, ale też popierającego wypowiedzi Macrona
na temat relacji z Ameryką oraz jego wizytę w Pekinie
szefa Rady Europejskiej Charles’a Michela. Stwierdził on wczoraj, że stanowisko francuskiego przywódcy nie jest odosobnione w Unii Europejskiej, że podobnie myślących przywódców jest więcej. I to powinno dać do myślenia,
nad tym trzeba się poważnie zastanowić, bo to jest stanowisko bardzo groźne i tego bym się obawiał.
To pokazuje, że w świecie dzieje się coś niepokojącego
i rozmaite ciche układy, sojusze chińsko-irańskie, irańsko-
-rosyjskie, chińsko-rosyjskie mogą rzutować na przyszłość, stąd niepokojące jest poparcie jakiego Pekin udziela Moskwie. To pachnie rozłamem w cywilizowanym świecie
i wskazuje, że jest budowany – także przy cichym wsparciu Niemców oraz Francuzów – nowy porządek światowego bezpieczeństwa, i to z udziałem sił antydemokratycznych rosyjsko-chińsko-irańskich. Dlatego kompletnie nie rozumiem postawy Francuzów, także postawy Niemców, którzy do spółki chcą tworzyć jakieś superpaństwo europejskie i separować się strategicznie od USA.
To jest działanie bardzo groźne dla mniejszych państw
– członków Unii Europejskiej, dla państw Europy Środkowej i Wschodniej, której częścią jest Polska.
Musimy to obserwować, musimy mocno krytykować to,
co zrobił prezydent Francji, a także poddawać ostrej krytyce działania Niemiec.

Na drugim biegunie jest wizyta premiera Mateusza Morawieckiego w USA. Jak ważne jest to przedsięwzięcie?

– Trzeba pogratulować misji premierowi Morawieckiemu
do Stanów Zjednoczonych. Premier wykorzystał moment, żeby powiedzieć, że część państw UE postrzega USA jako gwaranta pokoju i bezpieczeństwa w Europie. Co więcej, widzi Amerykanów jako partnera gospodarczego UE. Przeniesienie akcentów z Berlina i Paryża na Warszawę
jest widoczne zarówno w polityce europejskiej,
jak i światowej. Teraz pozostaje czekać, licząc, że także inne kraje europejskie, jak Włochy czy Finlandia, gdzie nastąpiła zmiana władzy, a w przyszłości – mam nadzieję 
– nastąpi też w Hiszpanii, że te państwa zdobędą się
na wysiłek i zbudują większość w Unii Europejskiej,
i symbioza ze Stanami Zjednoczonymi będzie nadal trwać, a nie z Chinami, Rosją czy Iranem.

Jak w tej sytuacji rozumieć postawę Węgier, które coraz bardziej bratają się z Moskwą. Czy nie ma w tym trochę winy UE, która niejako wrzuciła Budapeszt w orbitę wpływów Moskwy?

– Zgadzam się ze stwierdzeniem, że Unia Europejska zostawiła Węgry trochę na boku, że prowadząc taką,
a nie inną politykę, zamiast przyciągać, odpycha różne kraje, także te, które w obliczu toczącej się na Ukrainie wojny są niemalże frontowymi. I to jest jedna prawda, natomiast druga jest taka, że relacje ukraińsko-węgierskie od jakiegoś czasu są nabrzmiałe – i to też w jakiejś mierze rzutuje (nie usprawiedliwia) na sojusz rosyjsko-węgierski. Otóż są na Węgrzech siły, które chcą rewizji granic
z Ukrainą. Spór o prawa mniejszości węgierskiej
na Zakarpaciu dotyczy kwestii historycznych
i tożsamościowych o ważnym znaczeniu dla obydwu stron – i to nie buduje ładu geopolitycznego. Jest też codzienność w polityce węgierskiej, gdzie jest kryzys
– większy niż gdzie indziej, inflacja jest wyższa niż
w innych państwach. I te dziwaczne, niezrozumiałe
dla nas decyzje premiera Orbána o zwiększeniu ilości sprowadzanego z Rosji gazu mogą być podyktowane próbą przetrwania politycznego partii Fidesz na Węgrzech.
Mimo niewielu możliwości, jakie Węgry mają, aby przetrwać, oczywiście w historii nic nie usprawiedliwi postawy premiera Orbána i jego sojusz z Rosją z całą pewnością zawsze będzie piętnowany przez opinię publiczną. Trzeba też powiedzieć, że im szybciej zawróci
z obranej prorosyjskiej drogi, tym lepiej będzie dla Węgier. Węgrom mogą w tym pomóc Unia Europejska i Polska.
Mam nadzieję, że w przyszłym roku po wyborach do Parlamentu Europejskiego będzie inny rząd w Brukseli
i będzie zgoła odmienne niż obecnie traktowanie spraw ludzi i różnych państw narodowych. Mam nadzieję,
że nowe siły, które przejmą władzę w PE oraz w KE – po opcji liberalno-lewicowej – będą służyły realnie państwom, a nie działały pod dyktando Niemiec czy Francji. Tak czy inaczej Węgry dramatycznie pobłądziły z prorosyjską polityką i miejmy nadzieję, że zawrócą z tej błędnej drogi, póki jeszcze czas.

                Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki