• Poniedziałek, 13 kwietnia 2026

    imieniny: Marcina, Przemysława

Macron kieruje się tylko francuskimi interesami

Środa, 12 kwietnia 2023 (21:36)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, członkiem Kolegium IPN, wykładowcą z KUL i AKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Co może leżeć u podstaw poparcia Chin przez prezydenta Francji, i w co gra Emmanuel Macron, mówiąc o potrzebie uniezależnienia Europy od Stanów Zjednoczonych?

– To nic innego jak definiowanie interesów francuskich i być może – po części – także francusko-niemieckich. Krótko mówiąc, prezydent Macron buduje swą pozycję wokół interesów i nie liczy się z innymi interesami, tylko z francuskimi. Przypomnę, że wcześniej gościł w Stanach Zjednoczonych, gdzie deklarował pewną solidarność, współpracę, ale nie na tyle, by iść wspólnie z Amerykanami na konfrontację z Pekinem.

Co powoduje, że Francja – sojusznik Stanów Zjednoczonych, nie chce stanąć po stronie Waszyngtonu?

– Prezydent Macron nie chce konfrontacji z Chinami, ponieważ tam kreśli cały szereg francuskich interesów. Z całą pewnością podczas wizyty w Pekinie, w trakcie rozmów z przewodniczącym Chińskiej Republiki Ludowej Xi Jinpingiem, załatwił parę zamówień, a inne ma obiecane. Przy dosyć niewydolnej gospodarce francuskiej oraz w związku z trwającym kryzysem emerytalnym, są to na tyle atrakcyjne interesy dla Francji, że Macron w to wchodzi. Macron definiuje, że jeśli Amerykanie pójdą na konfrontację z Chinami – a idą – to na tym polu Francji nie będzie, a być może całej Unii Europejskiej ma nie być. To oczywiście rozpala do czerwoności Waszyngton, a cieszy Pekin.

Tylko czy to działanie Macrona będzie skuteczne, a jeśli już, to na jaką skalę?   

– Przypomnijmy, że na początku Emmanuel Macron próbował w ten sposób – jak teraz z komunistycznymi Chinami – grać w stosunku do Putina, w relacji do Rosji, ale agresja rosyjska na Ukrainę i wojna pokrzyżowała te plany. I jeśli teraz od tego jego planu miałyby zostać odcięte również Chiny – mam na myśli zdobywanie i realizację wielu intratnych kontraktów i interesów, co dawałoby Paryżowi możliwość zyskiwania przewag ekonomicznych, to byłoby to bardzo niekorzystne dla Macrona. Widać jednak, iż Macron uważa, że Francja jest na tyle potężna, na tyle ważna, że może sobie pozwolić na tak ryzykowną grę. Myślę też, że liczy, iż na konflikcie chińsko-amerykańskim może – grając pomiędzy tymi państwami – sporo zyskiwać.

Czy to jest gra na miarę Macrona i Francji, czy może to jest znacznie powyżej możliwości Francji?   

– To się okaże. Moim zdaniem Macron licytuje za wysoko. Jest to powyżej możliwości Francji i bardzo ryzykowne, ale taki jest prezydent Macron.

Ryzykowne, tym bardziej, że Macron ze swoimi ambicjami wielkomocarstwowymi próbuje przehandlować Europę Chinom?

– Owszem,w pewnym sensie tak. Mianowicie próbuje udawać lidera Europy, udawać Napoleona Europy i grać pomimo Stanów Zjednoczonych, pomimo Anglosasów. Oczywiście będzie się starał wykorzystać Polskę, bo dla Ameryki środkowa Europa jest ważna i potrzebna. Proszę też zwrócić uwagę, że podczas gdy Macron był w Chinach, to równolegle premier Mateusz Morawiecki gościł w Białym Domu i rozmawiał z wiceprezydent Kamalą Harris. W trakcie tej wizyty podkreślono wagę sojuszu między Stanami Zjednoczonymi a Polską, a na agendzie rozmów były m.in. takie tematy, jak w wzmacnianie stałej obecności wojsk amerykańskich w Polsce oraz kwestia współpracy, także militarnej, Moskwy i Pekinu.

Prezydent Macron w Pekinie, premier Morawiecki – jak Pan Profesor zauważył – w Waszyngtonie, a prezydent Joe Biden w Irlandii Północnej, w Belfaście, gdzie rozmawiał też z premierem Wielkiej Brytanii z Rishim Sunakiem. Biden kolejny raz gości w Europie, znów szerokim łukiem omijając Paryż i Berlin…

– Taki jest układ geopolityczny. Przy okazji wojny na Ukrainie było widać, w co gra Paryż i w co gra Berlin, że dla tych stolic układ z Rosją był bardzo ważny – strategiczny. Owszem udawali sojusz z Ukrainą oraz ze wspierającym Kijów Zachodem, ale w dużej mierze grali na Rosję, licząc na szybkie, łatwe zwycięstwo Moskwy, co pozwoliłoby im na szybki powrót do dawnych interesów. Teraz, jeśli po Zjeździe Komunistycznej Partii Chin w Pekinie pojawia się kanclerz Olaf Scholz, a kilka miesięcy później u Xi Jinpinga gości prezydent Macron – w dodatku tak buńczucznie manifestując opór czy bunt wobec Stanów Zjednoczonych – w strategicznej dla Waszyngtonu sprawie, jaką są Chiny, to nic dziwnego, że prezydent Biden zwiera szyki i gromadzi wokół siebie te państwa, tych sojuszników, którzy stoją po stronie Ameryki. Na przestrzeni roku dwa razy gościł w Polsce, gdzie spotykał się m.in. z państwami Bukaresztańskiej Dziewiątki, był także na Ukrainie, a teraz gości z wizytą w krajach anglosaskich. To pokazuje, że kreśli się pewna architektura geopolityczna, inna niż do tej pory. Patrząc na zachowanie Francji i Niemiec, chyba nic dziwnego, że Stany Zjednoczone w Europie stawiają na Polskę i Wielką Brytanię.

Czy w tym układzie można powiedzieć, że jesteśmy świadkami rozejścia się Francji i Niemiec ze Stanami Zjednoczonymi? Co to może oznaczać?

– Owszem, jesteśmy świadkami rozejścia się bardziej Paryża z Waszyngtonem niż Berlina z Waszyngtonem, i trzeba by to stopniować. Nie mniej jednak to rozejście jest coraz bardziej widoczne.

Podczas gdy Macron był przyjmowany w Pekinie z honorami, Ursula von der Leyen została właściwie upokorzona…

– To dowód, że Bruksela – ze strukturami unijnymi jest traktowana jako narzędzie polityczne w rękach Berlina i Paryża. Zatem liczy się ośrodek czy ośrodki decyzyjne, a nie wykonawcze. I to widać w wielu wypadkach. Jasne jest, że Bruksela – Komisja Europejska nie zrobi nic, co byłoby wbrew interesom Niemiec i Francji.

Czy ten coraz bardziej wyraźny podział Europy na centralną i wschodnią, z dominującą pozycją Polski, oraz na Europę zachodnią, z dominacją Paryża i Berlina, może być przyczynkiem do osłabienia Unii Europejskiej i de facto jej rozpadu?

– Nie wiem, czy może to zaowocować rozpadem Unii Europejskiej, ale na pewno doskonale czytają to Niemcy i Francuzi, wykorzystując Brukselę, aby nakładała sankcje na Polskę, nękając nas i wywierając na nas presję. Liczą, że w ten sposób uda się zmienić rząd w Warszawie, a tym samym przyciągnąć Polskę do swojego układu – w istocie nie na zasadzie partnerskiej, podmiotowej, ale wasalnej. Stąd też na polskiej scenie pojawił się ponownie Donald Tusk i jego działania, aby pokonać Zjednoczoną Prawicę i objąć władzę w Polsce, poddając ją Brukseli, a de facto Berlinowi i Paryżowi. Wydaje się, że w takiej sytuacji w interesie Stanów Zjednoczonych zmiana władzy w Polsce – na opcję niemiecką – jest niekorzystna. Owszem, na początku prezydentury Joe Biden miał nadzieję, że uda mu się ułożyć relacje z Berlinem, ale szybko się przekonał, że to zły pomysł, bo Niemcom jest bliżej do Rosji i Pekinu. Dobitnie pokazała to napaść rosyjska i wojna na Ukrainie. Z drugiej strony Amerykanie myślą w sensie strategicznym i zdają sobie sprawę, że wojna na Ukrainie nie jest końcem świata, tylko początkiem wielkiej rywalizacji z Pekinem. Każdy, kto w tej sytuacji przykleja się do Pekinu albo łamie solidarność Zachodu musi być uznany za przeciwnika, żeby nie powiedzieć wroga. To wszystko dzieje się dzisiaj na naszych oczach i pokazuje znaczenie Warszawy dla Waszyngtonu. Amerykanie powinni to jeszcze bardziej zrozumieć, uświadomić sobie. I zdaje się, że wizyta premiera Mateusza Morawieckiego w Waszyngtonie właśnie temu ma służyć. Sytuacja jest dynamiczna i czas pokaże, jaki będzie przebieg zdarzeń.

Skoro wyrokowanie o rozpadzie Unii Europejskiej jest przedwczesne, to jaka ta Unia jest, jak ją czytać, skoro Macron układa się z Pekinem, a Francja blokuje decyzję UE dotyczącą finansowania dostaw amunicji dla Ukrainy?

– Decyzja w sprawie sfinansowania przez Unię Europejską dostaw amunicji zapadła w marcu br. na szczycie unijnym w Brukseli. Ukraina potrzebuje amunicji i broni. 2 miliardy euro na ten cel mają pochodzić z Europejskiego Instrumentu Finansowego na rzecz Pokoju, który jest odrębny od budżetu unijnego. Miliard ma refundować koszty tym krajom, które natychmiast – ze swoich zapasów – przekażą amunicję dla Kijowa, a drugi ma zrefundować koszty wspólnego zamówienia na amunicję – zgodnie z zamówieniem Kijowa. Amunicja, jakiej potrzebuje Ukraina, jest produkowana w Polsce, w Niemczech oraz we Francji. Jednak decyzja musi być podjęta jednomyślnie, a Paryż jest przeciw i chciałby, aby refundacja dotyczyła nie tylko amunicji, ale także rakiet, o które Kijów nie występował. W związku z tym być może kryje się za tym lobbing firm zbrojeniowych… Francuzi z całą pewnością chcieliby końca wojny na Ukrainie, bo wtedy mogliby wrócić do swoich interesów, kontaktów biznesowych z Moskwą. I ten temat był poruszany z Chinami – żeby Pekin wpłynął na Putina w kwestii zakończenia wojny, tyle że nieskutecznie. Paryż w jakimś sensie owszem pomaga Ukraińcom, ale tylko na tyle, na ile jest to konieczne. Francuzi zapewne chcieliby zmiany władzy w Rosji, chcieliby więc pokoju. Wiedzą też, że presja międzynarodowa, presja społeczna jest na tyle silna, że trzeba jakieś gesty proukraińskie wykonywać. Widzimy jednak, że to nie jest cała polityka francuska, która gra na Rosję, a także na Chiny.

Czy działania Macrona to tylko próba zaistnienia na arenie międzynarodowej polityka z przerostem ambicji, który nie umie poradzić siebie z rządzeniem krajem, a usiłuje kreować się na lidera Europy? Czy należy traktować go poważnie?

– Francuzi nie od dzisiaj mają przekonanie, że są imperium, że są wielkim graczem, a teraz, że realnie stoją na czele Unii Europejskiej, bo jak powiedzieliśmy wcześniej, Ursula von der Leyen w Pekinie się nie liczyła, była marginalizowana. To zachowanie Macrona kreującego się na Napoleona przypomina groteskę, a nie realną politykę. Jednak rzeczywistość zweryfikuje, jak realnie będzie to wyglądało.

Dziękuję za rozmowę.    

Mariusz Kamieniecki