• Poniedziałek, 13 kwietnia 2026

    imieniny: Marcina, Przemysława

Wojna pokazała, że więcej nas łączy, niż dzieli

Piątek, 7 kwietnia 2023 (17:32)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, członkiem Kolegium IPN, wykładowcą z KUL i AKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

„Chylę czoła przed tobą, Polsko!”, odwołanie się do słów św. Jana Pawła II: „Niech zstąpi Duch Twój i odnowi oblicze ziemi…”, „Nie ma już takiej siły, która przeważyłaby nad braterstwem Polski i Ukrainy” – to słowa wypowiedziane przez prezydenta Wołodymyra Zełenskiego podczas wizyty
w Polsce. Piękne, tylko czy nie na słowach się skończyło?

– Tego typu oficjalne wizyty z reguły kończą się na słowach, zapowiedziach, ewentualnie na deklaracjach.

Tylko że tych deklaracji ze strony prezydenta Zełenskiego też nie było
za wiele.

– Było parę rzeczy związanych ze współpracą gospodarczą – i to są konkretne sprawy. Natomiast rzeczywiście nie było zbyt wiele w sensie historycznym,
a więc zabrakło tego, na co Polacy czekają – zwłaszcza
w obliczu zbliżającej się 80. rocznicy masowej rzezi wołyńskiej i innych mordów dokonanych na obywatelach
II Rzeczypospolitej przez ukraińskich nacjonalistów.
W sensie symbolicznym oraz w perspektywie wewnętrznej oraz międzynarodowej, bo ta wizyta została odnotowana
za granicą – jest to manifestacja chęci współpracy z Polską nie tylko w perspektywie trwającej wojny, ale też po jej zakończeniu.

Jest to zatem sygnał geopolityczny skierowany do Rosji,
bo – jak wiemy – Moskwa zrobi wszystko, żeby podzielić Polskę i Ukrainę. Z punktu widzenia Rosji jest to interes, który ona praktycznie od powstania Chmielnickiego realizowała i konsekwentnie podsycała, wiedząc, że na kanwie tego konfliktu może zbudować swoją politykę
i ogrywać jednych i drugich. Jest to też sygnał do Amerykanów, którzy z pewnością snują różne geopolityczne projekty.

Przypomnę, że w tym samym czasie, co Zełenski w Polsce, w Chinach gościli prezydent Francji Emmanuel Macron oraz szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen. I w Waszyngtonie irytację budzi postawa i tego typu działania Macrona, który wzywa, żeby nie izolować Chin i żeby Pekin był ważnym elementem światowej gospodarki. Co ciekawe, dzieje się to w momencie, kiedy Amerykanie idą w zupełnie inną stronę. Zatem wizyta Zełenskiego w Polsce
i zapowiedź współpracy ukraińsko-polskiej jest istotną
i ważną sygnalizacją.

Tylko czy nie są to jedynie słowa?      

– Nie są to tylko słowa, bo na bieżąco dzieje się niewyobrażalnie wiele rzeczy, co oczywiście nie oznacza,
że wszystko jest cudownie. Nie tylko w sensie historycznym, ale także jeśli chodzi o tranzyt ukraińskiego zboża, a więc jest cały szereg spraw, które trzeba rozwiązać, załatwić. Ale tak zawsze bywa, gdy chodzi
o relacje międzynarodowe, bo jeśli spojrzeć na dzieje unii polsko-litewskiej, to też było wiele zawirowań, konfliktów. Nie jest zatem tak, że relacje międzynarodowe są usłane różami. Tak czy inaczej mamy zapowiedzi dotyczące wspólnej produkcji amunicji czy pomysły dotyczące budowy szybkich kolei Warszawa – Kijów, czy też zachęty do odbudowy Ukrainy – również przez Polskę, zakupów przez Kijów konkretnych elementów uzbrojenia, a więc nie darowizn, ale zakupów. I to jest wszystko piękne, natomiast jest oczywiście pytanie, co będzie dalej.

Mamy memorandum o współpracy przy odbudowie Ukrainy, tylko na ile realne są obawy, że jak przyjdzie co do czego, to ubiegną nas Francuzi czy Niemcy, którzy niezbyt chętnie włączają się w militarną pomoc Ukrainie, ale po kontrakty i pieniądze pierwsi wyciągną ręce?

– Niemcy i Francuzi już teraz włączają się we wsparcie militarne i humanitarne Ukrainy, bo wiedzą, jak idą rzeczy. Mają świadomość, że biegu zdarzeń nie uda się im zatrzymać, nie zmienią losów wojny. Natomiast rzeczywiście i Berlin, i Paryż są winowajcami tej wojny – zwłaszcza Niemcy, którzy poprzez patologiczne kontakty gospodarcze, gazowe z Rosją (projekt Nord Stream) de facto zasilali i finansowali reżim Władimira Putina wieloma miliardami euro i w istocie zachęcili Rosję do wojny. Oczywiście Niemcy czy Francja mają większy potencjał, więcej pieniędzy, większe możliwości wejścia z realizacją odbudowy Ukrainy. Mają też świadomość, że Ukraińcy wycieńczeni wojną będą głodni kapitału i będą ich przyjmować.

Jednak są pewne strategiczne decyzje, strategiczne inwestycje, np. w sferze energetyki, obronności, na płaszczyźnie komunikacyjnej, dotyczące budowy chociażby infrastruktury drogowej, gdzie mamy ogromne doświadczenia i sukcesy i możemy w tym procesie odbudowy uczestniczyć. Z tym że będzie się to decydowało na niwie państwowej.

Wydaje się, że strategiczną sprawą będzie jeszcze jedno: otóż Polska ma swoje atuty, jednak nie dysponuje tak dużym kapitałem jak np. Niemcy czy Francuzi, żeby
w odbudowę Ukrainy móc zainwestować. Nie mamy też tylu firm, ale są jeszcze Amerykanie i wydaje się, że Stany Zjednoczone powinny wejść kapitałowo bardzo mocno, aby nie zostawić tego tortu całkowicie do skonsumowania przez Niemców czy Francuzów. Mogą to uczynić, wspomagając układ polsko-ukraiński – strategiczne inwestycje, które
w sposób węzłowy będą stanowić – w dłuższej perspektywie – o kształtowaniu się relacji ekonomicznych.

W tle naszych relacji z Ukrainą punktem zapalnym są wciąż niezałatwione kwestie historyczne i nierozwiązana sprawa zbrodni wołyńskiej. Tymczasem zbliża się 80. rocznica rzezi wołyńskiej i gest uznania win oraz słowo „przepraszam” ze strony Ukraińców byłyby wskazane. Tymczasem
nic takiego nie miało miejsca.

– To prawda. To jest problem i jeśli nie zostanie rozwiązany, to będzie narastał. Oczywiście nie wiemy,
o czym w kuluarach rozmawiali przywódcy Polski i Ukrainy i do czego się ewentualnie zobowiązano, czy też nie,
i w jakim kierunku zmierzać będzie Polska.  

Ale prezydent Zełenski w oficjalnych wystąpieniach wyraźnie ten temat omijał…

– Owszem, ale proszę zwrócić uwagę, że Zełenski ma też problem wewnętrzny, zwłaszcza wśród wojskowych pułku „Azow” i nie tylko, gdzie jest inne spojrzenie na kwestie OUN-UPA. I o to głównie chodzi, bo inne kwestie są do rozwiązania w sposób prosty, natomiast jeśli chodzi
o zbrodnię wołyńską, zbrodnię ludobójstwa ukraińskiego
na Polakach, to tematu tego Zełenski wyraźnie unika.
W lipcu będzie okrągła 80. rocznica masowych rzezi Polaków na Wołyniu i Polacy będą oczekiwać zdecydowanych gestów ze strony Ukrainy. I zobaczymy,
co z tego wyniknie. Pewne jest, że tego tematu, tej kwestii nie da się ominąć, bo sprawa niezałatwiona będzie co jakiś czas wracać z coraz większą mocą i siłą rzeczy trzeba się będzie do tego odnieść.

Premier Mateusz Morawiecki 11 lipca 2022 roku podczas obchodów Narodowego Dnia Pamięci Ofiar Ludobójstwa dokonanego przez ukraińskich nacjonalistów na obywatelach II Rzeczypospolitej zapewniał, że nie spocznie, dopóki nie zostanie odnalezione ostatnie miejsce pochówku zamordowanych z Wołynia i całych Kresów Wschodnich. Powtórzył to w Jaśle w marcu br. Czas upływa i nic się w tej materii nie dzieje, przynajmniej nic o tym nie słyszymy, nie ma też gestów ze strony Ukrainy.   

– Małe gesty, owszem, są, bo w przypadku bodajże dwóch miejscowości uwolniono ekshumacje, więc nie jest tak, że żadnych gestów po stronie ukraińskiej nie ma. Natomiast
z punktu widzenia Polski są one niewystarczające.

Jak w sytuacji, kiedy w sprawach historycznych, nierozliczenia przeszłości dzieli bardzo dużo, może się układać współpraca z Ukrainą – mam na myśli nowy traktat polsko-ukraiński o dobrym sąsiedztwie?

– Wojna pokazała, że więcej nas łączy, niż dzieli. Oczywiście, są pewne przestrzenie, np. konkurencyjności, jest kwestia różnic w strukturze, nazwijmy to, państwowej, gdzie na Ukrainie wciąż mamy do czynienia z układem oligarchiczno-patologicznym i jest oczywiście kwestia historyczna, o której rozmawiamy. Natomiast jeśli
mówimy o interesach i wspólnej przyszłości, to patrząc
z perspektywy geopolitycznej, warto zauważyć, że
w Eurazji uruchomione są ogromne młyny, które mielą,
co więcej – te kamienie młyńskie mielą w różne strony.
Z jednej strony jest układ chińsko-rosyjski, gdzie Pekin dominuje, stara się przyciągać coraz więcej państw, coraz bardziej centralizować je wokół siebie. Z drugiej strony jest też układ amerykański, spod którego – w jakimś sensie – starają się wyrwać Francuzi i Niemcy, no i jesteśmy my.

I jeśli nie znajdziemy płaszczyzn wspólnego działania,
to nas te młyny zetrą, jak to w historii bywało niejednokrotnie. Ukraińcy i Polacy – jesteśmy za słabi, żeby samodzielnie odegrać podmiotową rolę. Sytuacja
w jakimś sensie przypomina tę po II wojnie światowej, gdzie skonfliktowani wielowiekowymi nieporozumieniami Niemcy i Francuzi – Konrad Adenauer i Charles de Gaulle
– postanowili współpracować, widząc, że wielkie geopolityczne młyny, a więc Amerykanie i Sowieci, praktycznie zmarginalizują Europę. I dzisiaj sytuacja
jest podobna.

Czy to zagrożenie jest dostrzegane w Polsce i w Kijowie?          

– Myślę, że tak. Kijów dostrzega, że wszelkie pomysły dotyczące pominięcia Polski, dogadania się ponad naszymi głowami z Niemcami i robienia interesów, a w zamian za to Berlin będzie orędownikiem Kijowa w świecie, spaliły na panewce. Z jednej strony każdy dzień toczącej się wojny pokazuje, jak płonne były te ukraińskie nadzieje. Z drugiej strony każdy dzień pokazuje, jak wiele zależy od Polski.
I to są pewne konkrety, które po zakończeniu wojny powinny stanowić o polsko-ukraińskiej współpracy. Oczywiście deklarować można bardzo dużo, ale życie to wszystko zweryfikuje i pokaże, jak jest.

Proszę zwrócić uwagę, co się dzieje w relacji Polski z Unią Europejską, z Brukselą, gdzie mimo że trwa wojna, że realne jest zagrożenie bezpieczeństwa, elity brukselskie ciągle stawiają nam nowe wymagania, nowe sankcje chcą na nas nakładać, pojawiają się też oderwane od realiów
i życia pomysły energetyczne, klimatyczne, które mają
na celu zniszczyć nie tylko nas, ale też całą Europę.
I w tym wszystkim trzeba się jakoś odnaleźć. Oczywiście są problemy, które wymieniliśmy, ale życie wymusza racjonalność w tym wszystkim. Trzeba żyć tu i teraz, co nie oznacza, że mamy oderwać się od przeszłości – także tej bolesnej. Należy dbać o rozwiązanie naszych słusznych interesów.

Ale unia polsko-ukraińska, której pomysł
czy wizja pojawia się w publicystycznym przekazie, to chyba nie jest dobry kierunek?
  

– Przysłowie mówi, że nie wchodzi się dwa razy do tej samej rzeki. I tu nie chodzi o unię w starym, historycznym znaczeniu, ale chodzi raczej o realną współpracę obu państw, bo takie są zadania współczesnych unii, których
w świecie jest dużo. Oczywiście mówimy pewnymi symbolami, posługujemy się historycznymi odniesieniami, natomiast ta współpraca polsko-ukraińska z pewnością nie będzie w starym stylu, w dawnym rozumieniu. Co by nie powiedzieć, taka współpraca, zważając na sytuację, jest konieczna, bo nawet geografia to wymusza.

           Dziękuję za rozmowę.    

Mariusz Kamieniecki