• Poniedziałek, 13 kwietnia 2026

    imieniny: Marcina, Przemysława

Rosja zbliżyła NATO do swoich granic

Środa, 5 kwietnia 2023 (21:12)

Rozmowa z dr. hab. nauk wojskowych, profesorem Społecznej Akademii Nauk, Romualdem Szeremietiewem, byłym wiceministrem i p.o. ministrem obrony narodowej

Wraz z przystąpieniem Finlandii do NATO granica fińsko-rosyjska staje się de facto granicą NATO – Rosja. Co to oznacza, nie tylko dla nas?

– Fakt akcesji Finlandii do NATO to bardzo pozytywne wydarzenie. To wzmocnienie całego Sojuszu Północnoatlantyckiego, ale też wzmocnienie naszego bezpieczeństwa na newralgicznym odcinku, jakim jest Morze Bałtyckie. Pamiętajmy, że Bałtyk to także Petersburg Kronsztad, czyli ważny rosyjski port, ale także nasz Królewiec – jedno z dużych portowych miast – przez Stalina przyłączone do ZSRS i pod władaniem Sowietów przemianowane na Kaliningrad – od nazwiska zbrodniarza Michaiła Kalinina, który ma na sumieniu Polaków zamordowanych w Katyniu. Obszar ten miał duże znaczenie w okresie zimnej wojny, a później po przeobrażeniach geopolitycznych w Europie Putin uczynił tę enklawę przedmiotem nacisku na szeroko rozumiany Zachód. Jeśli chodzi o Polskę, to realne jest zagrożenie od strony morza. Po pierwsze, dlatego że Rosja ma do dyspozycji Flotę Bałtycką, która operuje na Morzu Bałtyckim. Jest wielki garnizon na terenie wspomnianego przed chwilą Kaliningradu i okolic, gdzie zgromadzone są nie tylko rosyjskie siły morskie, ale również siły lądowe. Z tego rejonu istnieje więc zagrożenie przede wszystkim dla Polski, ale w sytuacji ewentualnej rosyjskiej napaści na państwa bałtyckie utrudniłoby to wsparcie dla Litwy, Łotwy i Estonii.

Przesmyk Suwalski…

– Dokładnie tak. Chodzi o to, że wsparcie dla zagrożonych państw bałtyckich mogłoby ruszyć – jak wiadomo – tylko przez tzw. Przesmyk Suwalski położony wokół Suwałk, Augustowa i Sejn stanowiący połączenie państw bałtyckich z Polską i resztą państw Zachodu. Jest to strategicznie ważny korytarz posiadający kluczowe znaczenie dla bezpieczeństwa NATO, w tym zwłaszcza jego wschodniej flanki, a jednocześnie oddziela należący do Rosji obwód kaliningradzki od Białorusi. Istnieje więc zagrożenie od strony Kaliningradu oraz od strony Białorusi – mając na uwadze, że Rosjanie sytuują się tam ze swoimi siłami. Jednoczenie zachodni analitycy mówią, że wsparcia dla państw bałtyckich powinna udzielić przede wszystkim Polska – tak jakby to tylko Polska miała w tym interes i musiała się angażować w tego typu operację. Z wojskowego punktu widzenia byłoby to ogromne przedsięwzięcie.

I w tej sytuacji pojawia się Finlandia, której droga do NATO trwająca około jednego roku była ekspresowa…

– Putin obudził Europę, obudził świat, obudził też Finlandię, która przez długi czas była – chciała być – neutralna. Finlandia na północy, a niedługo – miejmy nadzieję, kiedy uda się przełamać opory Turcji i Węgier – także Szwecja zjawi się w szeregach Sojuszu Północnoatlantyckiego. Wtedy zyskujemy – zważając na geostrategiczne położenie państw bałtyckich – nowe możliwości i wówczas to Rosjanie znajdą się w trudnym położeniu, a nie my. To Rosja chciała odsunąć NATO od swoich granic, ale zbrodniczymi działaniami sama przybliżyła je, jak to tylko możliwe. Stąd cały ten proces rozszerzania NATO o Finlandię i, da Bóg, także o Szwecję, ma bardzo duże znaczenie.        

Pozostaje jeszcze wspomniana przez Pana Profesora Szwecja, której na drodze do członkostwa w NATO stoi Ankara i Budapeszt. Czy do szczytu w Wilnie Szwecja może być już członkiem NATO?

– Trudno powiedzieć, czy do tego czasu – do lipca br. – uda się przekonać Turcję i Węgry. Mam nadzieję, że przełamane zostaną istniejące opory i stanie się to faktem.

Czy w pewnej perspektywie, zakładając, że nie tylko Finlandia, ale też Szwecja będą w NATO, mogą być one tymi krajami wschodniej flanki, gdzie NATO rozmieści broń jądrową?

– Trudno powiedzieć – zwłaszcza, że jeśli chodzi o broń jądrową, to mowa jest o taktycznej broni nuklearnej, która – jak twierdzi wielu ekspertów – nie zostanie użyta. Jest to bowiem raczej straszak natury politycznej. Natomiast, to gdzie ona jest rozmieszczona, to raczej nie ma większego znaczenia, biorąc pod uwagę środki przenoszenia głowic, jakimi dysponują strony. Mamy więc – w moim odczuciu – grożenie sobie nawzajem tymi atomowymi pigułami, i chyba nic więcej.     

Z Kremla płynie komunikat, że przyjęcie Finlandii do NATO to wkraczanie w strefę bezpieczeństwa Rosji. Możemy się spodziewać jakiejś reakcji, czy Rosję w ogóle na coś takiego dzisiaj stać?

– To jest stała melodia, którą grają Rosjanie już od lat. Ponadto Rosja – podobno druga potęga militarna świata, która nie może sobie poradzić na Ukrainie – miałaby podjąć jakieś kroki wobec NATO i to w odniesieniu do Finlandii – kraju bardzo dobrze przygotowanego militarnie do obrony. Nie wierzę, zwłaszcza, że fińska armia jest nowoczesna, posiada nowoczesne lotnictwo bojowe, nowoczesną marynarkę wojenną, a od wczoraj jest członkiem NATO.

Rosja wyraża dezaprobatę wobec członkostwa Finlandii w NATO, również grozi. Tymczasem sytuacja na froncie ukraińskim wymusiła na Moskwie wycofanie wojsk z fińskiego pogranicza i przerzucenie ich do walk na Ukrainie…

– Przewidywałem taki scenariusz i dzisiaj widzimy, że to się dzieje. Rzecz polega na tym, że Rosja ma zbyt małe siły, żeby móc operować, a co dopiero odnosić sukcesy na tak rozległym froncie jak na Ukrainie. W związku z tym nie ma wyjścia i musi przesuwać swoje zasoby ludzkie i sprzętowe z jednych odcinków na inne. To oznacza, że jeśli na jednym odcinku frontu będzie wzmocniona, to na drugim się osłabi, bo z próżnego to i Putin nie naleje. Tymczasem Ukraina zapowiedziała przeprowadzenie kontrofensywy i straszy Rosjan różnymi kierunkami uderzeń, a Rosja nie mając wyjścia, musi przesuwać swoje siły i środki, żeby możliwie się zabezpieczyć. To zaś oznacza, że na operację pod Bachmutem nie wystarcza i siłą rzeczy cała rosyjska operacja zwalnia. Wszystko zatem wskazuje, że sprawy idą w kierunku, jaki sobie założyło dowództwo ukraińskie. Zresztą pewną demonstracją jest to, że prezydent Zełenski przybył dzisiaj z małżonką do Polski z wizytą. Jest to pierwsza oficjalna wizyta głowy państwa ukraińskiego w Polsce od momentu napaści rosyjskiej. Wcześniej, owszem, prezydent Zełenski przemieszczał się przez Polskę np. do Waszyngtonu, o czym – z wiadomych względów – dowiadywaliśmy się post factum, a dzisiaj jest już oficjalnie przyjmowany z honorami, odznaczany przez prezydenta Dudę, co może zwiastować początek końca ruskiego imperializmu i zwycięstwo Ukrainy. To jest też wyraz, że prezydent Zełenski i Ukraińcy – wspierani przez Zachód w wojnie z Rosją – czują się pewnie.  

To wizyta – jak słyszymy – ma na celu podziękowanie Polsce i Polakom. Ale pomijając już postawę prezydenta Zełenskiego w obliczu rosyjskiej napaści, czy odznaczenie głowy ukraińskiego państwa Orderem Orła Białego – zważając na zaszłości historyczne i nierozwiązane problemy dotyczące Wołynia – nie jest przedwczesnym gestem?

– To jest gest, który ma wzmocnić prezydenta Wołodymyra Zełenskiego, jeśli chodzi o współpracę dotyczącą przyszłości. Jeśli przy stole rozmów dostrzegam wicepremiera Kowalczyka, który, nawiasem mówiąc, się dzisiaj zdymisjonował, a jedną z przyczyn była kwestia ukraińskiego zboża, którego obecność w Polsce wzbudziła sprzeciw i protesty polskich rolników, to znaczy, że te kwestie na pewno są czy będą poruszane. Również pojawiają się sygnały, że kwestia zaszłości historycznych – o czym zapewniał niedawno premier Mateusz Morawiecki – również zostanie jasno postawiona przez stronę polską i zostanie rozwiązana. Na to czekamy, czekają potomkowie ofiar pomordowanych przez Ukraińców na Wołyniu i w Małopolsce Wschodniej. Przyglądajmy się temu, co się dzieje, a w większości tego typu wizyt o ustaleniach pozytywnych czy negatywnych dowiadujemy się po ich zakończeniu. Mam nadzieję, na dobre wieści.

Kiedy załatwić te historyczne zaszłości jak nie teraz, kiedy to Polska tak aktywnie angażuje się po stronie Ukrainy i ma prawo oczekiwać wzajemności w tak ważnych sprawach jak zbrodnia wołyńska?

– To prawda. Myślę, że polskie władze zdają sobie sprawę, że jest dobra ku temu okazja, właściwy moment i należy to wykorzystać – zwłaszcza, że polskie społeczeństwo tego oczekuje. Tym bardziej, że zbliża się 80. rocznica rzezi wołyńskiej – straszne wspomnienie i taki gest ze strony Ukraińców byłby jak najbardziej na miejscu. Chyba byłoby wskazane, żeby jakaś deklaracja w tej sprawie ze strony prezydenta Ukrainy padła właśnie w Warszawie.

Czy Kijów – słyszymy, że prezydent Zełenski został zaproszony na szczyt NATO w Wilnie – może podczas tego szczytu usłyszeć zaproszenie Ukrainy do członkostwa w Sojuszu, czy może to jeszcze nie jest ten czas?

– Szef NATO Jens Stoltenberg powiedział jasno, że Ukraina będzie członkiem NATO. Pytanie brzmi, kiedy to nastąpi. Tak więc zaproszenie do członkostwa owszem może zostać skierowane pod adresem Ukrainy, ale żeby formalnie mogła przystąpić do Sojuszu Północnoatlantyckiego, to najpierw musi zakończyć się wojna. Państwo, które jest w stanie wojny, nie może być członkiem NATO. Przypomnę, że w ten sposób Rosja – rozpętując wojnę – zablokowała Gruzji możliwość przystąpienia do NATO. Zatem konflikt, jaki się obecnie rozgrywa na Ukrainie, powoduje rozmaite negatywne następstwa – także jeśli chodzi o kwestię, którą poruszamy. Podobny problem dotyczy też członkostwa Ukrainy w Unii Europejskiej. To tylko pokazuje, że tocząca się wojna musi być zakończona i miejmy nadzieję, że zakończy się zwycięsko dla Ukrainy.  

Dziękuję za rozmowę.

 

Mariusz Kamieniecki