Dziś w „Naszym Dzienniku”
Propagandowy spisek
Środa, 5 kwietnia 2023 (07:27)Antyjezuicka histeria towarzyszyła wszystkim antykatolickim wojnom kulturowym.
Powstałe w 1540 roku Towarzystwo Jezusowe należało do filarów katolickiej odnowy w szesnastym i siedemnastym stuleciu. Ten fakt ściągnął na zakon obsesyjną wręcz nienawiść tych, którzy w epoce reformacji protestanckiej,
a potem oświecenia uważali Kościół katolicki oraz wyrosłą przy nim cywilizację za swojego głównego wroga. Błogosławiony kardynał Stefan Wyszyński napisał kiedyś o sobie, że komuniści „wojują z nim nie dlatego, że źle czyni dla Kościoła, tylko dlatego, że czyni lepiej, niż wypada”. Te słowa Prymasa Tysiąclecia równie dobrze można odnieść
do zakonu założonego przez św. Ignacego Loyolę. Jezuici
w epoce nowożytnej zostali znienawidzeni nie z powodu swojej letniości i dopasowania się do „potrzeb współczesnego człowieka”, ale z powodu swojej gorliwej wiary i zaangażowania na rzecz przywrócenia Kościołowi ludzi, którzy dali się uwieść rozmaitym „reformatorom” Kościoła.
Pierwsza teoria spiskowa
Ci ostatni w swojej walce z Towarzystwem Jezusowym sięgnęli po pierwszą w dziejach nowożytnej Europy teorię spiskową. Niemal trzy stulecia przed pojawieniem się „Protokołów Mędrców Syjonu” (fałszywka przygotowana
na początku dwudziestego wieku przez rosyjską Ochranę, w której „odkrywano” tajny plan opanowania świata przez Żydów) wielu ludzi przedstawiających się jako wrogowie ciemnoty i obskurantyzmu zaczytywało się
w opublikowanych po raz pierwszy w 1612 roku
„Monita secreta” (Tajne rady), które w podobnej poetyce jak wspomniane „Protokoły” „odkrywały” mechanizm wszechświatowego, tajnego spisku. Tyle że w roli
głównej występowali nie Żydzi, ale jezuici.
Autorem tego pamfletu był wydalony z Towarzystwa Jezusowego Polak, Hieronim Zahorowski (stałą regułą, obowiązująca również w naszych czasach, jest to, że najzacieklejszymi wrogami Kościoła okazują się odpadli księża czy zakonnicy). Ekscytację wśród protestanckich „reformatorów”, a następnie na oświeceniowych salonach wzbudzały podawane przez niego „rewelacje” o tym,
że jezuici systematycznie dążą do przejęcia władzy nad całym światem poprzez wkradanie się w łaski panujących. Szczególnie w złym świetle prezentowani byli spowiednicy z Towarzystwa Jezusowego, których eksjezuita przedstawiał jako podstępnych manipulatorów kierujących się bardzo niskimi pobudkami. Chęć zdobycia władzy
i pieniędzy kazała im czyhać na bogate wdowy, które
zza kratek konfesjonałów miały być nakłaniane
do przepisywania swoich majątków na rzecz prącego
do władzy zakonu.
Antyjezuicka histeria
O antyjezuickiej paranoi, jaka panowała w krajach protestanckich, niech świadczy fakt, że gdy w latach
1665-1666 stolicę Anglii nawiedziły dwie straszliwe klęski: epidemia dżumy, a potem wielki pożar, strona protestancka powszechnie obwiniała za te dramatyczne wydarzenia właśnie jezuitów. W tym samym czasie, nie tylko na Wyspach Brytyjskich, w protestanckich środowiskach krążyła pogłoska, że przywieziona przez jezuitów
z Ameryki Południowej chinina (zwana powszechnie „jezuickiem proszkiem”) tak naprawdę nie jest skutecznym lekiem na malarię, ale trucizną, która ma służyć
do wytępienia protestantów w całej Europie.
Antyjezuicka histeria prowadziła niekiedy do zbrodni.
W 1678 roku doszło do krwawych, antykatolickich zamieszek w Londynie wywołanych pamfletem autorstwa protestanckiego radykała i obsesjonata (Titusa Oatesa),
w wyniku których zginęło kilkadziesiąt osób, w tym ośmiu jezuitów. Uczestnicy pogromu uwierzyli bowiem, że jezuici zmierzają do otrucia króla Anglii Karola II, aby na tronie osadzić jego katolickiego brata, Jakuba (późniejszy król Jakub II).
Upowszechniana przez protestantów teoria światowego spisku jezuitów była przygotowaniem gruntu pod oświeceniową odmianę antyjezuickiej paranoi. Do starych argumentów (dążenie do przejęcia władzy nad światem, chciwość na wdowi grosz) doszły nowe w postaci inkryminowania Towarzystwu Jezusowemu ciemnoty
i fanatyzmu. Jak w przypadku każdej propagandy, również tutaj nie liczono się zupełnie z faktami, które mówiły
o wielkim zaangażowaniu Towarzystwa Jezusowego na rzecz zorganizowania nowoczesnego (jak na tamte czasy) systemu edukacyjnego opartego na sieci kolegiów. Antyjezuickim propagandystom rekrutującym się
z dynamicznie rozwijającej się w osiemnastym wieku masonerii nie chodziło o prawdę, ale o pretekst; pretekst do ataku na zakon zasłużony dla obrony i rozkrzewiania wiary katolickiej.
To nie jezuici, ale salony i loże skutecznie wkradły się
w łaski rządzących „oświeconych absolutystów”, czego dowodem jest cała seria decyzji o wygnaniu jezuitów wydawanych przez władców nazywających się „królami arcychrześcijańskimi”. W 1759 roku usunięto Towarzystwo Jezusowe z Portugalii, w 1764 z Francji, a w 1767 roku
z Hiszpanii. W końcu ugięła się również Stolica Apostolska
i w 1773 roku Papież Klemens XIV wydał nakaz kasaty Towarzystwa Jezusowego (argumentowano, że w ten sposób zaoszczędzi się prześladowań członków znienawidzonego zakonu).
Główny wróg autorów kulturkampfu
Papież Pius VII przywrócił zakon po wojnach napoleońskich. Wraz z powrotem Towarzystwa Jezusowego powróciły ze zdwojoną siłą antyjezuicka propaganda
i antyjezuicka histeria. Między kongresem wiedeńskim (1815) a Wiosną Ludów (1848) za sprawą wolnomularzy
i karbonariuszy (zorganizowane na wzór masonerii tajne stowarzyszenie łączące antykatolicyzm z radykalnym republikanizmem) rozpowszechniano w państwach włoskich publikacje głoszące, że tak naprawdę Kościołem katolickim nie rządzi „biały papież” (znany całemu światu biskup Rzymu), ale „czarny papież”, czyli każdorazowy generał Towarzystwa Jezusowego, którego złowrogie macki sięgają bardzo daleko, również do wpływowych kręgów władzy świeckiej. W tym samym czasie „jezuicki spisek” tropią rozmaici autorzy we Francji. Wśród nich znalazł się jeden z najwybitniejszych historyków francuskich Jules Michelet, który w swojej książce „Jezuici” powtarzał wszystkie, znane od szesnastego wieku chwyty antyjezuickiej propagandy (chciwość, żądza władzy, „machinacje” w konfesjonałach) i dodawał zarzut „korumpowania młodych umysłów” w jezuickich kolegiach.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym