Potęgujące się uzależnienie Rosji od Chin
Środa, 22 marca 2023 (20:56)Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, członkiem Kolegium IPN, wykładowcą na KUL i w AKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Co oznacza zakończona dziś wizyta Xi Jinpinga w Moskwie – słyszymy o zacieśnieniu współpracy Rosji i Chin?
– Rzeczywiście, taki jest wymiar tej wizyty – zacieśnienie współpracy obu państw. Jeśli Międzynarodowy Trybunał Sprawiedliwości w Hadze wydaje nakaz aresztowania Putina za rosyjskie zbrodnie na Ukrainie i w tym momencie przywódca Chin Xi Jinping odwiedza Moskwę, a dodatkowo mówi się i pisze o strategicznym partnerstwie Chin i Rosji, to trudno o bardziej wyraźny symbol poparcia dla Putina. Oczywiście nie mówi się o dostawach broni, ani o militarnym zaangażowaniu Chin, które są ostrożne i nie chcą ryzykować strat związanych z ewentualnymi sankcjami, tym niemniej Rosję traktują jako swojego sojusznika i partnera. Owszem, im większe możliwości w kwestii zbycia surowców miała Moskwa, tym jej pozycja w relacjach z Pekinem była mocniejsza i zależność Rosji wobec Chin nie była tak duża jak dziś. Dzisiaj mówimy o współpracy jednokierunkowej, m.in. o radykalnym wzroście eksportu różnego rodzaju rosyjskich surowców do Chin, oraz nie aż tak dużym transferze technologii do Rosji z Pekinu.
O czym to świadczy?
– Przede wszystkim o potęgującym uzależnieniu się Rosji od Chin. Oczywiście w zamian za to Chiny roztaczają parasol ochronny nad Moskwą i nie pozwolą na totalną klęskę Rosji w trwającej wojnie z Ukrainą, tym niemniej jest to związek mniejszego i większego brata, przy czym to nie Rosja jest starszym bratem – jak to było za Stalina, ale Chiny, które w tym związku absolutnie dominują. To jest nic innego, jak element porządkowania sobie otoczenia w tej wojnie, co czynią przede wszystkim Amerykanie, którzy zgromadzili i zdyscyplinowali rozpadający się, w dużej mierze skonfliktowany i poróżniony dotąd w polityce wschodniej Zachód wokół siebie. Natomiast Chińczycy porządkują sobie drugą część Eurazji, korzystając ze słabości Rosji, wchodzą w obszar państw Azji Środkowej, które bardziej w Chinach szukają parasola bezpieczeństwa niż w Moskwie. W końcu również sama Moskwa nie ma innego wyjścia, jak chronić się pod tym chińskim parasolem, co im dłużej potrwa, tym bardziej uzależni Rosję od Chin w różnorakich relacjach. To wszystko sprawia, że w Eurazji tworzy się dwubiegunowy układ – z jednej strony aż po Ukrainę są Amerykanie, którzy próbują na nowo definiować i konsolidować światowy ład pod względem geopolitycznym, gospodarczym, militarnym, a z drugiej strony są Chiny.
Czym zatem dla Chin jest wojna na Ukrainie?
– Jest tłem do porządkowania sobie czy gromadzenia wokół siebie różnych sił, różnych państw i przygotowywania się do ostatecznej konfrontacji ze Stanami Zjednoczonymi. Swoją drogą dokładnie to samo robią Amerykanie, tylko że z drugiej strony. Proszę zwrócić uwagę, jak równolegle z wizytą Xi Jinpinga w Moskwie, w Kijowie pojawił się premier Japonii Fumio Kishida. Co ciekawe, jadąc przez Polskę i spotykając się w Warszawie z premierem Morawieckim, co pokazuje, że nasze znaczenie jest coraz większe. Natomiast jeśli mówimy o geopolitycznym układzie sił, to Amerykanie mają swoje przyczółki na Dalekim Wschodzie, to jest m.in. Tajwan, Korea Południowa czy Australia, i działają tak, aby zaznaczyć obecność w tych miejscach, które z punktu widzenia Stanów Zjednoczonych są ich przestrzenią wpływów.
Xi Jinping mówi, że Chiny omawiają z Rosją pokojowy plan dla Ukrainy i są gotowe wraz z Moskwą bronić ładu światowego opartego na prawie międzynarodowym. Czy to nie brzmi jak kpina?
– Oczywiście, tak to wygląda z perspektywy Zachodu. Natomiast liczy się to, kto ostatecznie znajdzie się przy stole negocjacyjnym. I Chiny wychodzą już z pewnymi ofertami pokojowymi w znaczeniu ramowym, ogólnym, ale nie wszystkie te ramowe propozycje, które padały wcześniej i pojawiają się teraz, są korzystne dla Rosji. Oczywiście Chiny nie ukrywają, że stają po stronie Rosji, bo to jest sojusznik Pekinu. Przy czym mówiąc o kwestiach ramowych, np. że w czasie wojny nie wolno używać broni jądrowej, to szkodzi to nie Ukrainie, ale Rosji. Zatem Rosjanom nie wolno się posługiwać nuklearnym straszakiem, bo to jest niebezpieczne także dla Chin. Jeśli zaś Pekin mówi o poszanowaniu integralności terytorialnej państw, co w jakimś sensie jest cynizmem, bo równie dobrze można by powiedzieć, że Krym i Donbas są rosyjskie, tym niemniej jeśli Rosja chciała denazyfikacji Ukrainy, czyli w istocie zmiany władzy i przejęcia Kijowa przez Kreml, to postulat Pekinu nie jest w stu procentach idący po myśli Rosji. Zresztą proszę zwrócić uwagę, jak reaguje Kijów, który mówi: rozmawiajmy, bo w tym chińskim planie rozwiązania konfliktu są też ciekawe propozycje. W tym względzie niekoniecznie w kategoriach moralnych należy oceniać ten pokojowy chiński plan, ale brać pod uwagę, że wysuwa je państwo azjatyckie. Chińczycy mówią: owszem, wspieramy Rosję, ale jaki ostatecznie będzie pokój, to zważając, że będą przy stole, to zapewne będą narzucać pewien rytm. Z tym że nie z Rosji wychodzi ten plan, ale Rosja ma się do tego dostosować. Faktem natomiast jest to, że Chiny – większy brat, i Rosja – mniejszy brat powoli przystępują do negocjacji, oferując brzegowe warunki rozmów. I tak to będzie wyglądać. Zatem za Ukrainą – w tych negocjacjach, jeśli do nich dojdzie – staną Amerykanie z koalicją państw Zachodu, a za Rosją staną Chiny. To będzie oznaczało podział świata na strefy wpływów, gdzie w tle są także interesy ukraińskie, interesy polskie. Oczywiste jest, że Chińczycy nie staną po stronie Zachodu, bo Zachód to Ameryka.
Na razie ta wojna nie toczy się chyba całkowicie po myśli Pekinu?
– To prawda. Natomiast po myśli Pekinu jest to, że Rosja osłabła, że musi się przyklejać do Chin i uzgadniać swoją grę z grą, jaką proponuje Pekin. Natomiast w sferze tego, jak się zintegrował Zachód wokół Stanów Zjednoczonych, jak Amerykanie potrafili wymusić pewne rzeczy i skonsolidować swoich sojuszników, także Japonię i Koreę Południową, to z pewnością są to kwestie niekorzystne dla Pekinu. Chińczycy chcieliby raczej kończyć tę wojnę, bo wojna handlowa czy jakakolwiek inna z Zachodem nie jest w ich interesie, ale w interesie Chin jest na pewno wyciągnięcie Niemiec i Francji z amerykańskiego układu. Jest zatem szereg niekorzystnych rzeczy dla Chin. Pekin, choć coraz częściej mówi o pokoju, to nie oznacza to, że zostawi Moskwę, która ponosząc klęskę, niewiarygodnie wzmocniłaby Stany Zjednoczone, co absolutnie nie jest w interesie Chin.
A może wzorem prezydenta Trumpa Stany Zjednoczone powinny jeszcze bardziej docisnąć Chiny, aby przyblokować gospodarczą ekspansję Pekinu?
– Stany Zjednoczone cały czas to robią. Spora część firm opuszcza Chiny, korporacje zmieniają swoje lokalizacje – pojawiają się w Wietnamie, w Indiach, ale dotyczy to nie tyle produktów, których wytwórnie można stosunkowo łatwo przenieść gdzie indziej, ale wojna odbywa się na poziomie technologicznym. I tak najwyższe, najbardziej zaawansowane technologie są objęte przestrzenią sankcji amerykańskich wobec Chin, czyli mamy do czynienia z embargiem na poziomie technologii. Natomiast Chiny tak dużo produkują dla świata, że nie ma możliwości totalnej wojny handlowej, bo to oznaczałoby przerwanie łańcuchów dostaw i de facto zapaść wielu gałęzi światowej produkcji.
Podsumowując, czy zakończona dzisiaj wizyta przywódcy Chin Xi Jinpinga nie jest de facto wzmocnieniem dla Rosji i czy tym samym nie przedłuży to wojny z Ukrainą?
– Z całą pewnością jest to wzmocnienie dla Rosji w trwającej wojnie i ten konflikt może trwać jeszcze długo.
Ostatnio także kanclerz Scholz stwierdził, że nie należy się spodziewać szybkiego zakończenia rosyjskiej agresji na Ukrainie…
– Olaf Scholz często dzwoni do Putina, co tylko pokazuje, w jak ciężkim położeniu znajduje się niemiecka dyplomacja. Natomiast konflikt Rosji z Ukrainą i działania na ukraińskim froncie mogą trwać dłużej, bo Chińczycy wspierają Rosję, a Stany Zjednoczone i sojusznicy wspierają Ukrainę i mamy wymianę ciosów. Tym niemniej jeśli mówimy o wsparciu dla Rosji, to nie jest to takie wzmocnienie, które prowadziłoby do szybkiego zwycięstwa, ale jest to wsparcie, które chroni Rosję przed totalną klęską, przed rozpadem państwa, zapaścią finansową, gospodarczą itd. I na tym polu Chińczycy zapewne wspomogą Rosję, aby do tego załamania nie doszło. Natomiast jeśli chodzi o ten konflikt, to trzeba patrzeć szerzej. Mianowicie, przez rok prowadzenia działań wojennych Rosjanie bardzo mocno zużyli, zniszczyli własny militarny potencjał. Co więcej, skompromitowali się na całej linii. Otóż druga armia świata, za którą uchodzili, nie potrafiła pokonać nieporównywalnie słabszej pod względem militarnym Ukrainy. Jesteśmy też świadkami utraty wpływów Rosji na środkowym wschodzie – Kazachstan, Turkmenistan, Azerbejdżan, które coraz bardziej wymykają się Rosji, szukając przyczółka nie na Zachodzie, ale u Chin, bo Rosja nie jest już dla nich żadnym gwarantem politycznym, ekonomicznym czy pod względem bezpieczeństwa. Wreszcie sama Rosja, żeby utrzymać swoją jedność, musi się układać z Chinami i coraz bardziej się uzależniać od Pekinu. I to są dla Moskwy poważne straty, które są konsekwencją agresji na Ukrainę. Co by jednak nie powiedzieć, nie jest tak, żeby Ukraina mogła doprowadzić do rozkładu, podziału czy rewolucji w Rosji – to nie jest ten moment, ten stan, zwłaszcza że Chińczycy nie chcą do tego doprowadzić, bo to za bardzo wzmocniłoby Stany Zjednoczone. Tym niemniej Rosja szuka ratunku, tlenu, żeby przeżyć, bo jest w naprawdę trudnej sytuacji.
Czy Rosję stać, żeby tę wojnę dalej ciągnąć?
– Można tę wojnę prowadzić, przeciągać, bo Chińczycy wspomogą Moskwę, która będzie się cały czas ścierać na Ukrainie, będzie też coraz więcej tracić, osłabiać się, będzie też miała coraz mniejsze możliwości polityczne, a Putin izolowany, bo ścigany listem gończym będzie coraz słabszy. Ukraińcy – nawet wspierani przez Zachód – też nie są w stanie dotrzeć do bram Kremla. Zatem obie strony będą się eksploatować. I w pewnym momencie Chińczycy mogą powiedzieć – dość tej wojny, kończmy to, a coraz bardziej uzależnieni od Pekinu Rosjanie nie będą w stanie się sprzeciwić. Zresztą Chińczycy, przerywając dostawy, będą mogli sami zakończyć ten konflikt i wymusić pokój na słabej Moskwie. Jak widać, do gry zaczynają wchodzić wielcy gracze – tak jak to zwykle bywa, że wojna toczy się niby lokalnie, ale za lokalnymi siłami stają potęgi, które pośrednio – bez wysyłania wojsk, ale udzielając wsparcia, de facto walczą ze sobą. Amerykanie wprost dostarczają broń Ukrainie, bo ta wojna jest niesprawiedliwa, a Chińczycy nie wysyłają Rosji bezpośrednio wsparcia militarnego, ale wspierają Moskwę zakulisowo. W końcu jeśli dojdzie do pokoju, to jego gwarantami będą Chiny i Stany Zjednoczone. I dla Ukraińców fakt, że wspierają ich Amerykanie, to jest zysk, bo mogą się wyrwać ze strefy wpływów rosyjskich, natomiast dla Rosji bycie strefą wpływów chińskich, to jest niewątpliwie strata.