• Poniedziałek, 13 kwietnia 2026

    imieniny: Marcina, Przemysława

Środek ciężkości przesuwa się nad Wisłę

Piątek, 3 marca 2023 (20:57)

Z dr. hab. nauk wojskowych Romualdem Szeremietiewem, profesorem Społecznej Akademii Nauk, byłym wiceministrem i p.o. ministrem obrony narodowej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Czy zważając na okoliczności, NATO w końcu przekaże myśliwce Ukrainie?

– Wygląda na to, że tak się stanie. Zwłaszcza że prezydent Wołodymyr Zełenski już od dłuższego czasu apeluje
do świata Zachodu o przekazanie Ukrainie samolotów bojowych. To tylko kwestia czasu, kiedy zachodnie samoloty znajdą się na wyposażeniu ukraińskiej armii. Oczywiście pozostają jeszcze kwestie logistyczne dotyczące chociażby wyszkolenia pilotów w zakresie obsługi sprzętu itd., ale sądzę, że i ten problem zostanie rozwiązany.

Zdaniem wiceministra obrony narodowej Marcina Ociepy Polska naciska w sprawie przekazania Kijowowi myśliwców…

– I słusznie, bo gdyby Polska nie naciskała,
nie mobilizowałaby państw zachodnich – od początku konfliktu – do wsparcia Ukrainy w wielu aspektach,
to niewiele z tej pomocy, a przynajmniej w dużo wolniejszym tempie docierałoby do walczących Ukraińców. Morale Ukraińców jest bardzo wysokie, chcą walczyć
i wyprzeć agresora ze swojej ojczyzny. Jeśli Ukraina będzie otrzymywała wsparcie militarne i humanitarne, to jest nadzieja, że pokonanie Rosji i przywrócenie pokoju stanie się faktem.

Dlaczego to wsparcie, jeśli chodzi o dostawy uzbrojenia, idzie tak opornie?   

– Z prostego powodu, mianowicie zwłaszcza w Europie Zachodniej jest wiele państw, którym trudno się rozstać
z wizją współpracy m.in. energetycznej z Rosją – cytując klasyka – „taką, jaką ona jest”. Stąd Niemcy przez długi czas pełniły rolę hamulcowego, podobnie jak Francja
– licząc, że uda się szybko zakończyć ten konflikt
i powrócić do interesów z Moskwą.  

Jednak prędzej czy później rozsądek nakazuje także Berlinowi i Paryżowi,
żeby dostarczyć sprzęt wojskowy walczącym Ukraińcom?

– To, że tak nakazuje rozsądek, wcale nie oznacza,
że ludzie się temu, co racjonalne poddają i postępują zgodnie z nakazem rozumu. Jak dobrze wiemy, zachowanie zgodne z rozsądkiem wcale nie jest tak powszechne również, a może zwłaszcza w świecie polityki. Człowiek został obdarowany przez Pana Boga wolną wolą, z tym
że nie zawsze potrafi z tego daru właściwie i mądrze korzystać.

O patriotach, wyrzutniach HIMARS
czy o czołgach też mówiono, że nie ma możliwości, żeby przekazać je Ukrainie,
a dzisiaj ukraińscy żołnierzy z powodzeniem się nimi posługują na froncie…

– Europa Zachodnia ma wyobrażenie, które – rzec można
– nie pozwala jej żyć bez Rosji. I wszystko, co stoi na przeszkodzie w rozwoju tych relacji z Moskwą, jest z ich punktu widzenia czymś szkodliwym. I stąd ten cały opór. To podejście jest znane od dawna i mimo iż raz za razem państwa Europy Zachodniej przekonują się, że ta polityka do niczego dobrego nie prowadzi, a wprost przeciwnie,
że – historycznie rzecz ujmując – Rosja nie jest wiarygodnym partnerem, to i tak wciąż powracają 
do relacji z Rosją.

Kanclerz Olaf Scholz udał się do Waszyngtonu na spotkanie z prezydentem Joe Bidenem. Rozmowy mają dotyczyć
m.in. „koordynacji polityki wobec Ukrainy”, gdzie Niemcy mają sporo za uszami.

– Myślę, że kanclerz Olaf Scholz został wezwany na dywanik do Białego Domu – tak można to ująć. Wydaje się, że administracja amerykańska będzie próbowała zdyscyplinować kanclerza Scholza i przypomnieć mu,
że pozycja i siła, jaką obecnie dysponują Niemcy,
w zasadzie powstała dzięki temu, że na pewnym etapie Stany Zjednoczone wzięły ich pod swoją kuratelę
i sprawiły, że Berlin znów stanął na nogi.

Niemcom chyba niespecjalnie przeszkadza to, że są pomijane przez Waszyngton,
że prezydent Biden na przestrzeni roku
dwa razy odwiedził Polskę, a Niemcom
i Francuzom tylko pomachał z Air Force One.

– Amerykański prezydent i jego otoczenie – wyciągając wnioski z tego, co się dzieje – doszli do wniosku,
że jeżdżąc do Berlina czy Paryża, niewiele się załatwi albo nic. Natomiast odwiedzając flankę wschodnią, a zwłaszcza Polskę, załatwia się bardzo ważne sprawy z punktu widzenia Stanów Zjednoczonych. Widać, że Polska stała się ważnym sojusznikiem Ameryki.

Zdaniem prezesa Jarosława Kaczyńskiego prezydent Biden podczas wizyty
w Warszawie przedstawił ciekawe koncepcje związane z nową architekturą bezpieczeństwa i rolą, jaką ma w tym projekcie odgrywać Polska.

– Byłem przekonany, że prezydent Stanów Zjednoczonych, przybywając do Polski w pierwszą rocznicę napaści rosyjskiej na Ukrainę, przywiezie coś więcej niż tylko piękne, podniosłe, pełne pochwał, chwytające za serce słowa, jakie wypowiedział w Arkadach Kubickiego
u podnóża Zamku Królewskiego w Warszawie. Musimy też pamiętać, że wszystkie decyzje w sprawach strategicznych zapadają w cieniu gabinetów, nie są ogłaszane publicznie, ale podczas rozmów z przedstawicielami władz danego państwa. Natomiast widać, że supermocarstwo, jakim są Stany Zjednoczone, próbuje budować – jeśli idzie o flankę wschodnią – nową architekturę bezpieczeństwa, w której Polska będzie odgrywała ważną rolę. To oznacza, że nasza rola wzrasta i widać, że środek ciężkości polityki amerykańskiej przesuwa się z zachodu Europy nad Wisłę.

Jesteśmy wiarygodnym partnerem…

– Wiarygodnym i sprawdzonym, zwłaszcza w tak trudnym momencie, jak wojna na Ukrainie. Nasi partnerzy widzą,
że jesteśmy wiarygodni, że można na nas liczyć
– w przeciwieństwie do Niemiec. Nic więc dziwnego,
że stawiają nie na Niemcy czy Francję, ale na Polskę, która zawsze się sprawdzała jako sojusznik, a od momentu napaści rosyjskiej na Ukrainę jesteśmy krajem kluczowym, bez którego na Ukrainę nie mogłyby docierać ani wsparcie militarne, ani pomoc humanitarna.   

Tymczasem w Chinach gościł Alaksandr Łukaszenka i są też informacje, że Chiny poprzez Białoruś mogą dostarczać broń
dla Rosji.

– Łukaszenka na wszelkie sposoby próbuje ratować własną skórę i ustawiać się w roli niezastąpionego, liczącego się przywódcy, i stara się kłaniać tym, od których zależy jego los. Tego typu wizyty, jak ta w Pekinie, mają mu w tym pomóc. Gdyby Chiny, mając na względzie to, co Władimir Putin robi na Ukrainie, zdecydowały się wesprzeć militarnie Moskwę, to popełniłyby wielki błąd, ponieważ dostarczanie uzbrojenia agresorowi jest sprzeczne z prawem międzynarodowym. Tym bardziej że Chiny są stałym członkiem Rady Bezpieczeństwa ONZ, mają więc obowiązek dbać o pokój.

Amerykański sekretarz stanu Antony Blinken przestrzegał Pekin przed próbami dozbrajania Rosji, ale czy Pekin sobie
coś z tego robi?

– Istotne jest to, do jakiego momentu Chiny będą chciały ryzykować poważniejszy konflikt o wymiarze światowym, wspierając militarnie Rosję – obojętnie, czy w tym będzie uczestniczył Łukaszenka jako forpoczta Putina, czy też nie. Tym bardziej że Rosja jest nieobliczalna. Pekin musi się liczyć z tym, że wspieranie rosyjskiego agresora będzie się wiązało z realnymi sankcjami, co dla państwa, które chce utrzymać pozycję globalnego gracza gospodarczego, może być bardzo odczuwalne.

Co może oznaczać decyzja Rosji
o zawieszeniu udziału w układzie Nowy START o redukcji zbrojeń strategicznych?

– To kolejna próba wywarcia presji na Zachód w oparciu
o to, co rzeczywiście stanowi element realnej siły Rosji
– mianowicie o broń nuklearną.

Mamy więc powrót do zimnej wojny?

– Trudno powiedzieć, zwłaszcza że po militarnych działaniach Rosji na Ukrainie widać, że ta wojna wcale
nie jest aż tak zimna.

Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki