• Poniedziałek, 13 kwietnia 2026

    imieniny: Marcina, Przemysława

Strategia na korzyść Berlina

Środa, 1 marca 2023 (21:05)

Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, członkiem Kolegium IPN, wykładowcą z KUL i AKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Decyzją Sądu Rejonowego Katowice-Wschód do aresztu tymczasowego trafił były minister skarbu w rządzie PO– PSL,
a obecnie sekretarz m.st. Warszawy Włodzimierz Karpiński. Już kilkanaście
osób jest podejrzanych w związku z aferą śmieciową, w tym były wiceminister skarbu Rafał Baniak.

– To fakt, że mamy do czynienia z zarzutami czy aresztowaniami różnych osób powiązanych z Platformą, gdzie w tle jest korupcja, a więc sprawy poważne. Trudno odnosić się konkretnych zarzutów, ponieważ nie mam wiedzy i kompetencji w tym zakresie, ale politycznie rzecz ujmując, jest to kolejna kompromitacja tego obozu. Oczywiście jeśli chodzi o elektorat Platformy, zwłaszcza
ten sztywny anty-PiS-owski, to jest on dość hermetyczny
i odporny na takie rzeczy. Jeśli już robi to na nim jakieś wrażenie czy wywołuje oburzenie, to w niewielkim stopniu. Ten elektorat jest przekonany, że jest to prowokacja
PiS-owska – w mniejszej czy większej skali, dlatego takie zarzuty nie robią na nich wrażenia. Trudno liczyć na to,
że ci ludzie zmienią swoje preferencje i orientację na
pro-PiS-owską. Natomiast zatrzymanie Karpińskiego ma znaczenie w kontekście wewnętrznej rywalizacji w obozie Platformy, co więcej, w kontekście rywalizacji, jaką Platforma toczy w obozie totalnej opozycji. I zatrzymanie Karpińskiego, sekretarza m.st. Warszawy, osłabia Rafała Trzaskowskiego. Wprawdzie sprawa dotyczy polityków rządu Donalda Tuska, więc pośrednio także jego samego oraz Platformy, ale osłabiając wizerunek tej formacji, wprost uderza w Trzaskowskiego, który w rozmaitych sondażach sytuuje się wyżej niż Tusk. Ponadto Trzaskowski był lansowany przez środowisko jako następca Tuska
na fotelu szefa Platformy. Dlatego zatrzymanie
i tymczasowy areszt dla Karpińskiego są poważnym problemem dla obecnego prezydenta Warszawy, co będzie bardzo mocno wpływać na wewnętrzną walkę o władzę
w Platformie.  

Gdyby prokuratura i CBA – jak opozycja mówi PiS-owskie – nie zajmowały się sprawą polityków Platformy, to można by powiedzieć, że to sam Tusk nasłał organy ścigania na Karpińskiego – człowieka Trzaskowskiego, chcąc go osłabić?       

– Problem jest taki, że na obecnym etapie działają
już nie tylko CBA i prokuratura, ale że Karpiński został aresztowany na podstawie decyzji sądu. W związku z tym trudno będzie im twierdzić, że to tylko i wyłącznie
PiS-owska prowokacja. Ta sprawa nie służy Platformie, natomiast w wewnętrznej rozgrywce o władzę, która też się intensyfikuje, jest to na pewno kwestia osłabiająca Trzaskowskiego. I Tusk może tryumfować.  

Nie przesądzając o winie Karpińskiego czy Baniaka, jaki był poziom moralny ekipy Tuska czy Trzaskowskiego, skoro tak wielu ludzi z ich otoczenia ma kłopoty z prawem,
a w tle są zawsze duże pieniądze?   

– Mam wrażenie, że w tym środowisku pojawiło się coś takiego jak poczucie bezkarności. Wielu się śmieje
z doktryny Neumanna, są nawet tacy, którzy twierdzą,
że słowa byłego wiceministra zdrowia w rządzie PO – PSL nie mają większego znaczenia, że PiS, akcentując tę doktrynę, prowadzi swoją grę. Jednak wydaje się,
że coś jest na rzeczy, że ta doktryna Neumanna, czyli przekonanie o bezkarności, co przekłada się na zbytnią pewność siebie i brak ostrożności, funkcjonuje w praktyce. Wielu wydaje się, że jeśli są pod protektoratem Trzaskowskiego, to nic im nie grozi. Tymczasem okazuje się, że do końca tak nie jest – i to dla obozu politycznego Platformy musi być bolesne.    

Czy sprawa Karpińskiego jeśli podejrzenia się potwierdzą, może być przyczynkiem
do rozpadu, a przynajmniej głębszej zapaści Platformy?

– Nie sądzę, natomiast będzie to przyczynek
do wewnętrznych rozliczeń, do ewentualnych przetasowań
i wprowadzenia do gry argumentów, które mają jednego osłabić, a drugiego wzmocnić. Platforma, działając w ten sposób, słabnie na zewnątrz. Przypomnę, że toczy się rozgrywka – mocno forsowana przez Tuska – żeby wyeliminować wszelkie inne byty po stronie opozycji. Dlatego pod jego rządami Platforma się ideologicznie radykalizuje, idzie bardzo socjalnym frontem, a sam lider mówi nawet o „programie” mieszkaniowym. I pomijając merytorykę oraz przygotowanie takiego „programu”,
to wszystko bardzo niepokoi Lewicę, Polskę 2050, ponieważ dotyka ich elektoratu. Kiedy Platforma ma wizerunkowe problemy, a ma ich całe mnóstwo,
mogą zaistnieć przesunięcia elektoratu w obszarze totalnej opozycji. To jest zasadniczy problem dla Platformy, natomiast nie sądzę, żeby się dzieliła jako formacja,
bo w obliczu wyborów bardzo ważne będą finanse, subwencje z budżetu państwa na działalność partii politycznych, więc nikt sobie nie pozwoli na radykalne ruchy czy podziały, które mogłyby skutkować pozbawieniem finansów na kampanię. Jeśli chodzi o walkę wewnętrzną, to z całą pewnością nie będzie to bez znaczenia.

Ta wojenka w Platformie trwa w najlepsze
i choć wiele na zewnątrz nie wychodzi,
to rywalizację widać choćby o zdjęcia
na „ściance” z Bidenem, kto miał, a kto nie, kto się nimi chwalił, a kto musiał mocno zabiegać, żeby przesłano mu je
z Waszyngtonu. Czy nie jest to przedsmak tego, co może czekać Tuska po przegranych wyborach, i że najwyraźniej idą zmiany
w Platformie?  

– Dzisiaj realną zmianę w Platformie może zaproponować tylko Trzaskowski. Borys Budka jest słaby, Grzegorz Schetyna jako polityk też jest zgrany i nie widać tam lidera. Natomiast Trzaskowski jest popularny i kreuje się
na lidera. Dlatego Tusk, uprzedzając fakty, chciałby – jak się wydaje – tę wewnętrzną walkę o przywództwo
w Platformie rozstrzygnąć jeszcze przed wyborami parlamentarnymi, żeby później nie było jakiejś siły, która pozbawiłaby go wpływu na partię. On jednak chce cały czas mieć wpływ na Platformę, nawet jeśli nie byłby jej liderem. Marzą mu się nominacje takich słabych osób, jak Małgorzata Kidawa-Błońska czy Ewa Kopacz, a więc kogoś, kto byłby mu bezwzględnie posłuszny. I w tym względzie przeszkodą dla Tuska jest Trzaskowski. Dlatego jeśli ta batalia nie rozstrzygnie się jeszcze przed wyborami, to po wyborach będzie bardzo trudno zmienić konfigurację.

Dlaczego Tusk tak uparcie, z taką furią dąży do przejęcia władzy, czy to tylko jego ambicje, czy może próba realizacji planów zewnętrznych?

– Oczywiście, że jest to realizacja planów zewnętrznych. Tusk zdaje sobie sprawę, że chcąc myśleć o karierze międzynarodowej na forum unijnym – o czym zapewne myśli – musi się czymś wykazać. Stąd też jego walka wewnętrzna jest zarazem walką o własną karierę. Jeśli zdobędzie władzę, to osiągnie też stanowiska. W tym sensie umocni się w całym obozie, nie tylko Platformy,
ale też szerzej na opozycji. Jeśli chodzi o strategię,
jaką przyjął i realizuje, to jest ona na korzyść Berlina.       

Jak długo może trwać tumanienie wyborców i czy w ogóle ma to rację bytu? Mam na myśli wspomnianą przez Pana Profesora propozycję Tuska kredytu mieszkaniowego dla ludzi młodych na 0 procent czy inne niepoliczone pomysły, jeśli chodzi
o koszty…

– Jedynym elementem spajającym ludzi tego pokroju nie jest program pozytywny, tylko program negatywny, czyli anty-PiS. Zatem Platforma bazuje na niechęci, wrogości,
a nawet na nienawiści do PiS-u. Im bardziej są radykalni
w swoich poglądach, tym bardziej są cenieni przez środowiska medialne sprzyjające Platformie. Natomiast jeśli chodzi o program, jeśli w ogóle można użyć takiego określenia, to jest on niewiarygodny. Co więcej, sama Platforma jako formacja jest niewiarygodna, występując
z takimi propozycjami. Otóż jak można z partii liberalnej
w sensie gospodarczym przejść tak radykalną ewolucję,
z partii, która oznajmia, że „piniendzy nie ma i nie będzie”, do formacji, która mówi, że będzie – jak to określa młodzież – rozdawać na maksa. Przecież to się nie trzyma kupy. Są zbyt duże przeskoki, żeby dawały efekt w skali wiarygodności i zwiększenia poparcia. Chodzi tu raczej
o skalę mikro.

Co konkretnie ma Pan na myśli?

– To, że propagowanie takich tez może być pewnym utrudnieniem dla Lewicy, która głosi dwie rzeczy.
Po pierwsze, wszelkiego typu genderyzm, aborcję, antyklerykalizm i w tym obszarze Tusk wchodzi im
w szkodę, bo sam w tych kwestiach zrobił się radykalny.
Po drugie, dla Lewicy bardzo charakterystyczne są programy socjalne i tutaj Tusk też chce się wykreować jako zwolennik takiej polityki. Chodzi tu o przesunięcia wewnątrz elektoratu totalnej opozycji. Tusk tymi „programami” socjalnymi nie tyle walczy z PiS-em,
bo w elektoracie nazwijmy to ogólnym jest to mało wiarygodne, bo kto racjonalnie myślący uwierzy Tuskowi. W tej dyscyplinie mistrzem jest PiS, który wprowadził
i z powodzeniem realizuje programy społeczne, jak „500 plus”, „13.” i „14.” dla emerytów i rencistów itd. Jeśli PiS
te programy kontynuuje, to jest wiarygodny, bo to,
co obiecał, wprowadził w życie. Natomiast Donald Tusk
na tym polu jest absolutnie niewiarygodny, bo każdy pamięta, że podwyższył wiek emerytalny kobiet
i mężczyzn, czy jak marna była waloryzacja rent
i emerytur dla Polaków za rządów koalicji PO – PSL.
Tusk jest słabym, niewiarygodnym politykiem. Nic dziwnego, że będzie zbierał kolejne ciosy od PiS-u. Podejmowane przez niego działania wewnątrz elektoratu opozycji są już łatwiejsze, bo tam liczy się przede wszystkim anty-PiS, a różnice są bardziej subtelne: jedni są bardziej socjalni, drudzy bardziej liberalni w ekonomii, ale spoiwem jest niechęć czy wrogość wobec PiS-u.
I to jest niebezpieczne dla Lewicy.

Działania Tuska nie idą w kierunku poszerzenia elektoratu, ale bardziej przypominają mieszanie w tym samym politycznym kotle?            

– Dokładnie to jest cały czas walka o jeden i ten sam elektorat. Tusk nie wychodzi poza tę perspektywę. Dlatego to, co robi, to w ogóle nie jest etap zmagań z PiS-em, jeśli chodzi o obietnice socjalne, ponieważ Platforma – moim zdaniem – nie ma szans wygrać z obozem Zjednoczonej Prawicy. Nie ma takiej opcji. Co najwyżej mogą występować przesunięcia wewnątrz obozu totalnej opozycji. Jeśli wystąpiłyby takie przesunięcia sondażowe,
a Lewica z poparciem społecznym byłaby na granicy progu wyborczego, to wówczas moglibyśmy być świadkami zmuszenia formacji Czarzastego, Biedronia i innych
do koalicji z Platformą. I to też jest jakaś – wprawdzie pozbawiona subtelności, ale jednak – strategia Platformy. Czemu się dziwić, skoro taką, a nie inną, mamy dzisiaj opozycję w Polsce, która niewiele ma do zaproponowania. Natomiast żeby walczyć ze Zjednoczoną Prawicą, trzeba wszystko przedstawić kompleksowo inaczej, alternatywnie, nie odcinając się od swego bazowego elektoratu – także od drobnych przedsiębiorców, a nie ścigać się na ścieżce socjalnej, gdzie z PiS-em nie mają szans.

           Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki