• Poniedziałek, 13 kwietnia 2026

    imieniny: Marcina, Przemysława

Dziś w „Naszym Dzienniku”

Nie prosił o łaskę

Piątek, 24 lutego 2023 (11:23)

Nikt z odpowiedzialnych za zbrodnię sądową na generale nie poniósł kary.

W drugiej połowie 1943 r. August Emil Fieldorf otrzymał zadanie przygotowania konspiracji w konspiracji, czyli zbudowania obok struktur akowskich tajnej organizacji o charakterze ideowo-społeczno-wojskowym na wypadek nowej okupacji sowieckiej. Organizacja ta otrzymała nazwę „Niepodległość”, ale do historii przeszła pod kryptonimem NIE – wraz ze swoim twórcą i komendantem – legendarnym generałem „Nilem”.

W ostatnich dniach lipca 1944 r. komendant główny Armii Krajowej gen. Tadeusz „Bór” Komorowski mianował gen. Leopolda Okulickiego swoim następcą, a płk./gen. Fieldorfa – jego szefem sztabu (awans generalski otrzymał 28 września 1944 r.). Obaj zostali wyłączeni z walk powstańczych; „Nil” zresztą od czasu powierzenia mu organizacji „NIE” był „skazany” na wymuszoną bierność.

Pan Walenty

7 marca 1945 r. w Milanówku, gdzie Okulicki i Fieldorf mieli się spotkać, „Nil” jako Walenty Gdanicki został aresztowany przez NKWD pod zarzutem spekulacji. Generała początkowo osadzono w warszawskiej siedzibie NKWD we Włochach, skąd następnie przewieziony został do obozu przejściowego w Rembertowie.

Podziemie przygotowywało akcję jego odbicia. Porucznik Henryk Kozłowski „Kmita” otrzymał rozkaz przeprowadzenia akcji. Zamierzano ściągnąć oddziały z Lubelszczyzny, ale do tego już nie doszło. Wcześniej bowiem dotarła wiadomość, iż przywódcę „NIE” 26 marca 1945 r. wywieziono do ZSRS.

W międzyczasie NKWD bezskutecznie poszukiwał „Nila”, gdyż jego rola w tworzeniu i kierowaniu organizacją „NIE” była znana Sowietom, choćby za sprawą agenta płk. Lubosława Krzeszowskiego. Tymczasem „kolejarz Gdanicki” znosił udręki fizyczne i psychiczne w obozach sowieckich na Uralu. Trafił do tzw. Sangorodoku, czyli obozu szpitalnego, co i tak jest określeniem na wyrost. Lekarzami byli tam Niemcy, którzy nie bardzo odczuwali wspólnotę z więźniami innych nacji, a zwłaszcza już Polaków traktowali podle.

Z czasem przygotowano transporty do kraju. W październiku 1947 r. wyczytano także nazwisko „Gdanickiego”. 26 października 1947 r. dojechał do Białej Podlaskiej. Wygłodzony, mógł wreszcie najeść się do syta. W punkcie repatriacyjnym założono mu kartotekę, wydano zaświadczenia i pozwolono iść… Zamknął się za „Walentym Gdanickim” rozdział życia urzędowo określony jako „internowanie”, w istocie będący zsyłką „szlakiem przodków”.

Generał Fieldorf w punkcie repatriacyjnym nie podał prawdziwego nazwiska w obawie, by nie zostać odesłanym do ZSRS. Dodatkowo nabawił się – już podczas transportu – zapalenia płuc. Z tego powodu w Białej Podlaskiej przeleżał dwa dni, by nie czekając na polepszenie, wyjechać do Warszawy.

Schorowany, krążył wśród ruin miasta, szukając kontaktu ze znajomymi i przyjaciółmi. Gnębiła go też troska o dawnych podkomendnych z konspiracji. Szczęśliwie spotkał jednego z nich – Stanisława Jasińskiego, który z trudem rozpoznał w wymizerowanym mężczyźnie „Nila” i zabrał go do swego domu, gdzie otoczono go staranną opieką. Po czterotygodniowej kuracji generał mógł już wyjechać do rodzinnego Krakowa, gdzie mieszkał jego brat z rodziną i staruszek ojciec. Kilka tygodni spędził w rodzinnej atmosferze i dowiedział się o losie żony Janiny i córek – Krystyny i Marii, które mieszkały w Łodzi. W grudniu 1947 r. Emil dotarł do Łodzi.

 

Podstęp bezpieki

W kraju tymczasem trwało polowanie na akowców. Przyjaciele zdawali sobie sprawę, że generał jest jednym z najbardziej zagrożonych osób i namawiali go, by opuścił kraj. „Nil” miał przed sobą trzy drogi: ujawnić się, konspirować lub uciekać na Zachód. Nawet żona nalegała, by wyjechał. Jednakże on sam uważał, iż jego miejsce jest w kraju, bo „tutaj są moi harcerze, moi ludzie, nikt nie powie, że uciekałem przed niebezpieczeństwem”.

Z troski o rodzinę do czasu formalnej legalizacji „Gdanicki” nie przebywał z rodziną; żona z córkami mieszkała w Łodzi przy ul. Próchnika 39/15. Fieldorf zameldowany był zaś przy ul. Jakuba 8 m. 4a. W lutym 1948 r. w łódzkiej Rejonowej Komendzie Uzupełnień generał ujawnił prawdziwe personalia i stopień wojskowy oraz skierował do MON wniosek o uregulowanie stosunku do służby wojskowej. Wciąż miał kłopoty zdrowotne i nie mógł pracować,

Wokół jego osoby w kraju tymczasem zaległo milczenie; nie było odpowiedzi z MON, pozornie nikt się nim nie interesował. Tymczasem Ministerstwo Bezpieczeństwa Publicznego i Informacja Wojskowa podjęły działania operacyjne, przynajmniej od stycznia 1948 r. był inwigilowany, a jego kontakty rozpracowywane. Przez pół roku łódzkie mieszkanie Fieldorfów było obserwowane przez bezpiekę. 7 lutego 1948 r. Informacja Wojskowa wydała list gończy za „Nilem” jako „przestępcą politycznym”.

Po prawie dwuletnim zwlekaniu MON przysłało pismo z wezwaniem przedłożenia szeregu dokumentów.

Aresztowanie gen. Fieldorfa zostało wyreżyserowane przez bezpiekę; stało się to 9 listopada 1950 r., gdy wychodził z RKU. Nim został wepchnięty do samochodu, stawiał opór, krzyczał, kim jest, i prosił, by ktoś ze świadków zawiadomił rodzinę. Wyrzucił okupacyjnym zwyczajem przygotowaną kartkę z adresem żony, licząc, że znalazca poinformuje wskazaną osobę. Na próżno. Sami funkcjonariusze UB powiadomili najbliższych generała o jego aresztowaniu we właściwy sobie sposób; zjawili się w nocy, dokonali rewizji i zorganizowali przez tydzień „kocioł”. Podobnie było u rodziny i znajomych. Były to tropy wcześniejszego rozpoznania operacyjnego.

„Nil” został przewieziony z Łodzi do Warszawy do aresztu śledczego MBP przy ul. Koszykowej, gdzie trwały „wstępne przesłuchania”. Chciano go złamać wiadomością o aresztowaniu bliskich. Osobiście „badał grunt” dyrektor Departamentu Śledczego MBP, płk Józef Różański, zwany „krwawym Jackiem”. Później w śledztwie „pracowali” nad „Nilem” kpt. MBP Lutosław Stypczyński, por. MBP Zygmunt Krasiński, ppor. MBP Kazimierz Górski. Nakaz o aresztowaniu podpisała prokurator Naczelnej Prokuratury Wojskowej ppłk Helena Wolińska, nazywana w „ubeckim” półświatku „warszawską Dolores”. Ona sformułowała zarzut, który stał się wyrokiem śmierci generała: usiłowanie zmiany przemocą ustroju państwa.

Operacja „Cezary”

Aresztanta osadzono w więzieniu przy ul. Rakowieckiej. Przebywał w celi nr 11, wyjątkowo małej, bez okna, stołu i stołka. Był głodzony i dręczony przesłuchaniami. W śledztwie starano się wmówić generałowi, iż jako szef Kedywu Komendy Głównej AK wydawał rozkazy nakazujące likwidowanie aktywistów lewicowych i partyzantów sowieckich, i otrzymywał w tej sprawie raporty o wykonaniu zadań. „Nil” konsekwentnie zaprzeczał zarzutom stawianym mu w śledztwie. Nie mając materialnych dowodów, funkcjonariusze MBP wypróbowanymi metodami postarali się je uzyskać. Zdobyli je na dwóch oficerach AK: Tadeuszu Grzmielewskim „Igorze” i Władysławie Liniarskim „Mścisławie”, którzy po ciężkich torturach potwierdzili ubeckie zarzuty wobec „Nila”.

Bezpieka rozgrywała w tym czasie prowokacyjną operację „Cezary”. Po zlikwidowaniu IV Zarządu WiN z ppłk. Łukaszem Cieplińskim MBP przygotowywało się do rozbicia podziemia niepodległościowego dzięki wyrafinowanej prowokacji przez kontrolowaną V Komendę WiN. W grze ubecy zamierzali wykorzystać „Nila”, ale trzeba było go złamać. Nie dał się. Operację „Cezary” bezpieka zakończyła z końcem 1952 r. – 28 grudnia „ujawniła się” agenturalna Komenda WiN, 24 lutego 1953 r. stracono gen. Fieldorfa…

W którymś momencie zaproponowano „Nilowi” podpisanie apelu do akowców o ujawnianie się i zaufanie „władzy ludowej”, ale spotkano się ze zdecydowaną odmową z jego strony. Ubecy to skwitowali: „Nie skorzystaliście z niesamowitej okazji. Za prawie że nic mogliście uratować życie. Teraz już nam nie jesteście potrzebni. Pożałujecie. Będziecie wisieć”.

Skoro wiedział zbyt wiele, nie miał prawa żyć. „Pozostało tylko uzgodnić, w jaki sposób usunąć generała z tego świata. W końcu zdecydowano się na normalne, starannie przygotowane śledztwo i proces” – twierdziła płk Julia Brystygierowa, szef Departamentu V MBP, choć w tych słowach nie ma krzty prawdy, bo śledztwo i proces nie były normalne, staranne… chyba że na modłę ubecką.

Sąd kapturowy

Przygotowany przez ppor. MBP Górskiego akt oskarżenia zarzucał gen. Fieldorfowi, iż w latach 1943-1945 „brał udział w dokonywaniu zabójstw osób spośród ludności cywilnej, osób wojskowych oraz jeńców wojennych”, a także działaczy PPR, GL i AL oraz Żydów. Prokuratura Generalna zdecydowała, że proces będzie mieć przebieg utajniony, czyli rozpatrywać go mieli członkowie sekcji tajnej, zwani sądem tajnym. Sądy te zyskały miano sądów kapturowych.

Obok Marii Gurowskiej, która była przewodniczącą składu, orzekali ławnicy: Michał Szymański i Bolesław Malinowski. Oskarżał wiceprokurator z Prokuratury Generalnej, Beniamin Wajsblech. Generał miał obrońcę z urzędu, mec. Jerzego Meringa, gdyż rodzinie nie pozwolono na własnego adwokata. Mering nie zdobył się nawet na sprzeciw wobec utajnienia rozprawy. O tym, że był to człowiek dyspozycyjny, jeśli nie wręcz wykonujący polecenia MBP, świadczy rozmowa żony Emila z „obrońcą”, który na koniec bezceremonialnie stwierdził: „Pani mąż to człowiek ze stali, nie okazuje ani skruchy, ani żalu. Szkoda, że nie jest po naszej stronie, my potrzebujemy takich ludzi”. Później bronił „Nila” mec. Mieczysław Maślanko, ale i on wzbudził w żonie generała niepokój i zastrzeżenia. Faktycznie nic nie zrobił albo nie mógł nic zrobić.

Na pytanie sądu o przyznanie się oskarżonego do winy gen. „Nil” odpowiedział: „Do winy się nie przyznaję. Przyznaję fakt, że byłem szefem Kedywu Komendy Głównej AK”.

Oskarżyciel publiczny, Wajsblech, zażądał dla oskarżonego kary śmierci. Obrońca wnosił o zmianę kwalifikacji czynu, sam zaś generał w ostatnim słowie prosił o sprawiedliwy wyrok. Wyrok był jednak przesądzony i niesprawiedliwy. Maria Gurowska odczytała sentencję wyroku: „Fieldorfa Augusta-Emila uznać winnym czynów zarzucanych mu aktem oskarżenia”. Rozprawa zaczęta 16 kwietnia 1952 r. o godzinie 12.30, zakończyła się wydaniem wyroku śmierci o godzinie 20.30. Jeden dzień, a ściślej: osiem godzin wystarczyło „ludowej sprawiedliwości”, by dokonać zbrodni sądowej.

W celi ze zbrodniarzami

Po wyroku zwyczajem mokotowskim generał nie wrócił już do dawnej celi, ale został umieszczony w tzw. celi kaesowej nr 24, gdzie przebywali skazani na karę śmierci. Tam „Nil” spędził swoje ostatnie 10 miesięcy. Miał za współtowarzyszy zbrodniarzy niemieckich, m.in. generała SS Jakuba Sporenberga, zastępcę Odilo Globocnika, dowódcy SS i policji w dystrykcie lubelskim; płk. Wenzela oraz oficerów Wojska Polskiego II RP: gen. Franciszka Skibińskiego, płk. Stefana Biernackiego, płk. Stefana Jaworskiego i innych. Rzeczywistość iście orwellowska; bojownicy sprawy narodowej złączeni losem ze zbrodniarzami.

20 października 1952 r. rewizję sprawy „Nila” rozpatrywała sekcja tajna w Sądzie Najwyższym, którą kierował Emil Merz. On też przewodniczył rozprawie wraz z sędziami, Gustawem Auscalerem i Igorem Andrejewem, oraz wiceprokuratorem Prokuratury Generalnej Pauliną Kernową. Zgodzono się tylko na obecność żony generała. „Nila” bronił mec. Mieczysław Maślanko, który wskazywał, iż zarzut, że „Nil” „wydawał rozkazy”, nie znajduje uzasadnienia w materiale dowodowym. Sąd „uchylił zaskarżony wyrok i przypisał oskarżonemu to samo przestępstwo – jak napisał w postanowieniu Prokurator Generalny PRL z 7 marca 1989 r. – zmieniając jedynie jego opis w ten sposób, iż nie wydawał rozkazów likwidowania wspomnianych osób, a jedynie organizował akcje zabójstw, współpracując w układaniu rozkazów oraz instrukcji oraz udzielając wytycznych podległym sobie oddziałom Kedywu”, i skazał go również na karę śmierci.

Dla Polski Bieruta, Radkiewicza, Bermana generał Fieldorf był niebezpieczny. Toteż listy od żony i córek, brata oraz ojca, Andrzeja, z prośbą o ułaskawienie skierowane do „obywatela prezydenta Bolesława Bieruta” nie miały szans na przychylne potraktowanie. Sąd Wojewódzki, który rozpatrywał tę sprawę, stanowiły te same osoby, które wydały wyrok śmierci: Maria Gurowska, Michał Szymański i Bolesław Malinowski. Opiniując wniosek o ułaskawienie, potwierdzili pierwszy wyrok: „Skazany Fieldorf na łaskę nie zasługuje…”. Emil Merz, Igor Andrejew i Gustaw Auscaler, sędziowie Sądu Najwyższego, na posiedzeniu niejawnym 12 grudnia 1952 r. w obecności przedstawicieli Prokuratury Generalnej, Pauliny Kernowej i T. Seidlera, zgodzili się z tą opinią.

Mecenas Mieczysław Maślanko 10 stycznia 1953 r. wystąpił do Rady Państwa w sprawie ułaskawienia. Ta – decyzją z 3 lutego 1953 r. – nie skorzystała z prawa łaski.

Skazany, bo odmówił współpracy

Wszystko wskazuje na to, że prawdziwe powody kary śmierci, a raczej zemsty sądowej, ujawnił „Nil” podczas widzenia z żoną 3 lutego 1953 r. „Czy wiesz, dlaczego mnie skazali? Bo odmówiłem współpracy z nimi”. Na wiadomość, że najbliżsi wnieśli prośbę o ułaskawienie, z oburzeniem zwrócił się do żony: „Pamiętaj, abyś nie prosiła ich o łaskę, zabraniam tego”. Sam nie uległ namowom mec. Maślanki i nie podpisał prośby o ułaskawienie.

18 lutego 1953 r. Alicja Graff, wicedyrektor Departamentu III Prokuratury Generalnej, przekazała naczelnikowi więzienia mokotowskiego w Warszawie, Alojzemu Grabickiemu, pismo następującej treści: „Dnia 24 lutego 1953 r. o godz. 15 na terenie tamt.[ejszego] Więzienia zostanie wykonany wyrok w stosunku do Augusta Emila Fieldorfa”.

W oznaczonym dniu i o oznaczonej godzinie, po doprowadzeniu więźnia na miejsce egzekucji, prokurator Witold Gatner odczytał sentencję wyroku Sądu Najwyższego, wyrok Sądu Wojewódzkiego i odmowną decyzję w sprawie skorzystania z prawa łaski oraz zarządził wykonanie wyroku przez powieszenie. Kiedy lekarz więzienny Maksymilian Kasztelański stwierdził zgon, obecni przy egzekucji podpisali – o godzinie 15.25 – protokół.

Urzędowego powiadomienia o „zamknięciu” sprawy generała Fieldorfa rodzina nie otrzymała. Dopiero po paru latach pismo z Departamentu Nadzoru nad Śledztwem i Dochodzeniem Generalnej Prokuratury pośrednio potwierdziło fakt i datę egzekucji.

Prof. Wiesław Jan Wysocki