Stanowcza postawa USA
Piątek, 17 lutego 2023 (10:28)Z dr. hab. n. wojsk., profesorem Społecznej Akademii Nauk Romualdem Szeremietiewem, byłym wiceministrem i p.o. ministrem obrony narodowej, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Z raportu norweskiego wywiadu, na który powołał się dziennik „Jerusalem Post”, wynika, że Rosyjska Flota Północna stacjonująca głównie na Półwyspie Kolskim po raz pierwszy od zimnej wojny została uzbrojona w taktyczną broń jądrową. Co to może oznaczać?
– Trudno powiedzieć. Na pewno jest to jeden z elementów straszenia, do którego Rosja zdołała już przyzwyczaić Zachód. Przypomnę, że Putin cały czas używa tego rodzaju broni jako straszaka. Dlatego informacja, że znów ta broń się pojawiła na wyposażeniu okrętów nie jest dla mnie większym zaskoczeniem. Putin ma świadomość, że Zachód cały czas obserwuje działania, ruchy oraz przemieszczanie się rosyjskich głowic nuklearnych i natychmiast ten fakt wychwycił. Ale o to właśnie chodzi: żeby cały czas straszyć i grozić, ale biorąc pod uwagę, kto to robi, jest to zrozumiałe. Moim zdaniem nic nadzwyczajnego nie ma w tym wydarzeniu, chyba po za tym, że w różnych miejscach ta broń się pojawia.
Rosja może użyć broni jądrowej?
– Nie ma odpowiedzi na to pytanie, bo Putin jest nieprzewidywalny, co już nieraz udowodnił. Swoją drogą, gdyby miał użyć broni nuklearnej, to pewnie już dawno by to zrobił – zwłaszcza że sytuacja na ukraińskim froncie dla Rosjan nie jest najlepsza. Skoro jednak Putin nie używa tego rodzaju broni, to znaczy, że zdaje sobie sprawę z konsekwencji: mianowicie użycie broni jądrowej w każdej postaci byłoby dla Rosji samobójstwem.
Skoro jednak konwencjonalna siła wojskowa Rosji osłabła z powodu strat poniesionych w czasie wojny na Ukrainie, to Putin może szukać przewagi, kładąc nacisk na broń jądrową?
– To są dywagacje. Natomiast jeśli idzie o bieżące walki na froncie, to Putin jednak nie używa broni jądrowej, a więc na razie fakt, że ją posiada, nie stanowi o żadnej przewadze.
Joe Biden jeszcze w ubiegłym roku oświadczył, że jeśli Rosja zdecyduje się użyć taktycznej broni jądrowej, popełni „niewiarygodnie poważny błąd”, a sekretarz stanu Antony Blinken stwierdził, że Stany Zjednoczone bezpośrednio poinformowały prezydenta Władimira Putina o konsekwencjach użycia przez Rosję broni jądrowej. Czy Putin coś sobie z tego robi?
– Najwyraźniej robi, ma respekt, bo nie używa broni jądrowej, a zatem czuje, czym to mogłoby się skończyć dla Rosji. Swoją drogą gdyby postawa Zachodu była inna, bardziej uległa, to z pewnością mógłby użyć taktycznej broni jądrowej, czyli zafundować Ukraińcom kilka Czarnobyli, ale – jak widać – tego nie robi. To dowodzi, że stanowcza postawa Zachodu, szczególnie Stanów Zjednoczonych, w kwestii użycia broni nuklearnej wydaje się skuteczna.
Samoloty NATO-wskie coraz częściej przechwytują przy granicy z Polską rosyjskie samoloty. Ostatnio dwa holenderskie F-35, stacjonujące w Polsce, przeprowadziły przechwycenie w ramach alertu szybkiego reagowania…
– To kolejny stały fragment gry prowadzonej przez Rosję. Moskwa od dawna stosuje te metody. Chodzi o to, żeby cały czas drażnić przeciwnika, nie doprowadzając do starcia. Wiadomo, że jeśli obcy samolot pojawia się w pobliżu granic NATO, do tego ma wyłączony transponder, to wówczas należy dokonać pewnego przechwycenia. W powietrze wzbijają się jednostki dyżurne samolotów, które mają ustalić, co to za obiekt, i go po prostu przepędzić. Na tym polega całe przechwycenie.
Do incydentu ze skutkami doszło w 2015 roku, kiedy tureckie siły powietrzne dokonały takiego przechwycenia. Piloci tureccy wielokrotnie ostrzegali rosyjski samolot wojskowy Su-24, że naruszył przestrzeń powietrzną Turcji, a kiedy rosyjscy piloci zignorowali ostrzeżenia, ich maszyna została zestrzelona. Widać jednak, że Rosjanie nie wyciągają żadnych wniosków i dalej stosują te same manewry.
W dniach 21-22 lutego w Polsce będzie gościł prezydent Joe Biden. Czy możemy się spodziewać nowych ważnych decyzji?
– Tego typu rzeczy lubią ciszę. Podlegają negocjacjom i są owiane tajemnicą, zanim zostaną ogłoszone. Moim zdaniem amerykański rząd jest rozdarty między uczuciami a interesem. Uczucia pewnie podpowiadają prezydentowi Bidenowi i jego współpracownikom, żeby wesprzeć totalną opozycję w Polsce, która programowo jest bliska politycznemu środowisku Bidena. I to w jakimś zakresie robi ambasador Mark Brzeziński. Natomiast interes mówi prezydentowi Bidenowi, że bez Polski, bez rządu Zjednoczonej Prawicy i bez Polaków nie uda się zatrzymać Putina. Interes nakazuje zatem wspierać działania obecnego rządu w Polsce, co może mieć wpływ na wynik jesiennych wyborów parlamentarnych.
W związku z tym polska opozycja ma problem i próbuje za wszelką cenę pokazać światu i Amerykanom, że to Prawo i Sprawiedliwość jest prorosyjskie – stąd cała kampania, a Grzegorz Schetyna w jednej ze swoich ostatnich wypowiedzi radiowych, próbując umniejszyć role Polski, powiedział nawet, że wcale nie jesteśmy liderem, jeśli chodzi o pomoc Ukrainie, bo liderem są Stany Zjednoczone, co zresztą jest prawdą, ale na drugim miejscu polityk Platformy wymienił Niemcy. W Waszyngtonie, słuchając tych wywodów Schetyny, musieli mieć niezły ubaw. Zatem jeśli jest wybór między uczuciami a interesami, to Stany Zjednoczone wybiorą interes. Tak mówi historia i tak nakazuje rozsądek, którego Amerykanom nie można odmówić.
Czyli nie będzie koła ratunkowego dla Platformy?
– Nie sądzę. Zwłaszcza że byłoby to koło ratunkowe dla kogoś, kto po wciągnięciu na pokład mógłby próbować zaatakować kapitana.
Strach pomyśleć, co działoby się, gdyby w sytuacji kiedy za naszą granicą od roku toczy się wojna, to nie Zjednoczona Prawica, ale Platforma z PSL-em rządziłyby dzisiaj Polską?
– Myślę, że Amerykanie mają tego świadomość. Dlatego po stronie opozycji widać panikę. Przejawem jest chociażby spot, który miał przedstawić premiera Morawieckiego jako wspierającego Rosję, spot perfidnie manipulatorski. To szaleństwo – próbować przedstawić premiera Morawieckiego jako prorosyjskiego w taki sposób, w jaki zrobiła to ekipa Tuska, gdzie w dobie internetu bez większych problemów – nawet nie będąc analitykiem – można oglądnąć całe wystąpienie polskiego premiera i wykazać kłamstwo Platformy. Nie umiem powiedzieć, dlaczego oni takie rzeczy robią, ale oznacza to, że są wielce zdesperowani, i stąd tego typu zachowania.
Czy podczas wizyty prezydenta Bidena możemy się spodziewać ogłoszenia decyzji o stałych bazach wojsk NATO w Polsce?
– Na razie ogłaszanie takich czy innych decyzji z naszej strony byłoby wróżeniem z fusów. We wtorek w ogrodach Zamku Królewskiego – w Arkadach Kubickiego, prezydent Biden wygłosi przemówienie do Polaków i wtedy pewnie usłyszymy też o planach, o czymś, co Amerykanie uznają za ważne i co Polacy powinni usłyszeć. Będzie to orędzie do Narodu polskiego, a więc coś, czego w dotychczasowej historii jeszcze nie było.
Zważając na sytuację na froncie, a także na zaangażowanie Polski w pomoc Ukrainie oraz relacje polsko-amerykańskie, które sam Waszyngton uważa za najlepsze w historii, to chyba trudno o lepszą okazję, żeby taką przełomową decyzję ogłosić?
– To prawda. Nie ma jednak co wyprzedzać prezydenta największego światowego mocarstwa, jakim są Stany Zjednoczone. Pamiętajmy też, że obecnie w Polsce – w ramach rotacyjnej obecności – stacjonuje ok. 12 tys. żołnierzy państw Sojuszu Północnoatlantyckiego, w tym najliczniejszą grupę stanowią żołnierze amerykańscy. Czy będą stałe bazy NATO – zobaczymy. Poczekajmy, co powie prezydent Joe Biden.
Słyszymy też o magazynach uzbrojenia NATO, które miałyby powstać na wschodniej flance. Jakie może to mieć znaczenie dla naszego bezpieczeństwa?
– Bardzo duże. Wszyscy wyciągają wnioski po blisko roku trwania wojny na Ukrainie i mają świadomość, jak ważna jest szybka reakcja na wypadek ewentualnego ataku wroga, gdyby Putin zwariował do reszty. Do tego potrzebna jest odpowiednia baza ludzka i sprzętowa. Prezydent Andrzej Duda, który w środę gościł w Kwaterze Głównej NATO, po spotkaniu z Jensem Stoltenbergiem mówił wyraźnie, że oczekujemy nowych planów bezpieczeństwa dla wschodniej flanki Sojuszu Północnoatlantyckiego, mówił też o magazynach sprzętu i uzbrojenia NATO, co na wypadek agresji umożliwiłoby szybką reakcję.
Słyszymy, że mają też powstać zakłady produkcji zbrojeniowej na terenie Polski. Jak widać, dużo się dzieje. Dlatego nie ma chyba specjalnie potrzeby starania się o to, żeby pojawiły się u nas stałe NATO-wskie bazy, bo NATO – reprezentowane głównie przez Stany Zjednoczone i Wielką Brytanię – i tak jest tutaj obecne, i to bardzo mocno. Widać też, że są pewne uzgodnienia, cały czas działa Grupa Kontaktowa ds. Wsparcia Obronnego Ukrainy (Ukraine Defense Contact Group), pod kierunkiem sekretarza obrony Stanów Zjednoczonych Lloyda Austina, gdzie Polska w tym gronie odgrywa kluczową rolę. Myślę, że wszystko dobrze idzie i nie ma potrzeby, żeby wyprzedzać fakty.