Wywoływanie separatyzmów
Czwartek, 9 lutego 2023 (17:32)Rozmowa z dr. Tomaszem Pawłuszką, politologiem
z Instytutu Sobieskiego, ekspertem w dziedzinie polityki zagranicznej i obronności
Czemu ma służyć narracja czeczeńskiego przywódcy, zbrodniarza wojennego Ramzana Kadyrowa sugerująca rosyjski
atak na Polskę?
– Ramzan Kadyrow jest kaukaskim mitomanem, który nam się wydaje postacią komiczną, ale czasem mówi coś, czego na głos nie powiedzą politycy na Kremlu. Oczywiście słowa Kadyrowa są niczym innym jak poszerzaniem pola konfliktu i mają wywołać dyskusję w mediach oraz obawy wśród ludzi. Jest tu jednak jeszcze coś, co jest związane
– w pejoratywnym znaczeniu – z dziedzictwem sowieckim w regionie Europy Wschodniej. I o ile na zachodzie Europy regionalizmy, wielonarodowość są akceptowane, np. we Włoszech mamy Wenecjan, Rzymian czy Florentczyków,
o tyle we wschodniej Europie podnoszenie takich tematów, nacjonalizmów, co Rosjanie od trzystu lat wykorzystują
do skłócania narodów naszej części Europy, jest pewną grą. I tak spojrzałbym na tę wypowiedź Kadyrowa
– mianowicie, że jest to próba mącenia, tworzenia chaosu, zastraszania. W tym dobrzy byli też komuniści, a wcześniej carat, a więc jest to stara klisza rosyjskiej propagandy.
Jeśli Kadyrow jest głosem Kremla,
to może rzeczywiście odkrywa jakieś plany Władimira Putina?
– Nie wydaje mi się, żeby w obecnej sytuacji Rosja była
w stanie rozpocząć i prowadzić kolejny konflikt – i to jeszcze z państwami członkowskimi NATO. Natomiast rosyjska propaganda idzie w zaparte i tworzy kolejne pola konfliktu, bo to nic nie kosztuje, zwłaszcza w epoce internetu, gdzie dowolne twierdzenie można promować niewielkimi środkami na całym świecie czy w określonym regionie. To, co byłoby odtrutką na tego typu twierdzenia, jakie upublicznia Kadyrow, to promowanie tradycji dawnej Rzeczypospolitej, która była wielonarodowa, otwarta. Podobnie rzecz miała się w przypadku II RP, która była państwem wielonarodowym, państwem odrodzonym, podczas gdy Rosjanie promują dzisiaj agresywny, szowinistyczny nacjonalizm, co – jak widzimy – prowadzi do katastrofy. Podnoszenie tych tematów, zaognianie sytuacji między narodami Europy Wschodniej – jak widać
– przynosi efekty, bo Rosjanie już to zrobili na Ukrainie. Jednak tak naprawdę nie służy to nikomu, także samym Rosjanom.
Polska przez wiele lat przestrzegała
przed uległością wobec Rosji, przed tym, jaką grę prowadzi Putin, ale nikt
nas nie słuchał…
– Tak to, niestety, wygląda. Był taki rosyjski sposób przekonywania elit Zachodu, że Polacy są rusofobami,
źle nastawionymi do Rosji, a powodem miała być nasza przegrana w Europie Wschodniej. W związku z tym pozostało nam jedynie machanie szabelką. Przekaz był taki, że Polska nie chce uznać, iż to Rosja od trzystu lat jest głównym partnerem dla zachodnich mocarstw.
I rzeczywiście elity zachodnie, które nie znały realiów Europy Wschodniej, przyjmowały rosyjską narrację. Wyrazem tego było w XIX wieku podpisane z inicjatywy cara Aleksandra I przez monarchów Austrii, Prus i Rosji porozumienie o równowadze sił – Święte Przymierze
– sojusz mający na celu przywrócenie i utrzymanie
w Europie ładu przedrewolucyjnego oraz wzajemną pomoc w zwalczaniu ruchów reformatorskich. Tak więc wszystkie państwa w Europie Wschodniej były traktowane jako strefa wpływów Rosji. Swoją drogą termin „strefa wpływów” jest bardzo zły, bo pochodzi z traktatów kolonialnych z Afryki, np. porozumienie niemiecko-angielskie z 1885 roku,
gdzie pojawia się właśnie ten termin i dotyczy terytoriów zależnych, biednych, zamieszkanych przez nieznane plemiona. I takie traktowanie Europy Wschodniej jako strefy wpływów Rosji czyni ze wszystkich narodów zamieszkujących ten region coś w rodzaju półkolonii rosyjskich. Proszę zauważyć, jak Rosjanie mówią
o Ukraińcach – mianowicie, że to nie jest naród, że to są tak naprawdę Rosjanie, tylko zindoktrynowani przez Zachód, że trzeba ich z tej matni wyzwolić, uratować,
bo jest to też zagrożenie dla Rosji itd. To pokazuje,
w jakim kierunku to idzie. Tak czy inaczej działania Rosji
i to, o czym mówi Kadyrow, to bardzo grząski temat,
ale Zachód wciąż nie do końca rozumie, co tutaj się dzieje. Mam wrażenie, że po roku wojny to bezprecedensowe wsparcie dla Ukrainy też pokazuje dużą zmianę w myśleniu elit Zachodu. Jeśli nawet Churchill z Rooseveltem uważali, że Europę Wschodnią trzeba oddać Sowietom, bo nic się nie da z tym zrobić, to teraz dawna Ruś Kijowska jest politycznie wspierana przez Amerykanów, przez Polskę
i w ogóle państwa Zachodu – i jest to działanie przeciwko Rosji. Dla Rosjan jest to podwójny szok i stąd jeszcze bardziej agresywna, nacjonalistyczna retoryka,
która jednak traci siłę swego oddziaływania.
We współczesnych relacjach rosyjsko-
-niemieckich w odniesieniu do Europy pojawiało się określenie „strefa wpływów”, gdzie państwa dawnego bloku wschodniego mają być pod kuratelą rosyjską, a pozostała część na zachód od Polski w strefie niemieckiej. Jak widać, w dzisiejszej geopolityce termin ten wciąż występuje.
– W Niemczech może trochę mniej, natomiast jeśli chodzi o Rosję, to ten termin jest ciągle obecny. Rzeczywiście jest to model funkcjonowania z XIX wieku, kiedy na świecie istniało kilka mocarstw – głównie europejskich, które dzieliły między siebie świat, i Rosjanie są przyzwyczajeni
do tego, że rozmawiają tylko z takimi państwami. Natomiast pozostałe państwa czy Unia Europejska,
która skupia także mniejsze kraje, mniej zasobne,
nieposiadające odpowiedniej siły militarnej, nie są traktowani przez Moskwę jako równorzędni partnerzy,
bo według starych kryteriów nie są groźne dla Rosji. Jednak wydaje się, że takie myślenie się kończy, ponieważ z tego napompowanego hipernacjonalistycznego, szowinistycznego balonu, jakim jest Rosja, zaczyna uchodzić powietrze.
Tylko, czy widzą to Rosjanie?
– Do Rosjan jeszcze to nie dociera. Oni tego nie dostrzegają, bo nikt ich nie atakuje, ale to oni atakują swoich sąsiadów. W Rosji – jeśli chodzi o obiekty wojskowe – czasem pojawiają się jakieś wybuchy, ale zwykli Rosjanie nie płacą tej ceny, jaką codziennie, od blisko roku płacą Ukraińcy. Dlatego Ukraińcy są dużo bardziej zdeterminowani od Rosjan. Nic więc dziwnego,
że tożsamość Ukraińców czy innych narodów w naszym regionie będzie zdecydowanie bardziej antyrosyjska,
co jest fatalnym efektem pracy rosyjskiej propagandy. Proszę zwrócić uwagę, że o ile Sowieci mieli jakąś ideologię – komunizm, carat też miał ideologię międzynarodową
– panslawizm itd., o tyle współczesna Rosja niczego takiego nie oferuje, więc ten rosyjski głos, który wybrzmiewa, nie będzie przez nikogo brany pod uwagę. Podsumowując: Rosja traci politycznie, gospodarczo
i energetycznie, ale także symbolicznie, demograficznie
i technologicznie. Jak widać, nie ma właściwie dziedziny,
w której Rosjanie w wyniku toczącej się wojny mieliby jakąś korzyść. I to, co mówi Kadyrow, to znak, że oni cały czas nie rozumieją, co się dzieje, i zdaje się jeszcze sporo czasu upłynie, zanim to zrozumieją.
Trudno jednak przejść obojętnie obok słów Kadyrowa, który mówi, że Rosja mogłaby wesprzeć odłączenie Śląska od Polski?
– Podejrzewam, że ktoś podpowiedział Kadyrowowi poruszenie tego wątku, bo nie sądzę, żeby ten człowiek znał geografię Europy Środkowej. Przypomnę też,
że nacjonalizm w krajach naszego regionu stworzyli komuniści, którzy nie mieli legitymizacji wśród ludności, więc bardzo ostro, przy pomocy telewizji i innych mediów, zaczęli tworzyć współczesne nacjonalizmy zazwyczaj
w odcieniu antyniemieckim, co po II wojnie światowej było poniekąd zrozumiałe. Pamiętajmy też, że jeszcze przedwojenna II Rzeczpospolita, czy wcześniej Rzeczpospolita Obojga Narodów, to były państwa wielonarodowe, gdzie obok Warszawy był jeszcze kupiecki Gdańsk, gdzie byli rzemieślnicy poznańscy, gdzie Dolny Śląsk to były państwa miasta, a Szczecin de facto był osobnym królestwem, były też oczywiście Kraków czy Lwów. I komunistyczna propaganda zaorała te wszystkie lokalne tożsamości, stworzyła jedną tożsamość Polaka
i dzisiaj łatwo w tę tożsamość uderzać, bo nie jest ona zniuansowana żadnymi innymi tożsamościami. W związku
z tym retoryka o odłączaniu Śląska jest postrzegana jako zagrożenie. Dla mnie, mieszkańca Śląska Opolskiego,
takie wypowiedzi, jak ta Kadyrowa, są po prostu śmieszne. Swoją drogą można by go zaprosić, żeby się zapoznał
z historią Śląska, ale wątpię, czy chciałby to uczynić, a tym bardziej przyjechać i zobaczyć, jak to wygląda.
Na jaki grunt padają słowa Kadyrowa,
bo śląskie organizacje społeczne i sami Ślązacy odcinają się od słów Putina?
– Rosja nie była, nie jest i nie będzie żadną kulturową alternatywą dla ziem Europy Środkowo-Wschodniej. Myśmy u siebie mieli okupację komunistyczną, tutaj był carat i ludzie pamiętają, z czym to się wiązało. Dzisiaj
w epoce internetu, w epoce nowoczesnego biznesu itd. przywoływanie demonów przeszłości to sprawka duginowskiej geopolityki, która się odwołuje do starych, zamierzchłych tożsamości – jeszcze z XVIII i XIX wieku, tylko że współczesne społeczeństwa inaczej konstruują swoją tożsamość. I tożsamość regionalna – nawet Śląska czy Poznania, nie jest w opozycji do polskości. Owszem
to prawda, że główny model polskości to też jest konstrukcja zmontowana gdzieś pomiędzy Warszawą, Krakowem, Lwowem i Lublinem, więc te tradycje,
o których wspomniałem, zostały zepchnięte i nie ma ich
w szkołach. Gdańsk się gdzieś tylko pojawia, Poznań prawie wcale, Górny Śląsk w ogóle itd. W tej sytuacji jest do przemyślenia dla nas: czy regionalizmy dodają nam sił, czy damy się sprowokować rosyjskiej propagandzie,
że niby w Polsce gdzieś jest wróg wewnętrzny? Moim zdaniem takiego wroga nie ma.
A jak to wygląda u naszych sąsiadów?
– Większy problem mogliby mieć np. Słowacy, gdyby
im mówić, że są tam Węgrzy, czy w Rumunii, gdzie też
są Węgrzy. Natomiast u nas regionalizmy nie będą silne
– powodujące spory wewnętrzne, bo Polska jest krajem raczej jednonarodowym, ze zdecydowaną dominacją jednego narodu, ale u naszych sąsiadów tego typu język, jakim posługuje się Kadyrow i w ogóle Rosja, może budzić uzasadnione obawy, bo są tam setki tysięcy obcokrajowców z państw ościennych. Co by jednak
nie powiedzieć, to Rosjanie zawsze próbowali grać
na wywoływanie separatyzmów, przez co zdobywali wpływy w państwach o kulturze słowiańskiej. Są to zatem stare XIX-wieczne triki, które w ustach Kadyrowa, który przez wielu Czeczenów jest uznawany za zdrajcę Czeczenii, brzmią komicznie. Wybrał jednak rolę taką, jaką wybrał
– szczekaczki Putina – i tę rolę stara się odgrywać, mając jednak świadomość, że nie ma wpływu, na to, co zrobi Kreml.