• Wtorek, 14 kwietnia 2026

    imieniny: Justyny, Waleriana

Powstrzymanie rosyjskiej agresji musi być priorytetem

Poniedziałek, 23 stycznia 2023 (20:31)

Z dr. hab. nauk wojskowych Romualdem Szeremietiewem, profesorem Społecznej Akademii Nauk, byłym wiceministrem i p.o. ministrem obrony narodowej, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Niemcy znów wyłamują się z solidarności międzynarodowej wobec Ukrainy.
Z czego wynika ta bierność i czy wobec dramatycznego apelu prezydenta Włodymyra Zełenskiego o wsparcie,
taka postawa nie kompromituje Berlina?

– Oczywiście jest to rzecz kompromitująca, ale – widać
– nie dla Niemiec. To pokazuje, że kierownictwo polityczne Niemiec jest wyraźnie nieodpowiednie do sytuacji, w jakiej znalazła się Europa po rosyjskiej agresji na Ukrainę.
Nie mogą albo nie chcą zrozumieć, że polityka – jeśli idzie o relacje Europa – Rosja – którą sobie wytyczyli
i realizowali przez ostatnie dziesięciolecia, była z gruntu
zła i fałszywa. W związku z tym czas dokonać weryfikacji, przyznać się do błędu i zmienić postawę albo milczeć, licząc, że sytuacja się tak rozwinie, że będą mogli wrócić do relacji gospodarczych z Moskwą. Widać, że Niemcy
nie bardzo wiedzą, jak się zachować. Z jednej strony chcieliby odgrywać jakąś rolę, ale nie mogą się zdecydować jaką. Nie bardzo wiedzą, w jakich wymiarach wspomóc Ukrainę, tym samym narażają się na coraz większą kompromitację.

Patrząc na politykę trzech kolejnych kanclerzy Niemiec: Gerharda Schrödera, który współpracował i współpracuje z Rosją, Angeli Merkel, która dzisiaj mówi
o niekaraniu Rosji i stworzeniu warunków, by zachowała twarz, czy Olafa Scholza,
który się miga i jest niejednoznaczny,
to wydaje się, że Niemcy jednak wiedzą, czego chcą?    

– Niemcy chyba zdają sobie sprawę, że ich plany współpracy gospodarczej z Rosją legły w gruzach i wobec sytuacji, jaką mamy, nie powinny już liczyć na realizację wcześniejszych zamiarów. Jednak trudno się im pogodzić
z faktami, stąd to lawirowanie.

Presja na Berlin rośnie, ale spotkanie szefów obrony państw NATO w Ramstein
nie przyniosło rozstrzygnięcia w sprawie przekazania czołgów przez Niemcy?

– Nowy minister obrony Niemiec Boris Pistorius stwierdził, że priorytetem jest w tej chwili dostawa sprzętu do obrony przeciwlotniczej na Ukrainę. Nie zmienia to jednak faktu, że zwlekanie z decyzją o przekazaniu leopardów Ukrainie stawia Berlin w bardzo złym świetle i pokazuje, że Niemcy mają bardzo słabe kierownictwo, które nie umie zachować się w sytuacji, w jakiej znalazła się nie tylko Ukraina,
ale też w ogóle Europa.   

Niemcy stoją po stronie Rosji, patrząc,
jak Ukraina się wykrwawia?

– Niemcy chciałyby stać po stronie Rosji, tylko nie bardzo wiedzą, jak to zrobić. Musieliby bowiem pokazać Amerykanom gest Kozakiewicza i dać im do zrozumienia, żeby się wycofali z Europy. Tymczasem są zbyt słabi, żeby zrobić coś takiego, nie odważą się na taki krok. Dlatego szamocą się i przyznam, że żal patrzeć na to, w jakim stanie jest polityka niemiecka, i na to, co Niemcy robią,
ale jeszcze bardziej żałośnie wypadają ci, którzy liczyli,
że wisząc na pasku Niemiec, coś dla siebie załatwią.

Szefowa niemieckiej dyplomacji stwierdziła, że Niemcy nie będą robić problemu, jeśli Polska przekaże leopardy Ukrainie, ale czy to w dalszym ciągu nie jest mydlenie oczu, ponieważ decyzję i tak będzie musiał podjąć kanclerz Scholz?

– Trwa przeciąganie struny, kanclerz Scholz milczy
na ten temat, nowy minister obrony Boris Pistorius twierdzi, że nie może powiedzieć, kiedy decyzja zapadnie, a szefowa dyplomacji Niemiec Annalena Baerbock idzie dalej i twierdzi, że jej kraj nie będzie się sprzeciwiał przekazaniu przez Polskę czołgów Leopard Ukrainie. Oczywiście umowa dotycząca sprzedaży – zakupu uzbrojenia – przewiduje zastrzeżenia czy zgodę producenta w sytuacji, gdy miałoby ono trafić nie tam, gdzie powinno. Ma to na celu ograniczenie handlu bronią do krajów objętych sankcjami, bo takie przypadki też miały miejsce. Niemcy mają ten instrument i za każdym razem muszą taką zgodę wyrażać, jeśli państwa, które mają w swoim uzbrojeniu broń ich produkcji, chciałyby ją przekazać innemu krajowi. Bodajże Łotwa czy Litwa musiały się starać o taką zgodę, chcąc przekazać Ukraińcom swoje uzbrojenie, ale produkcji niemieckiej. Dotyczy to także leopardów. Sprawa się jednak przeciąga, stanowisko Niemiec nie jest jednoznaczne, a czas ucieka. Nic więc dziwnego, że Polska oświadczyła, że tak czy inaczej przekaże część swoich leopardów Ukrainie. W tej sytuacji Niemcy, nie chcąc wyjść na hamulcowego, co i tak ma miejsce, nie mają innego wyjścia, jak ugiąć się pod presją Warszawy, i się zgodzić. Natomiast jeśli chodzi o uzbrojenie – czołgi będące w posiadaniu Niemiec, to w tym zakresie
jak dotąd nic się nie zmienia i jest, jak było.

Sytuacja na froncie ukraińskim jest coraz poważniejsza. Jak długo siły ukraińskie 
są w stanie wytrwać bez wsparcia,
bez nowych dostaw broni
?

– Trudno powiedzieć, sytuacja jest dynamiczna, a ataki rosyjskie – choć z różnym natężeniem – nie ustają. Najgorsze, co mogłoby spotkać Ukrainę, to wojna na wyniszczenie, przedłużający się konflikt, bo Rosja ma większe zasoby broni niż Ukraina. Skoro straty są po obu stronach, a wojna toczy się na terenie Ukrainy, która masakrowana, coraz bardziej się wykrwawia, to sytuacja Kijowa jest oczywiście gorsza. Strona ukraińska
– prezydent Zełenski i dowódcy – mówi bardzo wyraźnie, jakie są ich oczekiwania, jakiej broni i ile potrzebują, żeby tę wojnę zakończyć i wypchnąć najeźdźcę rosyjskiego ze swojego terytorium. Jak widać, szczególnie Niemcy takiego uzbrojenia Ukrainie przekazać wciąż nie chcą, a co za tym idzie, nie zależy im, żeby Ukraina zakończyła zwycięsko
konflikt z Rosją.

Jakie znaczenie miała wizyta szefa CIA Williama Burnsa w Kijowie? Dziennik „Washington Post” donosi, że Burns miał przekazać prezydentowi Zełenskiemu przewidywania dotyczące nadchodzących planów wojskowych Rosji.

– W moim przekonaniu to była bardzo ważna wizyta. Oczywiście, poza doniesieniami prasowymi, nie znamy szczegółów rozmów prezydenta Zełenskiego z Burnsem, ale pamiętamy, że zanim Rosja zaatakowała Ukrainę, to też była wizyta wysokiego przedstawiciela amerykańskiego wywiadu w Kijowie, który odwiedził również m.in. Warszawę. W następstwie tej wizyty władze Polski podejmowały różnego rodzaju działania mające na celu wsparcie Ukrainy, co poskutkowało tym, że Ukraina nie padła w ciągu kilku godzin czy dni,  jak przewidywano
w Berlinie. Teraz wizyta szefa CIA w Kijowie też może być elementem przygotowania do tego, żeby Ukraina podjęła kontrofensywę. Można zatem założyć, że to uzbrojenie, którego Ukraińcy potrzebują, zostanie im dostarczone. Zresztą, pytany przez dziennikarzy, mówił o tym prezydent Joe Biden.

Czy przejęcie przez republikanów większości w Izbie Reprezentantów może mieć wpływ na dalsze wsparcie finansowe i militarne 
Ukrainy?

– Nie popadałbym tutaj w pesymizm. Moim zdaniem
nie jest wcale tak źle, jak się próbuje wmawiać opinii międzynarodowej. Jeśli chodzi o amerykańskie przywództwo i elity polityczne tego kraju, to istnieje zgodność co do tego, jak należy działać, aby było to zgodne z interesem Stanów Zjednoczonych. A celem USA
– niezależnie czy rządzą demokraci, czy republikanie
– jest niewątpliwie powstrzymanie agresji rosyjskiej
i obrona Ukrainy.

Czy to możliwe, że Rosja – mimo że ma nowoczesną broń – używa amunicji
z lat 60. Czy w dalszej kolejności będzie używać tej z lat 70., 80 itd.

– Nie zgadzam się z tą opinią, wprost przeciwnie – jest to sygnał, że Rosjanom wyraźnie wyczerpują się zasoby broni i amunicji, skoro muszą używać staroci. Przypomnę,
że przez lata byliśmy karmieni propagandą, jaka to wielka, niezwyciężona jest armia rosyjska i jak potężną będzie, gdy zakończy się proces modernizacji, który realizował Władimir Putin. Miała się ona zakończyć w 2020 roku 
i miały być nowoczesność i potęga, że lepszej być nie może, ale okazało się to, co widzimy na ukraińskim froncie.
Jeśli Rosja sięga po starą amunicję i środki bojowe sprzed dziesięcioleci, to dowód na to, że zasoby rosyjskie się wyczerpują.

Czego obawiają się Rosjanie, umieszczając na dachach budynków rządowych Moskwy, m.in. gmachu ministerstwa obrony, przeciwrakietowe zestawy Pancyr S-1?

 – Tak jak wcześniej wspomniałem, wojna toczy się na terytorium Ukrainy, ale Rosjanie obawiają się, że działania militarne mogą się rozszerzyć. Przypomnę tylko, że nie tak dawno, bodajże w latach 2010-2012, w Rosji był realizowany program budowy schronów. Wówczas
w jednym ze swoich opracowań wskazywałem, że Rosja
de facto przygotowuje się do wojny atomowej, bo niby po co są budowane tego typu schrony. Zdaje się jednak,
że nie wzbudziło to zbyt wielkiego zainteresowania,
ale warto mieć świadomość, że kierownictwo Rosji bawi się niebezpiecznie i musi sobie zdawać sprawę, że w którymś momencie może dojść do przekroczenia czerwonej linii
i wybuchu, który niekoniecznie musi być łatwy
do zniesienia. Oby nie, ale cały czas jest przecież niebezpieczeństwo, że wojna nuklearna może wybuchnąć
– i to byłoby najgorsze rozwiązanie.

          Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki