Niemcy nie zdali egzaminu z solidarności i przyzwoitości
Piątek, 20 stycznia 2023 (20:51)Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Amerykanie przekażą Ukrainie kolejny pakiet sprzętu wojskowego o wartości
2,5 mld dol., tymczasem Niemcy wciąż się wahają i kluczą w sprawie czołgów Leopard. Dlaczego apele do Niemiec nie przynoszą rezultatów?
– Stany Zjednoczone od początku wojny przekazują broń
i są na czele państw wspomagających sprzętowo
i humanitarnie Ukrainę. Bez wsparcia Waszyngtonu Ukraina nie mogłaby się bronić tak długo – i to jest pewne. Spotkanie grupy kontaktowej do spraw wsparcia Ukrainy, które odbyło się dzisiaj w amerykańskiej bazie wojskowej w Ramstein – jak widać – nie przekonało Niemiec.
To Polska przekazała do tej pory m.in. 260 czołgów, armatohaubice Krab i cały szereg innego sprzętu,
a Niemcy, które są producentem czołgów, wciąż się wahają. Dzisiaj wicepremier Mariusz Błaszczak zadeklarował, że Polska doposaży Ukrainę w czołgi T-72, bojowe wozy piechoty i wyszkoli do końca marca br. żołnierzy ukraińskich do poziomu brygady. Natomiast ze strony ministra obrony Niemiec wprawdzie usłyszeliśmy deklarację wsparcia Ukrainy m.in. w systemy obrony powietrznej, ale zwłoka w przekazaniu czołgów Leopard, które są potrzebne tu i teraz i mogą w jakimś sensie decydować o przebiegu działań wojennych, jest niezrozumiała.
Polska chce stworzyć koalicję państw, które posiadają leopardy i przekazać je Ukrainie, ale żadne wiążące decyzje na razie nie zapadły. Tymczasem opóźnienia i zwłoka
w dostawach mogą być brzemienne
w skutkach?
– Dobrze byłoby, żeby kwestia inicjatywy Polski dotycząca zbudowania koalicji państw zakończyła się powodzeniem, bo to pociągnęłoby za sobą dostawy sprzętu wojskowego,
w tym czołgi Leopard, będące w posiadaniu poszczególnych państw. To może zagwarantować pozytywny przebieg,
a w rezultacie koniec tej wyniszczającej państwo ukraińskie wojny. Jest to sprawa ważna, bo słyszymy, że szykuje się nowy front walk, do którego Rosja się przygotowuje,
i dodatkowy sprzęt byłby bezcenny. Jednak żadne wiążące decyzje w sprawie niemieckich czołgów nie zapadły,
ale mają się odbyć kolejne spotkania. Natomiast my zadeklarowaliśmy dostawę Ukraińcom kompanii czołgów Leopard (14 sztuk) przy założeniu, że inni też się do tego włączą.
Spotkanie w Ramstein miało być testem solidarności, którego Niemcy nie zdały. Konferencja nowego ministra obrony Niemiec Borisa Pistoriusa jest tego dobrym przykładem?
– To był kolejny test całego Sojuszu Północnoatlantyckiego, a zwłaszcza Niemiec. Mamy deklarację ze strony Polski
i jeszcze kilku innych państw o przekazaniu leopardów Ukrainie, a Holendrzy są nawet gotowi wykupić od Niemców czołgi, aby je przekazać walczącej Ukrainie. Tymczasem Niemcy – jak można wnioskować po słowach ministra Borisa Pistoriusa, który zlecił kontrolę dotyczącą czołgów Leopard – zwyczajnie grają na czas i de facto zawodzą na całej linii. Kolejny raz wbijają szpilę
w solidarność NATO, zachowują się w sposób niewiarygodny i pokazują, że nie można na nich liczyć. Myślę, że Ukraińcy nie mają już dzisiaj żadnych wątpliwości, jak wielki błąd popełniali, przez lata stawiając na Berlin. Również Polska otrzymała potwierdzenie,
że słuszną decyzją było, iż w zakupach zbrojeniowych
nie postawiliśmy na Niemcy, ale na czołgi koreańskie K2
i amerykańskie abramsy. Niemcy nie zdają egzaminu
i w tym momencie chyba nikt w Europie nie ma żadnych wątpliwości, w co gra Berlin.
Z czego wynika ta prorosyjska postawa Niemiec?
– Chyba z tradycji i przywiązania do Rosji, która trwa
od wieków. Okazuje się, że zażyłości, zależności, różne powiązania niemiecko-rosyjskie są tak silne, interesy
są tak głęboko zakorzenione, że nawet wojna i rosyjskie zbrodnie na Ukrainie nie są w stanie tego przerwać.
Widać, że sojusznikiem dla Niemiec nie są państwa Europy Środkowo-Wschodniej, ale jest nim Moskwa. Nieprzypadkowo nowym ministrem obrony Niemiec został Boris Pistorius, który jest znany ze swoich sympatii
do Rosji. Wojna na Ukrainie to – jak wspomniałem
– test sojuszniczy dla całej społeczności międzynarodowej, którego Niemcy nie zdali. Swoimi decyzjami, ciągłym przewlekaniem, kluczeniem, kombinowaniem grają
w drużynie Putina. Przed nami rok wyborczy w Polsce
i ciekawa jest sytuacja jednego z ugrupowań, które – jak pamiętamy – bardzo mocno podkręca i lansuje braterstwo z Niemcami, które – jak widzimy na przykładzie Ukrainy
– wygląda fatalnie. Myślę, że Niemcy odczują konsekwencje swoich działań, swojej prorosyjskiej postawy zarówno jeśli chodzi o gospodarkę, ale też jeśli chodzi
o sektor zbrojeniowy, zwłaszcza że są największym producentem broni w Europie. Kto będzie chciał współpracować z kimś, kto zaczyna się zachowywać
jak szantażysta Putin? Jaki ktoś będzie miał interes zamawiać i kupować broń od kogoś, kto w wojnie Rosji przeciwko Ukrainie staje po stronie zbrodniarzy.
Czy to może oznaczać izolację Niemiec
na arenie międzynarodowej?
– Berlin sam się stawia poza nawias. Na pewno to początek nowego rozdania w kwestiach obronności na gruncie europejskim. Jak wiemy, Niemcy wymyślili własny projekt budowy europejskiej tarczy antyrakietowej, który nie cieszy się poparciem ani Paryża, ani Warszawy.
Na szczęście Polska w to nie weszła, bo my budujemy system z Brytyjczykami i Amerykanami, a Szwedzi mają bardzo dobry system. Zatem Polska swoją bardzo konsekwentną polityką i odważną postawą na arenie międzynarodowej pokazuje, że Niemcy idą złą drogą, pokazujemy, że król jest nagi. Przypomnijmy, że według Berlina wojna miała się zakończyć w ciągu tygodnia, góra dwóch zwycięstwem Rosji. Tymczasem niedługo minie rok, jak Ukraina się broni. Niestety, Niemcy nie są z tego zadowoleni. Berlin – jak się okazuje – ma inne priorytety. Jestem ciekaw, jak to będzie dalej wyglądało, zwłaszcza
że premier Mateusz Morawiecki zapowiedział niekonwencjonalne, ewentualne rozwiązania i teraz jest pytanie: ile państw dołączy do Polski? To będzie kolejny egzamin wewnątrz Sojuszu Północnoatlantyckiego, jak poszczególne kraje zachowają się w stosunku do Niemiec, które obawiają się amerykańskiej hegemonii w Europie.
Z kolei Polska obok Wielkiej Brytanii jest traktowana przez Berlin jako sojusznik Waszyngtonu w Europie. To nasze zaangażowanie nie po stronie Berlina, ale Waszyngtonu znajduje też przełożenie w postawie Berlina i Brukseli wobec pieniędzy w ramach „Krajowego planu odbudowy” dla Polski czy w dyskusji o tzw. praworządności. Takie są konsekwencje nieulegania dyktatowi i wpływom Berlina. Jeśli do tego dodamy zakupy uzbrojenia nie w Niemczech, a w Stanach Zjednoczonych czy Korei Południowej,
to widać wyraźnie, o co w tym chodzi. Mianowicie nie dajemy zarobić Niemcom i nie pomagamy im umacniać ich pozycję hegemona, którą Berlin zaczyna tracić. Polska armia wkrótce stanie się jedną z największych i najlepiej wyposażonych w Europie. W tym momencie Niemcy ze swoją wątpliwą lojalnością, brakiem wiarygodności sami się degradują.
Czy Niemcy nie popełniają błędu, próbując wypchnąć Stany Zjednoczone z Europy?
– Oczywiście, że to błąd, ale widać Berlin jest przekonany, że tylko jego hegemonia w Europie jest możliwa, stąd m.in. koncepcja i próba zbudowania europejskiej armii. Tym samym Niemcy, będąc członkiem Sojuszu Północnoatlantyckiego, chcą stworzyć pod szyldem europejskim alternatywę dla NATO. To absolutnie zły pomysł, bo NATO jest dzisiaj jedyną strukturą, jedynym paktem obronnym zdolnym się przeciwstawić wielkomocarstwowym zapędom Rosji. Natomiast projekt niemiecki byłby niczym innym jak armią niemiecką
w formule rozszerzonej o inne państwa. Całe szczęście,
że ta kombinacja zaczyna się Berlinowi rozjeżdżać.
Podobnie jak polityka gazowa…
– No nie, bo polityka gazowa Berlina i Moskwy już runęła, polityki gazowej, która miała być motorem napędowym
dla gospodarki niemieckiej, już nie ma.
Tego też nie wiadomo, bo nie jest tajemnicą, że Niemcy chciałyby po zakończonej wojnie wrócić do relacji gospodarczych z Rosją,
co więcej, słychać głosy, że jedną z nitek Nord Streamu można by reanimować?
– Rozumiem, że można być naiwnym, ale granica między naiwnością a głupotą jest bardzo płynna. Jeżeli ktoś
– Niemcy – ma ciągle nadzieję i chce traktować zbrodniarza Putina jako normalnego, wiarygodnego polityka, partnera, z którym da się robić interesy,
to znaczy że zatracił poczucie rzeczywistości i może powinien się jasno zdefiniować, do kogo mu bliżej
– czy do Zachodu, czy do Rosji. Wiemy przecież,
jak to miało wyglądać, jak miała wyglądać strefa wpływów niemieckich i rosyjskich w Europie. Taki był plan, ale się rozleciał, i mam nadzieję, że nigdy nie będzie reanimowany. Dlatego bardzo liczę na sojusz ponadnarodowy państw, które dołączą do Polski,
że się przełamią i uda się w pierwszej kolejności wysłać
na Ukrainę czołgi Leopard, które pomogą Ukraińcom walczącym z rosyjskim najeźdźcą. Oczywiście trudno będzie zrealizować ambitny plan dostarczenia 200 czy 300 czołgów Leopard, co byłoby realną siłą, ale jakaś znacząca ilość tego sprzętu trafi do rąk Ukraińców, zanim będzie
za późno.
Widać, że Niemcy sprytnie odbijają
piłeczkę, bo słyszeliśmy pytanie, dlaczego Amerykanie, dopingując Berlin w kwestii dostawy czołgów Leopard, sami
nie przekażą swoich abramsów...
– Tu chodzi o czas, bo za naszą wschodnią granicą toczy się regularna wojna i ukraińscy żołnierze potrzebują sprzętu rakiet, czołgów nie za miesiąc dwa, ale teraz. Tymczasem dostawa amerykańskich abramsów musiałaby potrwać, podczas gdy państwa, takie jak Polska, posiadają czołgi i jeśli byłaby zgoda Berlina – jako producenta leopardów – to mogłyby je przekazać niemal natychmiast. Ponadto pomoc Stanów Zjednoczonych, jeśli chodzi
o wsparcie militarne i humanitarne Ukrainy, to są ogromne miliardy dolarów i przy tej skali pomocy wsparcie ze strony Niemiec wygląda bardzo mizernie. Niemcy się po prostu nie spisali, nie stanęli na wysokości zadania. Tak czy inaczej stawia to w złym świetle Niemców, którzy nie zdali egzaminu z solidarności, przyzwoitości. I jeśli ktoś ma jeszcze co do tego jakieś wątpliwości, w co gra Berlin,
to powinien się jak najszybciej ich wyzbyć.