Kompromitacja niemieckiej polityki
Czwartek, 19 stycznia 2023 (20:56)Z dr. hab. nauk wojskowych Romualdem Szeremietiewem, profesorem Społecznej Akademii Nauk, byłym wiceministrem i p.o. ministrem obrony narodowej, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Cały świat liczy i oczekuje na zmianę podejścia Niemiec w sprawie dozbrojenia Ukrainy. Tymczasem Berlin wyraźnie sobie pogrywa, a kanclerz Olaf Scholz podczas swojego wystąpienia na Światowym Forum Ekonomicznym w Davos nawet nie zająknął się na temat przekazania Ukrainie czołgów Leopard 2…
– Gotowość, deklaracja Polski, a także kilku innych państw co do gotowości przekazania Ukrainie czołgów Leopard – w ramach szerszej koalicji – jest oczywista, zważając na sytuację. Natomiast postawa Niemiec dotycząca z jednej strony udzielenia przez rząd w Berlinie zgody na dostawy na Ukrainę czołgów niemieckiej produkcji przez państwa, które te czołgi posiadają, a z drugiej strony przekazania walczącym Ukraińcom czołgów z zasobów Bundeswehry jest zdumiewająca i niezrozumiała. Jednak jeśli się bliżej przyjrzeć – taka postawa Niemiec nie jest niczym nowym. Dlatego nie ma co czekać na zmianę podejścia Berlina i robić to, co można, nie oglądając się na Niemcy. Świat zatem musi działać bez Niemiec i poza Niemcami, tylko nie wiem, czy Zachód, a zwłaszcza Stany Zjednoczone, są na to gotowe i zdolne, żeby dostarczyć tyle broni, żeby Ukraina mogła nie tylko się obronić przed rosyjskim najeźdźcą, ale i tę wojnę zakończyć, wypychając Rosjan ze swojego terytorium.
Jak poważne jest zagrożenie, że zanim trwająca w Niemczech dyskusja, co do wsparcia Ukrainy zaowocuje jakąś decyzją, to Rosja może przeprowadzić ofensywę, do której podobno się przygotowuje, i zamknąć temat?
– Przyznam, że biorąc pod uwagę dotychczasowy przebieg tej wojennej kampanii, to nie za bardzo wierzę w opowieści o nowej rosyjskiej ofensywie. Nie wydaje mi się, żeby Rosjanie byli w stanie zgromadzić jakieś znaczące siły i starą, znaną od wieków metodą, czyli „czapkami ich nakryjemy”, próbowali przeprowadzić efektywnie jakieś działania na ukraińskim froncie. Problem jednak leży gdzie indziej – mianowicie, że wobec braku znaczących postępów ta wojna może trwać w nieskończoność, a Ukraina dręczona, nękana, atakowana rakietami, bombardowana będzie niszczona coraz bardziej, będzie się coraz bardziej wykrwawiać, i to jest najgorsze.
Ten proceder, to masowe, zaplanowane niszczenie państwa ukraińskiego nie może przecież trwać w nieskończoność. Widać jednak, że niektórych – stojących z boku państw – wcale to nie przeraża. Niemcy widać mają swoją koncepcję relacji ze Wschodem – z Rosją, nie podzielają naszego punktu widzenia, że Ukrainę trzeba wspierać, żeby się obroniła i odparła najazd wroga.
Lloyd Austin – sekretarz obrony Stanów Zjednoczonych, goszczący dzisiaj w Niemczech, przekonuje, żeby Berlin wysłał leopardy na Ukrainę. Tymczasem Niemcy podobno twierdzą, że przekażą swoje czołgi, jeśli Amerykanie przekażą Ukrainie czołgi Abrams…
– To przejaw pokrętnej logiki, polityki Berlina. Wcześniej czy później Niemcy będą musiały się ugiąć pod naciskiem wolnego świata, pod naciskiem opinii międzynarodowej, która coraz częściej krytykuje zachowawczą postawę władz w Berlinie. Co by nie powiedzieć Niemcy, które werbalnie wspierają Ukrainę, tak naprawdę kombinują na wszelkie możliwe sposoby, kluczą, żeby tej obroni – tych czołgów Leopard Ukrainie nie dostarczyć, a czas ucieka. I w tym tkwi cała tajemnica, cały problem.
Niewątpliwie jest to kompromitacja polityki niemieckiej i Niemiec jako państwa, które chce uchodzić za wzór, które chciało być liderem Europy Zachodniej i wieść prym w całej Unii Europejskiej. Tymczasem okazuje się, że król jest nagi, że Niemcy nie są w stanie podjąć jedynej słusznej – w tej sytuacji – decyzji, kiedy u bram NATO toczy się regularna wojna, kiedy Rosja bezpardonowo zaatakowała wolny kraj – Ukrainę i dokonuje niszczenia tego państwa na wielką skalę.
Czy jakąś rolę może odegrać zmiana na stanowisku ministra obrony Niemiec? Boris Pistorius zastąpił mocno skompromitowaną Christinę Lambrecht.
– Z tego, co słyszymy, Boris Pistorius, polityk SPD, minister spraw wewnętrznych Dolnej Saksonii, a więc działający na poziomie landów, to polityk dalszego szeregu, który – jak pamiętamy – wprawdzie skrytykował agresję rosyjską na Ukrainę, ale na początkowym etapie wojny krytykował sankcje przeciw Rosji, które w jego ocenie nie służyły ani Niemcom, ani Unii Europejskiej. Jednak pomijając ten fakt – w związku ze zmianą na stanowisku szefa niemieckiego resortu obrony – nie spodziewam się żadnej refleksji, bo zamiana osób nie gwarantuje zmiany polityki Niemiec w tym obszarze. Przecież o wszystkim i tak będzie decydował kanclerz Olaf Scholz, a nie minister obrony.
Podnosimy temat wojny, mówimy o zbrodniczych działaniach Rosji i potrzebie wsparcia Ukrainy, ale tak naprawdę to chyba Niemcy są głównym hamulcowym i to w polityce niemieckiej tkwi główna przyczyna, że tak ciężko pokonać rosyjskiego agresora?
– Niemcy prowadzą swoją grę, która ma uczynić je mocarstwem, które ma decydować o tym, jak Europa będzie zorganizowana i jakie będzie miejsce Berlina w świecie. Są to oczywiście działania i zamierzenia w kontrze do Stanów Zjednoczonych. W budowie tej swojej pozycji Niemcy chcą wykorzystać właśnie współpracę z Rosją – nawet godząc się, żeby Rosja podporządkowała sobie z góry upatrzone terytoria. Takim terytorium jest m.in. Ukraina.
Stąd te wszystkie przedsięwzięcia gospodarcze, energetyczne, Nord Stream 1, Nord Stream 2, gdzie to Niemcy miały kupować tanio rosyjski gaz, być jednocześnie dystrybutorem tego paliwa do innych krajów, dyktować ceny, warunki i budować swoją pozycję gospodarczą. Zapędy wielkomocarstwowe Putina trochę im pomieszały szyki, ale zdaje się Niemcy chętnie przyjęłyby wieść o zakończeniu tej wojny, aby móc powrócić do dawnych relacji gospodarczych z Moskwą.
Ale to Polskę, a nie Niemcy określa się na arenie europejskiej jako tych, którzy podobno rozbijamy jedność, solidarność europejską, nie przestrzegamy tzw. praworządności?
– To prawda, zawsze musi się znaleźć chłopiec do bicia. Toczy się zatem obok regularnej wojny na Ukrainie druga wojna – wojna propagandowa i Polska ze swoją postawą, ze zrozumieniem tego, czym jest Rosja i czym może zakończyć się uleganie narracji rosyjskiej, jest atakowana, bo przeszkadza w osiągnięciu celów przez Berlin i Moskwę. Dlatego to nie przeciwko Rosji, ale przeciwko Polsce skierowany jest atak propagandowy Kremla, ale nie tylko, bo Berlina i Brukseli także.
Może po aferze korupcyjnej w Parlamencie Europejskiej co niektórzy pójdą po rozum do głowy i zaczną myśleć…?
– Przecenia ich pan. Nie sądzę, żeby to środowisko, mocno zideologizowane i podporządkowane polityce Berlina, było stać na jakąkolwiek refleksję.
W tych dniach trwa seria spotkań dowódców wojskowych i ministrów obrony państw NATO, a jutro, w piątek, w bazie lotniczej Ramstein w Niemczech odbędzie się spotkanie tzw. Ukraińskiej Grupy Kontaktowej NATO. Jakie są Pana oczekiwania?
– Trudno powiedzieć. Tematem ma być wypracowanie wspólnego stanowiska wobec dalszego wsparcia Ukrainy. Sojusz Północnoatlantycki jest strukturą, która podejmuje decyzje na podstawie konsensusu i jednomyślności. Żeby takie porozumienie, takie wspólne stanowisko wypracować i ogłosić decyzję, to najpierw prowadzone są negocjacje, rozmowy, ustalenia na poziomie państw członkowskich.
Z jednej strony – wśród wszystkich państw NATO jest zgoda, że Ukrainę trzeba wesprzeć, a Rosja powinna zostać spacyfikowana, a z drugiej strony nie wszystkie państwa członkowskie Sojuszu, w tym Niemcy, są zgodne co do tego, jakimi środkami i w jakim tempie należy to czynić. Mam nadzieję, że w toku obrad wspólne stanowisko w tej sprawie zostanie ustalone właśnie podczas spotkania w Brukseli.
W szwajcarskim Davos prezydent Andrzej Duda przekonuje przywódców poszczególnych państw, że należy pilnie i w sposób wymierny wspierać Ukrainę, bo Rosja, jeśli zwycięży, to się nie zatrzyma na Ukrainie. Jak wzmocnić ten na polski punkt widzenia?
– Trudno powiedzieć. Stojąc z boku, będąc jedynie obserwatorem tych wydarzeń za pośrednictwem mediów, trudno powiedzieć, jak wyglądają te rozmowy polskiego prezydenta z głowami innych państw zachodnich i jaki jest odzew. Możemy się jedynie domyślać i wyciągać wnioski na podstawie relacji medialnych oraz słów przekazywanych przez prezydenta Andrzeja Dudę. Z całą pewnością tym, co powinno przekonać Zachód, aby efektywnie i bez zwłoki wspierać Ukrainę, jest fakt, że Rosja na Ukrainie się nie zatrzyma, że jej plany sięgają znacznie dalej. Polska mówiła o tym od dawna i świat – patrząc na działania reżimu rosyjskiego i planów imperialnych rysowanych przez samego Putina – powinien mieć tego świadomość.
Henry Kissinger zmienił zdanie i teraz mówi, że Ukraina nie może być państwem neutralnym, że należy ją przyjąć do NATO, a Stany Zjednoczone powinny wspierać militarnie Ukrainę. Skąd ta nagła zmiana podejścia…
– Z uznaniem należy przyjąć zmianę zdania przez sekretarza stanu w administracji prezydenta Nixona, ale to jest jeden z niewielu przypadków, że ktoś na starość mądrzeje. Mam nadzieję, że jest to trwała zmiana w poglądach tego polityka. Co by jednak nie powiedzieć nie przywiązywałbym większego znaczenia do słów bądź co bądź leciwego człowieka, który jeszcze w grudniu mówił, że Ukraina powinna być gotowa na oddanie części swojego terytorium Rosji i zgodzić się na powrót do granic sprzed wybuchu trwającego konfliktu.