• Wtorek, 14 kwietnia 2026

    imieniny: Justyny, Waleriana

Europarlament na usługach lobbystów

Wtorek, 17 stycznia 2023 (20:26)

Z Bogdanem Rzońcą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Europarlament zagłosował wczoraj za pozbawieniem immunitetu kolejnych posłów zamieszanych w aferę korupcyjną, a dzisiaj odbędzie się debata. Jak określiłby Pan tę aferę i to, co się wydarzyło?

– To, z czym mamy do czynienia, to jest – jak się wydaje – wierzchołek góry lodowej. Teraz wychodzi jak na talerzu to, o czym się zawsze mówiło na korytarzach brukselskich –mianowicie, że pewne decyzje zapadające w Parlamencie Europejskim są wylobbowane, kupowane, sowicie opłacone, a europarlament jest tylko czymś w rodzaju maszynki do głosowania i zatwierdzania takich czy innych uzgodnionych wcześniej decyzji. Na razie wyszło na jaw,
że Katar płacił i żądał ulg dla linii lotniczych, że kupował opinie na temat dobrego traktowania kobiet czy pracowników w krajach arabskich, a tak naprawdę rzeczywistość była zupełnie inna.

Mamy zatem do czynienia zwyczajnie z mega hipokryzją
i dzisiejsza debata, która za chwilę się rozpocznie
w europarlamencie w Strasburgu, może odsłonić czy przyczynić się do odsłonięcia innych, bardzo krytycznych, niedobrych trendów w Parlamencie Europejskim nie tylko niesłużących rozwojowi Unii Europejskiej, ale wręcz przeszkadzających niektórym państwom, takim jak Polska, w prawidłowym rozwoju i doganianiu najbogatszych.

Skoro w Parlamencie Europejskim pewne decyzje można było kupić, to w jakim świetle jawi się instytucja, która rościła sobie prawo do bycia strażnicą praworządności?

– Jawi się tak, jak wszyscy widzimy. Gdyby przetransponować do Parlamentu Europejskiego przepisy polskie, z polskiego Sejmu, gdzie posłowie składają oświadczenia majątkowe, gdzie pracują oraz czy osiągają jeszcze inne dochody i jakie, to połowa Parlamentu Europejskiego musiałaby zrezygnować z pracy w tej instytucji. Chodzi o to, że wymogi polskie są precyzyjne, jasne, transparentne co do majątków parlamentarzystów.

Natomiast w europarlamencie wszystko jest płynne. Uznano, że lobbing jest dopuszczalny, spotkania – tzw. mityngi gospodarcze – są możliwe, można bez problemów dotrzeć, dajmy na to, do ministra czy posła, który później będzie nadawał ton takiemu czy innemu tematowi lub sprawie – oczywiście za odpowiednią opłatą. Tak to wygląda, można więc powiedzieć, że Parlament Europejski jest swojego rodzaju fasadą do przykrywania faktycznych celów Unii Europejskiej, czyli np. tworzenia i budowy superpaństwa europejskiego, czy też pozbawiania bądź ograniczania krajom słabszym głosu.

Czy nie jest naiwnością, że tylko Katar, Maroko czy Mauretania mogły korzystać
z możliwości wpływania na europosłów – może warto spojrzeć na Rosję, która – co nie jest tajemnicą – angażowała największe środki w osiąganie wpływów w Europie?

– Skoro swoimi wpływami Moskwa oplotła całą Europę, to równie dobrze mogła wpływać na europarlament. Jednak uwagę skupiłbym na Niemcach, którzy zawłaszczyli sobie projekt pod nazwą Unia Europejska i to nie kto inny jak Berlin ma największe frukty z tego organizmu. Obok Niemiec należy do tego grona dodać Francję, Holandię
i bogatsze kraje Unii, a nam i innym, tzw. nowym państwom, które dołączyły do Wspólnoty, każą czekać
w poczekalni i pouczają nas, co mamy robić, ograniczają nam prawo głosu, bo rzekomo nie ma u nas praworządności.

Swoją drogą praworządność to jest słowo wytrych, które
w Brukseli funkcjonuje na każdym kroku, w odniesieniu do każdej inicjatywy Polski. Co więcej, należy założyć, że bardzo wiele decyzji w Parlamencie Europejskim zapadało na linii Niemcy – Rosja – Francja, a później było to prezentowane i zatwierdzane jako pomysły samej Unii Europejskiej.  

Jak odniósłby się Pan Poseł do pomysłu szefowej Parlamentu Europejskiego Roberty Metsoli w kwestii gruntownej reformy europarlamentu. Czy rzeczywiście jest wola naprawy zgniłych struktur, czy może to tylko bicie piany, by następnie całą sprawę zamieść pod dywan?            

- Tak naprawdę to można stworzyć na papierze tysiąc rozmaitych przepisów, które nic nie dadzą, jeśli będą tylko pewną fasadą mającą stworzyć pozory i przykryć nieprawidłowości. Stąd uważam, że gruntowne zreformowanie Parlamentu Europejskiego i instytucji europejskich nastąpi dopiero po wyborach, kiedy będziemy mogli zajrzeć do wielu – dziś niejawnych – dokumentów,  archiwów, relacji ze spotkań, gdzie były podejmowane kluczowe decyzje.

Teraz, w pośpiechu nie ma większego sensu ani ograniczanie funkcjonowania europosłów, ani też wprowadzanie nowych fasadowych przepisów. Europosłowie i tak są kontrolowani przez OLAF, czyli Europejski Urząd ds. Zwalczania Nadużyć Finansowych. Szczególnie dotyczy to europosłów z Grupy Europejskich Konserwatystów i Reformatorów, którzy są, powiedziałbym nawet, dokuczliwie sprawdzani, co swoją drogą wychodzi nam na dobre. Natomiast obok OLAF-u w instytucjach unijnych, wśród urzędników Parlamentu Europejskiego toczy się zupełnie inna gra, która jest widoczna, ale nie na tyle, żeby powiedzieć, że jest zakazana. Powiedziałbym,
że jest kilka poziomów w tej grze, kilka poziomów funkcjonowania Parlamentu Europejskiego i jednym z nich – niestety – jest poziom kupowania opinii, wpływania na opinie europosłów, na przygotowanie rezolucji itd. I my, jako polscy posłowie w Parlamencie Europejskim, odczuliśmy ten lobbing w szczególny sposób, niestety, także przy udziale europosłów z opozycji, w szczególności
z Platformy Obywatelskiej i Lewicy.

Może warto podpowiedzieć unijnym decydentom o praktyce z polskiego Parlamentu, o czym Pan już wcześniej wspomniał, chodzi o przepisy czy szkolenia, które mają chronić przed lobbingiem.

– To prawda, w polskim Sejmie jest to dobra praktyka, dobrze opisana, prawidłowo skonstruowana i każdy nowy poseł czy senator wchodzący do Parlamentu RP przechodzi odpowiednie szkolenia, co więcej – jest wyczulony na zjawisko lobbingu. I gdyby to polskie prawo, te nasze praktyki przenieść na grunt Parlamentu Europejskiego,
to gwarantuję, że więcej niż połowa europosłów nie zgodziłaby się na takie rozwiązania i pewnie trzeba byłoby z tego zrezygnować.

W Parlamencie Europejskim funkcjonują kancelarie prawne, które przygotowują opinie dla swoich grup politycznych, ale także dla urzędników europejskich, są też biznesmeni, którzy korzystają z decyzji, np. dotyczących produkcji urządzeń do odnawialnych źródeł energii. To wszystko jest wylobbowane, dobrze opłacone. Dlatego gdyby zaproponować i przyjąć ten polski punkt widzenia, to zapewniam, że byłaby cała masa protestów w tonie, że ogranicza się wolność słowa i funkcjonowania europosłów. A to, że przyjęcie tego typu restrykcji ograniczyłoby korupcję, to tego nie bierze się pod uwagę. Tak to niestety wygląda.        

Tymczasem w aferę są zamieszani politycy
z Grupy Socjalistów i Demokratów, którzy atakowali Polskę w sprawie praworządności, ale patrząc na to, jak rozwija się śledztwo, wydaje się, że na tym może się nie skończyć?

– Sytuacja rzeczywiście jest dynamiczna, śledztwo – jak donoszą media – jest rozwojowe, więc nie można wykluczyć, że do tego grona podejrzanych, o których wiemy, dołączą także inni europosłowie, że będą mieli problemy i będą zmuszeni składać wyjaśnienia. Jednak
o tym wszystkim zadecydują instytucje unijne, śledczy, Prokuratura Europejska czy prokuratury krajowe. Sądzę, że sprawy zaszły za daleko i nie da się tego zamieść pod dywan. Mleko się rozlało w poszczególnych krajach,
a temat ten żyje w całej Europie. Choć z drugiej strony nie wykluczałbym, że w dzisiejszej debacie może być próba przekierowania uwagi tylko na cztery osoby, które są
w kręgu podejrzeń, wobec których są prowadzone działania prokuratorskie. I to może być próba zamknięcia tematu. Tyle że byłaby to katastrofa dla Parlamentu Europejskiego.

Jednak temat ten niekoniecznie żyje we wszystkich krajach – w mediach, bo zdaje się, że w telewizji niemieckiej afera korupcyjna w Parlamencie Europejskim
w ogóle nie istnieje. Jak to rozumieć?

– Można by zapytać, czy wszystkie media w Polsce mówią o tej aferze korupcyjnej w europarlamencie zataczającej coraz szersze kręgi, bo zdaje się, że też nie, albo bardzo niewiele. Jest zatem bardzo prawdopodobne takie właśnie zachowanie liberałów europejskich, gdzie pomijane są tematy trudne, najtrudniejsze czy niewygodne – zwłaszcza gdy dotyczą dużych graczy. Natomiast z łatwością uderza się w słabszych, niewygodnych – tak jak w Polskę – posądzając nas o rzekomy brak praworządności, nie dostrzegając przy tym swoich win. To jest jakaś metoda, żeby wypuścić dym, który ma przykryć własne grzechy
i skoncentrować uwagę na innych. Tym samym chroni się instytucje i polityków europejskich, którzy są korumpowani na co dzień, gdzie kupowane są ich opinie, stanowiska
i decyzje w różnych sprawach, a w grę wchodzą miliony euro. I to jest zatrważające.

                 Dziękuję za rozmowę.   

Mariusz Kamieniecki