Dziś w „Naszym Dzienniku”
20 lat na scenie
Sobota, 31 grudnia 2022 (02:01)Nic nie dało mi tyle, ile dał mi kontakt z widzami.
ROZMOWA / z Łukaszem Lechem, reżyserem, artystą estradowym
Jak zrodziła się Pana miłość do muzyki? Mówi się, że gdy pasja stanie się naszą pracą, to nie będziemy w życiu pracować. Czy w Pana życiu też tak jest?
– Mam to szczęście, że mogę zawodowo zajmować się tym, co kocham. Świat sztuki kształtował mnie od najmłodszych lat, a muzyka grała mi w sercu. Na początku lat 80. krakowska operetka była jedną z najlepszych w Polsce. Sztuki wystawiano niemal przez cały tydzień, stawiając na widowiskowość. Dziecięcymi oczyma oglądałem duże produkcje, wspaniałych wykonawców, tancerzy, słyszałem piękne głosy, muzykę od walców, przez czardasze i najpiękniejsze arie, które miały tyle łagodności, co temperamentu z pazurem. Proszę pamiętać, że świat lat 80. także w oczach dziecka był ponury i szary, a emitowane w telewizji programy mnie nudziły. Dlatego tak chętnie wracałem do wielkich operetkowych widowisk, które zawsze kończyły się happy endem.
Nie każde dziecko chodzi do opery w wieku kilku lat. Kto w Panu zaszczepił miłość do sztuki?
– Duży wpływ na moje wychowanie miał dziadek, śpiewający i grający na pianinie. Mama, z zawodu farmaceutka, kochająca muzykę i operetkę, często prowadziła mnie do Teatru Groteska czy do Operetki Krakowskiej przy ul. Lubicz. Nawet po kilka razy oglądaliśmy te same przedstawienia. To był złoty czas dla operetki, która miała w repertuarze nawet 15 tytułów, dziś są może dwa. Wówczas co roku pojawiało się kilka nowych premier, co sprawiało wiele radości melomanom.
Drogi Czytelniku,
cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.
Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym.