Rosjanie nie spodziewali się takiego oporu
Wtorek, 20 grudnia 2022 (19:57)Z dr. hab. nauk wojskowych Romualdem Szeremietiewem, profesorem Społecznej Akademii Nauk, byłym wiceministrem i p.o. ministrem obrony narodowej, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Jak po 300 dniach od napaści rosyjskiej
na Ukrainę wygląda sytuacja na froncie?
– Sytuacja jest niejasna, to znaczy z jednej strony widzimy pewną stabilizację na froncie, ponieważ Rosjanie próbują atakować, ale ich ataki są skutecznie odpierane przez siły ukraińskie. Z drugiej strony wydaje się, że Ukraińcy,
którzy się bronią, chyba nie mają tyle siły i sprzętu, żeby przeprowadzić skutecznie kontrataki bądź też nie mają sposobności, żeby to zrobić.
Co konkretnie ma Pan Profesor na myśli?
– Chodzi o warunki pogodowe. Nie wiemy, czy ziemia
na Ukrainie zamarzła na tyle, żeby móc wprowadzić do gry ciężki sprzęt, czołgi oraz wozy opancerzone. Służą one
do tego, żeby prowadzić kontratak, jednak ciężko jest sprawnie się nim poruszać po rozmokłym podłożu. I być może z tego powodu Ukraińcy jeszcze nie uderzyli.
W mojej ocenie taka kontrofensywa ze strony ukraińskiej jest przygotowywana i prędzej czy później ona nastąpi, ale wcześniej muszą być spełnione odpowiednie warunki, nie mówiąc już o tym, że potrzebny jest do tego odpowiedni sprzęt militarny. Naczelny dowódca Sił Zbrojnych Ukrainy, gen. Wałerij Załużny, mówił, jakiego uzbrojenia potrzebuje ukraińska armia, aby taką kontrofensywę przeprowadzić: 300 czołgów, 700 bojowych wozów piechoty, 500 haubic.
Ukraińcy muszą mieć te ilości sprzętu dostarczone, żeby mogli dokonać kontrofensywy. W innym wypadku będą mieli kłopot z wyparciem rosyjskiego agresora ze swojego terytorium.
Wydaje się, że pierwotny plan Rosji zawiódł, i w pierwszych dniach nie udało się zdobyć Kijowa. Teraz znów mamy ataki na stolicę Ukrainy, tyle że przy użyciu dronów. Czyżby Rosja chciała dokonać tego, co się jej nie udało w lutym br.?
– Nie sądzę. W mojej ocenie jedyne, co Rosja chce czy może osiągnąć, to jest zamrożenie konfliktu i ewentualnie wyrwanie czegoś Ukraińcom oraz doprowadzenie przynajmniej do rozejmu. Powiedzmy sobie jasno:
siły i środki, jakimi obecnie dysponują Rosjanie,
są niewystarczające, aby przy takiej skali oporu
i determinacji Ukraińców mogli tę wojnę prowadzić,
a tym bardziej rozstrzygnąć ją na swoją korzyść.
Rosjanie chyba nie docenili siły i oporu
ze strony Ukraińców?
– Rosjanie zapewne nie przypuszczali, że napotkają na zaciekły opór ze strony ukraińskiej, że Ukraińcy będą
z taką determinacją i wolą walki bronić swojej ojczyzny. Przypomnę tylko, że powszechny był pogląd – miała obowiązywać tzw. doktryna Gierasimowa, rosyjskiego dowódcy, szefa Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej – że będzie to tzw. operacja specjalna. Mówiąc językiem Putina: operacja, w której środki natury politycznej i tzw. hybrydowej są używane jednocześnie ze środkami militarnymi. Jeśli zaś chodzi o środki militarne,
będą to uderzenia przy pomocy wojsk specjalnych, dronów, supernowoczesnej techniki, rajdy pancerne
na terytorium Ukrainy. Jednak wspomniana doktryna Gierasimowa nie przewidywała prowadzenia regularnej wojny. I z takim bagażem ideowym Rosjanie wybrali się
na Ukrainę, licząc, że w kilka dni uda się im zająć Kijów, zainstalować tam władzę posłuszną Moskwie i mieć Ukrainę pod butem. Zdaje się, że nawet sam Putin uwierzył w łatwy scenariusz, tymczasem okazało się, że Ukraińcy postawili zaciekły opór i nie ustają w działaniach mających na celu wyparcie wroga ze swojego terytorium.
Co można powiedzieć o doniesieniach
„New York Times’a”, że Amerykanie odwiedli Ukraińców od zamachu
na Walerija Gierasimowa?
– Trudno to wykluczyć, być może taka sytuacja miała miejsce. Oczywiście, można sobie wyobrazić, że z punktu widzenia Stanów Zjednoczonych zabicie szefa Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej mogło się wydać przedsięwzięciem ryzykownym. W kręgach Zachodu istnieje przekonanie, że nie można ostro postępować
z Rosją, bo może się wydarzyć coś nieprzewidywalnego, coś strasznego – mam na myśli użycie przez Moskwę broni jądrowej. Ponadto panuje pogląd, że jeśli już jest wojna,
to trzeba ją w miarę możliwości deeskalować, a nie eskalować. Natomiast zabicie gen. Gierasimowa
– w rozumieniu Zachodu – byłoby eskalacją napięcia
i byłoby niepożądane w sytuacji toczącej się wojny. Tylko że Rosjanie, mając świadomość obaw Zachodu, grają na tej eskalacji i robią wiele, żeby krok po kroku osiągać swoje cele. Tak się to układa i tak to z grubsza wygląda.
Czy Rosja będzie robić wszystko, żeby trzymać w szachu Zachód? Sankcje, których dziewiąty pakiet właśnie nałożyła Unia Europejska, miały powstrzymać Putina przed eskalacją i zadusić Rosję. Okazuje się, że Rosja ma z czego produkować broń, że m.in. podzespoły dostarczają jej Chińczycy?
– Owszem są informacje, że kraje, jak Chiny, Indie czy Iran, które wciąż handlują z Rosją, dostarczają jej sprzęt, m.in. drony bojowe. Nie sądzę jednak, żeby rosyjski przemysł wspomagany z zewnątrz jakimiś „bajpasami” był w stanie tak zabezpieczyć potrzeby rosyjskiej armii, żeby można było powiedzieć, że nakładane sankcje są obojętne, że nie odgrywają żadnej roli. Gdyby tak rzeczywiście było, to byłoby to dość dziwne. Natomiast to, co udało się przemycić do Rosji, jakieś podzespoły, nie na wiele się zda. Być może Rosjanie wyprodukują sobie kilka rakiet, ale na tym koniec. Zatem nie rozwiązuje to problemów, których Rosja ma z dnia na dzień coraz więcej. Sankcje jednak działają mimo różnego podejścia niektórych państw, które wolałyby, żeby restrykcje nie były tak mocne; państw, które chętnie zakończyłyby ten konflikt i powróciły do współpracy gospodarczej z Moskwą.
Czy Zachód jest w stanie dostarczyć Ukraińcom tyle broni, żeby mogli oni wyprzeć Rosję ze swojego terytorium?
– Trzeba powiedzieć, że jest różnica między oczekiwaniami Ukraińców, a tym, co jest im dostarczane. Dotyczy to zarówno ilości, jak i jakości sprzętu militarnego. Niemniej jednak to, co zostało już dostarczone ze strony Zachodu, głównie ze Stanów Zjednoczonych, okazuje się być wystarczającym wsparciem, skoro Ukraińcy się trzymają, cały czas się bronią, a Rosja ma duże problemy ze zdobywaniem nowych terytoriów. Co więcej musi się wycofywać z już zajętych obszarów.
Jaki był cel wizyty Putina w Mińsku
i rozmowy z Alaksandrem Łukaszenką?
– Wizyta Putina w Mińsku miała na celu dalsze wciąganie armii białoruskiej w wojnę przeciw Ukrainie i przesunięcie sił białoruskich na granicę ukraińsko-białoruską. Słyszymy, że pojawia się obawa ataku ze strony Białorusi, co musiałoby zaangażować na tym kierunku jeszcze więcej sił ukraińskich. To z kolei pozwoliłoby lepiej operować Rosji na froncie, ponieważ siły ukraińskie z uwagi na przesunięcia na kierunek białoruski byłyby tam mniej liczne. Wydaje się więc, że o tego typu działania mogło chodzić Putinowi.
Podobno Białoruś otrzymała od Rosji systemy rakietowe S-400 i iskandery…
– Trudno powiedzieć, czy to jest fakt, czy informacje krążące w przestrzeni medialnej są prawdziwe, czy to tylko rosyjsko-białoruska propaganda częstująca nas takimi nowinkami. Oczywiście może to być prawda, ale znając postępowanie Rosjan, na ogół takie historie są owocem propagandy kremlowskiej czy mińskiej, które chcą osiągnąć jakieś cele, strasząc czy grożąc. Zatem nie przejmowałbym się tego typu informacjami, dopóki nie zostaną zweryfikowane i okaże się, czy są one prawdziwe. Na razie widać, jak zmaterializowała się rosyjska światowa superpotęga, armia niezwyciężona w przypadku wojny
z Ukrainą.
Rosjanom, patrząc na wyposażenie, raczej trudno będzie przetrwać zimę na froncie,
a jak to wygląda od strony ukraińskiej?
– Jeśli chodzi o wyposażenie armii ukraińskiej, to jest ono lepsze od tego, czym dysponują i co posiadają Rosjanie walczący na froncie. Po pierwsze Ukraińcy są u siebie, na swoim terytorium, a po drugie armia ukraińska jest lepiej zaopatrzona we wszystko, co w okresie zimowym jest żołnierzowi niezbędne, aby przetrwać i walczyć. Oczywiście to duża zasługa Zachodu, który wspiera działania ukraińskie w wojnie z rosyjskim agresorem. Nie mówiąc już o morale, które jeśli chodzi o ukraińskich żołnierzy, jest o niebo lepsze niż w przypadku rosyjskich sołdatów, którzy nie będąc w stanie pokonać ukraińskiej armii w walce, starają się osłabić opór ludności cywilnej, m.in. niszcząc infrastrukturę krytyczną.