Zgnilizna wśród brukselskich elit
Czwartek, 15 grudnia 2022 (19:10)Z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, członkiem Kolegium IPN, wykładowcą z KUL i AKSiM, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Grecka socjalistka Ewa Kaili została zatrzymana i oskarżona o korupcję. I choć straciła stanowisko wiceprzewodniczącej Parlamentu Europejskiego, to wygląda na to, że sprawa nie jest zamknięta, są bowiem kolejne zatrzymania. W jakim świetle stawia to europarlament?
– Być może jest to wierzchołek góry lodowej, o czym zaczyna się coraz głośniej mówić w Brukseli, i nie dotyczy to tylko Parlamentu Europejskiego, ale w ogóle unijnych elit. Te brukselskie elity funkcjonują trochę jak Wersal za późnego królestwa Francji, gdzie król zebrał wokół siebie najważniejszą arystokrację, szlachtę i stworzył dla niej coś w rodzaju złotej klatki. Ci ludzie, owszem, żyli w luksusie – na bogato, ale w atmosferze intryg, nie mieli kontaktu z rzeczywistością, ze społeczeństwem, tego kontaktu nie mieli nawet z regionami, z których się wywodzili. I tak funkcjonowali w oderwaniu od rzeczywistych i ludzkich problemów. Dzisiaj, jeśli chodzi o Parlament Europejski czy instytucje unijne, wygląda to trochę podobnie. Czyli wszystkich innych oskarżają o rzekomy brak praworządności, zarzucają im łamanie zasad demokracji, a sami nie podlegają ani weryfikacji, ani kontroli demokratycznej, żeby można ich było odwołać. Nie ma też instytucji na tyle sprawnych, które weryfikowałyby sytuację, działania wewnątrz tych instytucji. I dopiero kiedy bańka nabrzmiewa do granic i pęka, to wówczas wybuchają rozmaite skandale – jak ten, którego obecnie jesteśmy świadkami w europarlamencie.
Czy nie dziwi fakt, że ta grecka socjalistka Ewa Kaili, która polskiemu rządowi zarzucała autorytaryzm, brak praworządności i domagała się wdrożenia wobec Polski mechanizmu praworządności, nie tak dawno wychwalała Katar jako „lidera praw pracowniczych”?
– Przychodzi mi na myśl stare powiedzenie: „najciemniej jest pod latarnią”. To pokazuje, że ludzie nieuczciwi wysuwają oskarżenia pod adresem innych i w ten sposób chcą przykryć swoje niecne czyny i to, kim tak naprawdę są. Tak to wygląda. Fakty są takie, że ci, którzy łamali prawo, oskarżali Polskę o łamanie prawa i domagali się kar dla naszego kraju. Mnie jednak taka postawa wcale nie dziwi, bo bardzo często taka sytuacja występuje także u nas, w Polsce. Wszyscy sędziowie z tzw. nadzwyczajnej kasty, którzy mówią o upolitycznianiu sądów przez rząd czy min. Zbigniewa Ziobrę, de facto sami funkcjonują niemalże jak członkowie partii politycznych. Jeśli zaś chodzi o Brukselę, to jest to sytuacja lewicowej, ideologicznej grupy, która jest też w jakimś sensie grupą interesów.
Swoją drogą, jeśli można było kupić sobie pozytywną opinię na temat Kataru, to chyba równie dobrze można było wpływać na szkalowanie Polski?
– Owszem, taka ewentualność istnieje. Z tym że zaufanie do Parlamentu Europejskiego czy Komisji Europejskiej jako unijnych organów jest tak naprawdę nikłe. Natomiast postawa, jaka mogła wystąpić przy – dajmy na to – popieraniu rezolucji katarskiej, jest jedynie pochodną sposobu działania części europarlamentarzystów czy brukselskich elit, które od rzeczywistości, od społeczeństw się coraz bardziej odrywają i coraz bardziej brną w różne absurdy i rozmaite patologie.
To jaką w tej sytuacji wiarygodność ma europarlament i co dalej z projektem pod nazwą „Unia Europejska”, skoro jest on coraz bardziej wypaczany i kompromitowany?
– Gdyby jeszcze za tym wszystkim szła jakaś refleksja, świadomość, że brniemy w złym kierunku i trzeba zmienić kurs, aby ratować autorytet i racjonalność w zarządzaniu Unią Europejską, to byłaby iskierka nadziei na poprawę sytuacji. Chodzi o to, że kryzys też może być oczyszczający, może być pewnym pozytywnym zjawiskiem, o ile jest wola zmian, wyjścia nawet z patologicznej sytuacji, wyjścia wzmocnionym, oczyszczonym, o ile naprawi się powstałe szkody. Tymczasem jeśli kryzys nie powoduje naprawy, co więcej: jest brnięcie w coraz większe absurdy, to powoduje, że bańka, balon wstydu i hańby rośnie, aż wreszcie pęka i wszystkie brudy wychodzą na jaw i kryzys gotowy. Proszę pamiętać, że zamknięta w swoim kręgu filozofująca arystokracja XVIII-
-wiecznej Francji nie była w stanie zareagować na byle jaką bandę opryszków, którzy atakowali Bastylię czy różne inne instytucje ówczesnego państwa, bo była po prostu zdegenerowana moralnie i intelektualnie. I to jest problem, przed którym obecna Unia Europejska najprawdopodobniej również stanie.
Chce Pan przez to powiedzieć, że obecne kierownictwo Unii Europejskiej jest zdegenerowane podobnie jak tamto środowisko francuskie?
– Tak, dokładnie to mam na myśli i chcę to powiedzieć. Unijne elity są kompletnie oderwane od rzeczywistości, oplecione intrygami, a mimo to starają się rozstrzygać o losach ludzi i narodów, uzurpować sobie nieprzynależne kompetencje, podczas gdy same w sobie nie są ani moralnie, ani intelektualnie zdolne do tego, żeby Unię Europejską prowadzić w racjonalny sposób.
Cała ta sprawa z korupcją w tle jest nie pierwszą na szczytach unijnych władz, która budzi wątpliwości. W ubiegłym roku francuska prasa ujawniła, jak sędziowie TSUE, urzędnicy Komisji Europejskiej i politycy rządzącej Europejskiej Partii Ludowej dopuszczali się handlu wpływami. Pamiętamy, co się działo we francuskim zamku Chambord. Dlaczego nic z tym nie zrobiono?
– Nie można uogólniać, bo z całą pewnością nie wszyscy są z gruntu źli, nieuczciwi, skorumpowani itd. Zgnilizna dotyczy jedynie części tych elit. Jedni są zatem zepsuci, inni nie, a są tylko zideologizowani, co też nie jest powodem do chluby. Natomiast sam mechanizm, jaki tam funkcjonuje, jest patologiczny – jest to zamknięta grupa, której nikt nie weryfikuje, która nie działa w ramach i w granicach prawa, tylko uzurpuje sobie nienależne kompetencje. I to jest sytuacja sama w sobie korupcjogenna lub generująca pewne patologie, a na pewno już oderwanie się od rzeczywistości. Jest to groźne dla każdej władzy. Władza może być monarchiczna, może być arystokratyczna, może być demokratyczna, niemniej zawsze powinna być blisko ludzi. Jeśli realne problemy są omawiane, jeśli to, czym realnie ludzie żyją, znajduje odzwierciedlenie w elitach władzy – nawet jeśli jest konflikt, ale konflikt o coś, o to, co dla ludzi jest istotne i ważne, to jest to prawidłowe. Natomiast jeśli elity rządzące są oderwane od rzeczywistości, od ludzi, to tworzą się rozmaite utopie, takie jak np. „Fit for 55”, tymczasem ludziom brakuje pieniędzy na ogrzewanie własnych domów czy mieszkań. Co więcej, mamy wymyślane rozmaite dociążanie gospodarek, by jedni mogli zarobić kosztem innych, a nikt nie myśli o ludziach. Mało tego, cały ten ideologiczny, szkodliwy marsz brnie dalej. Jest tylko pytanie, ile można, do jakiego momentu można tak działać i kiedy ta bańka pęknie i kiedy cały ten budowany bez fundamentów patologiczny układ się zawali. Są to oczywiście pytania, na które być może nie ma jasnej, jednoznacznej odpowiedzi, ale tak czy inaczej są to kwestie nie: czy to się wszystko zawali, ale kiedy.
Jakie zatem prawo do krytyki Polski za rzekomy brak praworządności i autorytaryzm mają ci, którzy sami są umoczeni w różne brudne interesy, i czy paradoksalnie cała ta sprawa z Ewą Kaili może nam pomóc i środowisko brukselskie będzie chciało pokazać swoją lepsze oblicze, i ustąpi w kwestii środków z Krajowego Planu Odbudowy?
– To prawda, że w przeszłości oskarżeni o korupcję byli różni politycy unijni, w tym m.in. znani ze szkalowania Polski dzisiejsi komisarze: Věra Jourová czy Didier Reynders, a kłopoty z prawem w kwestii zakupu szczepionek przeciw covid ma także szefowa Komisji Europejskiej Ursula von der Leyen. Natomiast nie sądzę, żeby Komisja Europejska – czytaj: Niemcy – chciała pokazywać bardziej przyjazne oblicze wobec Polski, a jeśli już – to tylko pod presją lub z jakichś innych względów, jeśli miałaby w tym interes. Owszem, cała ta obecna sprawa z korupcją w tle, która przetacza się przez Parlament Europejski, może pomagać rządowi, ale bardziej, żeby pokazać hipokryzję argumentacji, hipokryzję oskarżeń unijnych gremiów wobec Polski. W perspektywie przyszłorocznych wyborów do Parlamentu RP, a także poprzedzającej je kampanii wyborczej może to mieć swoje znaczenie.