• Wtorek, 14 kwietnia 2026

    imieniny: Justyny, Waleriana

Obłuda i hipokryzja w czystej postaci

Środa, 14 grudnia 2022 (20:40)

Z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Wygląda na to, że na byłej już wiceprzewodniczącej Ewie Kaili sprawa korupcji w europarlamencie się nie skończy?

– Wiceprzewodnicząca Parlamentu Europejskiego Ewa Kaili została postawiona w stan oskarżenia i aresztowana. Zarzuca się jej korupcję, udział w grupie przestępczej i pranie pieniędzy – wszystko to wskazuje, że sprawa jest rzeczywiście bardzo poważna. Co ciekawe, śledztwo prowadzone jest w sprawie podejrzeń o korupcję w Parlamencie Europejskim. Mówimy o szeroko zakrojonej akcji służb na terenie europarlamentu, a śledczy ostemplowali część gabinetów polityków kilku państw unijnych. Mówi się o grupie ok. 20 osób, zatrzymanych i podejrzanych. Wygląda na to, że na Brukselę padł blady strach. Instytucje unijne, w tym Parlament Europejski, który działa powoli, tym razem bardzo szybko usunął niemal jednogłośnie Ewę Kaili ze stanowiska wiceprzewodniczącej. Swoją drogą miejsce to, które miało być jak żona Cezara, a więc czyste, przejrzyste, poza cieniem jakichkolwiek podejrzeń, stało się gniazdem węży i kto wie, co jeszcze – jakie szczegóły w tej sprawie wyjdą na jaw i jak szerokie jest grono winnych polityków.

Ewa Kaili była jednym z pierwszych polityków, którzy atakowali Polskę o brak praworządności…

– Widać, że wielu polityków zasiadających w europarlamencie, którzy mają usta pełne frazesów, którzy atakują Polskę czy Węgry, posądzając te kraje o brak praworządności, o łamanie zasad demokracji, jest uwikłanych w rozmaite brudne interesy. Na razie grono zatrzymanych jest dość wąskie, ale sprawa – jak słyszymy – jest rozwojowa i wydaje się, że wiele nazwisk jest przemilczana.

W tym konkretnym wypadku pojawia się wątek katarski, ale niewykluczone, że takich wątków skandalicznych mogło być więcej…  

– Wygląda na to, że osób, które na forum Parlamentu Europejskiego optowały za Katarem, może być więcej. Znane są wypowiedzi na forum europarlamentu Ewy Kaili, która wskazywała na Katar jako przykład przestrzegania praw pracowniczych. Na razie policja mówi o sumie półtora miliona euro, jakie zostały ujawnione w związku z tą sprawą. Wygląda ona niczym z filmów mafijnych, gdzie pieniądze między hotelami są przenoszone w walizkach czy torbach. Muszę przyznać, że o takim przypadku w historii Polski po 1989 roku nie słyszałem. Owszem, były podejrzenia o pieniądzach w reklamówkach z Biedronki, ale nie o walizkach i szeroką rozbudowaną siatką korupcyjną jak w Brukseli. Nie wierzę, że cała ta sprawa zatrzyma się na Ewie Kaili, bo tak pokaźna kwota – przypomnę, że cały czas mówimy o gotówce – wskazuje, że musiał istnieć cały mechanizm rozprowadzania tych środków. Ponadto nie wierzę, że ktoś płaci tak ogromne pieniądze tylko za wystąpienie na forum europarlamentu wychwalające Katar. Zatem te pieniądze to mógł być budżet do rozdysponowania, budżet na kupowanie poparcia, na korumpowanie innych polityków. Nic zatem dziwnego, że jest blady strach w Parlamencie Europejskim, również nabranie wody w usta przez tzw. wolne media w Polsce, które nie poświęcają zbyt wiele czasu temu tematowi. Okazuje się, że ci, którzy byli pierwsi do atakowania Polski, którzy snuli różne wizje, którzy tak ochoczo wystawiali Polsce cenzurki, dzisiaj zachowują wstrzemięźliwość w informowaniu o sprawie skandalu z europarlamentu.

To nie pierwsza taka sprawa z korupcją w tle, jeśli chodzi o europarlament czy w ogóle środowisko brukselskie. W ubiegłym roku francuska prasa ujawniła, jak sędziowie TSUE, urzędnicy Komisji Europejskiej i politycy EPL dopuszczali się handlu wpływami, ale – jak widać – nic z tym nie zrobiono i dzisiaj na światło dzienne wychodzą kolejne afery. 

– To prawda, że co jakiś czas na gruncie unijnym wybucha afera. Wszyscy w ubiegłym roku mogliśmy usłyszeć o doniesieniach dziennika „Liberation”, o tym, jak miało dochodzić do lobbowania i urabiania polityków unijnych m.in. we francuskim zamku Chambord. Swoją drogą podobnie działali Rosjanie w sferze gazowej – dokładnie w taki sam sposób korumpując ważnych polityków zachodnich. Ukłony na forum unijnym wobec Rosji nie były zatem przypadkowe. Nie jest żadną tajemnicą, że Bruksela jest siedliskiem lobbystów, i to różnej maści, nie jest tajemnicą, że eurodeputowani otrzymują propozycje wycieczek, podarunków, że są nęceni rozmaitymi profitami. Na gruncie brukselskim mówi się o przeogromnych kwotach, jakie są przeznaczane na osiąganie określonych wpływów. Warto na kanwie tego przypadku zastanowić się, na ile dzisiaj Parlament Europejski i w ogóle władze Unii Europejskiej działają w interesie państw członkowskich, a na ile pewne decyzje zostały, mówiąc wprost, kupione. Tego typu pytania muszą paść i nie mogą pozostać bez odpowiedzi.

Czy ten proceder lobbowania nie powinien zostać ukrócony, bo kto wie, jakie lobby stoi za pomysłem zamknięcia produkcji samochodów spalinowych czy za ideologicznym pakietem „Fit for 55”?

– Nie ma wątpliwości, że z każdą decyzją Brukseli jakaś gałąź biznesu zyskuje, a inne tracą, a czasem muszą zakończyć działalność. Coś odbywa się kosztem czegoś. Przeróżne decyzje abstrakcyjne – ideologiczne właśnie – niemające żadnego ugruntowania w logice, w rozumie, w racjonalności czy wręcz wrogie człowiekowi, wbrew interesom mieszkańców Europy – mówiąc wprost – cuchną łapówką, żywą kasą przekazywaną gdzieś pod stołem. I to też trzeba wziąć pod uwagę, dyskutując w Polsce o powołaniu nadzwyczajnej komisji weryfikacyjnej do spraw wpływów rosyjskich na nasze kwestie energetyczne. Na dzisiaj – tak na dobrą sprawę – nie mamy jasnych, transparentnych odpowiedzi, czy i jakie instytucje na gruncie europejskim, które były finansowane przez Rosjan, miały także przełożenie na grunt Polski. Chodzi o to, że poruszamy tematy związane z energetyką, problemy europejskie, które dotyczą także Polski. Dlatego warto podjąć wysiłek i dowiedzieć się, jakie inne instytucje, organizacje, jakie stowarzyszenia, jakie związki otrzymały środki od Rosjan. To musi zostać pokazane. Wielu byłych polityków europejskich, jak np. kanclerz Niemiec Gerhard Schröder, premier Francji Fanςois Fillon czy szefowa MSZ Austrii Karin Kneiss są dzisiaj zatrudnieni w rosyjskich spółkach energetycznych i de facto są na garnuszku Putina. Również cały szereg organizacji lewackich, pseudoekologicznych także była finansowana przez Rosję. Można więc powiedzieć, że afera korupcyjna z grecką polityk Ewą Kaili to jest czubek góry lodowej.

Czy Parlament Europejski i unijne instytucje będą w stanie zmierzyć się z tą prawdą, wyjaśnić ją dogłębnie, czy sprawa zostanie zamieciona pod dywan?

– To jest konieczność, jeśli Unia Europejska chce być wiarygodna. Dotykamy tu bardzo poważnej sprawy – mianowicie infiltracji przez państwa trzecie. Mieszkańcy Europy, wyborcy liczyli, że europosłowie, politycy działają w ich interesie, tymczasem jest podejrzenie, że ci wybrańcy – jakaś ich część – mogli zostać kupieni za żywą kasę. Bruksela na razie jest w szoku i dobrze byłoby, żeby się otrząsnęła i zaczęła działać. Jeśli ileś biur w europarlamencie zostało opieczętowanych, jeśli pokoje hotelowe, wille zostały przeszukane przez belgijską policję i śledczych z Centralnego Urzędu ds. Zwalczania Korupcji, jeśli widzimy obrazy z przeszukań, które przypominają kadry z filmów kryminalnych o mafiach, to jest dowód, że sprawa jest bardzo poważna, że coś jest na rzeczy. Słyszymy, że obok Ewy Kaili wśród aresztowanych jest jej ojciec, również partner i asystent parlamentarny, ponadto zatrzymany jest Luca Visentini – sekretarz generalny Międzynarodowej Konfederacji Związków Zawodowych, a także Pier Antonio Panzeri, były europoseł, który był przewodniczącym parlamentarnej podkomisji ds. praw człowieka. Oczywiście o tych osobach jest już wiadomo, że są podejrzane, ale nie można wykluczyć, że będą kolejne zatrzymania, bo – jak słyszymy – sprawa jest rozwojowa. Zobaczymy, co jeszcze śledczy znajdą w nośnikach czy laptopach i jaki krąg ta sprawa jeszcze zatoczy. Na pewno nie jest to przypadek, ale widać, że służby prowadziły śledztwo od jakiegoś czasu, że pewne osoby były pod obserwacją. Obecnie znamy tylko kilka nazwisk, ale mowa jest o co najmniej 20 osobach.

W jakim świetle cała ta sprawa stawia Parlament Europejski?

– Widać, że nadmiar pieniędzy w pewnym momencie jest problemem dla niektórych osób, że chęć posiadania więcej i więcej staje się niebezpieczna. Nie sądzę, żeby ta afera dotyczyła tylko kilku czy kilkunastu osób, ale może to być szersze grono. Ciekawe więc, jakie jeszcze nazwiska wypłyną. I mówimy tylko o wątku katarskim, ale nie wierzę, że jeśli sięgnąć głębiej, nie będziemy mieli wątku gazowego, wątku rosyjskiego, bo przecież przez lata ktoś inwestycję, jaką były gazociągi Nord Stream 1 i Nord Stream 2, promował, ktoś za tym lobbował na gruncie brukselskim. Znamy nazwiska kanclerza Niemiec i innych czołowych polityków europejskich, którzy pracują w Gazpromie i innych spółkach rosyjskich, ale nie można wykluczyć, że rosyjski lobbing, i nie tylko rosyjski, korumpował wielu ludzi. Pytanie brzmi: ilu jeszcze nieboszczyków, o których nie wiemy, kryją brukselskie szafy? Ważne jest też, czy po tych wstrząsach Parlament Europejski i struktury unijne zdołają się oczyścić? Ponadto skoro Katar mógł wpływać na decyzje europarlamentu, korumpując czołowych unijnych polityków, i na zajmowane przez nich publiczne stanowiska – jak rezolucja katarska – to czy nie doszło też do kupowania stanowisk zajmowanych przeciwko Polsce? I to trzeba wyjaśnić. Widać, że instytucje unijne potępiające, oceniające Polskę same nie są w porządku. Mają bardzo dużo za uszami, a nas oskarżały o rzekomy brak praworządności. Obłuda i hipokryzja w czystej postaci.  

               Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki