• Wtorek, 14 kwietnia 2026

    imieniny: Justyny, Waleriana

Europarlament stał się miejscem presji, represji

Piątek, 9 grudnia 2022 (20:29)

Z Bogdanem Rzońcą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Mija 70 lat od powstania Parlamentu Europejskiego. Czym w założeniu miał być,
a czym jest obecnie europarlament?

– Pierwowzorem obecnego europarlamentu było Zgromadzenie Europejskie Wspólnoty Węgla i Stali, które
z czasem przybrało nazwę Parlament Europejski. Od 1979 roku członkowie tej instytucji są wybierani w wyborach bezpośrednich, a europarlament ma wyznaczać kierunki działań politycznych dla Unii Europejskiej. Niestety, w tej chwili Parlament Europejski rości sobie prawo do bycia instytucją w rozumieniu państwa. Trudno się na to zgodzić, bo jest to bardzo złe założenie, jest to próba zdominowania parlamentów narodowych. Cały czas trwa poszukiwanie coraz większych kompetencji dla europarlamentu. I tak obecnie trwa przegląd traktatów o Unii Europejskiej
i można się spodziewać, że w marcu bądź kwietniu przyszłego roku znajdą się tam nowe zapisy co do wzmocnienia roli Parlamentu Europejskiego. My oczywiście uważamy, że Parlament Europejski jest potrzebny, jest ważny, ale najważniejsze jest, żeby funkcjonował, nie naruszając konstytucji państw narodowych, a więc tego,
co jest zarezerwowane dla stanowienia prawa
w poszczególnych państwach członkowskich. Jak dotąd przewagę w europarlamencie – i w ogóle w instytucjach Unii Europejskiej – mają siły lewicowo-liberalne, więc zrobią, co chcą. Zobaczymy, na ile w przyszłości będzie możliwe skuteczne przeciwstawienie się tym szkodliwym działaniom deformującym kształt europarlamentu.

Jak do tych planów podchodzą inne kraje, których przedstawiciele zasiadają
w europarlamencie?      

– Nie wszystkim się to podoba, nie jest zatem tak,
że plany Niemiec, Belgów czy Francuzów odnośnie do poszerzenia kompetencji dla europarlamentu są akceptowane przez wszystkich pozostałych, bo jest opór także ze strony innych państw. Poczekajmy zatem, jak sytuacja się rozwinie. Pewne jest jedno: Parlament Europejski nie może funkcjonować tak, żeby narzucać wolę rządom, państwom czy parlamentom narodowym wybranym w sposób demokratyczny w poszczególnych krajach.

Co sprawiło, jaka jest przyczyna odejścia Parlamentu Europejskiego od idei, które były u podstaw powstania tej instytucji?
W założeniu miał on reprezentować europejskie narody, ale chyba tak nie jest?

– Niestety, tak nie jest. Dzisiaj Parlament Europejski stał się i jest machiną do realizacji tzw. projektu europejskiego, maszynką do wywierania presji na poszczególne kraje, powiedzmy wprost: maszynką do szantażowania
i narzucania narracji lewicowo-liberalnej dotyczącej wartości. Chodzi na przykład o pozbycie się z katalogu tradycyjnych, ludzkich, chrześcijańskich wartości. I tak Parlament Europejski twierdzi, że prawem człowieka jest prawo do aborcji, do zabijania nienarodzonych dzieci,
czym burzy ustanowiony od wieków porządek
moralny. Wszystkie rezolucje, które są głosowane
w europarlamencie, również legislacja, de facto przeczą pierwotnemu założeniu, zgodnie z którym instytucja ta, w której zasiadają przedstawiciele państw członkowskich Unii Europejskiej, miała być reprezentacją poszczególnych krajów, która nie narusza konstytucji państwa narodowego, a jedynie stanowi uzupełnienie. Obecny europarlament chce, niestety, zastąpić parlamenty krajowe – i to jest nie do przyjęcia.

Komisja Europejska i brukselscy eurokraci mają usta pełne słów o demokracji, równości, a jak to się faktycznie przejawia
w europarlamencie?

– Widzimy na co dzień, że środowiska prawicowe
w Parlamencie Europejskim, środowiska narodowe są potępiane, są nazywane wręcz faszystami. Każdy, kto reprezentuje poglądy konserwatywne, ma przyczepioną łątkę, a rząd, który reprezentuje, jest uważany za rząd autorytarny, rząd, który nie przestrzega wolności słowa, prawa do zgromadzeń itd. Tym samym europarlament wciska ciemnotę poszczególnym grupom interesów,
które nie analizują tego, co faktycznie dzieje się
w poszczególnych krajach. Wystarczy, że wsłuchują się
w głos akredytowanych polityków lewicowo-liberalnych, którzy przygotowują rezolucje, że w takim czy innym kraju nie ma wolności, demokracji, albo że dziennikarze są prześladowani. Następnie te wszystkie kłamstwa są powielane przez środowiska lewicowo-liberalne i na ślepo głosowane na forum europarlamentu. Proszę zwrócić uwagę, że kiedy odbywają się debaty na temat kluczowych kwestii, jak – dajmy na to – sytuacja w Polsce, to na sali plenarnej jest garstka europosłów, natomiast, kiedy jest głosowanie, to jest pełna sala, a liberalne media pokazują, że cały Parlament Europejski głosował nad brakiem praworządności w Polsce. To jest tylko przykład, który pokazuje, że tak naprawdę europarlament zaprzecza wszelkim zasadom demokracji. Na przykład wyłączył polityków, europosłów z dziewięciu krajów, m.in. reprezentujących włoską Ligę, francuskie Zjednoczenie Narodowe czy niemiecką Alternatywę dla Niemiec z grupy politycznej Tożsamość i Demokracja (ID), która zastąpiła grupę Europa Narodów i Wolności, i nie przyznał im miejsca w komisjach czy w prezydium Parlamentu Europejskiego. Tak działają środowiska lewicowe
w Parlamencie Europejskim, które oczerniają innych,
a potem ciągną temat, pokazując, jak niedemokratycznie jest w niektórych krajach. Podane przykłady ukazują to działanie.    

Niedemokratyczne są także działania wobec Polski, o czym Pan wspomniał, otóż Polska stała się głównym polem ataków europejskiego lewactwa?

– Jesteśmy niejako na świeczniku, wskazywani jako kraj, który jest rzekomo niedemokratyczny. Tymczasem okazuje się, że w najtrudniejszych momentach dla Unii Europejskiej – kiedy był COVID, kiedy tuż za granicą Unii Europejskiej trwa wojna – to nie Bruksela, która jest bardzo wstrzemięźliwa we wspieraniu Ukrainy, ale Polska niesie,
i to w sposób bezinteresowny, pomoc milionom Ukraińców
i to my, Polacy, bierzemy to na swoje barki. Rząd premiera Mateusza Morawieckiego, prezydent Andrzej Duda zbudowali narrację, że Władimira Putina i jego reżim należy objąć sankcjami. Przypomnę, że na początku Unia Europejska, państwa zachodnie nie chciały tego robić
i dopiero później przyznały Polsce rację.

Tymczasem cały czas Polska jest pokazywana niemal jak kraj faszystowski…

– Za sprawą Niemiec Komisja Europejska wstrzymuje pieniądze dla Polski w ramach „Krajowego planu odbudowy”, środki te są blokowane, natomiast w innych państwach, gdzie premierzy mają zarzuty i wsadzani są do więzienia na kilkanaście godzin pod zarzutami korupcji – jak w Bułgarii – nic nie stoi na przeszkodzie, żeby wypłacić pieniądze. A Polska, która wywiązuje się i rozlicza wręcz wzorowo ze środków europejskich, ma blokadę na pieniądze, które się nam należą, a które mogłyby wiele pomóc – zwłaszcza w dobie trwającego kryzysu. Widać, że tam, gdzie rządzą socjaliści, tam, gdzie mocna jest grupa, która akuratnie trzyma władzę w Parlamencie Europejskim, te kraje są uprzywilejowane, a jak trzeba uderzać, to jako temat zastępczy na celownik bierze się Polskę. Jesteśmy więc sekowani w tej kadencji szczególnie, ale główna
w tym zasługa polityków Platformy, Lewicy, którzy
w Brukseli donoszą na Polskę i przy pomocy lewicy europejskiej jest budowana odpowiednia narracja przeciwko Polsce, następnie jest ona powielana przez liberalne elity europejskie oraz przez środowiska medialne. I to musi się zmienić. Musimy to zrobić w maju 2024 roku, a więc podczas wyborów do Parlamentu Europejskiego.
Do tego jednak potrzebna będzie mobilizacja.

Wspomniał Pan o sankcjach na Rosję, tymczasem właśnie trwa dyskusja nad dziewiątym pakietem unijnych sankcji. Pojawiają się protesty, żeby wyłączyć
część osób czy instytucji, które miałyby zostać objęte restrykcjami.

– To prawda, trwa dyskusja nad wprowadzeniem dziewiątego pakietu sankcji, ale nie w pełnym wymiarze. Zobaczymy, jak to się zakończy, bo w przyszłym tygodniu będą jeszcze na ten temat dyskusje. Główne uderzenie
ma pójść w kierunku górnictwa wydobywczego w Rosji
i obłożenia sankcjami wszystkich, którzy chcą tam inwestować w wydobycie czy to złota, węgla, ropy, czy chociażby rud metali. I jeśli to by się udało, to z pewnością byłby to duży cios w stosunku do Putina. Wiemy jednak,
że niektóre firmy amerykańskie, niemieckie, francuskie czy brytyjskie, które mają tam interesy, robią wszystko, żeby te sankcje były jak najsłabsze.

Powróćmy jeszcze do jubileuszowej debaty w Strasburgu, gdzie w imieniu EKR głos zabierał europoseł Ryszard Legutko, który podkreślił, że Parlament Europejski wyrządził wiele szkód w Europie.
Smutna urodzinowa konstatacja?

– Faktem jest, że Parlament Europejski zainfekował –  użyję takiego określenia – instytucje unijne. Pod jego dyktando działa też Komisja Europejska, która – jak wiadomo – nie jest ciałem pochodzącym z wyboru: jej urzędnicy nie mają mandatu wyborczego, ale są powoływani przez Parlament Europejski. Dotyczy to
także szefowej Komisji, stąd też obawiają się o swoje stanowiska, boją się utraty wysokich apanaży, więc są zależni od woli europarlamentu. Nic więc dziwnego, że podlizują się grupie trzymającej władzę w Parlamencie Europejskim. Obraz, jaki się z tego wyłania, jest – łagodnie rzecz ujmując – smutny, bo europarlament zamiast być miejscem do dyskusji, debat, do rozwiązywania rzeczywistych problemów, przed jakimi staje Unia Europejska i poszczególne kraje, stał się miejscem do sekowania i realizacji lewicowych, często lewackich idei, które sobie wymyślają tacy czy inni urzędnicy, jak np. pakiet „Fit for 55” czy inne ideologiczne rozwiązania, które bardzo dużo kosztują, a są forsowane kosztem państw narodowych. Przecież ktoś za te wszystkie niepoliczone pomysły, nieprzystające do rzeczywistości będzie musiał zapłacić. Tak więc Parlament Europejski stał się miejscem presji, represji wobec mniejszych, słabszych niewygodnych państw. I to jest absolutnie widoczne na każdym kroku.

            Dziękuję za rozmowę.

Mariusz Kamieniecki