Opozycja ma się czego obawiać…
Środa, 30 listopada 2022 (15:08)Z Bogdanem Rzońcą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Jaki jest cel powołania komisji weryfikacyjnej, której przedmiotem
byłaby polityka energetyczna prowadzona przez Polskę po 2007 r.?
– Obecna opozycja w Polsce ma się czego bać, dlatego że w ciągu ośmiu lat rządów Platformy Donalda Tuska, Radosława Sikorskiego czy Bronisława Komorowskiego, który w latach 2010-2015 był prezydentem, następował regres gospodarczy państwa polskiego. Wszystko szło
w kierunku osłabienia kondycji gospodarczej Polski,
a na porządku dziennym była wyprzedaż majątku narodowego. Mieliśmy też osłabianie pozycji energetycznej Polski poprzez likwidację dywersyfikacyjnych źródeł energetycznych.
Ekipa PO – PSL nie podążała w kierunku utworzenia Baltic Pipe, którą to inwestycję wcześniej zatrzymał rząd Leszka Millera. Wreszcie przyszedł czas na długoletnie umowy
na zakup gazu od Rosji podpisywane w imieniu rządu
przez wicepremiera Waldemara Pawlaka. To wszystko sprowadzało się do tego, że na własne życzenie zmierzaliśmy w kierunku totalnego uzależnienia energetycznego od Rosji, co miało swoje konsekwencje polityczne, gospodarcze, społeczne i powodowało,
że narastał uzasadniony niepokój w państwie polskim.
I gdyby Prawo i Sprawiedliwość nie wygrało wyborów
w 2015 r., to uzależnienie do Rosji byłoby jeszcze głębsze.
Cofnijmy się jednak jeszcze do rządów koalicji PO – PSL, jak to uzależnienie wyglądało w szczegółach?
– Rząd Donalda Tuska i wicepremiera Waldemara Pawlaka dążył do przedłużenia kontraktu jamalskiego do 2037 r.,
co uzależniłoby nas całkowicie od rosyjskiego gazu. Ponadto w 2010 r. rząd Donalda Tuska anulował wielką karę w wysokości 1,2 mld zł, którą miał nam zapłacić Gazprom. To był symbol współpracy i uległości wobec Rosji także w obszarze energetycznym. I dzisiaj kiedy powstaje komisja do zbadania tej zależności, to opozycja musi się obawiać, że są dokumenty, że są ludzie, którzy pamiętają tamte czasy i że nie będzie to wcale polowanie
na czarownice, ale pokazanie, co może Polskę czekać,
jeśli ekipa Tuska ponownie doszłaby do władzy.
Zatem jest to dobry czas na powołanie takiej komisji,
bo Polacy muszą poznać prawdę, żeby mieć polityczny ogląd sytuacji. Dzisiaj mało ludzi w Polsce ma czas,
żeby szczegółowo zajmować się i zgłębiać tajniki polityki, natomiast te kwestie – zwłaszcza w obliczu wojny
na Ukrainie – są bardzo istotne. Z kim mamy sojusze,
jak prowadzimy gospodarkę państwa polskiego, od kogo się uzależniamy, z kim mamy lepsze bądź gorsze relacje
– to wszystko wyborcy muszą wiedzieć, żeby przy urnach mogli dokonać właściwych wyborów.
Dzisiaj Tusk mówi, że przestrzegał Unię przed brataniem się z Moskwą, tymczasem na światło dzienne wychodzą dokumenty ze stycznia 2008 r. – tezy Departamentu Wschodniego polskiego MSZ na spotkanie ministrów spraw zagranicznych Sikorskiego i Ławrowa, gdzie czytamy, że brak dialogu
z Rosją nie służy Polsce i że polska polityka względem Rosji jest elementem polityki unijnej, zgodnie z którą Rosja miała być strategicznym partnerem Europy. Czy ten flirt z Moskwą był wymysłem Tuska i jego ekipy, czy może była to realizacja polityki unijnej, głównie Niemiec?
– Wszystko pasuje jak ulał do scenariusza, który znamy, który okazał się tragiczny w skutkach, bo doprowadził
do zaatakowania Ukrainy przez Rosję. Wpływ niemiecki
w Unii Europejskiej – w każdym wymiarze – jest bardzo widoczny. Donald Tusk, który rządził w Polsce, realizował uzależniającą politykę unijną, politykę pod dyktando Berlina. Jednocześnie wysyłał bardzo jasne sygnały
do Brukseli, Berlina i Moskwy, że jako premier chce doprowadzić do resetu relacji rosyjsko-polskich, i on jako premier jest od tego, żeby wprowadzić Putina do polskiej polityki, żeby nawiązać bliższe relacje gospodarcze
i polityczne z Rosją i pokazywać Rosję na arenie międzynarodowej jako partnera Polski, a przez to również partnera Unii Europejskiej.
Tak to działało i powodowało, że Putin czuł się sojusznikiem Polski i Unii Europejskiej, a Sikorski mógł się spotykać
z Ławrowem i przygotowywać naszych dyplomatów
do resetu i nawiązania bliższych relacji z Moskwą.
Co więcej, Sikorski chciał nawet wpuścić Rosję do NATO, mówiąc w 2009 r., że byłoby to korzystne. To wszystko pokazuje, że w zamyśle tych ludzi była taka właśnie polityka zbliżenia z Rosją.
Rząd Zjednoczonej Prawicy przestrzegał Europę przed bezrefleksyjną polityką energetyczną, ale nikt nas nie słuchał. Efekt jest taki, że przez prorosyjskie sympatie Europa jest dzisiaj całkowicie uzależniona od gazu z Rosji?
– Już prezydent Lech Kaczyński przestrzegał przed brataniem się z Rosją i mówił 1 września 2009 r.
na Westerplatte, że imperializmowi nie wolno ustępować, nie wolno ustępować nawet skłonnościom neoimperialnym. Mówił też, żeby uważać na Putina, który będzie po kolei zajmował kraje, realizując plan odbudowy dawnego imperium rosyjskiego, co było wręcz wyśmiewane na polskiej scenie politycznej przez Donalda Tuska i jego ekipę, ale nie było też traktowane poważnie na arenie międzynarodowej, europejskiej. Jego słowa z wiecu
w Tbilisi okazały się przecież prorocze. Rosja w 2014 r. zaanektowała Krym, rozpętała wojnę we wschodniej Ukrainie, zajęła Donbas i to przy pasywnej postawie Unii Europejskiej, która niby nakładała sankcje na reżim rosyjski, ale nie zadziałały one tak, jak powinny.
Porozumienia mińskie też nie na wiele się zdały
i w zasadzie oddano Rosji część Ukrainy za cenę
tzw. świętego spokoju, licząc, że zaspokoi to apetyty Putina. To się jednak nie sprawdziło. Później była dyskusja o gazociągach Nord Stream 1 i Nord Stream 2 i kiedy w tej kadencji Parlamentu Europejskiego apelowaliśmy, żeby podjąć poważną debatę, nie dopuścić do uruchomienia rurociągu, nie spotkało się to ze zrozumieniem, bo na forum europarlamentu nie można było prowadzić żadnej dyskusji przeciwko Rosji. Kiedy Rosja napadła na Ukrainę, kiedy mamy kryzys energetyczny, to wyszło jak szydło
z worka, że Polska miała rację, przestrzegając Europę Zachodnią przed uzależnieniem się od Putina.
Co z tego, skoro dla Niemców współpraca
z Rosją była wygodna.
– Gaz, ropa, węgiel kupowane tanio od Putina uśpiły Niemcy i Zachód, którzy zostali znieczuleni. Do tego się rozbroili podczas gdy Putin za pieniądze, jakie zarabiał na węglowodorach, się zbroił i przygotowywał kolejne zbrodnicze plany. Co więcej, Putin był zapraszany na europejskie i światowe salony, był obecny na różnych konferencjach, gdzie wygłaszał swoje manifesty, a świat milczał, wychowując potwora. Jakby tego było mało,
to byłych znaczących polityków europejskich, jak chociażby były kanclerz Niemiec Gerhard Schröder, były premier Francji François Fillon czy była szefowa MSZ Austrii Karin Kneissl, zatrudniał w rosyjskich spółkach biznesowych m.in. gazowych, chemicznych i de facto miał czy ma ich na liście płac.
Putin – jak widać – robił, co chciał, a Unia Europejska ślepo wierzyła, że będzie on przyjaźnie nastawiony do Zachodu. Teraz, po ataku Rosji na Ukrainę, liderzy unijni pod presją wstydu i polityków, którzy przestrzegali przed uzależnianiem się od Moskwy, zaczęli nakładać sankcje
na Rosję. Trzeba też stwierdzić, że wcale nie były one tak chętnie nakładane – zawsze w długim terminie, żeby też
za bardzo nie dokuczyć Putinowi i jego ludziom, w związku z tym mamy dzisiaj sytuację taką, jak każdy widzi.
Po wprowadzeniu sankcji zapanowała drożyzna, inflacja,
z którą Zachód też się zmaga. Jestem teraz w Brukseli
i chcę powiedzieć, że Belgia ma 14 proc. bezrobocia,
w Holandii sięga ono 17 proc., a w Niemczech już blisko
12 proc. Coraz głośniej mówi się o rozpadzie strefy euro,
o potrzebie zweryfikowania wszystkich projektów unijnych lub przeglądzie wieloletnich ram finansowych, bo może
nie wystarczyć pieniędzy na realizację unijnych polityk.
Stąd pomysł na nowy unijny podatek,
o którym się mówi?
– To prawda, mówi się o nowych projektach dotyczących zasobów własnych, o nowych podatkach, które trafiałyby
– zamiast do budżetów poszczególnych państw – do budżetu Unii Europejskiej. Przypomnę, że Unia po covidzie musiała się ratować potężnym 80-miliardowym kredytem, który będzie spłacany w przyszłości, ale na razie nie wiadomo, kto i jak będzie spłacał ten dług i w ogóle jaki będzie koszt tego kredytu, bo stopy procentowe w strefie euro rosną. To wszystko jest bardzo skomplikowane i cały ten wielki projekt pod nazwą Unia Europejska, który
w założeniu miał być projektem gospodarczym, stał się niestety głównie projektem ideologicznym zmierzającym do stworzenia jednego państwa europejskiego pod dyktatem Berlina i Brukseli.
Właśnie od wczoraj w Brukseli trwają dyskusje na temat nowych traktatów o Unii Europejskiej, gdzie wprost się mówi o jednym państwie europejskim z jedną konstytucją. Polskę w tej dyskusji reprezentuje europoseł Jacek Saryusz-Wolski, który nas informuje o klimacie, jaki tam panuje i że są nachalne próby stworzenia jednego superpaństwa. Co więcej, chcą to zrobić jeszcze przed wyborami do europarlamentu, które odbędą się w maju 2024 r. W związku z tym następuje proces wciągania nieletnich do głosowania nad przyszłością UE. Otóż jest projekt, aby już 16-latkowie mogli mieć prawa wyborcze,
a 18-latkowie prawo do kandydowania do PE. Ten pośpiech jest widoczny, bo Unia jest w wielowymiarowym kryzysie
i wszystko wskazuje, że taka, jaka była w sercach
i planach ojców założycieli, która ma dać świetlaną przyszłość Europie, ta Unia w obecnej formie może tę Europę pogrążyć. Takie działania, jak na siłę forsowanie nowych podatków, przenoszenie ciężarów na najbiedniejszych, wprowadzanie absurdalnych polityk klimatycznych, które nie są oszacowane finansowo,
nie mówi się też, kto za to zapłaci, to wszystko rodzi uzasadnione bunty także w środowisku państw zachodnich. Należy więc oczekiwać albo dużej refleksji Unii Europejskiej po wyborach w 2024 r., albo będziemy mieć powolne osłabianie się Unii i strefy euro.
Wracając jeszcze do kwestii powołania komisji weryfikacyjnej, otóż, wiceminister rolnictwa Janusz Kowalski mówi: chcemy postawić Donalda Tuska przed Trybunałem Stanu. Odważna teza, zwłaszcza że różnych komisji było wiele, ale jakoś nikt nie poniósł odpowiedzialności?
– Sprawy personalne są ważne, bo za każdym działaniem stoją konkretni ludzie, jednak najpierw trzeba pokazać mechanizmy, które legły u podstaw uzależnienia Polski
od Rosji – mechanizmy, które rozbrajały polską armię. Trzeba najpierw pokazać te mechanizmy, które powodowały, że w modzie była wyprzedaż polskich firm, tzw. sreber rodowych, a później mówić, kto za to odpowiadał. Przypuszczam, że były również grupy interesów, które sowicie się obłowiły na sytuacjach,
o których wspomniałem. Natomiast dzisiaj ferowanie wyroków – ten pod trybunał, a tamten do więzienia – jest w mojej ocenie przedwczesne i należy to zostawić osądowi odpowiednich instancji.
Na razie zwykli Polacy muszą poznać mechanizmy, także skąd dzisiaj się biorą w budżecie państwa pieniądze na programy społeczne, których za rządów koalicji PO – PSL nie było. Dlaczego możemy dziś prowadzić skuteczną politykę rodzinną, a za rządów naszych poprzedników
nie dało się tego zrobić na większą skalę. Dlatego komisja weryfikacyjna, jaka ma postać, niech raczej pokaże mechanizmy, a później na tej podstawie można będzie ustalić, kto za to odpowiada. Rzucanie różnych haseł – na tym etapie – może tylko zaszkodzić, a na pewno nie będzie sprzyjało wyjaśnieniu sprawy.
Kto powinien zasiadać w takiej komisji i czy stosunkowo krótki czas, jaki pozostał do wyborów parlamentarnych, wystarczy,
żeby wyjaśnić wszystkie fakty?
– Niech zasiądą tam fachowcy, którzy znają się na prawie, bo w trakcie prac będzie potrzebna analiza bardzo wielu dokumentów prawnych. Niech w tym gronie znajdą się eksperci znający się na sprawach gospodarczych, którzy potrafią oszacować straty lub ewentualne konszachty nieuprawnionych osób czy niektórych firm. Tak się przecież działo, że nagle pojawili się miliarderzy mający dobre relacje z władzą i dzięki temu ich firmy lepiej funkcjonowały niż inne, które w tym samym czasie upadały.
Niech to zatem będzie komisja – ciało niepolityczne, zwłaszcza że ludzie mają duże pretensje do polityków
i w tej sytuacji zbytnie upolitycznienie takiej komisji i jej działań nie przyniesie dobrego rezultatu. Natomiast jeśli sprawą wyjaśniania polityki energetycznej i analizą dokumentów zajmą się bezstronni fachowcy – tak jak dla przykładu został przygotowany raport o stratach poniesionych przez Polskę w wyniku agresji i okupacji niemieckiej w czasie II wojny światowej, to będzie
to z korzyścią dla sprawy, a później będziemy dalej dyskutować.
Nie mam oczywiście wątpliwości, że ekipa PO – PSL, która rządziła Polską, była nastawiona antypolsko, musimy też poznać, dlaczego niektórzy politycy Platformy hołubili ten czy inny kraj, dlaczego działali pod dyktando obcych. I to jest interesujące, bo ani Donald Tusk, ani ja nie jesteśmy wieczni, natomiast pewne mechanizmy funkcjonowania państw są trwałe i długoletnie. Polacy, którzy wybierają czy będą wybierać podczas różnych wyborów w Polsce swoich przedstawicieli, muszą wiedzieć, kto ma program, jak kto chce rządzić i jakie mechanizmy są negatywne czy wręcz szkodliwe dla państwa i jak dramatycznie straty budżetowe mogą obniżyć wartość danego państwa i zubożyć społeczeństwo.