Polityka migracyjna bankrutuje
Wtorek, 29 listopada 2022 (10:24)Z dr. Krzysztofem Kawęckim, politologiem, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Jak skomentuje Pan ekscesy, do jakich doszło w niedzielę za sprawą marokańskiej społeczności na ulicach m.in. Brukseli, a także Rotterdamu?
– Barbarzyńskie – tak trzeba to nazwać – ekscesy imigrantów – wszystko wskazuje, że z Afryki Północnej, a głównie Marokańczyków – miały miejsce po zwycięstwie Maroka nad Belgią w meczu podczas Mistrzostw Świata w Piłce Nożnej w Katarze. Nie można zatem tłumaczyć ataków na policjantów, podpaleń, niszczenia mienia, dewastacji przestrzeni miejskich przegraną w tym spotkaniu, ale nastąpiło to po wygranej. Mamy zatem sytuację, gdzie Maroko wygrywa, a imigranci wykorzystują ten fakt do demonstrowania swoich poglądów, swoich postaw, i to w tak brutalny sposób. Z tym że nie tak powinno wyglądać świętowanie zwycięstwa.
Widać też, że ci ludzie czują się coraz bardziej bezkarni, że polityka afirmacji dla imigracji – polityka państw zachodnich, doprowadziła do takiego stanu rzeczy. Agresja imigrantów na ulicach belgijskich czy holenderskich miast była skierowana przede wszystkim w policję, ale jest to tylko zewnętrzny wyraz czegoś szerszego – negacji całego porządku prawnego Belgii czy Holandii przez imigrantów. Można stwierdzić, że ta negacja dotyczy także innych obszarów życia państwowego, choć być może nie jest wyrażona w sposób tak spektakularny, jak to ma miejsce teraz.
Strach pomyśleć, jaką formę agresji przyjęłyby te ekscesy, gdyby Maroko przegrało ten mecz?
– Gdyby przegrali, to chuligańskie czy wręcz barbarzyńskie zachowania, które mogliśmy obserwować za pośrednictwem mediów, mogłyby przybrać jeszcze ostrzejszą formę jako forma niezadowolenia z wyniku. Te postawy i zachowania wynikają z poczucia własnej siły, własnej odrębności i demonstracji tego. Widać więc, że niezależnie od wyniku rywalizacji sportowej imigranci muzułmańscy mają poczucie bezkarności i tego, że na wiele mogą sobie pozwolić.
Wydaje się, że wydarzenia sportowe powinny łączyć ludzi nawet o odmiennych poglądach czy odmiennej narodowości, a nie wywoływać tego typu konflikty, starcia etniczne, jakie obserwowaliśmy w Belgii i Holandii?
– Sport to szlachetna rywalizacja także w wymiarze międzynarodowym, a kibice współtworzą tę rywalizację jej oprawą, rzec można nawet, że w jakiś sposób uzupełniają, udoskonalają tę rywalizację poprzez zewnętrzny wyraz w postaci dopingu, zaangażowania. W ten sposób stają się niejako uczestnikami rywalizacji drużyn, którym kibicują. Natomiast przenoszenie swoich pozasportowych instynktów w niedopuszczalnej formie, która miała miejsce w Brukseli czy miastach Holandii, to wyraz daleko idącego prymitywizmu. A kto wie, być może znaczy to coś więcej niż tylko instynktowny wyraz chuligańskich postaw. Być może jest to nienawiść do Europy – jej kultury, tradycji i do Europejczyków.
Zatem czy obecność na kontynencie europejskim imigrantów muzułmańskich, którzy poczynają sobie coraz śmielej, nie jest zagrożeniem dla naszej cywilizacji? Polityka migracyjna poniosła klęskę?
– Europa Zachodnia sama sobie stworzyła problemy, przyjmując już w latach 70. ubiegłego stulecia ideę wielokulturowości. Programy tzw. integracyjne oparte o ideę wielokulturowości okazały się zupełnie nieskuteczne, czego potwierdzeniem są agresywne zachowania trzeciego pokolenia imigrantów wobec instytucji państwowych krajów, które ich tak bardzo ochoczo przyjmowały.
Można zatem mówić o przegranej idei wielokulturowości?
– Owszem, tak to wygląda. Zapewne dla ludzi, którzy mieli wątpliwości dla takiego kierunku polityki, którzy krytykowali te postawy, zachowania, jakie obserwujemy dzisiaj z udziałem imigrantów muzułmańskich, nie jest to żadne zaskoczenie. Trzeba też dodać, że ta krytyka, te ostrzeżenia miały miejsce poza głównym nurtem życia politycznego czy państwowego, bo media liberalne w państwach zachodnich uprawiały propagandę proemigracyjną, a wszelkie inne postawy, które przestrzegały przed konsekwencjami tej bezrefleksyjnej otwartości ideologii wielokulturowości, były wyśmiewane, określane mianem ksenofobii, rasizmu, i piętnowane.
Czego zabrakło, czy nie było świadomości, że utrzymanie w ryzach społeczeństw wielokulturowych, szczególnie imigrantów przybywających z Afryki Północnej czy Bliskiego Wschodu, a więc z zupełnie innego obszaru cywilizacyjnego czy kulturowego, jest bardzo trudne, a wręcz niemożliwe?
– Mamy tutaj do czynienia z ideologią multikulturalizmu – społeczeństwa wielokulturowego, wielorasowego – jak to określano. Nie miejmy zatem złudzeń, że tzw. elity lewicowo-liberalne Europy Zachodniej, które nadal decydują o polityce Unii Europejskiej oraz polityce poszczególnych państw, nagle odeszły od tej ideologii, że zweryfikowały swoją postawę – nic z tych rzeczy. Nadal – choć może w nieco innej formule – ta polityka proemigracyjna jest kontynuowana i narzucana innym.
Pamiętajmy też, że ideologia multikulturalizmu wiąże się m.in. z dechrystianizacją życia publicznego, co się wpisuje w programy czy strategie establishmentu lewicowo-liberalnego. Przy czym symbole chrześcijańskie są wykluczane także dlatego, że wyrażają – jak to się określa – hegemonię kulturową grupy większościowej. Stąd też liberalne ustawodawstwo sprzyja właśnie tym postawom proemigracyjnym. Trzeba też dodać, że przeróżne programy tzw. integracyjne, których nawet trudno jest się doliczyć nie sprawdziły się, a mimo to są wciąż realizowane. Także liberalne ustawodawstwo państw zachodnich określiło możliwości nabywania obywatelstwa, które w wielu krajach jest nadawane niemalże automatyczne w myśl zasady prawa ziemi. To znaczy, że z chwilą ukończenia 18. roku życia dzieci imigrantów urodzone z rodziców cudzoziemskich nabywają obywatelstwo. I tak to wygląda.
Warto też zauważyć, że jeśli chodzi o politykę migracyjną, to nie ma zasadniczych różnic między tzw. centroprawicą europejską a ugrupowaniami lewicowymi. Na przykład we Francji centroprawica tylko tym różni się od lewicy, że propaguje tzw. islam francuski, który – jak mówią – jest islamem pogodzonym z wartościami demokracji zachodniej. W przeciwieństwie do lewicy często prawica podejmuje walkę – jak to nazywa – z gettami imigracyjnymi, które są najbardziej podatne na wpływy fundamentalistów islamskich. Jednak cel – pluralizm religijny i etniczny – jest wspólny zarówno dla lewicy, jak i centroprawicy. Można zatem powiedzieć, że różnice są tylko taktyczne, a postawy nadal proemigracyjne.
Można zatem powiedzieć, że ideologia multikulturalizmu wygrywa z racjonalnością?
– Owszem. Multikulturalizm oparty jest na fałszywych przesłankach, nieprawdziwych, nieempirycznych i służy wyłącznie celom ideologicznym, celom lewicy – czyli zniszczeniu cywilizacji europejskiej. Imigranci są narzędziem polityki tych środowisk, tych sił politycznych, medialnych, finansowych, które w Europie Zachodniej dziś dominują.
Trudno sobie wyobrazić, z czym moglibyśmy mieć dzisiaj do czynienia, gdyby – jak chciał rząd koalicji PO–PSL – Polska przyjęła narzucaną nam pulę imigrantów muzułmańskich, których do Europy zaprosiła kanclerz Angela Merkel?
– To był niebezpieczny, krytyczny moment dla państwa polskiego – zwłaszcza że pamiętamy wypowiedzi prominentnych polityków Platformy, którzy pod dyktando Brukseli i Berlina deklarowali, że Polska jest w stanie przyjąć właściwie każdą ilość imigrantów muzułmańskich, że nie jest to żaden problem. Tym samym Platforma powielała tezy Niemiec, a konkretnie partii chrześcijańsko-demokratycznej CDU, której przewodniczyła Angela Merkel. Można więc powiedzieć, że ówczesna kanclerz Niemiec była architektem i próbowała stworzyć ład nie tylko europejski, który był oparty na idei wielokulturowości i próbowała ten ład narzucić także innym krajom, m.in. Polsce – oczywiście przy aprobacie PO.
Platforma, deklarując postawy proemigracyjne i możliwość przyjęcia imigrantów muzułmańskich, de facto odpowiedziała w pozytywny sposób na życzenie Angeli Merkel: herzlich willkommen – serdecznie witamy. Nie sądzę, żeby to się skończyło na przyjęciu kilkunastu tysięcy imigrantów, o których się wówczas mówiło, ale później nastąpiłyby kolejne deklaracje dotyczące możliwości przyjęcia imigrantów przez rząd koalicji PO–PSL – w myśl oczekiwań kanclerz Merkel i Niemiec. W związku z tym dzisiaj być może zupełnie inaczej wyglądałaby sytuacja państwa polskiego, a nawet na ulicach polskich miast. Nie ma wątpliwości, że zakres bezpieczeństwa Polski zostałby w sposób znaczący umniejszony.
W Polsce jest wielu uchodźców wojennych z Ukrainy, ale do takich ekscesów jak w Belgii czy Holandii jakoś nie dochodzi?
– Kluczowe w tym stwierdzeniu pana redaktora jest słowo uchodźcy, ale nie imigranci. Otóż w przypadku ludzi z Ukrainy mamy do czynienia z uchodźcami wojennymi, których z kraju wypycha zbrodniczy reżim rosyjski, podczas gdy w tamtym wypadku mieliśmy imigrantów ekonomicznych, imigrantów muzułmańskich, co więcej, mieliśmy do czynienia z nielegalną imigracją. To dwa zupełnie różne zjawiska. Trzeba też podkreślić, że imigranci ekonomiczni z Afryki Północnej czy Bliskiego Wschodu, to jest zupełnie inna rzeczywistość niż uchodźcy wojenni z Ukrainy, którzy po zakończeniu działań wojennych w ogromnej większości chcą powrócić do swojego ojczystego kraju.
Natomiast jeśli chodzi o imigrantów muzułmańskich, to mielibyśmy do czynienia z zupełnie innym zjawiskiem – z próbą wejścia w społeczność polską czy zachodnią i korzystania z różnych możliwości, które stwarzałoby liberalne ustawodawstwo. Nie miejmy też złudzeń, że w ślad za zgodą rządu koalicji PO–PSL na przyjęcie imigrantów poszłoby też liberalne ustawodawstwo ze wszystkimi tego faktu konsekwencjami. Trzeba też pamiętać, że każda polityka otwartości na napływowe grupy etniczne, narodowościowe wymaga dużej roztropności.