• Wtorek, 14 kwietnia 2026

    imieniny: Justyny, Waleriana

Dziś w „Naszym Dzienniku”

Test gotowości NATO

Piątek, 25 listopada 2022 (02:01)

ROZMOWA / z prof. Piotrem Grochmalskim, ekspertem do spraw bezpieczeństwa

ROZMOWA / z prof. Piotrem Grochmalskim, ekspertem do spraw bezpieczeństwa

Ostatnie ataki rakietowe na Ukrainę nie mają precedensu, jeśli chodzi o skalę oraz intensywność wśród prowadzonych wojen.

– Ostatnie uderzenie ponad 90 rakietami w ukraińską infrastrukturę krytyczną to w istocie próba dokonania nowej formy ludobójstwa. Jego celem było doprowadzenie do gigantycznej katastrofy humanitarnej, żeby fizycznie zniszczyć ukraiński naród. To jest coś niespotykanego w skali świata. Przypomnę, że konwencja ONZ w sprawie zapobiegania i karania zbrodni ludobójstwa, ratyfikowana przez Rosję, stwierdza, że ludobójstwem jest m.in. „rozmyślne stworzenie dla członków grupy warunków życia, obliczonych na spowodowanie ich całkowitego lub częściowego zniszczenia fizycznego”. Zniszczenie infrastruktury krytycznej ma taki właśnie cel. Ukraina, żeby się obronić przed tym uderzeniem, użyła nawet do tysiąca antyrakiet, aby zestrzelić rosyjskie pociski. To wszystko pokazuje, że graniczymy z państwem, gdzie toczy się konflikt, którego skala i intensywność ostrzału przypominają II wojnę światową.

Tymczasem Polska jest także wskazywana przez Władimira Putina i jego współpracowników jako cel agresywnych działań.

– Putin pokazał, że jest bezwzględny, i jeśli padnie Kijów, to nie zawaha się ruszyć dalej. Warto przypomnieć, że w dokumencie z lipca 2021 r., fundamentalnym dla zrozumienia formy ludobójstwa, którego dokonuje Rosja, a który określiłem jako „putinowski Mein Kampf”, Polska jest wymieniana 30 razy. To pokazuje jego obsesję na naszym punkcie. Dlatego Rosja od lat prowadzi wobec Polski wojnę informacyjną. Co więcej, te działania od wielu miesięcy skupione są głównie na tym, aby rozbić współpracę i współdziałanie ukraińsko-polskie – i to na wiele sposobów. Dlatego sytuacja z Przewodowa pokazuje, po pierwsze, że jesteśmy zagrożeni agresywnymi działaniami ze strony Rosji, po drugie, że Rosja nie cofa się przed żadnymi formami działań, które mają znamiona współczesnych aktów ludobójczych. Ponadto zagrożeniem jest to, że zamiast na silnym, zdecydowanym proteście przeciwko temu masowemu uderzeniu rakietowemu na Ukrainę skupiono się na czymś, co jest pokłosiem prowokacji rosyjskiej, czyli na tym, co wydarzyło się w Przewodowie, gdzie dwaj Polacy ponieśli śmierć. A przecież było oczywiste, że Rosja testuje granice, do których może się posunąć. Odpowiedź NATO na incydent była zbyt miękka. Powtarzam: celem Rosji jest dokonanie masowego ludobójstwa.

Jaką rolę w tym procesie odgrywa państwo?

– Jest ono gwarantem skuteczności tych działań. Pojawia się refleksja związana z tym, jak istotne znaczenie ma społeczne zrozumienie tej sytuacji i wsparcie oraz akceptacja dla budowania podmiotowości państwa. Tego nikt za nas nie załatwi i nikt nas nie obroni, jeśli nie będziemy mieli skutecznego systemu pozwalającego na odparcie różnego rodzaju działań. Dopóki nie zostanie zakończone śledztwo w sprawie zdarzenia w Przewodowie, niewykluczone, że rosyjski ślad jest tutaj bardziej istotny, niż nam się wydaje. Sprawa jest bowiem cały czas otwarta, aczkolwiek z tego, co słyszymy, jest to nieszczęśliwy wypadek w procesie obrony przeciwko gigantycznemu atakowi rakietowemu na Ukrainę. Natomiast fakt, że rosyjskie uderzenia rakietowe są w sposób zamierzony kierowane przy polskiej granicy, powoduje, że istnieje w sposób oczywisty zagrożenie, iż rosyjski pocisk, który ulegnie jedynie uszkodzeniu przez ukraińską rakietę, zmieniając jej tor lotu, rzeczywiście może spaść na nasze terytorium. Nie ulega wątpliwości, że sprawcą tego typu działań, które w sposób zamierzony mają testować gotowość NATO do odpowiedzi, jest Rosja.

Eksplozja z Przewodowa stawia też pytania o to, czy jesteśmy bezpieczni?

– Tuż przed wybuchem wojny do Polski dotarły elitarne formacje amerykańskiej 82. Dywizji Powietrznodesantowej. USA wysłały też do Polski dwie baterie systemów rakietowych Patriot. Amerykanie wzmocnili naszą ochronę granicy, ale też wsparli nas w największym wyzwaniu w skali świata, przed jakim stanęło NATO – wyzwaniu migracyjnym wywołanym przez wojnę. Dotarły też do nas dwie polskie baterie Patriot, które zakupiliśmy jeszcze w 2018 r. Są one w finalnym stadium zgrywania całego systemu. Stanowią kluczowy element programu Wisła. Ma on zapewniać obronę rakietową średniego zasięgu, ale za chwilę otrzymamy też wyrzutnie HIMARS, które będą najwyższym piętrem naszego systemu antydostępowego, pozwalając jednocześnie na uderzenia quasi-strategiczne w głąb przestrzeni rosyjskiej. Zbudowana i dyslokowana została też pierwsza „Mała Narew” – element systemu krótkiego zasięgu. Ma on najważniejszą rolę do spełnienia, ponieważ będzie podstawowym elementem parasola ochronnego. Pierwszy system otrzymał już 18. Pułk Przeciwlotniczy w Sitańcu niedaleko Zamościa. Docelowo będzie on oparty na systemie „Narew”, wyposażony w lepsze radary i rakiety od „Małej Narwi”. Obecny system został zbudowany w oparciu o radar polskiej produkcji „Soła”, obsługujący promień ok. 60 km i umożliwiający równoczesne śledzenie 99 obiektów. Do tego dochodzi nasz rodzimy system zarządzania ogniem Zenit, plus wyrzutnie iLauncher z rakietami CAMM na podwoziu Jelcza. Na początku przyszłego roku ma być druga „Mała Narew”, tym razem na północy Polski w Gołdapi, w 15. Pułku Przeciwlotniczym 16. Pomorskiej Dywizji Zmechanizowanej jako element rakietowej osłony północnej rubieży Polski. Docelowo „Narew” i Wisła mają być zintegrowane w ramach systemu zarządzania obroną powietrzną IBCS, na stworzenie którego Amerykanie przeznaczyli ogromne środki. Otrzymamy go jako pierwsi na świecie. Połączy on w jedną przestrzeń obrony wszelkie systemy sensoryczne, także samoloty F-35. Polska uczy się wykorzystywać wszystkie te nowe rozwiązania. I tak pokrótce wygląda budowana przez nas tarcza antyrakietowa zabezpieczająca Polskę przed uderzeniami rakietowymi, lotniczymi, a także artyleryjskimi.

Jak w tym kontekście należy odczytywać propozycję Niemiec dotyczącą rozmieszczenia w Polsce dodatkowych baterii Patriot?

– Owszem, jest to jakaś oferta, ale trzeba ją sprawdzić, zwłaszcza że Niemcy dużo mówią, jeśli chodzi o dostawy broni na Ukrainę, ale w praktyce nie wygląda to dobrze. Przypomnę, że wcześniej oparliśmy naszą ewolucję broni pancernej na modernizacji niemieckich leopardów, ale po koszmarnych doświadczeniach ze stroną niemiecką w tym procesie modernizacji wiemy, co z tego wyszło. Ponadto koncerny niemieckie nawet po ataku rosyjskim na Ukrainę intensywnie wspierały branżę militarną w Rosji. Warto zwrócić uwagę na fińskie komentarze, że Niemcy wciąż szukają zbliżenia z Rosją – tą obecną, putinowską. To są sygnały, że powinniśmy budować własny system, a nie liczyć na gesty Niemiec.

Drogi Czytelniku,

cały artykuł jest dostępny w wersji elektronicznej „Naszego Dziennika”.

Zapraszamy do zakupu w sklepie elektronicznym

AB, „Nasz Dziennik”