• Wtorek, 14 kwietnia 2026

    imieniny: Justyny, Waleriana

Nie możemy się cofać w nieskończoność

Poniedziałek, 21 listopada 2022 (21:26)

Rozmowa z Bogdanem Rzońcą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości

Po stronie obozu rządzącego coraz częściej pojawiają się głosy o możliwych ustępstwach w sprawie odblokowania pieniędzy z „Krajowego planu odbudowy”, słychać też o wygaszaniu konfliktów
z Komisją Europejską. Tylko jak długo można się cofać, tym bardziej że prezydent Andrzej Duda jest sceptyczny wobec kolejnych ustępstw?

– Każdy sposób na odblokowanie pieniędzy dla Polski 
– jeśli doszłoby do tego – na pewno jest wart zachodu. Natomiast jeśli pan pyta, czy będziemy bez końca ustępować Brukseli, to odpowiadam, że nie będziemy.
Minister do spraw Unii Europejskiej Szymon Szynkowski vel Sęk, który negocjuje z Komisją Europejską tę sprawę, mówi, że – rozmawiając w Brukseli – wykazuje dobrą wolę, ale nie będzie tak, że Polska ustąpi na całej linii, a co za tym idzie, nie ma mowy o przekroczeniu wyznaczonych czerwonych linii. Ich przekroczenie oznaczałoby,
że przestajemy być państwem suwerennym. Nie możemy pozwolić, żeby w imię praworządności europejskiej rozmontowano nam naszą polską praworządność.

Jest nowa strategia postępowania z Komisją Europejską?

– Trudno mi powiedzieć. Dyplomacja lubi ciszę, dyskrecję, więc nie wszystko jest ujawniane. W ostatecznym rozrachunku będzie się liczyć to, czy otrzymamy należne nam środki z „Krajowego planu odbudowy”, czy też ich
nie dostaniemy. Jeśli uda się przyspieszyć ich wypłatę,
z pewnością będzie to sukces, ale jeśli będą stawiane kolejne wymagania, kolejne progi, to – jak pan redaktor zauważył – nie możemy się cofać w nieskończoność, ustępować w relacjach z Brukselą, bo to nic nie da. Dotychczas Polska wykazała maksimum dobrej woli, ale ustępstwa nic nie dały. Z kolei jakiekolwiek weta ze strony Polski mogłyby zostać odczytane jako próba destabilizacji, czy nawet zachwiania sytuacją budżetową Unii Europejskiej. Proszę też zwrócić uwagę, że pieniądze
z wieloletnich ram finansowych płyną do Polski. Co więcej, europejski komisarz ds. rolnictwa i rozwoju wsi Janusz Wojciechowski wskazuje, że dużo tych środków Polska otrzymała i że środki te są niezagrożone. Podobnie rzecz ma się, jeśli chodzi o Fundusz Spójności, który jest
w końcowej fazie negocjacyjnej odnośnie do strategii sektorowych programów operacyjnych – i to też są ogromne pieniądze dla Polski. Reasumując, trudno mi powiedzieć, czy i jaka jest nowa strategia działań Polski,
bo co do tego najlepiej jest zorientowany rząd. Natomiast jestem przeciwnikiem zatrzaskiwania wszystkich drzwi,
co wielokrotnie podkreślałem przy różnych okazjach,
ale jestem też przeciwnikiem ustępowania
w nieskończoność. Krótko mówiąc, ustępstwa
w określonych granicach – tak, ale w żadnym wypadku
nie kapitulacja.

Oficjalnie przyczyną sporu z KE jest reforma wymiaru sprawiedliwości, ale racjonalnie myślący ludzie nie mają złudzeń, że to tylko pretekst – jeden z wielu, i jego zniesienie nic nie zmieni, bo znajdą się kolejne, żeby nas atakować?

– To prawda. Jeśli więc ustąpimy w kwestii reformowania wymiaru sprawiedliwości, to znajdą się inne preteksty
do atakowania innych obszarów i żądania ustępstw, np.
w systemie edukacyjnym. Na razie osią sporu są kwestie prawne i polski system prawny, co trudno zrozumieć,
bo w Traktatach o funkcjonowaniu Unii Europejskiej system prawny należy do kompetencji krajów członkowskich. Tymczasem KE inspirowana przez opozycję totalną cały czas podnosi ten temat, atakując polski wymiar sprawiedliwości, który nie jest idealny, ale w żadnym kraju tak nie jest. Co więcej, w niektórych państwach członkowskich wymiar sprawiedliwości jest bardziej upolityczniony niż w Polsce, bo sędziowie są wprost powoływani np. przez parlamenty. Tam KE nie wkracza,
za to z uporem maniaka atakuje Polskę.

Chyba nie ma wątpliwości co do tego, jaki jest motyw tego działania?

– Komisja Europejska tylko czeka, żeby Zjednoczona Prawica się potknęła, żeby straciła poparcie społeczne
i żeby opozycja uzyskała trwałą większość. Licząc na to, mogą czekać do wyborów z wypłatą pieniędzy z KPO,
ale jeśli sondaże opozycji nie będą rokować zwycięstwa wyborczego, to może się zdecydują wypłacić należne nam środki. Argumentem za wypłaceniem pieniędzy może być także powiększający się kryzys w strefie euro: bezrobocie rośnie, inflacja też jest coraz większa. Dla przykładu
w Niemczech jest na poziomie 11,5 proc., w Belgii
14 proc., a w Holandii 18 proc. W tej sytuacji aż się prosi, żeby wrzucić na rynek pieniądze dla Polski, bo 
w przetargach dla firm wykonawców inwestycji w naszym kraju wygra wiele firm z państw UE, jak było już wielokrotnie. Trudno jednak powiedzieć, czy presja ze strony wspomnianych zachodnich firm będzie i czy pomoże w uruchomieniu środków na inwestycje dla Polski. Faktem jest, że pieniądze dla nas leżą na koncie, nie są uruchamiane i nie pracują. Przypomnę też, że było wiele utyskiwania, jak to straszny był covid i kryzys z tym związany, i że trzeba jak najszybciej wesprzeć gospodarki poszczególnych państw, służbę zdrowia. Dodam, że środki z KPO miały trafić w dużej mierze właśnie m.in. na służbę zdrowia na jej cyfryzację oraz doposażenie. Niestety, jak przychodzi co do czego, to powody polityczne biorą górę
i sekowanie Zjednoczonej Prawicy jest ważniejsze od wsparcia dla Polski i Polaków. Tak właśnie działa Komisja Europejska.              

Skoro mowa o unijnych finansach, to sprawa też nie wygląda za dobrze, co więcej, niemiecki „Die Welt” ocenia, że w strefie euro dzieje się źle i unijna waluta upadnie.

– Unijna waluta jest w ogromnym kryzysie, bo strefa euro nie zabezpieczyła żadnego kraju przed inflacją. Czytałem też informacje, że niektóre kraje od kilku już lat żałują,
że są w strefie euro, bo kiedy przychodzi czas próby, kiedy przychodzi czas sprawdzania, to okazuje się, że euro wcale nie chroni. Trwa więc dyskusja, coraz bardziej dynamiczna, a unijny komisarz ds. gospodarczych Paolo Gentiloni 
w jednym z wywiadów w ubiegłym tygodniu wskazał bardzo wyraźnie, że nadchodzi recesja w strefie euro,
czym wszyscy bardzo się przejęli. W tej chwili czekamy
na rozwój wypadków i jakie będą notowania inflacyjne
na koniec listopada, jak będzie wyglądała gospodarka.
Na pewno nie zanosi się na poprawę sytuacji.

To chyba źle wróży przede wszystkim
Niemcom?

– Wygląda, że Niemcy będą coraz bardziej osamotnieni
w Unii, wskazują na to chociażby ostatnie sygnały,
że Polsce i Francji udało się zbudować koalicję kilkunastu państw Unii i mimo sprzeciwu Niemiec przeforsowane zostanie wprowadzenie w Unii limitu na ceny gazu.
To, że również prezydencja czeska poparła Polskę i Francję, wskazuje, że Niemcy są coraz bardziej samotni
w prowadzeniu swojej polityki w Unii Europejskiej,
bo swoją chęcią coraz większej dominacji częściej budzą sprzeciw w poszczególnych stolicach. Niemcy to potężny gracz, bardzo bogaty kraj, który wbrew zasadom uczciwej konkurencji preferuje swoje firmy, działając na szkodę firm francuskich, hiszpańskich czy włoskich. Pomoc publiczna
w wysokości 220 mld euro – słynne 52 proc. wszystkich środków dla niemieckiej gospodarki – przy akceptacji KE pokazuje, że Niemców stać będzie na bardzo wiele, a inne kraje nie mogą wpompować do swoich gospodarek tak dużych środków, bo zwyczajnie ich nie mają. To sprawia, że poszczególne państwa dochodzą do wniosku, że dyktat niemiecki wychodzi im na złe. Myślę, że rozłam w Unii,
jeśli chodzi o podejście do Niemiec, jest bardzo korzystny dla wszystkich, także dla Polski.

Zwłaszcza w sytuacji kiedy poseł Platformy Anna Wojciechowska, odkrywając karty, przyznała, że za blokadą KPO dla Polski stoją Niemcy…

– Donald Tusk na spotkaniach przedwyborczych też mówi, że gdyby Platforma wygrała, to pieniądze z KPO byłyby
w Polsce, ale poseł Wojciechowska na spotkaniu
z wyborcami wskazała, kto stoi za tą blokadą. Taka jest narracja polityków Platformy, bo dla przypomnienia europoseł Ochojska też mówiła, że oni mocno starali się, żeby te środki nie wpłynęły do Polski. Obserwując wydarzenia w Parlamencie Europejskim, mam wrażenie,
że europosłowie, którzy się podpisywali pod rezolucjami przeciwko Polsce, teraz się wstydzą takiego działania
i ostatnio coraz mniej jest tych rezolucji. Choć z drugiej strony przygotowywana jest i dzisiaj bądź jutro będzie głosowana rezolucja przeciwko Węgrom, żeby im nie dawać pieniędzy. Natomiast politycy Platformy – czy to
w europarlamencie, czy w polskim Sejmie – wciąż robią swoje, występując przeciwko własnemu państwu.
Co więcej, nawet się z tego cieszą, bo nie mają innego programu dla Polski, a jedynymi ich działaniami są przeszkadzanie w wypłacie środków dla Polski i walka
z Prawem i Sprawiedliwością. Innych pomysłów nie mają
i mieć pewnie nie będą. Niektórzy politycy Platformy mówią, że program pokażą po wyborach, na co część wyborców odpowiada, że poprze Platformę, ale też po wyborach. I oby tak się stało.

Wspomniał Pan, że część europosłów wstydzi się tego, że atakowała Polskę, przyjmując rezolucje przeciwko nam,
ale – co by nie powiedzieć – około 40 takich rezolucji poparli…

– Rzeczywiście 40 rezolucji to duża liczba, materiał na książkę. Myślę, że następne pokolenia będą się uczyć
o kolejnym wcieleniu targowicy. Mam nadzieję,
że historycy to opiszą i pokażą, w jakiej sytuacji znajdowała się Polska i gdzie miała wroga. Ten wróg jest cały czas ten sam, to są Niemcy, którzy mają swojego człowieka w Polsce – Donalda Tuska. W tym gronie jest też Radosław Sikorski, który jako szef polskiej dyplomacji straszył Ukraińców, że Rosjanie ich pozabijają, jeśli się
nie zgodzą na ustępstwa wobec Moskwy. Takich liderów ma Platforma, którym bliżej do historycznych wrogów Polski
– Niemiec i Rosji. Ci nasi wrogowie mają też swoich przedstawicieli w Parlamencie Europejskim, którzy działają na korzyść obcych, a nie dla dobra Polski.

To smutna konstatacja.

– Takie są jednak fakty. Pokazaliśmy tak piękną postawę wobec Ukrainy zaatakowanej przez rosyjskiego najeźdźcę. 7 mln uchodźców wojennych przetoczyło się przez Polskę, otrzymując pomoc i wsparcie. Jeśli zważając na tę postawę, chce się nas postawić na jednej szali z trzema upolitycznionymi sędziami i od ich przywrócenia
do orzekania uzależnia się wypłatę środków dla kraju,
to jest to niepoważne. To dowód, że szuka się pretekstów, żeby dołożyć Polsce, a że wspomniani sędziowie są politycznie powiązani z Platformą i Lewicą, to nic dziwnego, że na gruncie brukselskim mają swoich sprzymierzeńców, którzy drukują kolejne rezolucje, żeby tylko dokuczyć Polsce.

Dziękuję za rozmowę.                

Mariusz Kamieniecki