Państwo polskie wypełniło swoją powinność
Sobota, 12 listopada 2022 (17:52)Z dr. Krzysztofem Kawęckim, politologiem, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Szczątki trzech prezydentów Władysława Raczkiewicza, Augusta Zaleskiego
i Stanisława Ostrowskiego, przez lata dbających o polskość na uchodźstwie, powróciły z Wielkiej Brytanii do Polski. Jaką rolę odegrali ci politycy w naszej historii?
– Prezydenci na uchodźstwie byli nie tylko depozytariuszami Polski niepodległej, byli nie tylko świadectwem dla świata, że Polska jest pozbawiona niepodległości, dlatego nie ograniczyłbym ich postaw
i działań tylko do roli symbolicznej. Z drugiej strony mamy świadomość, że po II wojnie światowej już tylko nieliczne
i wcale nie najważniejsze państwa przez jakiś czas uznawały rząd i w ogóle władze Rzeczypospolitej na uchodźstwie. Tak czy inaczej uosabiali oni legalizm polskiej władzy Polski wolnej, a nie pod sowieckim protektoratem. Dlatego też ich rola była znacząca, bo każdy z tych prezydentów miał konkretny wkład w to dzieło budowania wolnej, niepodległej Polski.
Choć na obczyźnie, to jednak niezmiennie stali na straży Konstytucji z kwietnia 1935 roku i bronili interesów Narodu Polskiego, przeciwstawiając się propagandzie sowieckiej i właściwie przez pół wieku – wbrew przeciwnościom – zabiegali o polską niepodległość na wszystkich możliwych polach…
– To prawda – prezydenci Rzeczypospolitej na uchodźstwie stali na straży Konstytucji kwietniowej i jak pan redaktor zauważył – przeciwstawiali się również propagandzie sowieckiej, również propagandzie komunistycznej. Z tym, że warto też zauważyć, że Konstytucja kwietniowa określana była mianem faszystowskiej, autorytarnej. Chodziło oczywiście o to, żeby zdeprecjonować II Rzeczpospolitą i – w naszym rozumieniu historycznym i moralnym – legalne władze II Rzeczypospolitej, które funkcjonowały w czasie II wojny światowej, a później, po wojnie, na emigracji. Komuniści i Sowieci, deprecjonując Konstytucję kwietniową, chcieli legitymizować nowy porządek prawny. Nowa konstytucja uchwalona przez komunistyczny Sejm wprowadzała formułę państwa pod nazwą Polska Rzeczpospolita Ludowa, a sama konstytucja została zatwierdzona z osobistymi poprawkami Stalina. Natomiast Konstytucja kwietniowa była zwalczana z uwagi na swoją dużą skuteczność w zakresie zapewnienia ciągłości władzy państwowej, stąd też możliwe było – na podstawie właśnie zapisów tej Konstytucji – przekazanie we wrześniu 1939 roku przez dotychczasowego internowanego prezydenta Ignacego Mościckiego władzy pierwszemu już pod okupacją niemiecką prezydentowi Władysławowi Raczkiewiczowi. Te zapisy, które pozwalały na legitymizację władzy II Rzeczypospolitej – w sensie prawno-politycznym – i kontynuację Polski niepodległej budziły zaniepokojenie władz sowieckich i stąd też ta propagandowa i bezpardonowa ich walka z Konstytucją kwietniową.
W ostatnich latach obecne władze czynią starania, w efekcie których szczątki wielu osób – bohaterów naszej wolności – wracają do Polski, m.in. oficerowie płk Ignacy Matuszewski i mjr Henryk Floyar-Rajchman, czy działacz emigracyjny, uczestnik
i kronikarz Powstania Listopadowego Maurycy Mochnacki. Jednak ta dzisiejsza uroczystość jest chyba szczególnie wymowna?
– Owszem, bo do kraju powróciły szczątki trzech pierwszych prezydentów Polski niepodległej na uchodźstwie: Władysława Raczkiewicza, którzy – podobnie jak Stanisław Ostrowski, w jakiś sposób także August Zaleski – mieli swoje zasługi na rzecz odzyskania niepodległości jeszcze z czasów I wojny światowej. Byli bowiem zaangażowani czy to w działalność dyplomatyczną, czy też wojskową, odgrywali też znaczącą rolę w okresie II Rzeczypospolitej. Ponadto byli uczestnikami wojny 1920 roku z bolszewikami, a Władysław Raczkiewicz przed 1920 rokiem był dwukrotnie ministrem spraw zagranicznych, również senatorem i marszałkiem Senatu w latach trzydziestych, jak również prezesem Światowego Związku Polaków z Zagranicy, a później właśnie prezydentem Rzeczypospolitej na uchodźstwie. I stąd zrozumiałe są jego zasługi i rola, jaką odegrał w historii Polski. Podobnie jeśli chodzi o Augusta Zaleskiego, mimo pewnych turbulencji związanych z wypełnianiem funkcji prezydenta. Przypomnę, że pełnił tę funkcję najdłużej, bo w latach 1947-1972, i doszło wówczas do podziału politycznego na emigracji, do powstania niekonstytucyjnego organu
– alternatywnej prezydentury tzw. Rady Trzech – opozycyjnej wobec Rządu Rzeczypospolitej Polskiej na uchodźstwie. Ten kryzys został jednak przezwyciężony
i kolejny prezydent Stanisław Ostrowski – przed wojną poseł trzech kadencji do Sejmu RP, prezydent miasta Lwowa, aresztowany przez Sowietów, który przebywał
w sowieckich łagrach, a wolność odzyskał na podstawie układu Sikorski – Majski z 30 lipca 1941 roku między Polską a ZSRS, sprawował dalej urząd prezydenta Rzeczypospolitej na uchodźstwie w latach 1972-1979. Uroczystość w Świątyni Opatrzności Bożej była szczególna, wymowna, bo z udziałem prezydenta Andrzeja Dudy
i premiera Mateusza Morawieckiego. To symboliczne, ale ważne wydarzenie, istotny akt o charakterze wypełnienia powinności przez państwo polskie, powinności, które wcześniej zostały, niestety, zarzucone.
Jest to też chyba okazja, żeby nadrobić zaległości w wiedzy o tym, czym były władze Polski na uchodźstwie, i przypomnieć wielką rolę, jaką odegrali przywódcy wolnej Rzeczypospolitej i co im zawdzięczamy?
– Jako Polacy potrzebujemy wzorców, którymi z pewnością są prezydenci na uchodźstwie. Ta luka w wiedzy,
w świadomości – czym były władze na uchodźstwie
i prezydenci Rzeczypospolitej, którzy tę władzę uosabiali, to jest jedno z większych zaniedbań edukacji historycznej. Na szczęście publikacji na ten temat ostatnio jest coraz więcej za sprawą Instytutu Pamięci Narodowej, są też historycy, którzy uzupełniają braki w obszarze polskiej historiografii. Natomiast jeśli chodzi o edukację historyczną czy to na poziomie szkolnictwa podstawowego, średniego, również na wyższym poziomie, to tych braków rzeczywiście jest jeszcze sporo i jest to rzecz wymagająca dużej poprawy. Póki co możemy mówić o sporej luce w pamięci historycznej, która dotyczy znaczącej części Polaków. Można to oczywiście tłumaczyć wręcz wrogim traktowaniem emigracji przez władze PRL-u, ale niezależnie od tego jest kilka aspektów, które wymagają przypomnienia. I to jest dzisiaj absolutnie obowiązek państwa polskiego.
Ważną rolę odegrali też żołnierze Polskich Sił Zbrojnych, którzy zostali na Zachodzie?
– Znacząca część – ponad sto tysięcy żołnierzy Polskich Sił Zbrojnych – pozostała na Zachodzie, a ich losy były w wielu wypadkach bardzo trudne. Trzeba przypomnieć,
że w 1946 roku komunistyczny Tymczasowy Rząd Jedności Narodowej haniebną decyzją pozbawił polskiego obywatelstwa 70 wyższych oficerów Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie, a wśród nich generałów Kopańskiego, Maczka, Andersa. Byli oni postaciami w szczególny sposób znienawidzonymi przez komunistyczny reżim, komunistyczną propagandę. Losy tych ludzi muszą być przypominane, zwłaszcza że po wojnie były one trudne. Na przykład ostatni Wódz Naczelny Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie gen. Tadeusz „Bór” Komorowski po wojnie pracował w zakładzie dekoratorskim, tapicerskim,
a gen. Stanisław Maczek, który w czasie wojny dowodził
1. Dywizją Pancerną, po wojnie pracował jako sprzedawca, a następnie jako barman w hotelach w szkockim Edynburgu. Z kolei gen. Stanisław Sosabowski zarabiał na życie jako magazynier w fabryce urządzeń elektrycznych. Przykłady polskich generałów, żołnierzy, którzy przez władze komunistyczne zostali uznani za zdrajców, pozbawieni polskiego obywatelstwa i zmuszeni do życia na emigracji na minimalnym poziomie egzystencji, można mnożyć. Jak widać, emigracja i życie tych ludzi – bohaterów naszej polskiej wolności – wcale nie było łatwe, nie mieli warunków, na które bez wątpienia zasługiwali, a które pozwalałyby im na godne życie. Chcę też zwrócić uwagę, że nie tylko obszar polityczny czy działalność i losy polskich żołnierzy, ale także poezja, literatura polska, wybitni naukowcy, filozofowie tamtych emigracyjnych czasów, to wszystko też wymaga odświeżenia i przypomnienia. Stąd też jeśli mamy się rozwijać i kształtować w pełnej tożsamości jako Naród, to emigracja polska po 1945 roku musi zostać przywrócona do polskiej świadomości narodowej. Musimy mieć o tym okresie, o emigracji po 1945 roku, ugruntowaną wiedzę, podobnie jak mamy wiedzę o emigracji po Powstaniu Listopadowym.
Ci ludzie, nasi narodowi bohaterowie, absolutnie zasługują również na miano wielkiej emigracji, i to bynajmniej nie z powodu liczebności, ale z uwagi na rolę, jaką odegrała ona dla Polski.
Dzisiejsza Polska wydaje się nadrabiać zaległości - czego efektem jest właśnie sprowadzenie szczątków polskich przywódców i ich pochówek w Mauzoleum Prezydentów na Uchodźstwie w podziemiach Świątyni Opatrzności Bożej w Warszawie. Tym samym wolna Polska tym gestem zadbała o majestat państwa. Ale dlaczego tak długo musieliśmy na to czekać?
– W pełni się zgadzam z panem redaktorem – to jest wyraz troski, dbałości o majestat Rzeczypospolitej. Dlaczego tak długo czekaliśmy? Trzeba pamiętać, że Polska po upadku komunizmu, po 1989 roku była tworem hybrydowym – projektem łączącym postkomunistyczną spuściznę PRL-u
z rozwiązaniami, których autorami byli działacze tzw. opozycji. Stąd Polska okrągłostołowa była budowana na fundamencie stalinowskiej konstytucji z 1952 roku, a nie Konstytucji kwietniowej, którą uosabiali prezydenci na uchodźstwie. Przecież Lech Wałęsa złożył prezydencką przysięgę na wierność postanowieniom konstytucji PRL.
I to wszystko jest niewątpliwie rezultatem sytuacji i zaniedbań hybrydowej tzw. III Rzeczypospolitej.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki