• Wtorek, 14 kwietnia 2026

    imieniny: Justyny, Waleriana

Berlin najwyraźniej gra na Pekin

Piątek, 4 listopada 2022 (21:19)

Rozmowa z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, członkiem Kolegium IPN, wykładowcą z KUL i AKSiM

Jak można skomentować wizytę kanclerza Niemiec Olafa Scholza w Chinach i spotkanie z prezydentem Chin – Xi Jinpigiem. Jak te relacje niemiecko-chińskie mają się do jedności Zachodu?

– Niemcy stoją okrakiem między Zachodem a Ameryką, między Atlantykiem a wielkim lądem, czyli Azją, a więc Chinami. Ważne jest to, dlaczego obierają taką orientację – mianowicie korzystając w olbrzymim zakresie z handlu światowego oraz z tego, że Stany Zjednoczone bronią morskich szlaków handlowych robią interesy także z Chinami, czerpiąc z tego krocie. Tak na marginesie, to Ameryka podźwignęła Niemcy po upadku, po II wojnie światowej, a swoją mocarstwową pozycję w Europie Berlin zaczął budować w oparciu o tanie surowce energetyczne rosyjskie, z czego Niemcy skrzętnie korzystali, chcąc tę współpracę rozwijać nadal – w sposób łamiący solidarność europejską, wbrew wszelkim zasadom bezpieczeństwa. To jest jedna kwestia, druga to korzystanie przez Niemcy z tanich produktów czy podzespołów z Chin, dzięki którym ich produkcja jest względnie nowoczesna, a zarazem tania, a więc konkurencyjna. Dlatego Niemcy są dzisiaj mocarstwem eksportowym. Ponieważ po ataku Rosji na Ukrainę relacje z Moskwą zostały przerwane, a przynajmniej ograniczone w wielu miejscach, dlatego nie chcą, żeby to samo powtórzyło się z Chinami, więc starają się zacieśnić współpracę.

Waszyngton tego nie widzi?          

– Owszem, Stany Zjednoczone dostrzegają tę grę Berlina na Pekin i mocno się irytują całą tą sytuacją. Wiemy, jak Niemcy się zachowywali przed wojną, a także po ataku Rosji na Ukrainę, zdając sobie sprawę, że dla Amerykanów ważniejsza jest rywalizacja z Chinami, że tam rozgrywa się najważniejsza batalia. Stany Zjednoczone nałożyły sankcje technologiczne na Pekin i teraz miejsce ma przede wszystkim wojna technologiczna między Amerykanami a Chińczykami. Natomiast Niemcy chciałyby, żeby nie angażować się po żadnej ze stron tego konfliktu i siedząc okrakiem nadal korzystać jak najwięcej dla siebie. Z jednej strony Niemcy są w Sojuszu Północnoatlantyckim, co zapewnia im bezpieczny handel, a z drugiej realizują swój twardy ekonomiczny interes z Chinami. Ale wydaje mi się, że to może się dla Berlina źle skończyć. Wyczuwa to Polska, dlatego – w przeciwieństwie do Niemiec – w sferze bezpieczeństwa militarnego oraz w sferze energetycznej postawiła w sposób jednoznaczny na układ z Amerykanami. Zamówienia sprzętu wojskowego, a także skoncentrowanie się w sferze energetycznej na technologii pozyskiwania energii elektrycznej z atomu od Stanów Zjednoczonych oraz z Korei Południowej są tego najlepszym potwierdzeniem.

Zatem po energetycznym uzależnieniu się od Rosji Niemcy będą chciały teraz powtórzyć podobny manewr z Chinami, tyle że na gruncie gospodarczym?

– Niemcy już tkwią w tej współpracy. Proszę zwrócić uwagę, że tam są realizowane wielkie inwestycje, a współpraca Berlina z Chinami się cały czas rozwija, podobnie jak wymiana handlowa. Między Stanami Zjednoczonymi a Chinami nie ma wojny kinetycznej, w związku z tym trzewia tej współpracy między Berlinem a Pekinem nie wyszły jeszcze na wierzch, ale Niemcy tkwią w tym po uszy, co więcej, nie mają zamiaru z tego rezygnować. Wydaje się, że elity polityczno-biznesowe niemieckie zdiagnozowały, że gdyby po fiasku współpracy z Rosją odpuściły jeszcze relacje gospodarcze z Chinami, to straciliby swoje przywództwo i przewagi ekonomiczne. Dlatego – proszę zwrócić uwagę – że z ust polityków niemieckich nie schodzi, że są mocarstwem moralnym, jeśli chodzi o kwestie praworządności, tzw. praw człowieka itd. Tymczasem zaraz po zakończeniu Zjazdu Komunistycznej Partii Chin kanclerz Olaf Scholz jako pierwszy zachodni przywódca z G7 – grupy najbardziej rozwiniętych gospodarczo państw świata – jedzie niejako złożyć hołd prezydentowi Chin – Xi Jinpigowi, mimo iż Chiny są przecież państwem totalitarnym. Co więcej, Scholz składa wizytę w Pekinie jako pierwszy przywódca zachodni od momentu wybuchu pandemii koronawirusa. Jak widać, Niemcy nie mają żadnych skrupułów, by robić swoje i działać nawet wbrew interesom Stanów Zjednoczonych, ale to nie nasz problem. My powinniśmy też robić swoje. Niemcy nie wiedzą, kto wygra tę rywalizację Waszyngtonu z Pekinem, więc zakładają, że być może będą to Chiny, i w związku z tym, jakby co, chcą trzymać rękę na pulsie i być przy stole, aby mieć jak najwięcej korzyści dla siebie.

W podróży do Chin kanclerzowi Olafowi Scholzowi towarzyszą przedstawiciele niemieckiego biznesu. W tej sytuacji chyba nie ma żadnych wątpliwości, że chodzi tu o rozwój współpracy gospodarczej z Pekinem?  

– Wizyta kanclerza Niemiec w Chinach budzi kontrowersje także wśród samych Niemców. Rzeczywiście, z kanclerzem Scholzem do Chin – jak podają media – pojechali przedstawiciele przedsiębiorców, dużych niemieckich firm czy koncernów, m.in. takich, jak: Adidas, Deutsche Bank, BioNTech, Siemens, Volkswagen, BASF czy Bayer. To pokazuje, w co gra Scholz i że chodzi mu o rozwinięcie współpracy biznesowej z Chinami. Ta gra może spowodować zbudowanie zależności Berlina od Pekinu i powtórzenia błędu ze współpracy z Rosją. Widać jednak, że interesy są dla Olafa Scholza nadrzędne.  

Jak ta współpraca Berlina z Pekinem ma się do relacji z Waszyngtonem oraz zaangażowania się Stanów Zjednoczonych w Europie i wsparcia Ukrainy? Pekin bardzo niejednoznacznie podchodzi do tej wojny, nie sprzeciwił się atakowi Rosji na Ukrainę…

– Wojna z Rosją zarówno dla Amerykanów, jak i dla Chińczyków jest wojną zastępczą. W tym względzie sytuacja zmusza Moskwę, aby iść w kierunku Chin. Natomiast jak Amerykanie patrzą na to, co się dzieje i co robią Niemcy? Myślę, że przejrzeli na oczy. Mają chyba świadomość, że zbyt naiwnie podchodzili do Berlina, licząc na lojalność. Przypomnijmy sobie początek prezydentury Joe Bidena, który godził się na dokończenie budowy gazociągu Nord Stream 2. Zasadniczo w Niemczech widział lidera Europy i tego, który poukłada relacje z Rosją, a w konsekwencji cała ta koalicja wesprze Waszyngton w rywalizacji z Chinami. Tymczasem okazało się, że ten plan pękł niczym bańka mydlana i dopiero agresja Rosji na Ukrainę, cała ta wojna oraz zachowawcza postawa Niemiec pokazały, że administracja Białego Domu się myliła i musiał nastąpić odwrót od tej bezrefleksyjnej polityki. Inna sprawa, że kanclerz Olaf Scholz nie należy do orłów jeśli chodzi o dyplomację. I to wszystko obnaża postawę Niemiec. Stany Zjednoczone to widzą, dlatego tak chętnie idą na współpracę z Polską, stąd tak chętnie sprzedają nam broń oraz wchodzą w technologie jądrowe, czyli de facto w budowę bezpieczeństwa energetycznego w Polsce.

Jak ta współpraca Berlina z Pekinem ma się do solidarności europejskiej, o której tak wiele mówią politycy niemieccy i unijni, a która przez postawę Niemiec jest najwyraźniej łamana? Ale sprzeciwu Brukseli wobec Berlina jakoś nie słychać…

– Solidarność europejska ma tutaj może mniejsze znaczenie, bo Chiny są położone dalej, a ponadto wszyscy jakoś z nimi handlują, czerpiąc zyski. Natomiast bardziej chodzi tu o łamanie przez Niemcy solidarności transatlantyckiej, czyli jedności działania Berlina, Brukseli i Waszyngtonu. Dobrze, że Stany Zjednoczone przejrzały na oczy i daj Boże, żeby wsparły nas jeszcze mocniej w walce o suwerenność z dyktatem i dominacją Brukseli oraz Berlina.

Owszem, ale jeśli chodzi o solidarność europejską, to warto wspomnieć, że kanclerz Scholz zgodził się ostatnio na sprzedaż terminalu kontenerowego stanowiącego część portu w Hamburgu chińskiej spółce. Obawy co do tego wyraża nawet niemiecka opozycja. Czy sprzedając część portu w Hamburgu, Niemcy nie otwierają Chińczykom wrót do europejskiej infrastruktury krytycznej?

Zgadza się, ale podobnie Niemcy otwarli na oścież wrota Europy dla Rosji. To pokazuje, że Niemcy w ten sposób grają. Są pewne układanki, interesy, coś zamiast czegoś. Chińczycy z całą pewnością wchodząc w układ z Berlinem, dadzą Niemcom coś w zamian. Ponadto Niemcy najwyraźniej skalkulowali, że trzymanie się sztywno Stanów Zjednoczonych doprowadzi do ich osłabienia i utraty pozycji lidera w Europie. Dlatego wbrew logice zdarzeń robią wszystko, żeby tę pozycję utrzymać, a krokiem w tym kierunku ma być sojusz gospodarczy z Chinami – jego zacieśnienie. Zatem z jednej strony mamy postawienie Berlina na Chiny, a z drugiej jest próba pacyfikacji w Europie wszystkich rządów, które opierają się Berlinowi, takich jak rządy Polski czy Węgier, w projekcie budowania superpaństwa europejskiego pod niemieckim przywództwem. Jednak żeby to się powiodło, musi być oparte o pewną siłę gospodarczą, ekonomiczną, dlatego Niemcy liczą, że układ z Chinami im to zagwarantuje.

W jakiej sytuacji stawia to Polskę?      

– Polska wyraźnie gra na układ atlantycki i na współpracę wielowymiarową ze Stanami Zjednoczonymi, a nie jak Niemcy na układ z Chinami. W tym momencie walczymy z Niemcami i dobrze, żeby Waszyngton – zacieśniając współpracę z Polską – wsparł nas w tej walce, patrząc także na swoje strategiczne interesy w Europie.

  Dziękuję za rozmowę.

 

Mariusz Kamieniecki