Czas najwyższy zrzucić obrożę zniewolenia
Piątek, 28 października 2022 (15:16)Z prof. dr. hab. Wiesławem Wysockim, historykiem, prezesem Instytutu Józefa Piłsudskiego oraz wiceprezesem Światowego Związku Żołnierzy Armii Krajowej, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Wczoraj w Bobolicach, Byczynie, Głubczycach i Staszowie z inicjatywy Instytutu Pamięci Narodowej zdemontowano pomniki ku czci żołnierzy sowieckich. IPN oczyszcza Polskę z sowieckich symboli. Tych pomników już od dawna nie powinno być w polskiej przestrzeni publicznej – w wolnej i niepodległej Polsce. Dlaczego gloryfikacja najeźdźców sowieckich trwała tak długo?
– Oczywiście, że już dawno te relikty przeszłości powinny być na śmietniku, odejść w niepamięć. To są pomniki hańbiące pamięć o ofiarach, to symbole zniewolenia, smutna pamięć systemu komunistycznego, który wywarł krwawe piętno na historii świata i Polski. Od dawna mówię, że nie zerwaliśmy pępowiny i ciągle jesteśmy – III RP formalnie, w sensie prawnym jest kontynuatorką PRL-u. I w tym obszarze symboli, pomników widać to najwyraźniej. Na całe szczęście systematycznie pozbywamy się tych reliktów przeszłości. Ale proszę zwrócić uwagę, że już drugie pokolenie rośnie w wolnej Polsce, a my ciągle jedną nogą tkwimy w tamtym systemie zniewolenia. Nie potrafiliśmy się z tego wydobyć świadomościowo, mentalnościowo i stąd wciąż jesteśmy pod wpływem tamtych mrocznych czasów. I to jest wielki dramat, że młode pokolenia Polaków wchodzą w życie publiczne ze skażoną świadomością, zdeprawowaną przez ten czas, po części też zniewoloną. To jest dramat naszego pokolenia, że nie potrafimy odróżnić dobra od zła i tego zła eliminować z życia. Zresztą widać w życiu publicznym, gdzie mamy tak liczną Targowicę. I to jest dowód, że nie potrafimy ziarna od plew, dobra od tego, co złe, oddzielić i jednoznacznie opowiedzieć się za wyborem tego, co jest polską racją stanu, co jest polskim dziedzictwem – naszym polskim kodem kulturowym, z którego wyrastamy. Te pomniki ku czci oprawców sowieckich, które dobrze, że stopniowo znikają z naszej przestrzeni publicznej, są symbolem tego, jak bardzo te działania są spóźnione i jak bardzo winę za ten stan rzeczy ponoszą elity, na których w dużym stopniu ciąży to, że wciąż tkwimy jedną nogą w PRL-u. Dopiero teraz staramy się wygrzebać z tego trzęsawiska, w jakim przez lata tkwiliśmy, i po części ciągle jeszcze tkwimy.
Wspomniał Pan Profesor o młodym pokoleniu, może warto przypomnieć młodym ludziom, kim byli ci, którym komunistyczne władze PRL-u wznosiły pomniki, i kim byli ci, którzy ich gloryfikowali?
– Sowieci ręka w rękę z Niemcami rozpoczęli II wojnę światową – najtragiczniejszy okres w dziejach świata. Byli oni bądź to okupantami – Sowietami, albo pełniącymi obowiązki Polaków z nadania zewnętrznego. Proszę pamiętać, że naprzeciwko Pałacu Saskiego w Warszawie car rosyjski postawił pomnik oficerom, którzy zginęli w różnych okolicznościach w czasie pierwszej Nocy Listopadowej. W większości nie chcieli oni przyłączyć się do działań podchorążych. Później pomnik ten określany przez mieszkańców Warszawy „pomnikiem hańby” został przesunięty na plac Wodny. Kiedy jednak nastała wolna Polska, to jedną z pierwszych decyzji było rozebranie tego monumentu, podobnie jak później rozebrano drugi stempel rosyjski, jakim była cerkiew – Sobór św. Aleksandra Newskiego na placu Saskim. Wtedy potrafiono się pozbyć – natychmiast niemalże – tych obcych, narzuconych przez zaborców symboli w życiu publicznym. Natomiast my dopiero teraz – po latach – próbujemy z tym walczyć. I to nas różni od naszych przodków, jeśli chodzi o stosunek do dziedzictwa narodowego. Jednocześnie jest to wątek, który na współczesnych elitach kładzie się wielką skazą.
Na współczesnych elitach skazą kładzie się też fakt, że w Warszawie – stolicy Polski – wciąż straszy aleja Armii Ludowej. Widać są w Polsce politycy, którzy nie chcą dekomunizacji…
– To prawda, że są ludzie, którzy swoimi czynami czynią z siebie spadkobierców minionej epoki. Natomiast w Warszawie wciąż nie ma pomnika wielkiego zwycięstwa w 1920 roku – Cudu nad Wisłą – bitwy, która przesądziła o losach Polski, Europy i świata. To jest wielki skandal i wstyd. Nic też nie wskazuje na to, żeby miało się w tej materii cokolwiek zmienić. Skoro już rozmawiamy o pomnikach sowieckich, to smutne jest także to, że te pomniki mają dzisiaj w Polsce wielu obrońców, którzy bezczelnie podnoszą głosy w obronie sowieckich oprawców, twierdząc, że im się jakąś historię zabiera, czegoś się ich pozbawia. Trudno się jednak dziwić takim skrajnym postawom, skoro przy ocenie Jerzego Urbana – po jego śmierci – pojawiły się głosy wychwalające, jaki to był świetny fachowiec od propagandowej roboty. Piano też z zachwytu, jaki to był rzetelny człowiek i jakie rzetelne dziennikarstwo uprawiał. W takich sytuacjach warto sięgnąć do słów, które znamy z okresu międzywojennego – ciszej nad tą trumną.
Czyli jako Polacy po 1989 roku nie odrobiliśmy lekcji, którą odrobili inni, pozbywając się symboli komunistycznych, odcinając tę pępowinę, o której Pan Profesor wspomniał na wstępie naszej rozmowy. My natomiast wciąż tkwimy w tym pokomunistycznym bagnie…
– To jest, niestety, bardzo gorzka prawda, która na dobrą sprawę nie pozwala się nam wybić na niepodległość, nie pozwala nam wyzwolić się z tego zniewolenia komunistycznego, które zostało na nas nałożone i którą to obrożę – jak się okazuje – przynajmniej część naszego społeczeństwa dobrowolnie przyjęła i nie chce z siebie zrzucić. Wygląda na to, że tej części społeczeństwa jest całkiem wygodnie w tej obroży zniewolenia.
Ustawa z 1 kwietnia 2016 roku o zakazie propagowania komunizmu lub innego ustroju totalitarnego przez nazwy budowli, obiektów i urządzeń użyteczności publicznej, symbolicznie zamyka pewną epokę propagowania systemu totalitarnego, a takim był komunizm, podobnie niemiecki nazizm. Czy jest ona rzeczywiście przestrzegana?
– Stosunek do prawa jest czymś chyba najbardziej kulejącym, chimerycznym w naszej polskiej rzeczywistości. Na dobrą sprawę to, co się dzieje z polskim sądownictwem, to, co prawnicy wyprawiają, jest czymś nieprawdopodobnym. Mamy właściwie państwo w państwie i tworzenie tak na dobrą sprawę alternatywnej rzeczywistości politycznej. Wszyscy jako państwo, społeczeństwo – również w tym obszarze – płacimy cenę za zaniedbania i za to, że nie odcięliśmy tej pępowiny łączącej nas z komunizmem, z czasami PRL-u. Dzisiaj, kiedy nasz świat wartości, ale także świat, który nas otacza, w którym żyjemy, są zagrożone w związku z wojną na Ukrainie, która toczy się u naszych granic, jako społeczeństwo rozumne powinniśmy dowartościować ideę silnego państwa – jako element naszego być, albo nie być, naszej bytności, naszej tożsamości jako Polaków, katolików. Tymczasem okazuje się, że nie potrafimy dostrzec i odczytać wyraźnych znaków, jakie mają miejsce wyjątkowo blisko nas. Co więcej, przynajmniej część elit politycznych w te dawne buty, w obroże sama wchodzi i próbuje właściwie tę anarchię państwa słabego – zupełnie bez znaczenia, tylko na poły suwerennego – powielać.
W takiej sytuacji na usta ciśnie się tylko jedno słowo – Targowica?
– Targowica – dokładnie, to jest to określenie, które ma jednoznaczną konotację w przeszłości i dzisiaj mamy tego powielenie – Targowicę widoczną bardzo wyraźnie w słowach i czynach naszych polityków. Z tym że wtedy przynajmniej część targowiczan otrzeźwiała i zdobyła się na refleksję – choćby gen. Józef Wybicki, któremu ten epizod targowicki też się przydarzył, ale potrafił się bardzo szybko z tego otrząsnąć i stał się znakiem nadziei wolności. Przecież nie kto inny, jak właśnie Józef Wybicki pozostawił nam swój Mazurek Dąbrowskiego – polski hymn narodowy. Przykład Wybickiego pokazuje różnicę między tym, jak politycy działali wtedy, a jak postępują dzisiaj. Tam ludzie trzeźwieli, dostrzegali swoje błędy, wyciągali wnioski i próbowali je naprawiać, natomiast dzisiejsze elity opiły się wodą zapomnienia i ciągle przeżywają swoje ukąszenie komunizmem, co wpływa na ich zachowania i czyny.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki