Coraz więcej przejawów bezsilności i frustracji Rosji
Poniedziałek, 24 października 2022 (20:47)Rozmowa z prof. Piotrem Grochmalskim, ekspertem do spraw bezpieczeństwa
Putin ostrzega NATO przed bezpośrednim starciem, upomina też Niemcy, że stają po stronie Ukrainy, zamiast dbać o swoje interesy. Na ile jest to wymachiwanie szabelką tracącego grunt pod nogami Putina, a na ile są to realne groźby?
– To efekt jego bezsilności i frustracji. Rosyjska armia dostaje wielkie lanie. Ale trzeba mieć świadomość skali owego konfliktu. Powrócę do oceny gen. Załużnego – naczelnego dowódcy Sił Zbrojnych Ukrainy, który w dokumencie dotyczącym perspektyw wojny w 2023 r. stwierdził, że z punktu widzenia Ukrainy tocząca się wojna ma wszelkie cechy i znamiona II wojny światowej – w aspekcie dotyczącym obszaru Ukrainy. Innymi słowy gen. Załużny – opierając się na analizie danych związanych z wykorzystaniem jednostek, amunicji, sprzętu oraz intensywności działań – stwierdził, że to są dokładnie te same parametry lub zbliżone do tego, co charakteryzowało działania wojenne na Ukrainie w okresie II wojny światowej. Joseph Goebbels w swoim „Dzienniku" pisze, że dla Stalina i Hitlera Ukraina ma strategiczne znaczenie. Jak stwierdza, „Nie możemy z tego zrezygnować. Gdybyśmy tak zrobili, to wojna byłaby dla nas przegrana”. Historia się powtarza. Putin, tak jak Hitler, przegrywając na Ukrainie, doprowadzi Rosję do katastrofy. To pokazuje, że mamy do czynienia z gigantycznym konfliktem. I nie ulega też wątpliwości, że Moskwa tę wojnę przegrywa. Zaangażowała nieomal cały możliwy potencjał wojsk lądowych, co więcej, ściągnęła swoje formacje z Syrii,
z baz kaukaskich, z Azji Środkowej, co skutkuje oczywistą utratą instrumentów oddziaływania w tych obszarach
i osłabieniem pozycji międzynarodowej Rosji.
Z potencjału, jakim dysponuje Federacja Rosyjska, chyba nie została użyła tylko broń jądrowa?
– Strategiczna broń jądrowa jest narzędziem odstraszania. Jej siły w Federacji Rosyjskiej liczą 80 tys. żołnierzy i są one w najlepszym stanie. Ale wszystkie państwa, które posiadają broń jądrową, traktują ją jako element odstraszania, a nie po to, by jej użyć. Od II wojny światowej obowiązuje niepisana zasada, że ta broń strategiczna ma charakter jedynie odstraszający, nie jest zaś elementem realnej odpowiedzi. Zresztą nigdy dotąd żadne z państw – zarówno Stany Zjednoczone, ZSRS, a później Rosja – nie dokonało nawet ćwiczebnego odpalenia choćby części arsenału, aby sprawdzić jego sprawność. Istnieje daleko idąca strategiczna zgodność, że użycie tego typu arsenału oznacza zagładę ludzkości, a więc rozpoczęcie takiej atomowej wojny z wykorzystaniem strategicznego arsenału nuklearnego traci sens, bo za jej pomocą nie osiąga się żadnych polityczno-militarnych celów. Rosja, owszem, używa tego straszaka, aby dać do zrozumienia, że jej terytorium jest pod osłoną parasola atomowego, z tym, że Putin używa tego straszaka w relacjach międzynarodowych już od 2007 r. Zrobił to wielokrotnie, choćby w 2014 czy 2015 r. Obecne wypowiedzi straszące użyciem broni jądrowej należy traktować jako rodzaj artykułowanej paniki i desperacji Rosji.
W tej – jak Pan Profesor to określił – panice Putin atakuje kolejne ukraińskie ośrodki cywilne. Co dzieje się na froncie ukraińskim i czy po objęciu kierowania frontem rosyjskim przez „rzeźnika z Syrii” Siergieja Surowikina wojna weszła w nową fazę?
– Nie, nie weszła. Surowikin objął dowodzenie całym rosyjskim frontem 8 października, ale jego udział w operacji ukraińskiej ujawniono znacznie wcześniej, już w maju, ale wówczas miał odpowiadać za określoną część frontu. Putin dokonuje zresztą prawdziwej „rzezi” generałów. Odwołuje ich, zmienia. Z pięciu dowódców okręgów wojskowych ocalał jedynie gen. Łapin, który dowodzi uderzeniem na Bahmut. Co rusz dowiadujemy się o kolejnych dymisjach. Poleciała głowa choćby gen. Czajki, który jako dowódca Wschodniego Okręgu Wojskowego dowodził nieudanym uderzeniem 35. Armii gen. Sanczika i 36 Armii gen. Sołodczukana Kijów. Swoją drogą Czajko był pupilem Gierasimowa, był intensywnie przygotowywany do ukraińskiej wojny w Syrii, gdzie dowodził kontyngentem, wcześniej odpowiadał też za odtworzenie 1. Gwardyjskiej Armii Pancernej, kiedy w 2014 r. Putin podjął decyzję o reaktywacji tego wielkiego związku operacyjnego. Jak widać, nawet tak sprawdzonego
i wydawałoby się sprawnego dowódcę zamieciono pod dywan z uwagi na porażkę operacji kijowskiej. To samo zresztą dotyczy innego „rzeźnika syryjskiego”, gen. Żurawliowa – dowódcy Zachodniego Okręgu Wojskowego, którego 1. Gwardyjska Armia Pancerna, 6. Armia oraz 20. Armia uczestniczyły w operacjach wojskowych, a pierwsza z wymienionych została zdziesiątkowana podczas walk
o Charków, a on został zastąpiony przez gen. Syczewoja. Poleciała też głowa gen. Dwornikowa, którego zachodni dziennikarze nazwali rzeźnikiem z Aleppo za jego zbrodnie wojenne w Syrii, a który na froncie ukraińskim też nie odniósł sukcesów. Jedynym, który się ostał, był wspomniany gen. Łapin dowodzący Centralnym Okręgiem Wojskowym, ale w mediach – zresztą za zgodą Putina – nastąpił atak na szefa Sztabu Generalnego Sił Zbrojnych Federacji Rosyjskiej gen. Gierasimowa, że otacza ochroną Łapina, który ponosi kolejne porażki, a Łapin – pod osobistą presją Putina – konsekwentnie parł na Bachmut, mimo iż rozwijało się potężne kontrnatarcie ukraińskie i decyzją Putina nie przesunięto tam żadnego wsparcia, co wywołało frustrację w rosyjskim sztabie.
Rosjanom najwyraźniej brakuje wsparcia i mimo że ściągają je z zewnątrz, nie osiągają przewagi.
– Drony kamikaze Shahid-136, których Rosja zakupiła od Iranu bodajże 2-2,5 tysiąca sztuk, zaczęły być już używane na polu walki podczas prób powstrzymania ofensywy ukraińskiej idącej od Charkowa, ale próba zmiany układu sił Rosji się nie powiodła. Teraz zostały użyte do uderzeń na infrastrukturę krytyczną Ukrainy, bo radykalnie skurczyły się rosyjskie zasoby rakiet. Na początku agresji Rosjanie posiadali arsenał około 1844 iskanderów, Ch-101, Ch-555 i pocisków Kalibr. Teraz pozostało im około 600, w tym zaledwie 124 iskandery. Moskwa zakupiła od Teheranu kolejną partię dronów, a irańscy instruktorzy są ulokowani na lotnisku Dżankoj na Krymie i w bazie w Zaliżnym Porcie. Ale oficjalnie Iran twierdzi, że nie przekazał Rosji żadnego uzbrojenia i że jest neutralny wobec tej wojny, co w jakimś tam stopniu wykazał podczas głosowania nad rezolucją potępiającą Rosję za aneksję ukraińskich terytoriów na forum Zgromadzenia Ogólnego ONZ. Iran nie tylko że nie wstrzymał się od głosu, ale był też jednym ze 143 państw, które potępiły Rosję.
Co ciekawe, w tym głosowaniu wstrzymały się Chiny i Indie, które dotychczas stały po stronie Rosji. Rośne koalicja przeciw bestialstwu Rosji?
– Ten efekt był widoczny już po szczycie Szanghajskiej Organizacji Współpracy (SzOW), który odbywał się 15-
-16 września w Samarkandzie w Uzbekistanie. Ten szczyt miał miejsce tuż przed ogłoszeniem tzw. częściowej mobilizacji przez Rosję, co dodatkowo powodowało izolację tego kraju także w ramach SzOW – ostatniej, w której Rosja jest traktowana jeszcze w miarę normalnie. Natomiast charakterystyczne podczas SzOW było zachowanie przywódcy Chin Xi Jinpinga, który tuż przed rozpoczęciem obrad tego gremium odwiedził Kazachstan
i prezydentowi Tokajewowi przyrzekł bezpieczeństwo zagwarantowane przez Chiny, co zostało odebrane jako wypchnięcie Rosji z Kazachstanu. Przy czym pamiętajmy, że na początku roku rosyjskie oddziały desantowe wzięły udział w tłumieniu rozruchów w Kazachstanie, co Pekin przyjął bez zdecydowanych gestów, natomiast z wypowiedzi prezydenta Tokajewa widać było, że ta operacja rosyjska wywołała niepokój władz Kazachstanu. Można to było dostrzec po zachowaniu Tokajewa, który kilka miesięcy temu w Petersburgu powiedział wyraźnie, że nie uzna okupacji terenów ukraińskich, co zostało odebrane bardzo negatywnie przez rosyjskie media.
Podczas obrad SzOW w Samarkandzie też można było dostrzec, że państwa Azji Środkowej stopniowo dystansują się od Rosji…
– Rosja w ramach poszukiwania rezerw wyprowadziła z baz kirgiskich i tadżyckich swoje formacje, co z pewnością zostało odebrane jako jej osłabienie w regionie. Traktowanie Putina, któremu coraz częściej przywódcy różnych państw każą na siebie czekać, a także to, o czym wspomniałem wcześniej, pokazuje realne zwijanie się pozycji Rosji w świecie i jej malejące znaczenie także w obozie państw, które dotąd – wydawałoby się – są sojusznikami Moskwy. To głosowanie nad rezolucją w Zgromadzeniu Ogólnym ONZ pokazuje jak w soczewce obraz całego świata, który jest nastawiony negatywnie wobec działań Rosji. Podobna rezolucja w przypadku wojny w Donbasie i aneksji Krymu w 2014 r. została przyjęta głosami bodajże 101 państw, a dzisiaj jest to już 143 krajów, a więc jest to ogromna różnica ukazująca postępującą izolację Rosji. Co więcej, rośnie też grupa państw, które się wstrzymały, co pokazuje presję zwłaszcza ze strony Chin i Indii. Zresztą wymiana zdań
w Samarkandzie między premierem Indii a Putinem, gdzie była mocna presja Narendy Modiego, żeby wojnę zakończyć, pokazuje, że ziemia pod nogami Putina się pali. Jeśli do tego dodamy, że Chiny zaczynają ustawiać zasieki na granicy z Rosją, to widać, że Pekin rozważa różne krytyczne scenariusze także wobec sytuacji wewnętrznej
w samej Rosji. Stan państwa rosyjskiego i przygotowanie Putina do wojny ukazuje też skalę rozkradania sprzętu dla mobilizowanych formacji. Zbudował skorumpowane państwo i ono na jego oczach się rozpada.
Niemcy przekazały Ukrainie pierwszy
z czterech systemów obrony przeciwlotniczej Iris-T SLM. Czy to radykalna zmiana lawirujących dotąd między Rosją a Zachodem władz w Berlinie?
– Na pewno nie możemy mówić o radykalnej zmianie w podejściu Berlina, choć owszem, jest to krok we właściwą stronę. To wynika ze stanu, w jakim obecnie jest Rosja, której pozycja jest coraz gorsza. Niemcy jak do tej pory dostarczyli Ukrainie trzy wyrzutnie krótkiego zasięgu Iris-T SLM, co jest zaledwie drobną częścią tego, co mieli przekazać. Przypomnę, że w 2023 r. mają przesłać Ukrainie 9 kolejnych wyrzutni, ale kiedy to się stanie, trudno powiedzieć. Na front wracają też armatohaubice PzH-2000, które okazało się, że miały defekty i sypały się podczas ich używania. Są znacznie gorsze od polskich krabów.
Niemcy pozorują pomoc, co więcej, chcą obarczyć odpowiedzialnością Polskę – mianowicie Berlin oskarżał Polskę, że utrudnia pomoc Ukrainie i chce, żeby remont tych armathaubic odbył się nie w zakładach zbrojeniowych, ale w jednostkach wojskowych…
– Mamy fatalne doświadczenia, jeśli chodzi o współpracę wojskową z Niemcami. Wspomnę tylko o czołgach Leopard, co jest tematem na osobną rozmowę. Zresztą konsekwencją tego stanu jest fakt, że zdecydowaliśmy się na amerykańskie abramsy, które otrzymujemy w zmodyfikowanej formule, w jakiej tylko armia amerykańska będzie je posiadała, M1A2 SEPv3. Są to czołgi dostosowane do walki z rosyjskim T-14 Armata – rzekomo najlepszym rosyjskim czołgiem, którego jakoś nie widać na polu walki. Tak czy inaczej Niemcy są główną przyczyną tej wojny, bo gdyby nie polityka realizowana przez kolejne niemieckie rządy, Rosja nie byłaby zdolna do rozpętania tej wojny. Dotyczy to także obecnego rządu pod kierownictwem kanclerza Scholza, który wcześniej zasłynął z próby wręczenia łapówki poprzedniej administracji waszyngtońskiej, żeby tylko sfinalizować projekt Nord Stream 2. Szeroko rozpisywały się o tym niemieckie media. Sprawa była głośna, a Scholz był po uszy umoczony w tym wszystkim, co dotyczyło osi energetycznej Niemcy – Rosja. Pamiętajmy też, że polityka niemiecka zakładała, że Rosja wygra tę wojnę, i to bardzo szybko. Jak ujawnił sam Scholz, Niemcy wiedzieli mniej więcej rok wcześniej, że Rosja zaatakuje Ukrainę i pod tym kątem realizowali politykę zarówno wobec Ukrainy, jak i także Polski. Cofając się, możemy zobaczyć, jakie intencje kierowały Niemcami i jak one sobie wyobrażały sytuację w Europie po wygranej przez Moskwę. Wiadomo, że to spowodowałoby radykalną przebudowę polityczną całego Starego Kontynentu, gdzie oś niemiecko-rosyjska oznaczałaby także szukanie nowych rozwiązań bezpieczeństwa europejskiego z wypchnięciem Stanów Zjednoczonych z Europy jako konsekwencją rozbicia lub śmiertelnego osłabienia NATO.
Berlin świadomie uczestniczy w tej bardzo brudnej i niebezpiecznej grze?
– Niemcy nigdy nie były państwem, na które można by było liczyć. Przecież to Berlin swoją polityką stworzył warunki krytyczne, sprowadzając potencjalne zagrożenie wybuchem III wojny światowej. I to po dwóch wojnach globalnych, które miały zrealizować imperialne ambicje Niemiec. II wojna światowa na świecie była postrzegana jako totalny upadek Europy w wymiarze moralnym, kulturowym i cywilizacyjnym – a przecież było to dzieło Niemiec. A dzisiaj – taka powtórka, trzecie podejście, w którym Niemcy znów stały się kreatorem bardzo niebezpiecznej gry, to już jest maksymalne obciążenie kartoteki Berlina. Wszelkie zachowania Niemiec, kiedy próbują się przedstawiać jako państwo, które najbardziej wspiera Ukrainę, są oczywistym żartem i kpiną. Przy czym Berlin cały czas realizuje bardzo brudną, brutalną politykę wobec Polski, która odegrała i odgrywa kluczową rolę
z punktu widzenia bezpieczeństwa Ukrainy i zdolności obronnych tego państwa. Patrząc literalnie na poczynania Niemiec, widać, że realnie realizują oni skrajnie bezwzględną politykę, której jedynym celem są ich neoimperialne interesy – także związane z przekształceniem Unii Europejskiej w instrument realizujący ich wygórowane ambicje politycznej dominacji. Wykorzystują przy tym środki unijne jako siłę, którą niszczą wszelki opór przed realizacją ich imperialnych urojeń.
Jak Pan profesor postrzega niemiecki projekt budowy europejskiego systemu obrony powietrznej, wyrazem czego jest deklaracja 14 państw w sprawie tzw. inicjatywy European Sky Shield. Mamy zalążek budowy europejskiego systemu bezpieczeństwa?
– Jak Niemcy ochroniły Europę, to cały świat miał się okazję wielokrotnie przekonać. Niemcy rzeczywiście wydają w tej chwili ogromne pieniądze na budowę armii, ale nie wolno zapominać, że byli jednym z głównych państw dążących do pacyfikacji zdolności obronnych Europy w tym NATO. Przypomnę wielokrotne prośby, aby Niemcy wydawały więcej na podniesienie swojego potencjału obronnego. Tymczasem Berlin wolał wykorzystywać ogromny potencjał militarny Stanów Zjednoczonych. Wracając do korzeni NATO, warto przypomnieć, że pierwszy sekretarz generalny tej organizacji, Hastings Lionel Ismay, mówił, że wśród celów, jakie przyświecały powołaniu do życia NATO, było powstrzymanie ZSRS, zakotwiczenie Stanów Zjednoczonych w systemie europejskiego bezpieczeństwa oraz kontrola nad Niemcami. Dziś można powiedzieć, że NATO nadal spełnia tę rolę, bo tylko ogromna presja na Niemcy spowodowała, że wielki przemysł zbrojeniowy tego kraju zaczął wysyłać sprzęt wojskowy na Ukrainę. Pamiętajmy, że po 2014 r. przemysł zbrojeniowy Niemiec dalej wspierał przemysł rosyjski. Także teraz – już po agresji na Ukrainę – wywiad ukraiński ujawnił, że największe korporacje niemieckie nadal wspierają technologicznie rosyjski przemysł zbrojeniowy, w tym kluczowe jego segmenty – rakietowy, lotniczy czy pancerny. Ale to nic nowego, bo od czasów Rapallo i porozumienia zawartego w 1922 r. między Republiką Weimarską a Rosją nic w tych relacjach nie uległo zmianie. Ciągle jest cicha gra, chore miraże części niemieckich elit, że te dwa państwa są jak gdyby skazane na daleko idącą współpracę, jeśli chcą odgrywać istotną rolę, bo same, osobno, są za słabe, aby przeciwstawić się potencjałowi amerykańskiemu. Za to wspólnie są na tyle mocne, że mogą przebudować architekturę całej Eurazji. I cokolwiek Niemcy by nie twierdziły, to tego typu choroba ich elit, imperialne megalomaństwo oraz dążenie do potęgi nadal ich charakteryzuje. To wyraźnie wynika z ich czynów.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki