Putin – grabarz Federacji Rosyjskiej
Piątek, 21 października 2022 (20:28)Z dr. hab. nauk wojskowych Romualdem Szeremietiewem, profesorem Społecznej Akademii Nauk, byłym wiceministrem i p.o. ministrem obrony narodowej, rozmawia Mariusz Kamieniecki
Jak skomentować słowa rzecznika rosyjskiego MSZ Marii Zacharowej, która mówi, że Zachód, dostarczając broń Ukrainie, zbliża się do starcia militarnego z Rosją. Czy są to tylko pogróżki?
– Strona rosyjska cały czas opowiada tego typu historie. Z całą pewnością zależałoby im na tym, żeby Zachód nie dostarczał militarnego wsparcia Ukrainie, i to jest oczywiste. Uciekają się zatem do pogróżek, prób zastraszenia i zatrzymania Zachodu we wspieraniu Ukrainy.
Czy Rosja, twierdząc, że Zachód wspiera Ukrainę, nie próbuje też usprawiedliwić swoich niepowodzeń na froncie?
– To jest jeden z elementów tego wszystkiego. Ponieważ Moskwa nie może sobie poradzić z Ukrainą, to w kremlowskiej propagandzie pojawiła się opowieść, że Rosja jest zmuszona walczyć z całym Zachodem i dlatego idzie to tak opornie. Jednak patrząc logicznie na te interpretacje, samo nasuwa się pytanie: To po co walczą z Zachodem? Może należałoby wyciągnąć z tego wnioski i zwyczajnie dać sobie spokój…
Czy w tej sytuacji Rosja może użyć broni jądrowej, czy scenariusz jądrowy jest w ogóle realny?
– Trudno jednoznacznie powiedzieć. Nasza słabość w ocenie tego, co mogą zrobić Rosjanie, co może zrobić Putin, wynika z tego, że nasza racjonalność, nasze postępowanie i oceny pod tym kątem są zgoła odmienne od tego, co jest czy może się zrodzić w głowach i umysłach rosyjskich. Już kilka razy było tak, że po stronie zachodniej pojawiały się opinie czy oceny, że Rosja nie jest zdolna do takich czy innych radykalnych działań, tymczasem rzeczywistość to wszystko weryfikowała. Z całą pewnością Rosja znalazła się dzisiaj w sytuacji, gdzie za przywódcę ma grabarza. Z tym, że nie wiadomo, jak będzie wyglądał ten pogrzeb Federacji Rosyjskiej. Putin niewątpliwie zmierza do rozpadu państwa, bo nie jest w stanie przeprowadzić tej wojny z Ukrainą skutecznie i z korzyścią dla Rosji. Jest tylko pytanie, jak ten pogrzeb będzie wyglądał, czy pojawi się na nim parę zasmuconych osób, czy może będzie to jakaś większa historia i do grobu Putin będzie chciał wciągnąć jeszcze innych. Wtedy rzeczywiście istnieje niebezpieczeństwo, że użyje broni nuklearnej, bo cały czas tego typu pogróżki słyszymy – chociaż osobiście w taki scenariusz nie wierzę, bo nawet człowiek zdesperowany mimo wszystko chce żyć. Tymczasem ten scenariusz zakładałby także samobójstwo sprawcy. Jednakże wykluczenie tego scenariusza to jest kwestia bardziej wiary, a nie przekonania, że na pewno do czegoś takiego nie dojdzie.
Tyle tylko, że wykluczenie takiego scenariusza zakłada, że po drugiej stronie jest człowiek racjonalny, a na takiego Putin nie wygląda.
– Rosyjska, Putinowska racjonalność jest czymś innym niż racjonalność nasza – zachodnia, europejska. Co by nie powiedzieć, również po naszej stronie zdarzają się ludzie, którzy postępują nieracjonalnie i robią rzeczy nieodpowiedzialne, a cóż dopiero u Moskala.
Czy straszenie użyciem broni jądrowej jest skierowane do Ukraińców czy do społeczeństwa zachodniego, aby mocniej naciskało na rządzących, aby ci z kolei skłonili władze Ukrainy do zawarcia pokoju z Rosją?
– Rosja ostatnio jakby mniej straszy, bo Zachód, a przynajmniej NATO, zareagował bardzo stanowczo na pogróżki Kremla. Właśnie w tym czasie trwają ćwiczenia wojsk Sojuszu Północnoatlantyckiego dotyczące odstraszania nuklearnego pod nazwą Steadfast Noon, czyli Niezłomne Południe. Odbywają się one z udziałem strategicznych amerykańskich bombowców dalekiego zasięgu B-52, a także myśliwców czwartej i piątej generacji, ponadto w ćwiczeniach biorą udział tankowce i samoloty rozpoznawcze państw NATO. Są to ćwiczenia cykliczne odbywające się każdego roku. Wśród 14 państw, które biorą w nich udział, jest również Polska. Tym samym NATO demonstruje, że ma czym odpowiedzieć, gdyby Putinowi przyszedł do głowy jakiś głupi, nieodpowiedzialny pomysł. Wydaje mi się, że z każdym dniem Putin będzie straszył coraz mniej, ale zawsze jest doza jakiejś nieprzewidywalności i możliwości ograniczonego uderzenia w infrastrukturę krytyczną, dajmy na to – elektrownię atomową na Ukrainie.
Jaką rolę w trwającym konflikcie może jeszcze odegrać Białoruś i czy Łukaszenka zdecyduje się na zaatakowanie Ukrainy od północy, czego domaga się od niego Putin?
– Moim zdaniem Łukaszenka nie ma na to ochoty i to z wielu powodów. Wyprawa na wojnę białoruskiemu dyktatorowi się zwyczajnie nie opłaca. On doskonale zdaje sobie sprawę, że społeczeństwo białoruskie jest niezadowolone z jego despotycznych rządów, ma też świadomość, że władzę utrzymuje tylko dzięki bardzo surowym represjom. Dowodem tego są tysiące opozycjonistów w więzieniach. Według Łukaszenki armia, jaką dysponuje, jest na wysokim poziomie, tymczasem eksperci są innego zdania. Ponadto chcąc uruchomić atak od północy na Ukrainę, Łukaszenka musiałby zaangażować do tego duże siły rosyjskie, którymi Putin w tym momencie nie dysponuje. Ma bowiem spore kłopoty z utrzymaniem frontu na Ukrainie i ze zgromadzeniem odpowiedniej liczby sołdatów. Dodatkowo Białorusini uważają Ukraińców za naród pobratymczy, w związku z tym wojna z Ukraińcami dla tego społeczeństwa i wojska to z całą pewnością nie jest popularne przedsięwzięcie. Oprócz tego Ukraina miała czas, żeby przygotować swoją granicę z Białorusią do obrony. W obwodach graniczących z Białorusią rozbudowano też ukraińskie siły obrony terytorialnej. Co więcej, zaminowano drogi i mosty prowadzące z Białorusi na Ukrainę, a ostatnio czytałem wypowiedź szefa białoruskich pograniczników, który twierdzi, że niektóre z tych mostów Ukraińcy profilaktycznie już wysadzili.
Co wobec tego wyprawa na Ukrainę miałaby dać Łukaszence, po za tym, że zadowoliłby Putina…?
– Jak widać, operacja jest bardzo ryzykowna dla Łukaszenki, to pewne straty, a po za tym chęć do walki żołnierzy białoruskiej jest minimalna. Proszę też zwrócić uwagę, co ostatnimi czasy mówi Łukaszenka – mianowicie głosi, że to Polska napadnie na Białoruś. Nie oznacza to, że jest on przekonany, że tak będzie, ale jest to doskonała wymówka Łukaszenki wobec Kremla, że nie może się zaangażować na Ukrainie, skoro zagrażają mu Polacy. Musi więc pilnować granicy od zachodu. To wszystko jest skomplikowane i nie wiadomo, czy uda się wymusić Putinowi na Łukaszence ustępstwo i zaangażuje się on jakoś w wojnę z Ukrainą. Zresztą już to robi, bo rakiety są odpalane ze strony Białorusi, ponadto samoloty rosyjskie atakujące Ukrainę startują z lotnisk białoruskich. Może więc uda się Putinowi wymusić na Łukaszence jeszcze większe ustępstwo, ale białoruski satrapa z całą pewnością będzie się próbował wykręcić.
Zbliża się zima, tymczasem Putin atakuje infrastrukturę krytyczną na Ukrainie – elektrownie. Czy może to wywołać kolejną falę migracyjną i w ten sposób Putin chce z jednej strony atakować Ukraińców, a z drugiej odegrać się na Polsce?
– Trudno powiedzieć. Natomiast jest pewne, że zimę odczują nie tylko Ukraińcy pozbawieni ciepła, ale również sołdaci Putina. Z tego, co słyszymy, to magazyny rosyjskie zostały rozkradzione z ciepłego umundurowania. Natomiast jeśli chodzi o żołnierzy ukraińskich, to Kanada zorganizowała zakup dużych ilości ciepłego umundurowania – chodzi o półtora miliona kompletów. To oznacza, że żołnierze ukraińscy nie będą marznąć – w przeciwieństwie do żołnierzy rosyjskich. Zresztą jak wygląda mobilizacja w Rosji, to widać, a bywa, i to często, że zmobilizowani chodzą we własnych ubraniach. Co więcej, muszą kupować wyposażenie za własne pieniądze. Ciekawa historia związana jest też z hełmami, bo te, które dostają Rosjanie, to są hełmy budowlane pokryte materiałami, żeby wyglądały jak prawdziwe. Przy czym taki hełm rozpada się pod uderzeniem kamienia. To wszystko pokazuje, że Rosja w każdym calu – także jeśli chodzi o przygotowanie do nadchodzącej zimy – jest daleko z tyłu.
Czy Rosja nie powinna zostać uznana za państwo terrorystyczne?
– Bez wątpienia tak. Federacja Rosyjska uprawia terroryzm państwowy. Jeśli bowiem prowadzi wojnę z Ukrainą i celowo, z wyrachowaniem uderza w cele cywilne i ludność cywilną, mordując tysiące Ukraińców, to jest to terroryzm. Nie mamy tu do czynienia z sytuacją, gdzie wojsko walczy z wojskiem, ale strona atakująca uderza w łatwe cele, aby spowodować panikę i dokonać jak największych zniszczeń. Wszystko po to, żeby osłabić morale Ukraińców. Tylko że akuratnie z tym Ukraina nie ma problemów, bo morale żołnierzy walczących z wrogiem oraz zwykłych Ukraińców jest wciąż bardzo wysokie, czego nie można powiedzieć o wojskach agresora. Dlatego Rosja powinna być uznana za państwo terrorystyczne. Swoją drogą niezbyt dobrze o Organizacji Narodów Zjednoczonych świadczy to, że w Radzie Bezpieczeństwa jako stały członek zasiada Federacja Rosyjska. I co ciekawe, ONZ nie ma pomysłu, co z tym zrobić, ponieważ nie można zdyscyplinować państwa, które jest jednym z założycieli, jest ważnym elementem w założeniu międzynarodowego ładu. W tej sytuacji Rosja robi to, co robi, i w żaden sposób nie można jej odwołać, wykluczyć z tego gremium.
Może zatem nadszedł czas na zmianę formuły ONZ, co w sytuacjach szczególnych umożliwiałoby wykluczenie takich państw jak Rosja?
– Moim zdaniem należałoby pomyśleć nad procedurami, które można by zastosować w sytuacji, kiedy jakieś państwo zachowuje się w sposób tak skandaliczny jak obecnie Rosja. Nie wiem jednak, czy to będzie możliwe do przeprowadzenia. Przypomnę, że Liga Narodów, która była poprzednikiem ONZ i była krytykowana za różne rzeczy, miała przepisy, zgodnie z którymi Związek Sowiecki został wyrzucony z jej szeregów, kiedy Stalin 30 listopada 1939 roku napadł na Finlandię. I to był jeden z ostatnich aktów rozsądku wspomnianej Ligi Narodów. Natomiast Hitler, kiedy rozpoczynał swoją politykę agresji, to wcześniej wyprowadził Niemcy z Ligi Narodów, aby nikt się nie sprzeciwiał jego agresji. Wszystko to razem wygląda tak, jak wygląda. Nie zmienia to faktu, że potrzebne są działania, aby takie państwo zbrodnicze jak Rosja za swoje czyny było wykluczone z międzynarodowych gremiów.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki