• Wtorek, 14 kwietnia 2026

    imieniny: Justyny, Waleriana

Nie pozwolimy dłużej pogrywać z Polską

Środa, 19 października 2022 (20:53)

Z Beatą Kempą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Solidarnej Polski, rozmawia Mariusz Kamieniecki

Czy unijne pieniądze dla Polski – i nie mam tu na myśli tylko środków z „Krajowego planu odbudowy” – są w jakikolwiek sposób zagrożone?

– Cała ta sytuacja, która miała ostatnio miejsce, dotycząca informacji, jaką wyartykułował dyrektor generalny Komisji Europejskiej ds. polityki regionalnej i miejskiej Marc Lemaître, a więc urzędnik, czyli osoba niemająca mandatu pochodzącego z wyboru, również nie polityk, ale urzędnik sprawujący funkcje techniczne, który mówi o blokadzie środków dla Polski, to skandal. To nic innego jak brutalna ingerencja urzędników unijnych w sprawy suwerennego państwa. Swoją drogą – duża część tych urzędników jest desygnowana do pracy w instytucjach unijnych przez największe siły polityczne, a taką siłą jest obecnie m.in. Europejska Partia Ludowa. Warto mieć też na względzie, kim jest Marc Lemaître. Kiedyś był powiązany z politykami dzisiejszej opozycji totalnej – najpierw z szefem gabinetu Danuty Hübner, komisarz Unii Europejskiej ds. polityki regionalnej, a następnie z szefem gabinetu Janusza Lewandowskiego, ówczesnego unijnego komisarza ds. budżetu i programowania finansowego. Działanie
i  zachowanie tego urzędnika jest nieuprawnione
i naganne, a jego celem jest destabilizacja sytuacji.
Teraz, kiedy na Ukrainie, u bram Unii Europejskiej, toczy się regularna wojna, kiedy wszyscy powinniśmy dbać
o wewnętrzną solidarność i spójność w Unii, tego typu akty uważam za bardzo niebezpieczne, nierozważne, niegodne urzędnika, który nie ma żadnej podstawy prawnej, żadnej kompetencji, żeby tego typu komunikaty formułować
i przekazywać do mediów.

Skoro rozmowy nie są prowadzone, nie ma oficjalnego komunikatu Komisji Europejskiej i żaden z komisarzy nie wypowiedział się
w ten sposób, po co temat jest w ogóle podnoszony, komu zależy na rozkręcaniu tej histerii i eskalowaniu napięcia wokół Polski?

– Proszę zwrócić uwagę, kto ma kontakty z tego typu ludźmi – przede wszystkim są to, jak wspomniałam wcześniej, byli komisarze unijni, politycy opozycji. Ci politycy, nawet biorąc udział w różnych debatach, mówią wprost do mediów, że jeśli dojdą do władzy, to pieniądze
z Unii Europejskiej dla Polski zostaną uruchomione. Jak zatem widać, cała ta histeria jest wywoływana przez polską totalną opozycję. I to jest teza jak najbardziej uprawniona. Uważam ponadto, że takie zachowanie, takie działania
to jest skandal. Dla mnie zakrawa to nawet na zdradę dyplomatyczną, dlatego że dzisiaj w obliczu kryzysu,
z jakim mamy do czynienia, energetycznego, inflacyjnego, dotyczącego też stricte bezpieczeństwa, kiedy wszyscy na różnych odcinkach robimy, co tylko możemy, w tej sytuacji próba wprowadzenia groźnej destabilizacji, cała odpowiedzialność za tego typu działania spoczywa na totalnej opozycji. To jest jej odpowiedzialność, ona to robi, licząc, że pomoże jej to wygrać zbliżające się wybory. Pokazuje społeczeństwu, iż tylko pieniądze z Unii Europejskiej są w stanie zbawić świat i Polskę. Jeśli wygra, to te zamrożone przez Unię pieniądze zostaną nam wypłacone, a jeśli przegra, to obecny stan zamrożenia będzie się utrzymywał. Działając w ten sposób liczy,
że stworzenie tej presji zniechęci ludzi do Zjednoczonej Prawicy. Czy to nie jest szantaż i wbijanie noża w plecy Polsce? Tak się zachowuje dzisiaj opozycja totalna,
co więcej – nawet z tym się nie kryje, nawet nie działa
w białych rękawiczkach, tylko otwarcie szkodzi Polsce.

Czy Polska spełnia wszystkie wymogi, żeby pieniądze – ponad 75 miliardów euro dotacji z nowej perspektywy finansowej na lata 2021-2027 – zostały uruchomione?

– Ależ oczywiście, że tak. Uważam, że kamienie milowe stawiane przez Komisję Europejską w ogóle nie powinny mieć miejsca, bo część z nich wykracza poza unijne traktaty i ingeruje w naszą suwerenność. Zmiana regulaminu Sejmu, jak słyszymy, cóż to jest i co Komisja Europejska ma do Sejmu RP, który jest suwerennym, demokratycznie powołanym przez Naród – na podstawie Konstytucji RP w wyborach – organem ustawodawczym. Także inne elementy nacisku, czy wręcz represji,
jak chociażby kwestia praworządności – wydumana
i rozumiana tak jak chcą biurokraci brukselscy – to też jest skandal. Kto bowiem Unii Europejskiej dał jakiekolwiek prawo do ingerowania w sprawy polskiego sądownictwa. Jest to zatem działanie pozatraktatowe. Tak czy inaczej – moim zdaniem – tak jak każdy inny kraj spełniamy wszystkie kryteria i już dawno powinniśmy otrzymać środki unijne, a to, że ich wciąż nie mamy, to jest robota Platformy Obywatelskiej. To PO chce mieć paliwo do wszczynania burd i zadymy wewnętrznej, PR-owej, obliczonej na jej zysk polityczny.  

Jednak Węgrom we wrześniu Komisja Europejska wstrzymała, czy chce wstrzymać, 65 proc. środków na trzy programy operacyjne z polityki spójności (łącznie 7,5 miliarda euro), motywując to koniecznością „ochrony budżetu i interesów finansowych Unii Europejskiej w związku
z naruszeniem zasad rządów prawa”.

– Polska i Węgry są grillowane przez Komisję Europejską od lat i nie jest to nic nowego. Teraz to grożenie Węgrom będzie dotyczyć wszystkich państw niepokornych, które ośmielą się mieć rządy prawicowe, konserwatywne. Przecież Ursula von der Leyen groziła Włochom jeszcze przed wyborami parlamentarnymi, mówiąc, że jeśli zostanie wybrany rząd nie po myśli Brukseli, to oni mają instrumenty czy narzędzia – jak w przypadku Polski czy Węgier – żeby postawić do pionu taki kraj. To pokazuje,
że mamy do czynienia z szantażem, z którym unijne elity nawet już się nie kryją. Dlatego tym bardziej będziemy stać twardo na stanowisku: ani kroku wstecz, nie będziemy też prowadzić miękkiej polityki wobec Brukseli czy Berlina. Nie pozwolimy dłużej pogrywać z Polską. Unia nie robi nic innego jak tylko działaniami pozaprawnymi próbuje politycznie wesprzeć swoich nieudolnych kolegów poprzez niezgodne z traktatami unijnymi wykorzystywanie instrumentów, jakimi dysponują ci, którzy dzisiaj
w Parlamencie Europejskim mają większość. To jest skandal. Uważam, że w tej grze, w którą chcą nas wciągnąć Bruksela i Berlin, nie powinniśmy w ogóle uczestniczyć.

Jak przyjęła Pani informację Ursuli von der Leyen, że Unia Europejska powinna wspólnie kupować gaz?

– Zacznijmy od tego, że Ursula von der Leyen jest Niemką i w myśl powiedzenia: bliższa koszula ciału, prowadzi niemiecką politykę w Unii Europejskiej. Niemcy są
w potwornym kryzysie – mają ogromny deficyt gazu,
a całą swoją gospodarkę, przemysł mają oparte na gazie. Będą więc robić wszystko, żeby ten kryzys przetrwać i jak najmniej stracić. W związku z tym wpompowali do swojej gospodarki w ramach pomocy publicznej ponad 226 miliardów euro, co stanowi blisko 52 proc. całej pomocy unijnej, a Francja 160 miliardów, czyli niemal 37 proc. całej pomocy unijnej dla wszystkich państw. W sumie wsparcie dla gospodarek tych dwóch państw stanowi prawie 90 proc. pomocy publicznej w skali całej Unii Europejskiej. W przypadku Niemiec większość tej pomocy publicznej zostanie przeznaczona na zakup interwencyjny gazu. W ten sposób Niemcy chcą nadal dyktować warunki. I szefowej Komisji Europejskiej chodzi o to, aby ratować przede wszystkim gospodarkę niemiecką. Jestem ostrożna, jeśli chodzi o uwspólnotowienie czegokolwiek, bo jak widać, nawet przy zakupie szczepionek przeciw COVID-19 działania Komisji Europejskiej były wątpliwe i teraz trwa próba wyjaśnienia, jak to było z tym zakupem. Stąd do kwestii zakupu gazu też należy podchodzić ostrożnie, rozważnie, choć wiemy, że sytuacja jest trudna. Ursula von der Leyen dba przede wszystkim o interesy Niemiec, które mają poważny problem z gazem. Inna sprawa, że na własne życzenie, bo przez lata uzależniały się od rosyjskiego gazu.

Kiedy słyszę z ust Ursuli von der Leyen, byłej minister obrony Niemiec, która rozłożyła na łopatki armię niemiecką,
że mówi: obronimy Europejczyków przed jeszcze jedną wojną wszczętą przez Władimira Putina, wojną wypowiedzianą naszemu rynkowi energii, to przyznam,
że zaczynam się lękać o bezpieczeństwo – nie tylko energetyczne – Europy.

– To oczywiste, że postawa przewodniczącej Komisji Europejskiej – jak i w ogóle Niemiec – wobec toczącej się wojny, jest kontrowersyjna. Natomiast cały czas zabezpieczane są przede wszystkim interesy Niemiec.

Ursula von der Leyen mówi też,
że najlepszym sposobem na groźby Putina jest jedność europejska. Jaką jedność
ma na myśli szefowa Komisji Europejskiej?

– Zgadzam się z jednym, że solidarność jest konieczna,
bo Putin będzie robił i robi wszystko, żeby tę jedność rozbić. Zresztą specjalnie nie musi się w tym kierunku wysilać. Na pewno jedność europejska, jeśli chodzi
o nakładanie sankcji na Rosję, jest konieczna i niezbędna. I tego typu działania solidarne przeciwko agresorowi
i terrorystom rosyjskim trzeba podjąć. Ważne też, żebyśmy wspólnie w listopadzie na forum Parlamentu Europejskiego podjęli rezolucję uznającą Rosję za państwo terrorystyczne. Temat ten – zaproponowany przez Grupę Europejskich Konserwatystów i Reformatorów – wraca po pierwszej nieudanej próbie, ale jak widać, presja ma sens. Powinniśmy także tę jedność wykazywać w ramach Rady Europejskiej, żeby znalazł się tam zapis dotyczący postawienia takich zbrodniarzy, jak Putin i całe jego otoczenie, winnych zbrodni na Ukrainie, przed międzynarodowym trybunałem. To jest sprawa oczywista
i tutaj jedność państw członkowskich jest jak najbardziej wskazana. Jednak to jest tylko jedna strona medalu,
bo z drugiej strony mamy presję, naciski i blokowanie środków unijnych dla Polski – państwa, które w tej chwili jako kraj ościenny ponosi największe skutki tej wojny, nie mówiąc już o kosztach. Ta presja unijna na Polskę raduje Kreml, w którego interesie leży osłabianie takiego państwa frontowego jak Polska. Zatem jeśli chodzi o nakładanie sankcji na Rosję, to warto, żeby była jedność w tej materii. Domagam się unijnej solidarności w ramach polityki wobec wszystkich państw, a nie dyskryminowania takich krajów jak Polska.

            Dziękuję za rozmowę.           

Mariusz Kamieniecki