Bezsilność Putina
Poniedziałek, 10 października 2022 (21:24)Rozmowa z prof. Mieczysławem Rybą, historykiem, członkiem Kolegium IPN, wykładowcą z KUL i AKSiM
Rosja znów dokonuje ostrzału
ukraińskich miast: Kijowa, Zaporoża
i Dniepropietrowska. O czym świadczą ataki na cele cywilne, a nie wojskowe?
– To prawdopodobnie zemsta i odwet za atak na most
nad Cieśniną Kerczeńską łączący Rosję z Krymem. Jest to działanie prymitywne, bo dotyczy ataków nie na cele
i infrastrukturę wojskową – militarną, ale na obiekty cywilne, akt bez wątpienia terrorystyczny. To świadczy
o słabości militarnej, ale też moralnej Rosji, która przegrywa, nie osiąga celów na froncie, a mści się
na niewinnej ludności cywilnej.
Jak daleko Władimir Putin jest w stanie się posunąć, zwłaszcza że ataki rakietowe mają miejsce w sąsiedztwie polskiej granicy?
– Rosja czuje się bardzo dobrze, używając szantażu.
Tak było, tak jest i jeśli się nie pokona tego kolosa na glinianych nogach, to tak będzie nadal. Takie rzeczy, jak poniedziałkowe ataki, zdarzały się już podczas tej wojny, co znaczy, że Putina stać na wiele. Nie umiem jednak powiedzieć, gdzie jest granica i do jakiego stopnia jest on w stanie się posunąć – tego nikt nie wie. Patrząc na wydarzenia, z jakimi mamy do czynienia od lutego bieżącego roku, widać, że jest to człowiek nieobliczalny, zdolny do wszystkiego – może oprócz ataku bronią nuklearną. I tutaj, mam na myśli straszenie użyciem taktycznej broni jądrowej, Putin już przekroczył możliwe granice werbalne. Werbalnie to właściwie tego typu wojnę już rozpoczął, natomiast realnie na całe szczęście nie. Wiadomo, że użycie broni jądrowej pociąga za sobą ogromne konsekwencje, zresztą prezydent Joe Biden
w bardzo ostrych słowach ostrzegł Putina przed użyciem broni masowego rażenia, mówiąc o nuklearnym armagedonie, więc myślę, że ta granica nie zostanie przekroczona. Putin posługuje się innymi instrumentami, co jest wyrazem jego bezsilności, aczkolwiek wciąż zbrodniczej.
Putinowi brakuje broni oraz żołnierzy, dlatego próbuje zaangażować do działań wojennych Białoruś, która jest sojusznikiem Rosji i udostępnia swoje terytorium, infrastrukturę, przestrzeń powietrzną rosyjskiemu agresorowi. Czy możliwe jest otwarte zaangażowanie Mińska w tę wojnę?
– Mińsk już jest częścią tej wojny, co nie oznacza, że nie jest możliwe jeszcze większe zaangażowanie Białorusi
w konflikt rosyjsko-ukraiński. Oczywiście, Alaksandr Łukaszenka próbuje się z tego jakoś wywinąć, bo wie,
że oznaczałoby to jego koniec, ale naciski są cały czas. Ponadto włączenie do walki żołnierzy białoruskich, którzy absolutnie nie chcą walczyć z Ukrainą, mogłoby się obrócić przeciwko Rosji, bo żołnierze ci mogliby przejść na stronę ukraińską. Byłoby to wbrew intencjom Łukaszenki, który takiego buntu mógłby już nie powstrzymać. Dopóki jako tako panuje jeszcze nad resortami siłowymi, dopóty jakoś udaje mu się zastraszyć białoruski naród. Natomiast jeśli Łukaszenka uruchomiłby armię, której tylko krok do buntu, to byłoby to działanie obosieczne.
Putin mimo wszystko chce wykorzystać armię białoruską…
– Putin jest w desperacji. Wszyscy mu odmawiają, np. Kazachstan, republiki azjatyckie i właściwie wszędzie jest persona non grata. Pozostaje mu zatem Łukaszenka,
który jest w kleszczach – z jednej strony nie ma za sobą społeczeństwa, z drugiej strony nie ma akceptacji Zachodu i w tym momencie jest zdany na łaskę i niełaskę Putina, ale nie chce też iść na pewną śmierć, nie chce się stoczyć w przepaść. I sytuacja się komplikuje, a Łukaszenka jest
w kleszczach.
Jak długo świat będzie patrzył na zbójeckie działania Putina?
– Świat nie patrzy zupełnie biernie na to, co robi Putin
– i to trzeba podkreślić. To, że ukraińska armia wygląda nowocześnie, że odpiera ataki, co więcej – prowadzi też skuteczne działania ofensywne, zmuszając Rosję do wycofywania się z zajętych wcześniej pozycji, to nie jest efekt sprawności państwa ukraińskiego i jego bogactwa, tylko efekt pomocy i wsparcia Zachodu, przede wszystkim Stanów Zjednoczonych, Wielkiej Brytanii, a także Polski. Warto jednak pamiętać, że Rosja to jednak mocarstwo nuklearne i nie ma prostej metody, że nagle Zachód
w odwecie zaatakuje Moskwę, bo wówczas sytuacja byłaby bardzo niebezpieczna. Oczywiście, są różnice w podejściu do wojny na Ukrainie, bo nie jest tak, że cały świat wspiera Ukrainę. Zwróćmy uwagę, że po tych ostatnich atakach rosyjskich, m.in. na Kijów, Zaporoże, Dniepropietrowsk,
co jest przekroczeniem przez Moskwę kolejnych granic, nawet Chińczycy wypowiadają się coraz bardziej sceptycznie na temat tego konfliktu, a na pewno już dają jasne sygnały, że nie akceptują rozpoczęcia nuklearnego konfliktu, co z ich punktu widzenia jest nie do przyjęcia.
I to jest też blokada Putina, który widząc to, nie może sobie pozwolić na przekroczenie ostatniej czerwonej linii, skoro wie, że nawet jego ostatni sojusznicy w Eurazji – jak Chiny czy Indie – go opuszczą. Byłaby to dla Putina totalna katastrofa. Nie jest zatem tak, że zbrodnie umacniają Putina, bo ani Ukraińcy nie stają się bardziej prorosyjscy, ani świat nie staje się bardziej prorosyjski.
Niemcy pozorują pomoc, co więcej – chcą obarczyć odpowiedzialnością Polskę. Słyszymy o armatohaubicach PzH-2000 przekazanych przez Niemcy Ukrainie,
które się psują, a Berlin oskarża Polskę,
że utrudnia pomoc Ukrainie i chce,
by remont odbył się nie w zakładach zbrojeniowych, ale w jednostkach wojskowych…
– Polska ma prawo być dumna z tego, co zrobiła i co wciąż robi na rzecz Ukrainy. Natomiast Niemcy utuczyły rosyjskiego niedźwiedzia i pozwoliły Putinowi rozwinąć zbrodnicze skrzydła. Nie ma więc wątpliwości co do tego, że Niemcy grają bezpieczeństwem nie tylko Ukrainy,
lecz także Europy. To, o czym marzyli i wciąż marzą – mianowicie o zmianie ekipy rządzącej na Kremlu i powrocie do starych relacji gospodarczych z Moskwą – w tej chwili jest niewykonalne. Wojna trwa coraz dłużej, a Rosjanie
nie dość, że jej nie wygrywają, to jeszcze przegrywają,
w związku z czym widzą, że to, co robi Polska na rzecz Ukrainy, to działania skuteczne. Polska staje się ważnym podmiotem w architekturze bezpieczeństwa europejskiego, a więc i światowego. Ponadto tak naprawdę umacnia się układ polsko-ukraiński – swojego rodzaju oś obronna, która jest skuteczna. Tymczasem Niemcy, które zbankrutowały moralnie, obawiają się, że tworzy się pewien układ, konstelacja geopolityczna polsko-ukraińska, która może być alternatywą dla układu Berlin – Moskwa. Mianowicie ten układ jest testowany w najbardziej obiektywnych warunkach, do jakich należy zaliczyć wojnę. I to, wydaje się, dostrzegają Amerykanie, którzy wiedzą, że po wojnie, która prędzej czy później się skończy,
trzeba będzie znaleźć taki układ, który będzie stabilizował sytuację, jednocześnie zabezpieczając interesy Stanów Zjednoczonych w Europie.
Tylko że jeszcze niedawno Amerykanie – administracja Joe Bidena – chcieli oddać Berlinowi kontrolę nad Europą.
– I skończyło się to rozpasaniem Putina i atakiem na Ukrainę. Na szczęście Amerykanie szybko się z tego wycofali, stanęli po stronie Ukrainy. Niemcy dzisiaj nie mają w tym nowym układzie dla siebie roli, wizerunkowo usiłują się przebić przez wszystkie obciążające ich zachowania z czasów początku wojny na Ukrainie. Przypomnę tylko stare hełmy, zdezelowane karabiny, które Berlin wysyłał walczącym Ukraińcom, którzy potrzebowali broni. Całe to pozoranctwo Berlina, także gazociągi Nord Stream 1 i Nord Stream 2, które były symbolem niemiecko-rosyjskiego dealu, to wszystko wyszło na jaw, co więcej – jak widzimy – odeszło w przeszłość. Dlatego Niemcy mają do Ukrainy i do Rosji takie, a nie inne podejście.
Niemcy wolą układać rząd w Polsce,
zamiast pomóc Ukrainie. Angela Merkel, która zabiera głos z politycznej otchłani, mówi, że Rosja powinna być ważną częścią budowania przyszłej architektury bezpieczeństwa w Europie…
– Angela Merkel mówi to, czego nie wypada powiedzieć obecnemu kanclerzowi Olafowi Scholzowi. Merkel mówi to, co tak naprawdę myśli establishment niemiecki – zarówno polityczny, jak i gospodarczy – bardzo prorosyjski. Niemcom wciąż marzy się powrót do tej układanki, która przed agresją rosyjską na Ukrainę dawała im przewagi na różnych frontach – czyli powrót do układu z Rosją. W tym układzie nie ma specjalnie miejsca dla Europy Środkowej, która w scenariuszu niemiecko-rosyjskim ma być jedynie strefą wpływów, strefą do podziału między Berlin
a Moskwę. I w tym względzie Niemcy jawią się jako, powiedzmy, wykopalisko polityczne. Ten język Berlina był aktualny jeszcze kilka czy kilkanaście miesięcy temu,
ale nie dzisiaj. Ten cały misternie rysowany plan się zdezaktualizował, a wojna to wszystko przerwała, mam nadzieję, że w sposób definitywny.