• Wtorek, 14 kwietnia 2026

    imieniny: Justyny, Waleriana

Opozycja miota się od ściany do ściany

Środa, 21 września 2022 (10:08)

Rozmowa z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego

„Bezpieczeństwo wschodniej flanki NATO – rola Polski” – to temat zgromadzenia liderów opozycji. Czemu to miało służyć?

– Dobre pytanie – zwłaszcza że główni organizatorzy – byli prezydenci Aleksander Kwaśniewski i Bronisław Komorowski, nie należeli do tych, którzy rozwijali polską armię. Owszem, trzeba przyznać, że to za prezydentury Kwaśniewskiego Polska weszła do NATO, ale na tym działania tego polityka się skończyły. Natomiast Komorowski chciał resetu świata zachodniego z Rosją. Opozycja widząc, że jest w odwrocie, próbuje udawać, że coś robi w dziedzinie obrony państwa polskiego – z akcentem na flankę wschodnią. Mamy zatem pewną próbę konsolidacji opozycji, a jednocześnie próbę przykrycia wpadek gabarytowo bardziej znaczącymi i ważniejszymi tematami. Fakty są bowiem takie, że opozycja odbija się od ściany do ściany i nie wykazuje się żadnymi racjonalnymi działaniami w kwestiach poważnych i ważnych dla Polski.

Chce Pan powiedzieć, że to zgromadzenie było próbą rzucenia koła ratunkowego opozycji przez byłych prezydentów?

– Coś w tym rodzaju. To sprytne zagranie organizatorów tego spotkania – środowisk Lewicy i Platformy, na które – choć miało ono dotyczyć bezpieczeństwa Polski – nie zaproszono strony rządowej. Mowa miała być o NATO, o flance wschodniej, tymczasem na tym spotkaniu pojawili się politycy, którzy w kwestiach bezpieczeństwa Polski zapisali się jak najgorzej, m.in. tym, że rozbrajali naszą armię. Donald Tusk dzisiaj wzywa do pełnej determinacji, aby z polskiego życia politycznego wyeliminować tych, którzy – jak twierdzi – sprzyjają Moskwie. Jednak zapomina o tym, że to on chciał zbliżenia Polski i Rosji, chciał dialogu z Moskwą i działał w tym kierunku, mimo ostrzeżeń prezydenta Lecha Kaczyńskiego. Donald Tusk jest dzisiaj zatroskany o losy Polski, ale to on wraz ze swoimi ministrami obrony Bogdanem Klichem i Tomaszem Siemoniakiem tak „usilnie” prowadzili rozmowy z Amerykanami na temat powstania stałych baz amerykańskich w Polsce, że za ich rządów nic takiego nie powstało. Za to zwinięto polską armię, zmniejszając jej liczebność i likwidując, zwłaszcza na ścianie wschodniej, jednostki wojskowe – mimo zagrożenia ze strony Rosji. Nie dość, że ekipa Tuska nie potrafiła prowadzić umiejętnie polityki z naszymi sojusznikami, to nie miała żadnej polityki wschodniej. To, co rozpoczął prezydent Lech Kaczyński, zostało zmarnowane przez ekipę Donalda Tuska i Bronisława Komorowskiego, który po katastrofie smoleńskiej piastował najwyższy urząd w państwie. Bardzo dobre w tamtym okresie relacje z Litwą, Łotwą, Estonią, Ukrainą zostały przez ekipę Tuska i Komorowskiego zmarnowane, zaprzepaszczone, a pozycja Polski na wschodniej flance NATO została zmarginalizowana.

Najlepszym dowodem jest to, że po aneksji Krymu przez Rosję w 2014 roku rok później do stołu rozmów w Mińsku nie zaproszono Polski…

– Porozumienia mińskie parafowali prezydenci Ukrainy, Rosji, Francji oraz kanclerz Niemiec, ale Polski tam rzeczywiście zabrakło. Chodzi o to, że na skutek błędów w polityce rządu PO – PSL, to nie Polska była wówczas liderem, frontmanem NATO czy Unii Europejskiej. To świadectwo tego, jak ekipa Tuska, która dzisiaj upomina rząd, prowadziła polskie sprawy, spychając je na margines zachodniej polityki. Zmarnowano, zdewastowano relacje wypracowane przez prezydenta Lecha Kaczyńskiego, a Polska – jako najbliższy sąsiad i rzecznik spraw Ukrainy na Zachodzie – w porozumieniach mińskich w 2014 i w 2015 roku w ogóle nie uczestniczyła i nie miała nic do powiedzenia. Byliśmy zmarginalizowani w każdym aspekcie i winę za to ponosi koalicja PO – PSL. Mam wrażenie, że dzisiaj – po latach – Tusk najpierw w Poczdamie wchodzi w nie swoje buty i mówi, że on i jego ekipa ostrzegali przed Rosją, a teraz – na siłę – próbuje w kwestiach militarnych, budowania polskiej armii przekonywać, że jego formacja zawsze była na tym polu aktywna. Są to wierutne kłamstwa. Podczas konferencji „Bezpieczeństwo wschodniej flanki NATO – rola Polski” zrobiono spotkanie największych nieudaczników polskiej polityki obronnej i polskiej polityki wschodniej, którzy nie potrafili ani dozbroić Wojska Polskiego, ani też zbudować mocnej pozycji Polski w NATO, a także w Unii Europejskiej. Cała inicjatywa, jeśli chodzi o politykę wschodnią, została oddana Niemcom, a sami odsunęliśmy się na bok, co więcej, zaczęliśmy zwijać naszą armię. I dzisiaj ci nieudacznicy próbują krytykować obecne polskie władze, które swoim działaniem i polityką sprawiły, że – w przeciwieństwie do ekipy Tuska – jesteśmy dzisiaj po Stanach Zjednoczonych i Wielkiej Brytanii trzecim państwem najbardziej angażującym się w pomoc militarną Ukrainie. Tusk i Platforma, którzy zwijali polskie państwo w każdej dziedzinie, dzisiaj próbują wypinać pierś do orderów i pochwał. To najbardziej zmyślna manipulacja, którą można by sobie wyobrazić, w wykonaniu tych, którzy nic dobrego w tych sprawach nie zrobili, a próbują przywdziać szaty zwycięzców.

Grzechów opozycji totalnej jest chyba więcej?

– Można je mnożyć. Przypomnijmy sobie tylko sytuację na polsko-białoruskiej granicy, gdzie to Tusk i jego przyboczni, ale też inne formacje, jak Polska 2050, PSL, Lewica również krytykowały obecny rząd za podejmowane działania, za postawienie tamy nielegalnej imigracji, były też przeciwne budowie płotu, który – co widzimy dzisiaj – skutecznie powstrzymuje falę nielegalnej imigracji. Tymczasem to Donald Tusk totalnie negował wprowadzenie stanu wyjątkowego przy granicy z Białorusią, był przeciw budowie zapory-płotu, co pokazuje nie tylko brak profesjonalizmu, co także wizji, która powinna cechować byłego króla Europy. Tego się nie da obronić. I dzisiaj ci ludzie mówią o bezpieczeństwie wschodniej flanki i o budowie siły Polski w NATO. Robią to ci, których partyjni podopieczni szargali polski mundur i odgrywali teatr pożytecznych idiotów w rękach Rosjan.

Co zatem na zgromadzeniu liderów opozycji robił ambasador Stanów Zjednoczonych Mark Brzezinski?

– Dobre pytanie. Przecież jeśli chciałby się spotkać z liderami formacji opozycyjnych, to mógł to zrobić – ma takie prawo, ale jeśli bierze udział z konferencji „Bezpieczeństwo wschodniej flanki NATO – rola Polski”, gdzie spotykają się najwięksi nieudacznicy w tym zakresie od 2008 roku, to wygląda na totalne nieporozumienie. Skład, grupa biorąca udział w tym spotkaniu, to jest lista osób, z którymi ambasador Stanów Zjednoczonych absolutnie nie powinien się spotykać i na ten temat rozmawiać, bo to są ludzie, którzy w tych sprawach nie mają nic do powiedzenia. Strona opozycyjna od 2008 roku w kwestiach obronności nie ma nic do powiedzenia, bo oprócz szkód, jakie poczynili, nie zrobili nic dla poprawy bezpieczeństwa Polski i wschodniej flanki NATO.

Jaka zatem była rola Marka Brzezinskiego w tym zgromadzeniu, który nie jest osobą prywatną, ale ambasadorem największego światowego mocarstwa?

– Może dobrze byłoby, gdyby ambasador Brzezinski przypomniał i zestawił ze sobą, jakie kontrakty zbrojeniowe podczas swoich rządów zawarła koalicja PO – PSL, a jakie są podpisane i realizowane przez rząd Zjednoczonej Prawicy. W jakich latach i za czyich rządów Polska zwiększyła wydatki PKB na zbrojenia? Polska nie za rządów PO – PSL, ale za rządów Zjednoczonej Prawicy staje się liderem w Europie w zakresie budowania jednej z największych i najsilniejszych armii, co podkreślają także nasi najwięksi wrogowie. Tylko co wspólnego ma z tym opozycja, która sama, kiedy rządziła, nie zrobiła nic, a negowała i neguje wszelkie działania w tym zakresie obecnej władzy. To opozycja totalna wyśmiewała osławione dzisiaj przez Ukraińców tureckie drony, kiedy nasz rząd je kupował. Taka jest dzisiaj polska opozycja, złożona z nieudaczników, którzy kompletnie nie zdali egzaminu w czasie swoich rządów, co więcej, zasiadając w ławach opozycyjnych utrudniają pracę rządzącym dzisiaj w budowaniu silnej polskiej armii. Ci ludzie nie potrafili się wznieść ponad własne ambicje polityczne, partyjne, nawet w czasie wojny za naszą wschodnią granicą nie są w stanie zmienić swojej postawy. Mamy czas wojny, a nie czas kampanii wyborczej, w którą bawi się opozycja. Jej politycy nie zdali egzaminu z rządzenia, a dzisiaj – licząc na amnezję Polaków – za wszelką cenę chcą przejąć władzę w Polsce. Przypomnijmy sobie, co mówili członkowie Platformy i innych ugrupowań opozycyjnych na temat przekopu Mierzei Wiślanej – inwestycji, która ma obok znaczenia ekonomicznego także znaczenie militarne – jako element uniezależniania się od Rosji.

Powrócę jeszcze do udziału ambasadora Brzezinskiego w wydarzeniu, które w założeniu ma wysadzić z ław rządzących Zjednoczoną Prawicę. Czy Stany Zjednoczone, które reprezentuje Brzezinski, nie mają tej świadomości?

– Na to pytanie powinien odpowiedzieć sam ambasador Brzezinski, i chyba warto byłoby, aby polskie media zadały mu oficjalnie pytanie: jaki był cel jego obecności na tym spotkaniu. Zresztą to nie pierwsze wsparcie, jakiego ambasador Brzezinski udzielił Platformie. Przypomnę jego udział w tegorocznej edycji organizowanego przez Rafała Trzaskowskiego Campusu Polska Przyszłości. Jeśli zaś chodzi o to zgromadzenie liderów opozycji, to oczywiście ambasador Brzezinski jest – rzec można – kryty, bo nie pojechał na spotkanie oficjalnie organizowane przez partie, tylko była to inicjatywa byłych prezydentów i zorganizowana przez fundację Aleksandra Kwaśniewskiego Amicus Europa oraz Instytut Bronisława Komorowskiego. Tymczasem na kanwie rocznicy 25-lecia rozpoczęcia negocjacji akcesyjnych Polski do NATO, liderzy opozycji próbowali zbudować blok, który wygra z PiS-em. Biorąc to wszystko pod uwagę, uważam, że polski MSZ powinien wystosować pytanie: czy rolą ambasadora Stanów Zjednoczonych jest wpieranie i budowanie – zamierzone czy nie – opozycji przeciwko legalnie wybranej władzy w Polsce? Było to spotkanie, które było budowaniem na siłę słabej, nieudolnej opozycji i ubieranie jej w mądre szaty zatroskanych o losy Polski. Ktoś na siłę próbuje przypisać jej sukcesy, których nigdy nie osiągnęli i żadnego egzaminu z polskości nie zdali. Źle się dzieje, że taką opozycję chce firmować ambasador Stanów Zjednoczonych. Moim zdaniem jest on wykorzystywany przez opozycję, która w dążeniu do przejęcia władzy w Polsce nie liczy się ze środkami i nie ma też względu na osoby.

Czy opozycja poza odwieczną retoryką, że trzeba odsunąć PiS od władzy, jest w stanie się zjednoczyć i zbudować wspólny front, blok, który wygrałby wybory parlamentarne?

– Z całą pewnością opozycja się nie zjednoczy, i co do tego nie mam wątpliwości. Za dużo jest sprzecznych interesów. Natomiast będzie próba stworzenia wspólnego bloku senackiego, który pójdzie do wyborów i ma wygrać. Ma to być pewna forma wentyla bezpieczeństwa na wypadek przegranych wyborów do Sejmu. I taki wspólny blok jest według mnie możliwy. Natomiast do wyborów do Sejmu każda formacja opozycyjna pójdzie samodzielnie. Jak widać, chęć odsunięcia PiS od władzy to za mało, żeby opozycja – każda z formacji – zakopała swoje ambicje i wspólnie podjęła rękawicę. Wygląda, że o tym, kto będzie rządził w Polsce po przyszłorocznych wyborach parlamentarnych zdecydują niezdecydowani wyborcy.  

  Dziękuję za rozmowę.          

  

Mariusz Kamieniecki