Przyszłość Unii Europejskiej coraz bardziej niepewna
Wtorek, 13 września 2022 (21:43)Rozmowa z Bogdanem Rzońcą, posłem do Parlamentu Europejskiego z Prawa i Sprawiedliwości
Reakcja niemieckiego rządu federalnego, kanclerza Scholza na raport ws. reparacji może wskazywać, że Niemcy są negatywnie nastawieni do naprawienia krzywd Polakom. Czy reakcja niemieckiego rządu, to tylko pierwsze wrażenie, czy to już obrana linia?
– Raport o stratach poniesionych przez Polskę w wyniku agresji i okupacji niemieckiej w latach 1939-1945 to był nokaut dla kanclerza Olafa Scholza. Dlatego w dość panicznej odpowiedzi na ten raport Scholz posłużył się argumentacją nieistotną z punktu widzenia reparacji, bo mówił o porozumieniu państw dwa plus cztery, gdzie Polska nie była stroną dyskusji, która dotyczyła zjednoczenia Niemiec, a nie reparacji. Nigdy też nie zawarliśmy żadnej umowy bilateralnej, traktatu pokojowego ani umowy likwidacyjnej dotyczącej skutków II wojny światowej. Natomiast kanclerz Scholz nie odniósł się do podstawowego założenia raportu, że Polska nigdy formalnie, oficjalnie nie zrzekła się tych roszczeń. Otóż umowy międzynarodowe w myśl komunistycznej konstytucji powinna ratyfikować Rada Państwa. Po drugie, nie ma dokumentu, w myśl którego cały rząd, z Bierutem na czele, władze ówczesnej PRL, podjęłyby uchwałę, która wykluczałaby dzisiaj dyskusję o naprawie niemieckich krzywd. Widać więc, że jest niechęć Niemców do tego raportu, jest szok związany z zawartymi tam – porażającymi – informacjami odnośnie do strat, jakie poniosła Polska.
Porozumienie wchodzi w grę, bo wygląda, że mamy próbę wykręcenia się z zadośćuczynienia dla Polski?
– Ten raport może być – tak myślę – podstawą porozumienia, bo nikt tego nie wyklucza. Polski rząd w przyszłości też będzie tak postępował z tym raportem, będą noty dyplomatyczne, na pewno będą spotkania, rozmowy, dyskusje prawników. Zatem Niemcy będą mogli skorzystać z okazji, żeby z Polską zawrzeć takie porozumienie – w myśl którego opłacałoby się im wypłacić nam odszkodowania. Realnie patrząc, nie sądzę, żeby udało się nam uzyskać całą kwotę zawartą w raporcie ws. reparacji, ale gotowość Niemców do rozmów i do wypłaty rekompensaty, do zadośćuczynienia Polsce za zniszczenia, za krzywdy, za straty moralne i niematerialne, to stworzyłoby zupełnie inną sytuację. Uważam, że ten raport to także informacja dla świata, co naprawdę wydarzyło się w Polsce podczas II wojny światowej i przeciwdziałanie kłamliwym narracjom, że to Polska wywołała wojnę, że to Polska budowała obozy koncentracyjne, i że to Polacy są winni tej wojnie. Raport pokazuje czarno na białym, co ukradli, co zagrabili Niemcy, co zniszczyli i ilu ludzi, obywateli państwa polskiego zabili. Dewastacja naszego państwa dokonana przez Niemców wybrzmiewa z tego raportu.
Chyba tego, że prawda wyjdzie na jaw, Niemcy obawiają się najbardziej, tego, że prawda historyczna o ich zbrodniach wybrzmi i upadnie mit, wizerunek państwa przyjaznego, otwartego?
– Dokonujemy pewnego przełomu, bo wokół Polski nabrzmiała nieprawdziwa opinia państwa mało przyjaznego. Natomiast wokół naszego zachodniego sąsiada poprzez planową narrację przygotowaną przez filmowców, artystów, dziennikarzy stworzono aurę dobrych Niemców, którzy nawet ratowali Żydów podczas II wojny światowej. I my tę narrację odkłamujemy, właściwie tym raportem ją niszczymy, pokazując prawdziwe oblicze II wojny światowej, stawiając Niemcy – zresztą zgodnie z prawdą – w bardzo złym świetle. Wszyscy powinni poznać, że sprawcami II wojny światowej byli nie jacyś mityczni naziści, ale Niemcy, którzy okupowali Polskę, wywozili Polaków do obozów koncentracyjnych, w sposób planowy zabijali dzieci, kobiety, starców. Tego wszystkiego dokonali Niemcy, którzy na arenie międzynarodowej próbowali zaistnieć jak lider przemian, jako kraj – jak się to mówiło – o wyższej kulturze, o wyższej kulturze prawnej. Tymczasem okazuje się, że historia tej niemieckiej kultury, to barbarzyństwo, mordy, grabieże, kradzieże, kolonializm i nieludzie, przedmiotowe traktowanie innych państw. To wszystko przy okazji tego raportu wychodzi. Kamień został ruszony, lawina z pewnością ruszy. I na przykład w Parlamencie Europejskim bardzo pozytywnie na temat tego raportu wypowiadają się Grecy, którzy też domagają się od Niemiec naprawy krzywd, co więcej chcą, żebyśmy na tym polu działali wspólnie.
Ten raport zyskuje pozytywne recenzje także wśród Niemców. W ocenie niemieckiego historyka dr. Karla Heinza Rotha jest on: „metodologicznie świetny, dobrze i systematycznie przygotowany, przekonujący w swoich analizach”. I mówi to Niemiec…
– To bardzo ciekawe, zresztą Niemcy – mam na myśli społeczeństwo – zachowują się dużo lepiej niż rząd federalny i dotyczy to zarówno tego raportu, jak i podejścia do wojny na Ukrainie. Zatem jest to jeden z dowodów, że rząd w Berlinie kolaboruje, współpracuje z różnymi przeciwnikami Polski, stąd wyłamanie się Polski z tej ciszy i niemówienia tego, co się zadziało w latach 1939-1945 jest dla nich policzkiem. Niemcy rzetelni historycy, którzy przeczytali ten raport też są zdruzgotani i jak słyszymy wypowiadają pozytywne opinie na temat zawartych w nim treści. Jest z pewnością pocieszające to, że opinia publiczna w Niemczech dowie się jak faktycznie było, że młodzi Niemcy nie będą dłużej wychowywani w duchu nienawiści do Polski, że wprost odwrotnie, poznając prawdę będą, nam współczuć. Dlatego te rzetelne postawy niemieckich uczonych są też bardzo potrzebne i przydatne.
Czego w tej sytuacji możemy się spodziewać, jeśli chodzi o rząd w Berlinie, czy będą odpierać tezy zawarte w raporcie o reparacjach wojennych kolejnymi atakami na forum unijnym, czy może zmienią swoją postawę i zaczną z nami rozmawiać po partnersku?
– Myślę, że nie będą mieli wyjścia i wobec stanowiska opinii publicznej, która kreuje władze w Niemczech, zaczną rozmawiać. Jeśli Niemcy poznają ten raport, to sami będą żądać od swoich władz konstruktywnej postawy względem zawartej tam prawdy, a więc nie tylko przeprosin za popełnione zbrodnie i wyrządzone krzywdy, ale także odniesienia się do reparacji. Tymczasem Rząd w Berlinie rządzi Unią Europejską, co więcej, niemieccy politycy chcieliby rządzić nadal i odgrywać kluczową rolę mimo olbrzymich błędów, jakie popełnili w relacjach z Putinem, i popełniają nadal, i w dalszym ciągu sekować Polskę oraz inne prawicowe kraje, które są przeszkodą na drodze budowania superpaństwa europejskiego. Zdaje się, że w sukurs przychodzi nam Szwecja, gdzie wygląda, że wybory wygrała prawica. Pomocne dla nas może być także to, co dzieje się we Włoszech, gdzie 25 odbędą się wybory. Zatem prawicowa, konserwatywna część Europy się budzi i być może znajdziemy więcej sojuszników rozliczenia Niemców, którzy nie dość, że dokonali zbrodni wojennych, to zaprowadzili też dzisiejszą Unię Europejską w ślepy zaułek. Doprowadzili do sytuacji uzależnienia energetycznego od Rosji, gdzie to Putin rządzi Unią, przypierając ją do muru i poprzez systemy energetyczne szantażuje Unię. Powinien zatem nastąpić zwrot w dotychczasowym podejściu do Rosji, a jednocześnie wyrównania przez Niemcy krzywd wszystkim tym państwom, które jak Polska ucierpiały podczas II wojny światowej. Nie może być tak, że Niemcy wywołują I i II wojnę światową, są krajem prowadzącym politykę kolonialną, rządzą w Unii Europejskiej, są najbogatsi – bogacą się kosztem innych państw, jak to się dzieje w tej chwili.
Sprawa na tyle dojrzała, że klimat do tego odrodzenia się suwerennych państw jest odpowiedni?
– Klimat do tego jest dobry. Polska konsekwentnie powinna pokazywać na arenie międzynarodowej raport ws. reparacji wojennych od Niemiec, tłumaczyć ten raport na różne języki i docierać z tym przesłaniem prawdy na cały świat. Świat powinien dowiedzieć się o zbrodniach niemieckich, lecz także o stratach poniesionych przez Polskę – co straciliśmy, jak okrutnie, planowo, metodycznie nas zniszczono i jakie tego były konsekwencje po wojnie, gdzie Niemcy – mimo iż przegrały wojnę, to się rozwijały, a my wrzuceni w objęcia rosyjskie trafiliśmy na długie lata do nowej sowieckiej niewoli. Pokonaliśmy jednak komunizm, odcięliśmy się od Moskwy i dzisiaj jesteśmy wolnym, dumnym narodem w środku Europy, który ma prawo być traktowany podmiotowo. Uważam, że droga do uzyskania reparacji jest otwarta i z tej drogi zabiegania o zadośćuczynienia nie możemy zejść. Co więcej, powinniśmy wzmocnić te wysiłki poprzez politykę historyczną, politykę promowania raportu oraz politykę pokazywania, co Niemcy chcą zrobić z Unii Europejskiej, która dzisiaj przeżywa kryzys i płaci za błędy niemieckiego lidera.
Posłowie PiS złożyli w Sejmie projekt uchwały ws. reparacji, kolejnym krokiem ma być projekt rezolucji przygotowany przez Grupę Europejskich Konserwatystów i Reformatorów w europarlamencie. Czy te inicjatywy mogą nam pomóc w uzyskaniu reparacji?
– To, co jest związane z działaniem na arenie międzynarodowej, musi być skoordynowane i być w jednych rękach polskiego rządu. Mam na myśli działania krok po kroku. Dlatego dobrze, że najpierw Sejm RP zajmie się kwestią reparacji. Jednocześnie polska dyplomacja będzie informowała stronę niemiecką poprzez odpowiednie noty dyplomatyczne o zawartości tego dokumentu. Również polskie placówki dyplomatyczne będą działały w tej materii. W przyszłości na pewno będzie też możliwa rezolucja, którą zająłby się Parlament Europejski. Jednak musi to być wszystko dobrze przygotowane, żeby taki projekt został dobrze zrozumiany, aby mógł zostać przedstawiony na forum europarlamentu. Uważam, że pośpiech nie jest tu wskazany. Lepiej przygotować tę sprawę, aby najpierw była świadomość europosłów na temat tego, co się wydarzyło w Polsce podczas II wojny światowej i jakich ogromnych zbrodni dopuścili się Niemcy. Kiedy rozmawiam z europosłami czy politykami innych krajów, to muszę powiedzieć, że dla wielu z nich II wojna światowa to powstanie w getcie warszawskim, a inne wydarzenia są im nieznane. To pokazuje, ile mamy do zrobienia w tej materii na arenie międzynarodowej, a dopiero później można pomyśleć o kolejnych działaniach na forum Parlamentu Europejskiego.
W poniedziałek wieczorem zakończyło się posiedzenie Komisji Budżetowej europarlamentu, w której Pan uczestniczył. Czy temat wypłaty Polsce środków z Krajowego Planu Odbudowy był obecny w dyskusji?
– Czas biegnie, a należne Polsce pieniądze wciąż do nas nie docierają. Jak wiemy, Plan Odbudowy dla Polski został zaakceptowany, ale pojawiły się kamienie milowe i jak usłyszeliśmy wczoraj podczas posiedzenia Komisji Budżetowej europarlamentu z ust m.in. unijnego komisarza ds. gospodarczych Paolo Gentiloniego, te kamienie w obszarze prawnym nie są przez Polskę wykonywane. Powtarzany jest slogan związany – w ich ocenie – ze złym systemem prawnym w Polsce, który trzeba poprawić. Jednak to jest tylko wykręt, żeby Polsce nie dać pieniędzy, bo w innym wypadku opozycja totalna straciłaby paliwo. Co do uzyskania tych pieniędzy – jestem przekonany, że należy drążyć ten problem, natomiast powoli kończy się czas pokory i ustępstw, które nic nie dają. Dobrze powiedział prof. Gliński, że należy szukać alternatywnych źródeł do sfinansowania tych działań, inwestycji, które zostały zapisane w Krajowym Planie Odbudowy – mogą to być także pożyczki. Jednocześnie przedstawiając rachunki i rozliczenia, będziemy napierać i czekać, aż Unia nam te koszty zwróci.
Warto pamiętać, że Unia nam niczego nie daje…
– Oczywiście. Są to pieniądze ze składek. Jeśli mówimy o pieniądzach, to warto przypomnieć, że do 2058 roku państwa członkowskie będą spłacać dług w wysokości prawie 800 miliardów euro, bo tyle Unia Europejska zaciągnęła na pożyczki na 27 planów odbudowy. W tej chwili widzę ogromną panikę, z czego będą te spłaty, ponieważ mamy kryzys, a może być jeszcze gorzej, bo nie można wykluczyć recesji gospodarczej. Widać więc bardzo wyraźnie, że kraje chętnie biorą granty, ale nie chcą zaciągać pożyczek przygotowanych dla poszczególnych państw w ramach budżetu pocovidowego. Polska projektowała wziąć 11 miliardów euro z 34 zaplanowanych dla nas, ale póki co nie wzięliśmy nic. Czekamy na grant w wysokości 24 miliardów euro i zobaczymy, czy dostaniemy te środki. Ponadto w Unii szykują się nowe podatki, nowe rozwiązania, które obciążą poszczególne kraje. W Unii nie ma nic za darmo, Unia nie ma własnych pieniędzy, a środki, którymi dysponuje, pochodzą ze składek państw członkowskich. Przyszłość finansowa Unii jest niepewna, bo tak zadłużonej UE jeszcze nie było, z takim kryzysem energetycznym Unia nigdy się nie mierzyła, podobnie jak z inflacją wywołaną przez Putina oraz wojnę na Ukrainie. I z tym wiążą się wszystkie perturbacje gospodarcze, których Unia nie potrafi przezwyciężać. Jest zatem wiele znaków zapytania, co do przyszłości Unii Europejskiej, tym bardziej nasz rząd powinien pilnować polskich spraw, bo to jest najważniejsze.
Dziękuję za rozmowę.
Mariusz Kamieniecki