• Wtorek, 14 kwietnia 2026

    imieniny: Justyny, Waleriana

Totalna opozycja gorsza niż kryzys

Niedziela, 11 września 2022 (20:36)

Rozmowa z Andrzejem Maciejewskim, politologiem z Instytutu Sobieskiego

Patrząc na zachowania opozycji w obliczu kryzysu ekonomicznego, można chyba zapytać, co jest gorsze dla Polski: kryzys czy może totalna opozycja?

– Żeby odpowiedzieć na to pytanie, warto sobie przypomnieć zachowanie totalnej opozycji w ogóle, a w szczególności po powrocie Donalda Tuska z brukselskich wojaży. Chyba wszyscy pamiętamy, jak się zachowywała opozycja, kiedy pojawił się kryzys na polsko-białoruskiej granicy i kiedy rząd zdecydował, że aby skutecznie zatrzymać napływ fali imigrantów muzułmańskich wysyłanych do Polski przez reżim Łukaszenki, trzeba zbudować solidny płot. Opozycja oczywiście była na nie, a Donald Tusk krzyczał, że to zły pomysł, że szkoda pieniędzy, że i tak nic z tego nie będzie, że trzeba tym ludziom pomóc, a nie stawiać mury. Minął rok i mur stoi i skutecznie odstrasza przed próbami nielegalnego przekraczania polskiej granicy. Podobnie kiedy Rosja zaatakowała Ukrainę, opozycja miała pretensje, że rząd wiedział, że może być wojna, ale się nie przygotował. Efektem napaści rosyjskiej była fala migracyjna ludności ukraińskiej, gdzie w pierwszej fazie wojny dotarło do Polski około trzech milionów kobiet, dzieci i osób starszych. Tymczasem mimo otwarcia granic, wielowymiarowej pomocy tym ludziom opozycja znów krzyczała, że rząd jest nieprzygotowany.

Tylko kto fizyczne jest w stanie przygotować się na coś takiego?

– Dokładnie. Proszę sobie przypomnieć, co działo się, kiedy Angela Merkel otworzyła drzwi Europy na falę ekonomicznych imigrantów muzułmańskich, kiedy na przestrzeni roku szlakami lądowymi i morskimi dotarło na nasz kontynent około półtora miliona ludzi. Były obozy dla imigrantów, ogromne problemy humanitarne. Tymczasem do Polski na przestrzeni niespełna kilku tygodni dotarły trzy miliony, a później jeszcze więcej uchodźców wojennych, dla których nie trzeba było budować obozów. Zaskoczeni tym faktem byli nawet komisarze unijny, którzy pytali, gdzie są obozy dla uchodźców. Nie zmieniło to jednak postawy opozycji, której politycy za pośrednictwem liberalno-lewicowych mediów siali niepokój i krytykowali działania rządu. Nie zająknęli się jednak, kiedy Polska ponosiła i ponosi ogromne koszty z tym związane, żeby wesprzeć polski rząd w staraniach o finansowe wsparcie na pomoc uchodźcom. Nie zrobili na tym froncie nic i Polska wciąż nie dość, że nie otrzymała ze strony Unii Europejskiej żadnych pieniędzy, to jeszcze wstrzymywana jest wypłata należnych nam środków z „Krajowego planu odbudowy”.

Kryzys to także wzrost cen energii na rynkach światowych – gazu, ropy, węgla. Czy rząd dobrze się przygotował na to, co może nas czekać jesienią i zimą?

– Wojna obok skutków militarnych przyniosła wzrost cen energii i paliw. Wzrost cen gazu, węgla i ropy na rynkach to m.in. efekt działań Putina, ale także pochodna polityki Niemiec, które poprzez Nord Stream 1 i Nord Stream 2 uzależniły siebie i Europę od dostaw rosyjskich surowców energetycznych. Na początku wojny opozycja w Polsce krzyczała, żeby zamykać granicę na zakup surowców energetycznych z Rosji i choć polski rząd jako jeden
z pierwszych, bodajże w kwietniu br., zrezygnował z zakupu tych surowców, m.in. węgla, to Unia Europejska się ociągała, do końca sierpnia handlując z Rosją i gromadząc zapasy. I choć spełniło się marzenie opozycji, to jej politycy wychodzą teraz z pretensjami do rządu – gdzie jest węgiel? Dlaczego – choć mamy kopalnie i węgiel na dwieście lat – tego węgla nie ma? Swoją drogą warto przypomnieć, że zamykanie w Polsce kopalń nie wynika ze złej woli rządu, tylko jest pokłosiem decyzji i polityki klimatycznej Unii Europejskiej. Politycy opozycji zapomnieli, że jeszcze w ubiegłym roku, kiedy sędzina Trybunału Sprawiedliwości Unii Europejskiej Rosario Silva de Lapuerta jednoosobowo podejmowała decyzję o zamknięciu kopalni i elektrowni „Turów” przytakiwali takiej decyzji. Robili zatem wszystko – także za swoich rządów – żeby natychmiast odchodzić od węgla, zamykali kopalnie itd. Przy okazji warto nadmienić, że węgiel z Rosji był sprowadzany nie przez obecny rząd, jak próbowano przekonywać, ale przez rozmaite spółki m.in. do kotłowni w miastach, gdzie nota bene rządzą politycy opozycji. A więc najpierw opozycja krzyczy, żeby zamykać granice dla rosyjskiego węgla, po czym samorządowcy – ci, którzy ściągali węgiel z Rosji – wychodzą i wołają, że nie mają węgla na zimę.

Pewnie to żadna pociecha, ale kryzys i braki surowców energetycznych dotyczą nie tylko Polski, ale całej Europy?

– Owszem, ale cała opozycja wychodzi i mówi, że mamy kryzys gospodarczy, kryzys energetyczny, szalejące ceny i wielką inflację – tak jakby to była tylko i wyłącznie sprawa polska. Opozycja jednak przemilcza fakt, że mimo kryzysu polska gospodarka jest wciąż na czele, jeśli chodzi o wzrost PKB, a także, że mamy najniższe bezrobocie.

Jaki z tego wniosek?     

– Taki, że opozycja w Polsce wprost uwielbia, kiedy dzieje się źle – nawet jeśli mają ucierpieć ludzie, ale kiedy Polska odnosi sukcesy to przemilcza sprawę, a jeśli się nie da, to próbuje sukcesy przekuć w porażkę rządu.

Jak ocenić walkę rządu i NBP z inflacją?  

– Mechanizmy walki z inflacją są proste i ogólnie znane. Przede wszystkim można maksymalnie podnieść stopy procentowe, jednocześnie obłożyć dodatkowymi podatkami przy braku jakiegokolwiek wsparcia gospodarczego i społecznego. Jeśli rząd postąpiłby w ten sposób, to mielibyśmy powtórkę z Balcerowicza, a jednocześnie pewność, że inflację uda się zdusić nawet do poziomu dwóch procent. Tyle tylko, że koszty społeczne takich działań, koszty bytowe polskich rodzin byłyby przeogromne. Również koszty gospodarcze – hamowanie gospodarki, wzrost bezrobocia, bankructwa – byłyby na porządku dziennym. Wszyscy mówią: zmniejszać inflację, tylko nikt nie powie, jakimi narzędziami.

Rząd obrał właściwą drogę?

– Przede wszystkim jest to droga, narzędzia mniej dotkliwe dla obywateli, co oznacza dłuższy marsz. Rząd Zjednoczonej Prawicy wyraźnie stwierdził, że w grę nie wchodzi terapia szokowa, żeby uniknąć powtórki z Balcerowicza, kiedy społeczeństwo zostało pozostawione same sobie. Jeśli zaś chodzi o nośniki energii, to jeśli posłuchać przekazów opozycyjnych, to wychodzi jak zwykle na to, że za wzrost cen odpowiada rząd. Tylko że politycy opozycji i wspierające ich media nie mówią, że nośniki energii nie działają dzisiaj w systemie gospodarki PRL-owskiej, tylko w systemie wolnorynkowym, a rząd może je regulować np. poprzez podatki czy dopłaty. Z drugiej strony, kiedy rząd obniża akcyzy, czy to na paliwa, na gaz, czy na produkty spożywcze, to opozycja tego nie widzi. Kiedy jednak zapytać Donalda Tuska czy innych polityków opozycyjnych, co zrobić, żeby poprawić ten stan, to słyszymy, że oni to wiedzą, ale powiedzą po wygranych wyborach. Tak się zachowuje tylko nieodpowiedzialna opozycja w obliczu zimy, kiedy wielu Polaków martwi się, czy nie będzie marznąć. Nie ma wątpliwości, że cała sytuacja jest jedną wielką kumulacją różnych czynników, takich jak covid i skutki pandemii na gospodarkę, także rosnącego zapotrzebowania na energię w przemyśle, żeby się odbudować i nadrobić stracony czas. Nie można też zapominać o szantażu energetycznym Rosji, o działaniach wojennych, ale także o spekulacjach, gdzie ceny niejednokrotne są efektem właśnie spekulacji.

Rząd, który nie dość skutecznie hamuje te procesy spekulacyjne, jest bez winy?      

– Jedyne, o co można mieć pretensje do rządu, to fakt, że w sposób niewystarczający działa Urząd Ochrony Konkurencji i Konsumentów i to, że mało efektywne są kontrole Państwowej Inspekcji Handlowej. Mam wrażenie, że w wielu obszarach mamy do czynienia ze spekulacją, bo jeśli drewno opałowe w Lasach Państwowych, w nadleśnictwach kosztuje dajmy na to sto czy dwieście złotych za metr sześcienny, u handlarza trzeba zapłacić średnio 500-600 złotych, a w sieciówce ta cena wzrasta do 800 złotych, to znaczy, że mamy do czynienia ze spekulacjami, które mają drążyć kieszenie obywateli. Podobna sytuacja jest z węglem, gdzie na placu w kopalni jest to koszt np. 1200 złotych za tonę, a po załadowaniu przez pośrednika na samochód i dostarczeniu do sprzedaży kosztuje już trzy tysiące złotych. Dochodzimy do absurdów – nie wspomnę już o panice cukrowej, kiedy w kraju producenckim o dużych zapasach cukru stworzono histerię cukrową, która podbiła ceny cukru dwukrotnie. Reasumując – odnoszę wrażenie, że brakuje działań odgórnych, żeby nie dopuszczać do spekulacji cenowych
i działań, które nie mają nic wspólnego ze zdrową konkurencją, a jedynie z próbą podbijania bębenka
i tworzenia histerii w Narodzie.

Jaką rolę w tych wszystkich manipulacyjnych działaniach odgrywają media?     

– Media odgrywają dużą rolę w informowaniu społeczeństwa, ale w rękach nieodpowiedzialnych polityków mogą być też narzędziem manipulacji. W przypadku mediów przeciwnych rządowi Zjednoczonej Prawicy ogrom spraw, o których mówiłem – bardzo długo był przemilczany albo przedstawiany w niewłaściwy sposób. Dopiero teraz półgębkiem w mediach opozycyjnych pojawił się wątek, że czynnikiem inflacyjnym są wzrosty cen energii na rynkach światowych. Mimo iż sprawa była jasna od początku, to dopiero teraz tzw. wolne media to zauważyły. Natomiast przez pół roku wszystkiemu był winny rząd. Tak czy inaczej przed nami trudny czas, czas wymagający solidarności obywatelskiej i troski o siebie nawzajem, a jednocześnie przed nami czas odpowiedzialności klasy politycznej i mediów, które poprzez swoje nieodpowiedzialne działania mogą zrobić
i pogłębić krzywdę ludziom poprzez nakręcanie histerii
i manipulacje. W każdym szanującym państwie obowiązuje zasada, że problemy się rozwiązuje, a nie adoruje, a jednocześnie unika się budowania psychozy, histerii. Gdyby tak działano na Ukrainie, to dzisiaj ten kraj napadnięty przez Rosję byłby już dawno rozebrany przez okupanta
i zajęty. Natomiast dlatego, że morale Ukraińców zostało utrzymane na wysokim poziomie, że media i pozycja ukraińska działały wspólnie, nie dopuszczono do zachwiania wiary w ostateczne pokonanie wroga.

Zachód, głównie Niemcy, po rosyjskiej agresji zakładały, że zajęcie Ukrainy przez Rosjan to kwestia dni…

– Owszem, nikt poza Polską, poza Amerykanami i Brytyjczykami nie dawał Ukraińcom szans. Unia Europejska wyrażała przekonanie, że opieranie się Rosji nie ma kompletnie sensu, że nie ma sensu wysyłać do Kijowa sprzętu, wsparcia, bo sprawa jest już rozstrzygnięta na korzyść Moskwy. I to pokazuje, co znaczy morale, bo gdyby Ukraińcy temu ulegli, dzisiaj z całą pewnością byliby już pod zaborem rosyjskim, a w Kijowie byłby posadowiony marionetkowy rząd moskiewski. I tu można zastosować pewną analogię do Polski – mianowicie jeśli polska klasa polityczna w końcu nie dojrzeje i tzw. wolne media nie będą się zachowywać etycznie, to za czas jakiś – niedługi – możemy mieć problemy nie z gazem, nie z inflacją, nie z gospodarką, ale z psychozą, która doprowadzi do szaleństwa, a to może się okazać bardziej niebezpieczne niż wojska rosyjskie pod Warszawą. Warto o tym pamiętać i warto mieć tego świadomość, że nieodpowiedzialne słowa, działania polityków i mediów mogą być gorsze od wrogich armat czy rakiet.

               Dziękuję za rozmowę.  

                 

Mariusz Kamieniecki