W obronie polskich interesów
Piątek, 8 marca 2013 (02:06)Do poseł Doroty Arciszewskiej-Mielewczyk w Gdyni przychodzą ludzie zaniepokojeni o los swoich domów i mieszkań. Zdarza się, że zajmowane przez nich nieruchomości z dnia na dzień znajdują niemieckich „właścicieli”, którzy występują z roszczeniami.
Ale zgłaszają się też osoby podwójnie wysiedlone, tzn. wypędzone najpierw w czasie wojny przez Niemców, a w 1945 r. przez władze komunistyczne. I oczywiście okradzione z dorobku pokoleń. Dziś dowiadują się, że ich rodzinne domy mają być lege artis przejęte przez zasiedzenie przez osoby, które skorzystały na bezprawiu.
Rzecznikiem osób opuszczonych przez własne państwo, które nie zadbało o to, by na drodze prawnej skutecznie blokować roszczenia niemieckie, jest powstałe w 2004 r. Powiernictwo Polskie, na czele którego stoi Dorota Arciszewska-Mielewczyk. To w zasadzie jedyna taka organizacja w Polsce! Tymczasem w Niemczech tzw. wypędzeni są świetnie zorganizowani, mają multum stowarzyszeń będących ich adwokatami, nie mówiąc o państwie niemieckim, które wspiera ziomkostwa sutymi dotacjami.
Twarda mowa
Dlaczego w działalność Powiernictwa Polskiego zaangażowała się właśnie Dorota Arciszewska-Mielewczyk? To proste: urodziła się w Gdyni, skąd w pierwszych tygodniach okupacji w 1939 r. Niemcy brutalnie wypędzili 70 tysięcy Polaków, by oddać zajmowane przez nich nieruchomości swoim ziomkom. Wciąż wiedza o tym rozdziale polskiej martyrologii jest znikoma, a poszkodowani nie otrzymali zadośćuczynienia. Powiernictwo postanowiło to zmienić.
Za swoje statutowe zadanie Powiernictwo Polskie uznało zebranie i udokumentowanie krzywd doznanych przez polskich obywateli w wyniku II wojny światowej, oszacowanie wynikających z nich roszczeń wobec rządu Niemiec, reprezentowanie pokrzywdzonych na drodze prawnej przed właściwymi sądami.
– Sprzeciwialiśmy się także próbom rewizji historii, odwracaniu ról oprawcy i ofiary, lamentom nad „biednymi Niemcami” wysiedlanymi przez Polaków. Pokrzywdzeni przez Niemców Polacy w Powiernictwie mogli liczyć na profesjonalną pomoc prawną, nad którą nadzór miała prezes Dorota Arciszewska-Mielewczyk – wskazuje Benedykt Wietrzykowski, prezes Stowarzyszenia Gdynian Wysiedlonych i honorowy prezes Powiernictwa Polskiego.
Przeciwko białej fladze
Od początku nie było sielanki. Pierwsza akcja poseł Arciszewskiej-Mielewczyk i pierwsza medialna wrzawa (kłania się opanowanie rynku prasy, zwłaszcza lokalnej, przez kapitał niemiecki). W 2003 r. Bruno Bigott „odzyskuje” w Sopocie kamienicę swej babki wraz z lokatorami. Dziesięć rodzin i Urząd Miasta w Sopocie wnoszą sprawę do sądu w Gdańsku, Powiernictwo Polskie udziela im poparcia.
Adwokat lokatorów mec. Marek Kruminis-Łozowski argumentuje przed sądem, że nieruchomość powinna przejść na własność Skarbu Państwa jako mienie poniemieckie. Sędzia jest jednak innego zdania i nakazuje zwrot nieruchomości. W proteście Powiernictwo organizuje pikietę przed budynkiem sądu, który nakazał zwrot nieruchomości obywatelowi Niemiec.
Niestety, protest zostaje spacyfikowany przez policję. Potem z trybuny sejmowej Arciszewska-Mielewczyk zapyta, kto kierował tłumieniem pikiety, i zapewni, że Powiernictwo Polskie nie da się zastraszyć ani emisariuszom partii białej flagi, ani niemieckim nacjonalistom, ani niektórym funkcjonariuszom policji. Za pikietę przed gdańskim sądem Powiernictwo będzie ciągane przez policję przez pół roku.
To nie prywatna sprawa
Wkrótce agenda spraw, z którymi zmierzy się pani prezes Arciszewska-Mielewczyk, znacząco się wydłuży.
18 grudnia 2006 r. Powiernictwo występuje do premiera Jarosława Kaczyńskiego z postulatem renegocjacji traktatu polsko-niemieckiego o dobrym sąsiedztwie i przyjaznej współpracy z 17 czerwca 1991 roku.
W obronie polskiego stanu posiadania Powiernictwo Polskie apeluje o uporządkowanie ksiąg wieczystych i sprawdzanie ich stanu oraz zawartości, by uniemożliwić dochodzenie roszczeń przez Niemców. Prezes Arciszewska-Mielewczyk proponuje, by roszczenia obywateli Niemiec wziął na swoje barki rząd w Berlinie. Strona niemiecka od lat odrzuca to rozwiązanie. Niemcy negatywnie przyjmą też ustawę o ujawnieniu ksiąg wieczystych, bezczelnie uznając ją za bezprawie – kolejne po tzw. wypędzeniach.
W odpowiedzi na głośny wyrok Sądu Rejonowego w Szczytnie, nakazujący rodzinom Moskalików i Głowackich opuścić mieszkania w domu odzyskanym przez Agnes Trawny w Nartach, Dorota Arciszewska-Mielewczyk przekazuje w grudniu 2009 r. pokrzywdzonym Polakom symboliczny czek na 50 tys. zł – na zagospodarowanie w nowym miejscu zamieszkania. Pani prezes ostro zapowiada, że rząd nie może dawać przez ministra Arabskiego sygnału, że roszczenia niemieckie to prywatne sprawy ludzi.
Podwójnie skrzywdzeni
Poseł Arciszewska-Mielewczyk osobiście zaangażuje się też w przemilczaną przez inne media kwestię wypędzania przez komunistów po II wojnie światowej Polaków z Gdyni i okolic (ponad 400 osób). Problem zgłosiło Stowarzyszenie Gdynian Wysiedlonych.
Najpierw Oddziałowa Komisja Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu w Gdańsku uznała w 2011 r., że komuniści działali zgodnie z ówczesnym prawem. Potem, w maju 2012 r., Sąd Rejonowy w Gdyni oddalił skargę złożoną na tę decyzję. Dorota Arciszewska-Mielewczyk skierowała więc interpelację do ministra sprawiedliwości Jarosława Gowina, który umył ręce, przekazując problem Prokuraturze Generalnej.
Pani poseł nie kryła oburzenia postawą Okręgowej Komisji Ścigania i sądu, wskazując, że to organy państwa powinny same zauważać niesprawiedliwość i odpowiednio na nią reagować, a nie czekać, że wyręczą je oddolne inicjatywy lokalnych grup społecznych.
Z inicjatywy Doroty Arciszewskiej-Mielewczyk ukazywał się kwartalnik Powiernictwa, wydawany w dziesiątkach tysięcy egzemplarzy, podejmujący bolesne i trudne kwestie w zakresie polsko-niemieckich reminiscencji z wojny i rozpowszechnianych kłamstw.
Persona non grata
Gdy w maju 2011 r. swoją wizytę w Polsce zapowiada Erika Steinbach, Powiernictwo Polskie wydaje specjalne oświadczenie, określając przyjazd szefowej BdV mianem prowokacji w celu pogorszenia stosunków polsko-niemieckich. „Właśnie dzięki tego typu działaniom i zaognianiu relacji na linii Warszawa – Berlin Erika Steinbach zaistniała i osiągnęła tak wysoką i wpływową pozycję na niemieckiej scenie politycznej” – uzasadnia Powiernictwo swój sprzeciw wobec fetowania osoby, która kreuje się na ofiarę „polskiego nacjonalizmu”.
Już wcześniej prezes Dorota Arciszewska-Mielewczyk konsekwentnie bojkotuje imprezy z udziałem Steinbach. Dostała kiedyś zaproszenie na spotkanie z nią na jednym z polskich uniwersytetów – odmówiła. Takich oporów nie miał Donald Tusk.
Pełna godności postawa pani poseł to niestety raczej wyjątek w polskich realiach politycznych, gdzie klientelizm wobec Niemiec wyniesiono do rangi kanonu we wzajemnych relacjach. Od wielu lat fundacje zza Odry, finansowane przez rząd i partie polityczne, za pomocą niezliczonych stypendiów, grantów, szkoleń, nagród i polityki orderowej budują sieć wpływów w Polsce. I omotują polityków pierwszego, ale i trzeciego garnituru, perspektywicznie patrząc na swoje interesy. Dorota Arciszewska-Mielewczyk głośno mówi o braku symetrii w stosunkach polsko-niemieckich, o beznadziejnej roli, jaką odgrywa Władysław Bartoszewski jako sztandarowa postać „pojednania” z Niemcami.
Ulotka
W odpowiedzi na agresywne, nieprzyjazne wobec Polski działania Steinbach, w sierpniu 2007 r. Powiernictwo Polskie zaczyna kolportować wśród polityków niemieckich ulotkę, która wywoła niesłychane zainteresowanie za Odrą. Akcja prezes Arciszewskiej-Mielewczyk ma związek z dorocznym zjazdem niemieckich ziomkostw z okazji tzw. Dnia Stron Ojczystych. To „święto” rewizjonistów obfituje w antypolskie akcenty i jest pokazem buty.
Ulotka językiem grafiki przejrzyście opowiada o ideowych korzeniach tzw. wypędzonych. Erika Steinbach została zestawiona z żołdakiem SS i krzyżackim knechtem – symbolami niemieckiego Drang nach Osten. Ulotka była opatrzona tytułem „Dzień Stron Ojczystych”, znalazł się też w niej sparafrazowany fragment przemówienia Hitlera z 1938 r.: „Pozostaje jeszcze jeden problem, który musi zostać rozwiązany i z pewnością rozwiązany będzie. Są to nasze ostatnie roszczenia majątkowe, które postawiliśmy w Europie, ale są to żądania, z których nie zrezygnujemy”.
Wymowna grafika rozsierdziła Steinbach. Szefowa tzw. Związku Wypędzonych wytoczyła Powiernictwu Polskiemu proces o zniesławienie. Sąd pierwszej instancji w Kolonii zabronił rozpowszechniania ulotki i nakazał zapłacić Powiernictwu 50 tys. euro „zadość- uczynienia”.
Musi także zapłacić 60 tys. zł kosztów sądowych. Apelacje okazały się nieskuteczne – niemiecki wymiar sprawiedliwości stanął murem za Steinbach, przymykając oko na badania niemieckich historyków, którzy udowodnili ponad wszelką miarę afiliacje Związku Wypędzonych z funkcjonariuszami III Rzeszy, a więc z ideologią nazizmu. Pani poseł nie składa jednak broni – Powiernictwo Polskie odwołało się do Strasburga, licząc, że Europejski Trybunał Sprawiedliwości obroni wolność słowa.
Morskie sprawy
Myliłby się ten, kto działalność publiczną pani poseł ograniczałby tylko do spraw Powiernictwa Polskiego. Dorota Arciszewska-Mielewczyk jako osoba od dziecka związana z morzem od początku pracy w parlamencie zajmuje się kwestiami dotyczącymi gospodarki morskiej. Wystarczy przejrzeć jej wystąpienia w Sejmie lub Senacie czy przeczytać składane interpelacje, aby zauważyć, że sporo miejsca zajmują w nich choćby sprawy rybołówstwa, w tym kar, jakie UE nakładała na polskich rybaków za przekroczenie kwot połowowych, czy kwestie przyszłości gospodarki morskiej. Takie sprawy nie przebijają się jednak na czołówki serwisów informacyjnych.
Marzeniem Doroty Arciszewskiej-Mielewczyk jako szefowej Powiernictwa Polskiego była budowa Centrum Wypędzonych Polaków II RP – „Golgoty Wschodu i Zachodu”, które ma być świadectwem holokaustu Polaków podczas II wojny światowej, z rąk obu okupantów: niemieckiego i sowieckiego. Pod rządami Platformy Obywatelskiej nie ma najmniejszych szans na realizację tego ze wszech miar koniecznego przedsięwzięcia, ale pani poseł nie traci nadziei. Wie, że jesteśmy to winni następnym pokoleniom, a dług jest rzeczą honorową, trzeba go spłacić.
Piotr Szubarczyk