Potrzeba świadectwa wiary
Piątek, 19 sierpnia 2022 (15:23)Rozmowa z prof. dr. hab. Mieczysławem Rybą, historykiem, członkiem Kolegium IPN, wykładowcą KUL
i AKSiM
Nie ustają ataki na Kościół, symbole religijne w Polsce i nie tylko. Jaki jest cel tego typu działań?
– Mamy do czynienia z ideologią, która w sposób planowy dąży do zniszczenia Kościoła. Niestety nie do końca zdają sobie z tego sprawę chrześcijanie – a nawet kościelni hierarchowie – definiując to inaczej, próbując lekceważyć problem, uważając tego typu akty za przykład swobody życia religijnego itd. Tymczasem jeśli w szkołach planowo demoralizuje się dzieci przez tzw. edukację seksualną, która w istocie wywraca cały porządek, całą etykę do góry nogami, to o czym my mówimy, o jakiej swobodzie. Mamy nie tyle walkę z Kościołem poprzez przerywanie nabożeństw itd., ale toczy się walka w duszach ludzkich
– szczególnie dotyczy to młodego pokolenia. Ponadto toczy się walka z chrześcijaństwem w przestrzeni sztuki, gdzie mamy do czynienia z obrazoburstwem i profanacją na szeroką skalę, a także w mediach. Gdziekolwiek się nie spojrzy, to rozgrywa się walka o ludzkie dusze. Chodzi o to, żeby albo wyrzucić z przestrzeni publicznej samego Boga, albo etykę chrześcijańską, wizję świata, która wynika
z wiary.
Jak to zidentyfikować?
– Zwykle zaczyna się od podważania kwestii moralnych,
a kończy się na kwestiach doktrynalnych i jest to oczywiste. Zatem walka toczy się o duszę społeczeństwa
i dzieje się to na poziomie duchowym czy kulturowym. Ponieważ doktryna Nowej Lewicy jest bardzo angażująca, dlatego zniewala duchowo ludzi. Początkowo ci lewaccy agitatorzy mówią o wolności i tolerancji, a później dochodzi wręcz do fizycznych ataków na chrześcijaństwo. Do świątyń wkraczają tacy ludzie, którzy przerywają nabożeństwa czy Eucharystię – w istocie je profanując. Tak się dzieje, kiedy ludzie wchodzą w obszar oddziaływania zła, i to już nie są żarty. Jeśli ktoś myśli, że sprofanuje bez konsekwencji wizerunek Matki Bożej czy Najświętszy Sakrament, że z Pana Boga można sobie robić żarty, że można drwić ze Stwórcy i że nie poniesie za to żadnych konsekwencji, to jest w wielkim błędzie. Również ci, którzy są odpowiedzialni za pasterzowanie i milczą wobec tego typu aktów, też zaciągają pewną winę.
Komu przeszkadza Bóg, wiara, Kościół? Pamiętamy, jak „strajk kobiet” nawoływał do palenia kościołów, mieliśmy profanacje, zakłócanie nabożeństw…
– Trzeba powiedzieć, że mamy do czynienia z wojną religijną, bo ideologia jest tylko parareligią, religią bez Boga, która niestety funkcjonuje niemalże jak wyznanie.
Z ich punktu widzenia nie mogą istnieć dwie religie obok siebie. Przy okazji uwidocznił się olbrzymi kryzys samego Kościoła, który popadł w pewien doktrynalny chaos. Widzimy, że pasterze niemieccy inaczej mówią o fundamentalnych kwestiach niż, dajmy na to, pasterze polscy. Zaczyna się tworzyć chaos, nie ma twardego pionu nauczania i w tym sensie – na kanwie tego kryzysu – rozmaici wichrzyciele odnoszą duże sukcesy, niemalże jak reformacja w XVI wieku, kiedy kryzys Kościoła był bardzo głęboki i na kanwie tegoż kryzysu reformacja się rozprzestrzeniała. Tyle tylko, że to, z czym mamy dzisiaj do czynienia, jest jeszcze groźniejsze niż reformacja, bo niesie ze sobą daleko bardziej idące skutki – zwłaszcza
w sferze podważania całego porządku natury.
Jak w tej sytuacji powinniśmy jako chrześcijanie reagować na różnego rodzaju akty świętokradcze, jak powstrzymać prądy ideowe i całą tą rewolucję kulturową?
– To nie jest kwestia tylko aktów świętokradczych. W Biblii jest napisane, że jeśli ktoś zgorszy jedno z tych małych, to lepiej byłoby, żeby sobie uwiązał kamień młyński u szyi. Tymczasem dzisiaj, kiedy na kanwie tzw. transpłciowości młode dziewczyny czy młodzi chłopcy są rozregulowani, rozstrojeni w swojej tożsamości seksualnej, to jak my reagujemy, mówiąc, dajmy na to, o dialogu…? Jeśli toczy się spór o in vitro – fundamentalny nawet w sferze oceny moralnej – to też jest dosyć powszechne milczenie w tym zakresie. Zatem jeśli milczenie jest odpowiedzią na zgorszenie, jeśli uważamy, że to przeminie, to moim zdaniem jest to grzech zaniedbania. Nie można milczeć, tylko trzeba dać świadectwo prawdzie – i to jest prawdziwe powołanie każdego chrześcijanina. Trzeba dawać świadectwo prawdzie i wykrzyczeć – w porę i nie w porę
– tę prawdę.
To gdzie jest ta odwaga?
– Odnoszę wrażenie, że weszliśmy w stan apatii, strachu czy lęku przed rozmaitymi oskarżeniami. Nie może być też tak, że byle kto wysuwa czasem absurdalne oskarżenia, a my od razu we wszystko wierzymy – nawet jeśli ktoś przypomina sobie rzeczy sprzed kilkudziesięciu lat, niepotwierdzone, a my uznajemy, że ma rację, a dopiero potem się okazuje, że to nieprawda. Takie bezrefleksyjne przyjmowanie wszystkich ataków na Kościół czy kapłanów powoduje, że samoistnie wpadamy w spiralę strachu, obawiając się, że każdy, kto się odezwie, za chwilę sam będzie oskarżony. Niestety, nie umiemy też bronić tych, którzy są odważni, nie stajemy za nimi. I to są negatywne zjawiska, które powodują, że młodzież, słysząc o tym, odchodzi od Kościoła. Odchodzi, dlatego że potrzebuje jasnego, twardego świadectwa bez żadnych niedomówień. I jeśli ktoś boi się odezwać – nie mówiąc już o męczeństwie, ale jeśli milczą ci, którzy są odpowiedzialni
i nie powinni milczeć – to nic dziwnego, że młodzież ucieka.
Trwa zbiórka podpisów pod obywatelskim projektem zmian w Kodeksie karnym autorstwa Solidarnej Polski pod nazwą
„W obronie wolności chrześcijan”, który miałby penalizować publiczne lżenie lub wyszydzanie Kościoła bądź związku wyznaniowego. To dobry pomysł?
– Pomysł jest dobry, ale to nie rozwiąże wszystkich problemów. Lżenie czy wyszydzanie Kościoła, czy też akty świętokradcze powinny być penalizowane – i jest to rzecz oczywista. Natomiast mam na myśli zachowania społeczne. Otóż w prawie można zapisać kary za takie czy inne czyny świętokradcze itd., a sądy i tak będą wyrokować inaczej – co zresztą dobrze znamy, kiedy obrażający uczucia religijne wierzących są zwykle uniewinniani w imię tzw. wolności słowa. Dlatego nawet zaostrzenie prawa musi być powiązane z pewną presją społeczną. Taka presja była
i jest tworzona przez Radio Maryja, ale poza tym jest bierność. Żeby uruchamiać tego typu procesy, trzeba też składać pozwy przeciwko świętokradcom itd., tymczasem jest obawa, strach. Tak czy inaczej pomysł penalizacji jest dobry, ale trzeba to widzieć całościowo, bo samymi zmianami zaostrzającymi przepisy prawa nie rozwiążemy tego problemu.
Jak zachęcić ludzi młodych, aby odważnie stawali w obronie wiary, tradycji chrześcijańskiej?
– Jeśli młodym sami często mówimy, że najważniejsze jest, żeby było miło, że wystarczą piosenki przy ognisku i trzymanie się za ręce, i to ma być istota naszej religijności, a nie, że istotą jest walka o prawdę – przecież Jezus Chrystus powiedział, że jest drogą, prawdą i życiem,
i że prawda nas wyzwoli – i jeśli nie będzie świadectw ludzi dorosłych, to nic nie wskóramy. Osobiście w swojej młodości w czasach komunizmu spotykałem takich przykładnych kapłanów, którzy walczyli ze złem, z zakłamaniem. Takim przykładem kapłana wiernego do końca jest bł. ks. Jerzy Popiełuszko czy chociażby ks. abp Ignacy Tokarczuk – wierny sługa prawdy i wielu innych.
I takie przykłady pociągają. Mogą być mniejsze bądź większe talenty pedagogiczne, kaznodziejskie, ale pamiętajmy, że młodych pociągają czyny, młodzi idą za świadectwem. Jeśli ktoś jest autentyczny, jego słowa poparte są czynami, to staje się wzorem do naśladowania, autorytetem, który pociąga. Nie ma religii bez radykalizmu postaw, bez świadectwa i jeśli tego zabraknie, to młodzieży nie pociągniemy.
Co sprawia, że tak wielu młodych idzie za lewakami?
– Chodzi o to, że te środowiska lewackie są niesamowicie aktywne, tacy ludzie są przekonani, że to, w co wierzą, wyzwoli świat i młodzi, często zawiedzeni, nieukształtowani moralnie, idą za tymi lewakami, którzy są radykalni w postawach, sądząc, że znajdą tam wspólnotę, autentyczny świat. Natomiast u nas często pojawia się kremówkowy katolicyzm, spłycony, gdzie z Papieża Jana Pawła II – świętego – wydobywa się tylko tę wierzchnią, kremówkową warstwę. Nic z tego. Kremówkowe duszpasterstwo nie ma sensu, bo kremówki w spojrzeniu na św. Jana Pawła II to jedynie element – nazwijmy to – humorystyczny, natomiast w nauczaniu Papieża Polaka, w duszpasterstwie dzisiejszym chodzi o świadectwo wiary, prawdy, autentyczności życia, radykalizmu. Bez tego wszystkiego nie pociągniemy młodzieży, która szuka ludzi autentycznych, czyli takich, których słowa potwierdzają się w czynach, którzy się nie boją i są odważni, którym można i warto zaufać. Tymczasem dzisiaj mamy – w mojej ocenie – chrześcijaństwo strachu i to jest problem bardzo poważny. Myślę, że jest to problem dużo poważniejszy niż wszystkie obrazoburcze gesty, akty świętokradcze, które są oczywiście złe, ale to wszystko przeminie, zbankrutuje i za jakiś czas wszyscy powiemy – w jakich durnych czasach żyliśmy. Natomiast jeśli będziemy szli tą drogą, co Kościół na Zachodzie – jeśli nie będziemy reagować, jeśli nie będziemy odważni i zdecydowani w postawach, jeśli nie będziemy głosić Ewangelii czynem i przykładem, to nie pociągniemy młodzieży.